Baza danych -- Bio pilotów TWH
#1
Brick 
[Obrazek: V0Iw2YZ.png]

CMDR MATHIAS SHALLOWGRAVE

Kosmiczny włóczęga, szmugler i rebeliant-oportunista.



Mathias Shallowgrave może wydawać się typem spod ciemnej gwiazdy. Jego imię i nazwisko to najprawdopodobniej jeden z wielu aliasów, aczkolwiek nie jest to pewne. Oprócz kilku faktów, niewiele wiadomo o jego przeszłości.


Przed 3300 

Mathias pochodzi z jednego z niepodległych światów. Kiedyś był dobrze prosperującym handlowcem, ale porzucił tę profesję ponad piętnaście lat temu. Stało się to po stracie rodziny w wypadku, podczas jednej z bitew między Federacją a Imperium w systemie, gdzie Mathias rezydował. Po tym incydencie zaczął on żywić ogromną niechęć do zarówno Federacji, jak i Imperium. Nie mogąc poradzić sobie ze stratą bliskch stał się cichym i zamkniętym w sobie człowiekiem. Został samotnikiem  przemierzającym kosmos, bez określonego celu i przyszłości, imającym się różnorakich zajęć.

Jest człowiekiem nieostrożnym, lubi ryzykowne kotrakty i często znajduje się po złej stronie prawa. Nie jest jednak złym człowiekiem. Wręcz przeciwnie - ma dobre serce i wierzy w prawo karmiczne. Ze względu na to, co stało się w przeszłości nie lubi otwarcie okazywać uczuć. Co chwila przyjmuje nowe zlecenia, w niekończącej się próbie wypełnienia czymś pustki, którą czuje odkąd stracił wszystko i wszystkich, na czym mu kiedykolwiek zależało. Jeśli przyjrzeć się bliżej, mogłoby się wydawać, że Mathias Shallowgrave jest ciągle w pogoni za czymś, czego on sam nie jest w stanie zdefiniować ani nawet określić. 



Lipiec - Grudzień 3300

Kilka miesięcy temu Mathias nawiązał kotakt z grupą piratów. Zlecili mu oni zadanie kradzieży planów zaawansowanego prototypu broni szturmowej, bezpośrednio z siedziby jednej z korporacji na usługach Federal Navy. Zlecenie wysokiego ryzyka i wysokiego zysku - takie, jakie Mathias lubił najbardziej. Niestety misja nie poszła zbyt dobrze i Shallowgrave musiał salwować się ucieczką z bazy, w której przeprowadzane były badania nad nową technologią. Ledwo uszedł z życiem, na Zimno i z duszą na ramieniu, w zarejstrowanym na fałszywe ID korporacyjnym Diamondbacku.

[Obrazek: C9VJkiF.jpg]

Kiedy piraci dowiedzieli się o porażce Mathiasa, zdecydowali się go pozbyć, bojąc się, że najemnik może sypnąć i zdradzić lokalizację bazy pirackiej grupy, jeśli dorwą go federalni. Piratom udało im się wytropić Shallowgrave'a w jednym z niezamieszkałych, przygranicznych systemów. Zaskoczyli go podczas tankowania z gwiazdy; wywiązała się bitwa i mimo tego, że Mathiasowi udało się zniszczyć wszystkich piratów, to jego własny statek uległ takim uszkodzeniom, że jedynym wyjściem było użycie kapsuły ratunkowej. 

Przechwyciła ją cywilna jednostka handlowa, która przez przypadek błędnie skoczyła do systemu, w którym dryfował Mathias po tym, jak w kapsule skończyło się paliwo. Kiedy wreszcie dotarli do najbliższego portu gwiezdnego, Shallowgrave odkrył, że ktoś włamał się do wszystkich jego kont. Miliony nielegalnie zdobytych Kredytów wyparowały. Głównym podejrzanym był przywódca grupy piratów, ale tego Mathias nie był pewien i nigdy nie się dowiedział...

Nie miał innego wyjścia, jak przeczekać kilka miesięcy, aż jego trop całkiem ostygnie, wynająć jakiegoś najtańszego Sidewindera od Federacji Pilotów i z zaledwie setką Kredytów w kieszeni kolejny raz zacząć wszystko od nowa...



Listopad 3301

Niedawno Mathias przypadkowo odkrył, że jego odległymi przodkami był starożytny naród Polaków pochodzący jeszcze z Ziemi. Zafascynowany, sporo naczytał się o ich historii. Co ciekawe, okazało się, że po galaktyce lata mnóstwo Commanderów, w których żyłach płynie polska krew. Wydawało się, że Mathias wreszcie znalazł to, czego tak długo szukał. przez kilka ostanich miesięcy zbierał dane, robił notatki, aż w końcu postanowił  działać. Używając swoich licznych szemranych kontaktów rozesłał wici o zjednoczeniu Commanderów, którzy za przodków mają Polaków.

Tak powstali Skrzydlaci Husarze. 

Jeden z wysoko postawionych "przyjaciół" Mathiasa był mu dłużny przysługę i ten postanowił to wykorzystać. Poprosił o rejestrację frakcji i nadanie praw kontroli do stacji w jednym z pogranicznych systemów. Tajemniczy dłużnik Mathiasa dotrzymał słowa i Skrzydlaci Husarzy przejęli system HR 8444. Co prawda ich wpływy w tym systemie nie były jeszcze duże, ale teraz w zasadzie wszystko stało przed nimi.

Mathias wieszczył Husarzom świetlaną przyszłość.
Odpowiedz
#2
U mnie trochę inaczej bo w formie opowiadania:

  • - O rany ale cicho i spokojnie !
Komandor Kapitan Derek "Dako" Walker uśmiechnął się pod nosem i skierował się w stronę mostku
  • - Przestrzeń pusta jak konto pilota Imperium po wizycie w barze …
I rzeczywiście miał rację.
Przynajmniej do chwili, kiedy salwa laserów z nieprzyjemnym sykiem zredukowała tarcze o co najmniej połowę, uszkadzając przy tym radar i potwierdzając w ten sposób, że aktualnie nie można już liczyć na dyskrecję.
W każdym razie nie w sytuacji gdy leci się z wątpliwej legalności towarem w pobliżu systemu będącego stroną całkiem pokaźnego kosmicznego konfliktu.
W tej sytuacji kapitanowi do swojej poprzedniej kwestii zostało tylko dodanie pełne paniki:
  • - Ooo cholera! - I wykonanie skoku w kierunku jedynej choć tylko psychologicznej osłony którą dawał fotel kapitański. Czując się trochę bardziej bezpiecznie i trochę idiotycznie ryknął:
  • Pierwszy co się kur … dzieje?
Pierwszy oficer rozpaczliwie waląc w klawisze pulpitu systemów obronnych statku rzucił lekko nieprzytomne spojrzenie w kierunku fotela kapitana gdzie teoretycznie powinien znajdować się Derek
  • Eeee, atakują nas ...
  • To ja wiem ale kto i skąd ? - ryknął kapitan sadowiąc się w swoim fotelu.
Kolejna laserowa salwa zredukowała osłony do zera a w tej samej sekundzie Dereka olśniła następna myśl. Myśl tak przerażająca i nieprawdopodobna, że kapitan zamiast zarządzić przekierowanie całej mocy na tarcze stwierdził szczerze:
  • Pierwszy módl się, żeby to byli piraci a nie jakiś okręt wojenny. W każdym razie nie floty Imperium !
Co było dziwną uwagą jak na byłego członka floty Imperium.
I to w chwili gdy został zaatakowany.
Oczywiście komandor Derek nie należał do ludzi stereotypowych, a właściwie do takich co postępują w typowy dla reszty jego gatunku sposób. A jeśli się zastanowić to na tym pewnie polegał jego błąd - kolejny który doprowadził do obecnej sytuacji.
Bo komandor Derek i jego cokolwiek dziwna załoga latała sobie w przestrzeni kosmicznej w trakcie największego kosmicznego konfliktu w którym brało udział kilka gwiezdnych frakcji, piraci i w który od czasu do czasu włączali się jeszcze obcy. Natomiast komandor nie deklarował się po żadnej z walczących stron. Było to coś w rodzaju jednostronnej neutralności. Niestety problem polegał na tym, że to  Derek był jedyną osobą która o tym cokolwiek wiedziała. Reszta walczących nie miała o tym pojęcia.
I w tej sytuacji trudno byłoby mieć pretensje do statku który ich ostrzeliwał bo albo jego załoga nie zdawała sobie z tego sprawy albo zwyczajnie miała to gdzieś. A jeśli w kosmosie znajdujesz się po niewłaściwej stronie luf laserowych dział to tego rodzaju dywagacje nie mają sensu i są mało istotne.
Przez chwilę przemknęło mu przez myśl wspomnienie sytuacji kiedy jako młodziutki IV pomocnik II mechanika na pokładzie Imperial Cuttera o dumnej nazwie „Odyseja” mocno podenerwowany i ubrany jeszcze w kombinezon do pracy w przestrzeni kosmicznej składał raport z napraw na mostku oficerowi uzbrojenia. I słyszał jak jego kapitan mówił spokojnie do oficera łączności:
  • Proszę przekazać do dowództwa floty meldunek: "Nawiązuję kontakt bojowy z trzema federacyjnymi korwetami , Moja pozycja system gwiezd ..."
Dowódca nigdy nie dokończył meldunku bo pierwsza salwa federacyjnych rakiet rozerwała mostek „Odysei” doprowadzając do dekompresji kadłuba. Młodego Dereka wybuch cisnął przez otwarte drzwi w kierunku dolnego pokładu. Jedyne co zapamiętał to widok załogi mostku zmienionych w rozszerzającą się krwawą plamę. Sam nie pamięta jak zdołał założyć hełm i uszczelnić kombinezon zanim kolejne salwy torped doprowadziły do eksplozji dumnego statku. Jakimś cudem nagle znalazł się w przestrzeni kosmicznej a kolejne wybuchy z umierającego statku ciskały go w różnych kierunkach.
Kiedy „Odyseja” zmieniła się już jarzący ogniskami eksplozji martwy kadłub Derek unosił się w próżni kilka kilometrów od niego wrzeszcząc ile sił w płucach i marnując powietrze.
Przez jakiś czas widział jak imperialne Eagle i Vulture próbowały jeszcze pomścić zniszczenie Cuttera ale przewaga wroga była miażdżąca i po kilku minutach rozpaczliwej walki nie było już po nich śladu.
Kilkanaście federalnych gunshipów podleciało w pobliże wraku i szybko rozstrzelało kapsuły ratunkowe z ludźmi którym udało się ewakuować z ginącego statku. Po godzinie flota Federacji poleciała dalej.
Początkowo nie mógł uwierzyć, że ocalał jako jedyny a z czasem dotarło do niego, że to niestety prawda. Unoszący się swobodnie w przestrzeni pośród szczątków wraku i załogi młody IV pomocnik II mechanika został sam. Początkowo chciał umrzeć ale nie miał dość odwagi aby na wystarczająco długo wyłączyć dopływ tlenu wisiał więc tak i nie miał pojęcia co robić. Aż wreszcie po kilku godzinach gdy poziom tlenu zaczynał zbliżać się do rezerwy w zasięgu jego widzenia pojawiła się kapsuła ratunkowa. Derek ostrożnie podleciał w jej kierunku i stwierdził, że po pierwsze kapsuła wygląda na nieuszkodzoną a po drugie ma nadal pasażera. Na pierwszy rzut oka nic mu nie było gdyby nie jego głowa przechylona pod bardzo dużym kątem, widocznie przy starcie facet nie zdążył zapiąć uprzęży i w wyniku przeciążenia startowego skręcił sobie kark.
W pierwszej chwili młody pomocnik mechanika miał zamiar zostawić go w spokoju ale po namyśle uznał, że ten martwy człowiek nie powinien mieć nic przeciwko temu, aby dla odmiany polatać sobie swobodnie w przestrzeni kosmicznej. Zamienili się więc miejscami, ale ów facet nie zechciał się odczepić i długo jeszcze wisiał obok kapsuły Dereka od czasu do czasu obijając się o nią tak jakby miał jakieś pretensje za to, że go z niej wyrzucono. Na szczęście kapsuła mimo że przypominała latającą trumnę miała bardzo duży zapas powietrza oraz środków umożliwiających przeżycie więc Derek leżał w niej i zastanawiał się co dalej bo bał się zapadać w sen hibernacyjny. Po kilku dniach zaczął nienawidzić floty Federacji. I Imperium .I całej tej cholernej wojny.
Osiemnastego dnia uratował go piracki Python który zjawił się w pobliżu pobojowiska w celu pozyskania przydatnych rzeczy z imperialnego wraku. Dano mu jeść a potem zawieziono na nieznaną mu planetę i zamknięto w kopalni na prawie trzy lata. Do momentu zakończenia wojny z Federacją i rajdu floty Imperium na system piratów w wyniku którego został uwolniony młody IV pomocnik II mechanika Derek nabrał wręcz patologicznej niechęci do wszystkiego co miało choćby najmniejszy związek z wojną i bezsensownym marnotrawstwem.
W ten sposób zakończył się pierwszy etap kształtowania niezwykle osobliwego i wyjątkowo drańskiego przedstawiciela handlowej floty kosmicznej.
Derek nie od razu stał się człowiekiem pozbawionym jakichkolwiek złudzeń, nie był nim nawet wówczas, gdy po trzech latach wyszedł z otchłani kopalni. Choć na pewno właśnie wtedy i właśnie tam przysiągł sobie, że nie będzie brał udziału w żadnej wojnie.
Nigdy i za nikogo.
W tym samym czasie zaczął być również chciwy. Co także nie było niezwykłe. Wielu jeńców walczących o przetrwanie w kopalniach, w których głód był narzędziem służącym do podporządkowania ludzi, przejawiało tę samą słabość. W tym czasie bochenek czarnego chleba lub litr wodnistej zupy stały się czymś bezcennym. Derek bardzo szybko zorientował się, że zdobyć, oznaczało - przeżyć. I niewiele więcej czasu zajęło mu uzmysłowienie sobie, że osobiste przetrwanie, zgodnie z definicją, było nie do pogodzenia z troską o współtowarzyszy. Młody Derek okazał się człowiekiem, który wyjątkowo łatwo dostosowuje się do warunków. Gdy statek szpitalny ostatecznie wysadził go w bazie floty, był barczysty i nader sprawny fizycznie. I kiedy wielu uratowanych jeńców osłabionych niedożywieniem przenoszono na noszach, młody IV pomocnik II mechanika Derek ruszył energicznym krokiem w stronę najbliższej kantyny floty Imperium. Ale nawet wówczas trzymał kurczowo pękatą paczkę dodatkowych porcji chleba. Miał go tyle, że nie był w stanie zjeść go sam.
Oczywiście, wina nie leżała całkowicie po stronie Dereka... Na swój sposób również i on stał się ofiarą wojny. O ile jednak większość poszkodowanych z biegiem czasu wyzdrowiała całkowicie, o tyle Derek - nigdy. Być może zresztą wcale tego nie pragnął. Być może wyciągnął fałszywy wniosek z faktu, że na pokładzie Cuttera wyruszyło na wojnę wielu  ludzi, podczas gdy do domu powrócił tylko on.
Początkowo więc zaczął lekceważyć przepisy, a potem już łamał je w wyzywający sposób. Na przykład, nie czekając nawet na demobilizację po prostu wetknął za sedes na stacji to, co pozostało z jego munduru, przebrał się w skradziony kombinezon, na który natknął się w czyimś bagażu, a potem wykonał szyderczy gest pod adresem floty Imperium.
Trzy dni później IV pomocnik II mechanika Derek poleciał do systemu Achenar na pokładzie gubiącego powietrze Lakona T-6, tak przerdzewiałego transportowca, który zapewne tylko dlatego przetrwał wojnę, że Federacja uznała, iż sam się w końcu rozsypie w kosmosie bez ich specjalnej pomocy i postanowili zaoszczędzić rakietę. Warunki, jakie panowały na tej latającej trumnie, zapewne skłoniłyby każdego osobnika słabszego duchem do powrotu na drogę cnoty, zanim nie stanie się coś nieodwracalnego. Ale u Dereka, jakby na przekór, umocniły jedynie przekonanie, że wybrał właściwy sposób zdobycia fortuny. Zwiał ze statku w pierwszym porcie. Transportowiec zaś już następnego ranka po starcie wskutek awarii reaktora malowniczo eksplodował zabierając ze sobą w niebyt wszystkich pozostałych członków załogi.
Po raz drugi w swoim krótkim życiu Derek został skierowany przez Los kursem, który pozwolił mu uniknąć nagłej śmierci. Przekonało go to ostatecznie, że posiada pewien niezwykle cenny walor, który stawia go o wiele wyżej nad innymi, mniej odpornymi ludźmi.
Że jego przeznaczeniem, bez względu na to, co zrobił czy też nawet komu to zrobił, jest – przetrwać.
Za wszelką cenę.
Stał się właśnie takim człowiekiem wkrótce po uniknięciu drugiego przedwczesnego rozstania się z tym światem na pokładzie zżartego przez rdzę latającego grobowca, który po prostu nie był już w stanie dłużej w kosmosie przetrwać.
Z Achenar było niedaleko do Apathaam. A Apathaam było w owym czasie matecznikiem kosmicznej przestępczości. Magnesem dla przemytników broni i złota, handlarzy narkotyków oraz dla wszelkich innych zdeprawowanych wyrzutków umykających przed karą. Stało się również symbolem podniecającego, pełnego przygód, nieodgadnionego kosmosu - kwintesencją owych mocnych, romantycznych, zżeranych chorobami dni, kosmicznych piratów i ich Pythonów.
Dereka upoiło panujące tu bezprawie. Wprawiło w ekstazę. Była to dla niego złota kraina nieograniczonych możliwości, w której ci, co przeżyją, stają się królami, pokorni zaś giną.
Nie zginął.
Jednakże, w dziwny sposób nigdy nie został też królem.
Być może dlatego, że zbyt wiele jeszcze dobrych cech tliło się gdzieś głęboko w jego wnętrzu. Na przykład z uczuciem pewnego zawodu przekonał się, że nie jest w stanie z zimną krwią zabić człowieka - poważna wada w przypadku młodego pracownika do wszystkiego w Apathaam. Posiadał również dość specyficzne poczucie humoru, które niezbyt sprzyjało nawiązywaniu przyjacielskich kontaktów z tymi, którzy mogli dopomóc jego karierze. Jak choćby wtedy, gdy kupił dziesięć ton genetycznie modyfikowanego preparatu chwastobójczego od zbankrutowanego kapitana statku i mógł zamienić ów nabytek na gotówkę jedynie zalepiając poprzednie nazwy naklejkami z napisem “Nawóz sztuczny” i sprzedając całość miejscowemu należącemu do mafii właścicielowi narkotykowej plantacji , aby użyźnił tym swoje ziemie. W tym właśnie roku wskutek skażenia wody spadła zaraza. Wszystkie plantacje przypominały pustynię w czasie suszy i tylko dlatego mafiozo dosyć łatwo dał się nabrać. Jedynie dzięki temu Derek uniknął natychmiastowego i nieprzyjemnego zabiegu polegającego na zdzieraniu skóry z torsu paskami o szerokości jednego centymetra. Również i to umocniło go w przekonaniu, że jest w stanie przeżyć. Jednak musiał wiać z Apathaam szybko, bardzo szybko. Biegiem, szybkim biegiem! Co też na wszelki wypadek uczynił.
Można to uznać za dodatkowy dowód niezrównanego wyczucia czasu przejawianego przez Dereka. Dwa dni później boss, który dowiedział się okrężną drogą o nielojalności swojego podopiecznego, dał upust swej irytacji i kazał porwać aktualną kochankę Dereka i przejezdnego handlarza, którego z Derekiem łączyło jedynie to, że w kosmicznym porcie wypił drinka z wyjeżdżającym w pośpiechu facetem.
Większa część rozczłonkowanych zwłok tej dwójki została następnego ranka zrzucona do hali portu kosmicznego. Było to cholernie nietaktowne, nawet jak na mafijnego bosa.
Może zabrzmi to dziwnie, ale nigdy potem sprawy Dereka nie układały się już tak gładko.
Przez parę następnych lat błąkał się bez celu, zazwyczaj na pokładzie jakiegoś starego, sfatygowanego statku, dopóki kolegom nie uprzykrzył się jego wredny charakter i go nie przegonili, by dalej zajmował się nim już kto inny. Pomiędzy lotami Derek doskonalił rozliczne kunszty - przemytu, stręczycielstwa, oszustwa i jak zwykle – przetrwania.
W kolejnych latach z marzeń Dereka nie pozostało już nic.
Był tylko krępy, twardy człowiek z urazą do całego wrednego świata i niewyparzoną gębą.
Był wkurzającym, ale nie wiadomo czemu dającym się lubić łajdakiem.
I posiadającym zasady równie nieugięte jak podeszwa buta kosmicznego kombinezonu.
Wtedy to właśnie pojawiła się jego ostatnia szansa. Zrodzona z chciwości, spłodzona przez brak zaufania.
Derek , który wówczas uważał się już za kapitana, otrzymał propozycję objęcia samodzielnego dowództwa. Została ona wysunięta przez niewielką, nieco podejrzaną spółkę trzech ludzi interesu, którzy posiadali statek i ładunek, ale nie mieli nikogo, kto mógłby się tym zająć, poprzedni bowiem kapitan doznał śmiertelnego zderzenia z stalowym prętem znajdującym się w rękach dotychczas anonimowego członka załogi.
Statkiem tym był Lakon T-9 o wdzięcznej nazwie “Styx” .
Lecz zaistniał tu pewien problem. Derek nigdy dotąd nie widział równie starej, zniszczonej, połatanej, rdzewiejącej, potwornej kupy kosmicznego złomu od czasu, kiedy szabrował opuszczony wrak w pobliżu passa asteroid . Z tą tylko różnicą, że oglądał go w skafandrze, statek ten bowiem rozsypał się ze starości i został porzucony przez jego załogę.
O ile Derek mógł sobie przypomnieć, był on uderzająco podobny do statku, na którym miał objąć po raz pierwszy samodzielne dowództwo. Tyle tylko, że ów opuszczony wrak znajdował się w nieco lepszym stanie.
Drugim problemem był port docelowy “Styxa” i przewożony ładunek. Samotna lodowa planeta B1 w systemie Jibio i transport karabinów laserowych z czwartej ręki, które jednak mogły zabić tego, w kogo zostały wycelowane. Tymczasem piloci Imperium którzy patrolowali ten właśnie obszar czekając na przemytników broni takich jak Derek, mieli zwyczaj najpierw strzelać, a dopiero potem interesować się, czyje to zwłoki.
Derek był również nieco urażony stanowiskiem zajętym przez “inwestorów”. Sposobem, w jaki nalegali, żeby pozostał na pokładzie, podczas gdy sami wzięli cały ten majdan na planetę i omawiali ostateczne warunki z miejscowym mafiozem. Zupełnie jakby nie dowierzali własnemu kapitanowi, że wróci z forsą. Jakby zakładali, że on, Derek, mógłby zwinąć własny ładunek, niech to...
I wtedy olśnił go.
Pomysł.
Rozumiało się samo przez się, że ładunek musiał pozostać nienaruszony. Poza innymi względami, jedną z niezłomnych zasad Dereka była lojalność wobec pracodawców. Oczywiście, miał szczerą wolę wysadzić ich razem z karabinami w dowolnej, wskazanej przez nich części Jibio B1, i niech go diabli, jeżeli dotknąłby choć jednego, jedynego karabinu.
Byłoby jednak rozsądną rzeczą, gdyby mógł choć trochę zyskać na tym interesie, nieprawdaż?
No, cóż... na przykład... ukraść statek?
Tak też uczynił, gdy tylko pierwsze odgłosy strzelaniny dobiegły od strony miejsca do którego udali się jego “inwestorzy”. Sugerowały one, że jego byli chlebodawcy i tak już nie wrócą, a poza tym jest nader mało prawdopodobne, żeby wystąpili kiedykolwiek z pretensjami do prawa własności Lakona T-9 o nazwie “Styx”.
W taki oto sposób Derek stał się posiadaczem.
Samozwańczym kapitanem marynarki handlowej, który nie był poddanym żadnego systemu i uważał cały znany kosmos za swoje tereny łowieckie. Miał nawet gotową załogę i choć nigdy nie był w stanie udowodnić, że to istotnie jeden z jej członków zwany Szczurowatym zdymisjonował ostatniego kapitana waląc go od tyłu stalowym prętem, to jednak uczynił wszystko, żeby taki los nie spotkał również i jego.
Jednak każdy, kto zdawał sobie sprawę z przeznaczenia Dereka, mógł się tego domyślić.
Na pokładzie “Styxa” , który nie rzucając się w oczy gubiąc powietrze i różne płyny latał z jednego zakazanego miejsca do drugiego wszystko odbywało się szczęśliwie i pomyślnie na swój nędzny sposób, tak że jedynie sporadyczny strzał czy pchnięcie nożem, a potem dyskretny szum śluzy w trakcie pozbywania się ciała w czasie nocnej wachty zakłócały harmonię panującą wśród załogi.
Los zaś jak zawsze prowadził Dereka bezpiecznym kursem i pozwalał mu uniknąć represji władz.
Aż do chwili, kiedy kilka systemów planetarnych w wyniku sporu o pas bogatych w minerały asteroid doprowadziły do tego, w co Derek dawno temu zaprzysiągł nigdy się nie mieszać.
Przeważająca część zamieszkałego kosmosu zabrała się za wojaczkę.
Znowu.
Z wyjątkiem niezbyt patriotycznie usposobionej załogi “Styxa” , która jednogłośnie proklamowała swoją neutralność i po prostu robiła to, co zawsze.
Należy jednak oddać tym ludziom sprawiedliwość i stwierdzić, że większość spośród tej szczególnej zbieraniny miałaby poważne trudności z przypomnieniem sobie, po której stronie powinna właściwie walczyć.
I jak Derek kiedyś wyjaśnił to swojemu Pierwszemu: “W każdym razie trzymamy się z dala od okrętów wojennych. Będziemy mogli działać na własny rachunek i nieźle na tym zarobić” .
Jednak zasady Dereka były wciąż niewzruszone. Nic, co robił, nie mogło zaszkodzić wysiłkowi wojennemu Imperium.
Każda czarnorynkowa whisky, narkotyki, broń które brał na pokład w dyskretnych miejscach kosmosu wędrowały prosto do odpowiednich rąk ... za odpowiednią cenę. Tak więc nawet moralna strona tych przedsięwzięć była bez zarzutu.
W każdym razie z punktu widzenia pilota-renegata.
W taki oto sposób wyglądało niezaangażowanie się Dereka w aktualnie trwający kosmiczny konflikt.
Dokładnie do chwili, kiedy laserowa salwa pozbawiła jego “Styxa” osłon …
.
.
.
.
.
 
Ale to już inna historia którą ciągle poznaję w Elite Dangerous *... [Obrazek: default_tongue.gif]
 
 


 
ps.
Mam nadzieję, że czytało się fajnie.
Tekst jest jakby to powiedzieć konwersją pewnej książki (nie s-f) dopasowaną do realiów ED - aż taki zdolny nie jestem, żeby coś takiego stworzyć od podstaw
[Obrazek: ICnDx3E.png]
Odpowiedz
#3
Stacja orbitalna Dalton Geteway, system LHS 3447, czas ziemski 15.12.3000. 


W pomieszczeniu panował półmrok, na łóżku przebudził się mężczyzna i chwytając się za głowę syknął z bólu.
- Kurwa, co mnie tak łeb napierdala…
- Witaj komandorze Morlokus. - odezwał się głos z ciemnego konta pokoju.
Morlokus usiadł na łóżku rozejrzał się mętnym wzrokiem próbując dostrzec rozmówcę. 
- Morlokus!? Jaki “Morlokus”?
Wysoka postać wstała z fotela i podeszła do łóżka.
- Tak, teraz nazywasz się Morlokus - rzucił jakiś niewielki przedmiot na łóżko obok niego. - To twoja licencja Federacji Pilotów, w hangarze stoi mowy Eagle, na koncie masz 2000 kredytów, zakontraktowaliśmy też w tutejszej stacji kilka drobnych zleceń dla ciebie. Na początek powinno ci wystarczyć. To wszystko co mogliśmy dla ciebie zrobić, Morlokusie.
- My, jacy my? Jaki kurwa Morlokus! Nie nazywam się Morlokus, jestem… yyy… kurwa, moja głowa!
- To prawda nie nazywałeś, się Morlokus, osoba, którą byłeś kiedyś w oficjalnych raportach nie żyje. Statek w którym była przewożona spłonął w koronie słońca podczas błędnego skoku. Teraz jesteś niezależnym pilotem, najemnikiem, handlarzem, górnikiem czy czym tam chcesz…
- O co tu chodzi, do cholery?!
- Kiedyś pracowałeś dla rządu Federacji. Niestety sprawy się dość skomplikowały i jak sądzimy dowiedziałeś się czegoś o czym nie powinieneś był wiedzieć i dla “bezpieczeństwa państwowego” - jak to określono w rozkazach, grube ryby z otoczenia prezydenta Zachary Hudsona postanowiły cię zlikwidować. Ja, jako twój wieloletni przełożony i jak mi się wydaje, przyjaciel, znając twoje osiągnięcia dla Federacji nie mogłem na to pozwolić. Wraz z kilkoma wtajemniczonymi w to osobami  z naszej komórki, zaaranżowaliśmy twój oficjalny zgon i postaraliśmy się o nową osobowość dla ciebie…straciłeś swoje poprzednie życie ale daliśmy ci nowe. 
- Wielkie dzięki… w łeb też mnie zdzieliliście…?! - Morlokus chwycił się za głowę, ból stawał się nie do zniesienia. To co do niego mówił jakby nie trafiało do niego.
- To wszystko co mogłem dla ciebie zrobić za to, że kilka razy uratowałeś mi i kilku swoim kolegom życie a Federacja nawet nie wie ile tobie zawdzięcza.  
Mężczyzna podszedł do drzwi, otworzył je. Morlokus trzymał się za głowę i jęczał z bólu. 
- Głowa, to efekt naszej nowatorskiej chemicznej metody kasowania pamięci. Wybacz ale to była konieczność. W kabinie sanitarnej masz tabletki łagodzące efekt uboczny jakim jest ból. Weź je i prześpij się. Do kilku dni powinno ci przejść. 
- Wal się!
- “Nie ma za co, wiedziałem, że będziesz mi wdzięczny” - odpowiedział z lekkim uśmiechem -  Nie próbuj mnie szukać, ani tym bardziej swojej przeszłości. Nic nie znajdziesz a jeśli nawet to tylko na swoją własną szkodę. Żegnam, więcej się już nie zobaczymy - odwrócił się i wyszedł. Drzwi zamknęły się automatycznie z charakterystycznym sykiem. 


* * *


Kilka dni później.

Morlokus siedział w kabinie Eagla i przeglądał dziennik misji.
- Przewieść wiadomość do systemu...., zlikwidować piratów… 100 kredytów, 250… co to za pieniądze, w jakiej ja jestem cholernej dupie! Muszę się wydostać z tego bagna.
Kilka klików, prośba o start do wieży kontrolnej i czerwony, błyszczący nowiutki Eagle zaczął wyłaniać się z hangaru.
- “Statek zwolniony” - zakomunikował łagodny kobiecy głos komputera pokładowego.
Był przekonany, że go dobrze zna, już nie raz go słyszał, te wszystkie sekwencyjne  komunikaty, jeden po drugim wypisane były gdzieś w jego podświadomości niczym mantra w starożytnych księgach. 
Gdy położył jedną dłoń na przepustnicy a drugą na drążku sterowniczym przeszedł go dreszcze emocji, czuł, że kabina pilota statku kosmicznego jest miejscem w którym czyje się najlepiej i pewnie.
Poderwał Eagle, zręcznie wycelował w wylot ze stacji orbitalnej i natychmiast odpalił dopalacze. Kilku pilotów wlatujących wolno i ostrożnie do stacji szarpnęło w panice stery, ale zanim zdążyli odpowiednio zareagować, czerwony Eagle już śmignął między nimi. 

Opasły policjant leciał powoli niemal dryfował w swoim Viperze podczas nudnego, rutynowego lotu w okół stacji. Gdy nagle ze stacji wyskoczył na pełnej prędkości Eagle policjant podskoczył rozlewając przy tym cole i rozsypując frytki po całym kokpicie.
- Kurwa, znów jakiś pierdolony przemytnik!
Odpalił skaner, ale zanim obrócił swój statek, w bocznej szybie kokpitu zobaczył tylko błysk towarzyszący wejściu w skok nadprzestrzenny. 
- “06, 06 zgłoście się do cholery! Co ty tam kurwa znowu śpisz albo wpierdalasz te swoje frytki?!” - z komunikatora odezwał się głos oficera dyżurnego.
- Tu 06, zgłaszam się! Czy mam przeskanować jego skok, sir? Odbiór! 
- “Mózg se przeskanuj... kurwa!“ Bez odbioru!

W okół Morlokusa zawirowała niebieskawa energia skoku nadprzestzennego. 
Miał świadomość, że utracił całą swoją przeszłość pozostawiając ją z tyłu zasnutą mgłą chemicznej niepamięci, ale jego przyszłość właśnie miała się zaraz wyłonić z nadprzestrzeni… 

http://ed-morlokus.blogspot.com/

Odpowiedz
#4
CMDR Tirith

[Obrazek: LBMhbEQ.jpg]


Miejsce urodzenia: Alpha Centauri B1
Wiek: 35 Lat
Zawód: Pilot myśliwca
Wzrost: 175 cm




Tirith zaraz po urodzeniu, z powodu wojen w Alpha Centauri został przewieziony razem z matką do odległej o okolo 200 lat świetlnych stacji w systemie Jupalo. Tam dorastał w towarzystwie młodych adeptów którzy od najmniejszych lat byli szkoleni w celu opanowania sztuki latania w najcięższych warunkach. Był tym tak zachwycony że w wieku już 15 lat odbył swój pierwszy samodzielny lot. 

Nauka jednak nie była sielanką. Gdy osiągnął osiemnasty rok życia podczas jednego z treningów jego statek uległ awarii i musiał awaryjnie wylądować na pobliskiej planecie. Na nieszczęście uszkodzeniu uległ lokalizator i Tirith spędził tam około pięciu dni. Ekipa poszukiwaczy odnalazła go na wpół żywego. To wydarzenie odcisnęło swe piętno na resztę jego życia. Częściowo stracił czucie w lewej ręce co ogranicza go teraz podczas lotów bojowych. Jednak jego upór nie ma końca. Mimo przeciwności losu w wieku trzydziestu pięciu lat został przyjęty w szeregi kadetów w elitarnej grupie zwanej Skrzydlatą Husarią.
Odpowiedz
#5
[Obrazek: latest?cb=20150623012128]
Centralna baza danych Wywiadu Wojskowego Imperium Achenarskiego w systemie Facece

dostęp ... przyznany ... witaj

Plik danych oficera floty imperialnej nr DD/59./1J4TV wczytany ... 

Imię: Christopher 
Nazwisko: Thendav
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19 lat według miary Achenarskiej, 43 według miary Uniwersalnej
Stopień: Baron, Były dowódca jednostki wywiadu w systemie Blod
Status: Odszedł ze służby w roku 3301 dnia 29 marca zaraz po wojnie o Lugh

Charakterystyka:  
Wzrost: 191 cm
Kolor włosów: Blond
Kolor Oczu: Niebieskie
Znaki szczególne: Broda oraz niewielka blizna na prawym policzku.

Urodził się w roku 3259 dnia 14 czerwca kalendarza Uniwersalnego. Pochodzi ze starej arystokratycznej Achenarskiej rodziny, kultywującej tradycję starej cywilizacji ziemskiej znanej pod nazwą Lechici [Więcej informacji o rodzinie Thendav w pliku ^R%&*%$DS58 ... dane uszkodzone ... odzyskanie niemożliwe]. Status matki - nie żyje. Utracono kontakt z jej macierzystym okrętem w oku 3298 podczas wykonywania rutynowego patrolu na granicach Imperium i Pogranicza [ Odmowa dostępu ... Pliki utajnione]. Status Ojca - nie żyje, został zamordowany przez nieznanych sprawców w roku 3301. Nie udało się ustalić dokładnych motywów sprawców morderstwa [ śledztwo zakończone ... większość śladów prowadziło do Brzasku Imperium ... brak poszlak do dalszego prowadzenia śledztwa.] W roku 3280 rozpoczął naukę w wojskowej Akadami Floty Imperium w systemie Facece, którą zakończył w roku 3286. Odebrał gruntowne wykształcenie z zakresie działań militarnych, prawa Imperialnego oraz Galaktycznego. W latach 3286-3290 służył jako oficer we flocie Imperium na Pograniczu Imperium i Federacji. W roku 3295 został mianowany dowódcą komórki wywiadowczej na terenach znanych szerzej jako Pogranicze. Do roku 3301 nawiązał szereg kontaktów na tych terytoriach oraz stworzył sprawnie działającą komórkę wywiadowczą operującą w systemie Blod [Komórka rozwiązana, wszystkie siły zostały skierowane do ofensywy przeciw Brzaskowi Imperium ... więcej informacji w pliku PB 845/F./5342 ... odmowa dostępu ... brak wymaganych uprawnień]. W roku 3302 wziął udział w walkach o Lugh jako najemnik w siłach Crimson State Group. Niedługo potem złożył rezygnację ze służby w armii Imperium. Obecna lokalizacja nieznana. Według danych wywiadowczych podejrzewa się, iż dalej operuje on w regionie pogranicza. Nie udało się nawiązać kontaktu.

Dostęp do dalszych danych ... niemożliwy ... dane utajnione

[Obrazek: jpg]

18 marca roku 3301 Kalendarza Uniwersalnego; 438 rok według Kalendarza Imperium Achenarskiego



Fer-de-Lance powoli zadokował na stacji Balandin Gateway. Ze statku wysiadł wysoki mężczyzna odziany w typowy strój najemnika, jakich pełno było teraz w Lugh. Podobnie jak inni wspomagał on działania wojenne Crimson state Group przeciw Federacji. Nie był jednak tutaj w celu zdobycia pieniędzy, tych miał aż nadto, przybył tu po informacje. Powoli zmierzał w kierunku luku prowadzącego do wnętrza stacji gdzie czekał na niego nienagannie ubrany mężczyzna o jowialnych kształtach, który swym ubiorem kompletnie odstawał od band najemników czy uchodźców uciekających przed piekłem wojny.

- Christopher cieszę, że widzę Cię całego i zdrowego. Jak idą polowania na federacyjne ścierwa? Muszę powiedzieć że dostanie się tutaj stanowi nie lada wyzwanie nawet jak na człowieka o moich możliwościach. - Przywitał go mężczyzna jednocześnie podkręcając swój sumiasty wąs
- Witaj Antivusie, widzę że jak zwykle nie tracisz pogody ducha, a i parę kilo tez Ci przybyło. Udało Ci się załatwić o to co prosiłem? - odpowiedział z lekkim uśmiechem na widok starego przyjaciela
- Naturalnie, przecież wiesz że dotrzymuję każdej obietnicy. Szczególnie tych od których zależy powodzenie moich - przerwał na chwilę - operacji 
- Operacji - westchnął - prawdziwy z ciebie patriota. Czasem zastanawiam się czemu nie jesteś jeszcze senatorem
- Bo senatorowie to banda idiotów - zaśmiał się rubasznie - ślepo wierząca, że ich pozycja coś znaczy. Ja jestem tylko prostym handlarzem działającym ku chwale Imperium. - Powiedział mężczyzna dalej nie tracą uśmiechu na na swojej twarzy i odpalając papierosa.
- Gdyby dowiedzieli się o tych twoich operacjach - powiedział pokazując jednocześnie mały nośnik danych - nie byli już tak zadowoleni
- Ku chwalę Imperium jak zwykłem mówić. Ku chwalę Imperium ale trzeba też za coś żyć. Ale przejdźmy do konkretów. Jak mówiłem dotrzymuję obietnic. Imperium nie będzie doszukiwało się czemu opuściłeś szeregi armii, majątek Twojej rodziny przetransferowałem na odpowiednie konta tak aby nic nie budziło podejrzeń przeklętych urzędników. Swoją drogą wiesz jak musiałem się na męczyć aby oszukać imperialną administrację, powinieneś się cieszyć że znasz człowieka o moich możliwościach
- Chodź raz muszę Ci przyznać rację - Christopher uśmiechnął się lekko i sięgnął po papierosa
- Cała ta wojna to jeden wielki pic na wodę. Sojusz swoje, Federacja swoje a Imperium udaje że nic się nie dzieje i nie wysyła całej flotylli wojsk pod przykrywką najemników. - kontynuował mężczyzna aby podtrzymać rozmowę -  Znalazłeś przynajmniej to czego szukałeś?
- Znalazłem, wygląda na to że operują gdzieś na pograniczu, aż dziw że mój ojciec tak dobrze to ukrywał - odpowiedział zaciągając się jednocześnie papierosem - Ruszę jeszcze dziś
- Już dziś? - zapytał zdziwiony - Czyli nie uchylisz ze mną jeszcze szklanki brandy na pokładzie mojej orki?
- Przyleciałeś do systemu ogarniętego wojną orką - zapytał zdziwiony - zawsze wiedziałem że należysz do ludzi lubiących wygodę ale myślałem że wykażesz się większym rozsądkiem lecąc tutaj
- Cóż mogę rzecz? Lubię pracować w dogodnych warunkach - przerwał na chwilę aby dogasić papierosa - Po za tym wiesz, piraci którzy widzą orkę z obstawą składającą się z 5 pythonów raczej nie rzucają się do ataku tak ochoczo
- Aż dziw, że udało Ci się przelecieć tereny Federacji bez problemu, przez tą całą wojnę stali się bardzo podejrzliwi. Ale w sumie czemu się dziwie, wychodziłeś bez szwanku z gorszych sytuacji. Musze już jednak ruszać im dłużej tu jestem tym gorzej dla mnie. Dla ciebie też lepiej będzie jeżeli jak najszybciej opuścisz granicę Imperium, ta sytuacja przerasta nawet Ciebie - odpowiedział i wręczył mu niewielki dysk danych
- Wiemy stary druhu, wiem. Uważaj na siebie, pogranicze zabiło już niejednego pilota. 

Mężczyźni uścisnęli sobie na pożegnanie dłoń. Christopher zaraz potem wsiadł do swego białego Fer de lanca, który pomimo uczestnictwie w walkach nie nosił żadnych większych śladów uszkodzeń.

- Komputer pokładowy, wyznacz trasę do systemu Autroch, stacja Cayley Horizons. Region Pogranicze.
- Trasa wyznaczona, przewidywany czas lotu to 3 godziny 27 minut i 47 sekund. Proszę o potwierdzenie trasy
- Potwierdzam, i włącz muzykę, to co zwykle

Christopher rozsiadł się wygodnie w fotelu pilota a statek powoli wyleciał ze stacji aby zaraz wejść w hiperprzestrzeń. Na statku rozbrzmiewała muzyka jaką kiedyś można było usłyszeć w dawnych czasach na Ziemi w klubach w mieście Nowy York. Złośliwcy ochrzcili ją mianem jazgotu a miłośnicy postanowił z tego zażartować i sami zaczęli ją tak nazywać. Tak właśnie powstała nazwa dla nowego gatunku muzyki - jazzu.


[Obrazek: USJzG43.jpg]

Urywek dziennika pokładowego z dnia 28 listopada roku 3301 według kalendarza uniwersalnego ; 438 rok według Kalendarza Imperium Achenarskiego

... Nie jest dobrze. 8 z 10 placówek górniczych zostało zniszczone przez piratów. Dwie kolejne wyglądały na kompletnie opuszczone. Czyżby robotników uprowadzili łowcy niewolników? Placówki nie nosiły jednak żadnych śladów walki więc musieli wziąć ich z kompletnego zaskoczenia albo nie byli to łowcy niewolników. Sprawa wydaje się tym bardziej dziwna ze względu na niedawne pogłoski o odkryciu czegoś dziwnego w Mgławicy Plejad. Ojciec utopił pół majątku inwestując w te placówki a wszystko zakończyło się fiaskiem. Nawet z pozostałą częścią majątku nie uda mi się zrealizować planów ojca. Nie udało mi się także namówić żadnego z senatorów aby wspomógł moje działania. Imperium zawiodło i zatraciło swoje ideały nie mam tam czego szukać. Może uda mi się uzyskać poparcie u jakiegoś lokalnego watażki. Z plotek słyszałem o grupie o nazwie Husarze. Ojciec raczył mnie czasem historiami o starożytnym narodzie Lechitów zamieszkujących ziemię jeszcze przed erą podboju kosmosu i legendarnej jeździe o tej samej nazwie co ta grupa. Wydają się być odpowiednim wyborem jeżeli mam zamiar kontynuować pracę ojca. Potrzebuję więcej informacji ...

[Obrazek: Fer-De-Lance-Asteroid-Field-Wallpaper.jpg]

Rok 3301 dnia 17 grudnia według kalendarza uniwersalnego ; 438 rok według Kalendarza Imperium Achenarskiego. 

Lokalizacja: Pogranicze dokładne lokalizacja nieznana. 

FDL mknął przez pas asteroid jakich pełno był w tych okolicach. Na statku panował półmrok i kompletna cisza przerywana tylko cichym stukaniem niewielkich odłamków skał, uderzających o tarczę statku. Pilot siedział spokojnie za sterami statku i manewrował nim tak aby omijać co większe asteroidy. Nagle przed jego oczami rozbłysnął ekran transmisyjny na którym pojawiła się kobieta ubrana w typowy mundur marynarki wojennej imperium.

- Czołem dowódco, ładnie to tak odejść bez pożegnania z jednostką i nie dawać znaku życia przez parę miesięcy? - w głosie kobiety dawał się wyczuć żal skierowany w stronę Christophera
- Nie nazywaj mnie tak. Odszedłem z armii
- Wiem wiem ale dla mnie sir zawsze będziesz dowódcą. No mniejsza o to mamy dane o które sir prosił. No więc nie łatwo było to wszystko zdobyć, szczególnie po cichu. Wygląda na to że grupa, o którą sir pytał, operuje w HR 8444. Gdyby nie cała ofensywa przeciwko Brzaskowi Imperium to główne dowództwo już dawno wysłałoby tam flotę, ale wygląda na to że teraz już jest za późno. Ten lokalny watażka nieźle się rozpanoszył i zresztą całe to pieprzone pogranicze to jeden wielki burdel na kółkach. Udało także mi się ustalić, że prócz Cumo Crew i tej całej Husarii na pograniczu działają jeszcze dwie inne duże grupy. Mercs of Mikunn, którzy są na usługach jakiegoś kolesia, który okrzyknął się władcą Mikunn. Wie pan śmiesznie się składa ale to też były wojskowy Imperium. A, no i są jeszcze ci cali Komuniści. Z tego co wiem operują w okolicy systemu Manite. Dowództwo w ogóle nie interesuje się tymi Mikunnami ani Komuchami. Zresztą gdyby nawet chcieli coś z tym zrobić to Archon nie odpuściłby możliwości przechwycenia paru imperialnych jednostek. To chyba wszystko sir.
- Dzięki Katrin. Dla twojego bezpieczeństwa lepiej upewnij się, że nikt nie dowie się o naszej rozmowie 
- Się wie sir. Przecież wiedział Pan kogo bierze do wywiadu.
- Oczywiście, trzymaj się. Mam nadzieje że przyjdzie nam kiedyś porozmawiać w bardziej sprzyjających okolicznościach. Bez odbioru.

Ekran transmitera zgasł a na statku znowu zapanował półmrok - HR 8444, to chyba 3-4 skoki stąd - powiedział sam do siebie i ponownie przejął stery nad statkiem. Statek łagodnie wyleciał z pasa asteroid i rozpoczął skok w nadprzestrzeń.

Reszta historii pojawi się w dziale Nasza Twórczość. Postaram się bardziej rozwinąć jakoś historię mojej postaci.
[Obrazek: 2760.png]
Odpowiedz
#6
[Część pierwsza]

Obecnie
Układ: HR 8444,
Stacja: Maskelyne Vision,
Sektor: AD-37,
kwatery prywatne.

W pomieszczeniu jest słabe oświetlenie, zbyt jasne...
- Kira! Oświetlenie pod holo!
- Tak jest komandorze, oświetlenie punktowe 10%.
- Przygotuj ekran, otwórz bibliotekę.
- Ekran gotowy, biblio...
- Kira wyłącz się!
- [...]
Zawsze mnie zastanawiało po co AI odpowiadają niepytane, jakby nie mogły wykonać polecenia i po prostu milczeć. Czy jestem jedynym kogo to irytuje? mniejsza o to... wybiorę ręcznie. rok 3281..

..rok 3281 marzec 27
Układ: Eravate
Stacja: Ackerman Market
Sektor: AS-6
Akademia Lotnictwa Federacji

- Murdoc! zaczekaj!
Odwracam się w kierunku głosu.
- Dzień dobry Anno.
Moja miłość od czasów początku Akademii. Pierwszy raz ujrzałem ją podczas wykładu inauguracyjnego w Akademii, miała jasną cerę o urodzie charakterystycznej dla rozwiniętych wewnętrznych światów, niebieskie oczy, jasne blond włosy spięte w ogon i wypuszczone przez tył zielonej czapki z daszkiem, ubrana była w zielono brązowy mundur ćwiczebny pilota.
- Gratuluję ukończenia szkolenia z wyróżnieniem, oficerze federacji - dodała z zalotnym uśmiechem. "Oficerze federacji" piękny tytuł, tak samo jak ta podniosła atmosfera dnia, w którym trzystu nowych pilotów odbierze dystynkcje oficerskie.
- Wzajemnie - odpowiadam, ale myślami powracam do początku szkolenia i 50 letniego kredytu w korporacji. Eravate Network - od 8 lat płacą za moje szkolenie, od teraz przez resztę życia stałem się ich pilotem, ich własnością.
- Chodźmy zobaczyć przydziały.- Większość pilotów, a już na pewno tych lepszych dostanie przydziały do Floty Federacji, pozostali będą pewnie latali jako policja systemowa.
-Chodźmy więc.
Superkomputer centralny Akademii składa się z wielu połączonych ze sobą AI, po wprowadzeniu indywidualnego kodu, na podstawie profilu osobowego, umiejętności oraz wyników uzyskanych podczas szkolenia przydziela pokład statku oraz miejsce w załodze w ramach korporacji. Ten moment jest gorszy od wszystkich egzaminów, jakie do tej pory przeszedłem, to jest ta chwila kiedy waży się reszta mojego życia...
- Aurora!- krzyczy Anna - trafię na statek dowództwa w systemie Eranin! A ty jaki masz przydział? - pyta z wyczekiwaniem. Spokojnym, szybkim ruchem palców wprowadzam kod i czekam, mijają kolejne sekundy a maszyna nie drukuje przydziału, co jest do licha?! to miała być "Ta" chwila, a wychodzi na to że nie ma dla mnie przydziału? po kolejnych kilkudziesięciu sekundach maszyna wreszcie z cichym buczeniem drukuje żółtą kartę. Z lekkim drżeniem rąk obracam kartę na której widnieje napis: "Nowa Nadzieja".
- Co do diaska, co to ma być?- czytam dokładniej kartę: Stawić się 01.04.3281, system: Eta Crucis, outpost: Midgeley Mines, Type 6: Nowa Nadzieja.
- To jakaś pomyłka! Eta Crucis? Type 6? Outpost? Dlaczego? Przecież to jakieś sto lat świetlnych stąd?- krzyczę. Maszyna pozostała niewzruszona...


rok 3290 grudzień 04
Układ: LTT 4846
Przestrzeń kosmiczna
Statek: Lakon Spaceways Type 6 "Nowa Nadzieja"

"Nowa nadzieja" chyba jakiś kosmiczny żart losu, nadzieja na co? Od 9 lat latam tym złomem na trzeciorzędnych trasach handlowych za marne 1000 kredytów miesięcznie między jakimiś zapomnianymi placówkami górniczymi na obrzeżach przestrzeni federacji. Z tego połowa idzie na kredyt dla korporacji... W tym tempie na używanego Sidewindera oszczędzę za jakieś 40 lat... To jest właśnie prawdziwe niewolnictwo! Od dziecka Federacja jest przedstawiana jako najbardziej cywilizowana siła we wszechświecie, w opozycji do Imperium z ich niewolnictwem. Imperium przynajmniej nazywa rzeczy po imieniu... Federacyjne korporacje są setki razy gorsze, Imperialnym Niewolnikiem przestaje się być po odsłużeniu swoich długów, w Federacji korporacje mają Cie na własność przez całe życie.
- Kapitanie, punkt translacji osiągnięty za 30 sekund - pokładowa AI wyrwała mnie z rozmyślań. - Frame Shift Drive charging, 4.. 3.. 2.. 1..
- jesteśmy w Lugh kapitanie, ustawiam kurs na Adamson Enterprise, odległość 3212 Ls, na miejsce dotrzemy za około 20 minut.
20 minut wolności, potem dokowanie, wyładunek, kolejny załadunek i powrót do LTT 4846. Wolę umrzeć niż kolejny raz lecieć tą trasą, w imię czego? wolności? pieniędzy? przecież nawet tym złomem, nawet na tych samych trasach można wyciągnąć sporo więcej niż handlując liquorem i kobaltem! Może uciec, ale dokąd? odpowiedź spływa na mnie niczym oświecenie, przecież siedzę w statku kosmicznym mogę uciec gdziekolwiek chcę.
- Kira, mapa galaktyki, zlokalizuj najbliższy anarchistyczny układ.
- 21.29 lat świetlnych, układ: LHS 475 - znam ten układ, karmazynowy klan, piraci. Lot w typie szóstym to samobójstwo, ale żyć tak dalej też nie mogę.
- Kira
- tak kapitanie?
- Ustaw cel na LHS 475.
- Cel ustawiony punkt translacji osiągnięty za 30 sekund. FSD charging, 4.. 3.. 2.. 1.. - skok.
- Jesteśmy w LHS 475.
- Kurs na najbliższy outpost.
- ustawiam kurs na Margulies Installation. Kapitanie kontakt na radarze.
- skanuj.
- ... Kobra, frakcja Karmazynowy Klan, interdykcja.
Szybkie spojrzenie na panel utwierdziło mnie w przekonaniu że nie wyrwę się interdykcji, pozostało jedynie poddanie się.
[....transmisja przychodząca...
- Zgubiłeś się pilocie?]
- Kapitanie wykryłam że kobra wysuwa hardpointy.
[- nie, nie zgubiłem. Mam propozycję dla twojego szefa, oczywiście wiem że ochrona za przelot na stacje kosztuje, proponuję liquor za pomoc.
-HA! to rozumiem, oczywiście wiesz że albo twój ładunek, albo twój statek nie polecą dalej. Czekaj na skan.]
- wykryłam skan kapitanie.
[Taaak, nie oszukałeś mnie, 20T liquoru, dobrze więc możesz opróżnić ładownię, pozwolę Ci stąd odlecieć.
- Kto obecnie rządzi na stacji?
- Karmazynowym klanem rządzi Lord Vertinari, znajdziesz go na Morgulies installation.]
- Kira przeskok w SC lecimy na ostatnio wybrany cel.
- Gotowe komandorze.
- wykasuj wszystkie logi z komputera pokładowego, dane statku, pilota, od teraz nie nazywam się Murdock Jern.
- dane usunięte, wprowadzić nowe dane?
- Tak.. CMDR Gal Black, sygnatura statku: Lakon Spaceways TYPE-6: Res Novae, Niezależny.

Dalszy lot do Margulies Installation przebiegł bez wydarzeń.
- Komandorze placówka w zasięgu, wyjście z SC.
- silniki 50% podleć na odległość 6,5 km i poproś o zgodę na dokowanie.
po chwili na przednim panelu wyświetliła się zgoda na dokowanie, lądowisko numer 5.
- Rozpoczynam procedurę dokowania, proszę się odprężyć, proponuję muzykę klasyczną.- w tle usłyszałem dźwięki Walkirii Wagnera. Zanotowałem w pamięci aby usunąć moduł komputera dokującego ze statku.
Po opuszczeniu pokładu znienawidzonego przeze mnie Lakona zauważyłem, że na końcu trapu czekają na mnie trzy nie wyglądające zbyt sympatycznie postacie. Ich dowódca jak mniemam, stał po środku. Coś w jego postawie mówiło że jest ważniejszy od reszty, był to wysoki, dobrze zbudowany jegomość, ubrany jak cała trójka zresztą, w czarny kombinezon bez żadnych naszywek, ani znaków zdradzających przynależność frakcyjną.
- komandorze... - odezwał się mężczyzna.
- Black, Gal Black.
- Mr Black nazywam się Vistula, proszę za mną- powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu, po czym odwrócił się i ruszył korytarzem.
Cała trójka miała przy pasach ręczne miotacze, z braku innych opcji ruszyłem za moim przewodnikiem. Po kilkudziesięciu metrach doszliśmy do większego pomieszczenia z którego rozchodziły się 3 korytarze, ruszyliśmy lewym, który po kilku kolejnych metrach doprowadził nas do pomieszczenia które wyglądało jakby zostało wyjęte prosto z początku drugiego tysiąclecia na Ziemi. Na ścianach znajdowały się vizualizery imitujące widok jakiejś prehistorycznej metropolii. Na podłodze, leżał biały puchaty dywan, wszystkie meble w pomieszczeniu były mógłbym przysiąc drewniane, a znajdowały się tam 3 regały, komoda, olbrzymie biurko, dwa krzesła i fotel na którym zasiadał łysy mężczyzna w wieku z wyglądu około 40 lat, słusznej budowy ciała, ubrany był w staromodny granatowy garnitur, z szyi zwieszały mu się złote łańcuchy, na palcach obu dłoni miał olbrzymie złote pierścienie i sygnety, palił właśnie groteskowo grube cygaro.
- Podobno przyleciałeś tu w interesach synu, słucham więc.
Nie spodziewałem się przepływu informacji w takim tempie, pewnie już przeskanowali statek. Dopiero teraz pomyślałem o śladach, mogli wyśledzić skąd przyleciałem, wtedy cały mój plan ległby w gruzach. Na moje szczęście trasę przelotu zakłóciła interdykcja tego pirata. Więcej szczęścia niż rozumu.
- Tak - powiedziałem - mam do sprzedania statek.
- Statek to zbyt wiele powiedziane jeżeli myślisz o tym szmelcu którym tu przyleciałeś.
- Może nie jest najnowszy, czy najlepiej uzbrojony, ale dysponuje sporą ładownią i dalekim skokiem, mógłby wam pomóc rozszerzyć zasięg działań.
- Dlaczego uważasz że nie weźmiemy sobie statku skoro sam do nas przyleciałeś, a ciebie, no cóż...
- Bo wtedy pokładowa AI uruchomi sekwencje autodestrukcji, przeprowadzona w dokach wywoła olbrzymie zniszczenia na stacji. - zablefowałem licząc że nie udało im się jeszcze złamać szyfru chroniącego komputer pokładowy.
- Co za niego chcesz? - wygrałem, muszę szybko zakończyć te negocjacje.
- Addera ze standardowym wyposażeniem.
- Chyba zgłupiałeś, trefny Lakon za Addera.
- Jest czysty...
- Gdyby był, nie przyleciałbyś tutaj, dam ci za niego Sidewindera.
Sidewindera... to trzy miliony do tyłu.
- Zgoda, ale zachowam swoją AI, przyzwyczaiłem się do niej.
- Umowa stoi - mężczyzna w garniturze uśmiechnął się szeroko, właśnie zarobił trzy miliony kredytów i wiedział o tym.
Negocjacje się zakończyły. Pora się stąd wynosić.
Vistula po instruktażu udzielonym przez mężczyznę w garniturze, zaprowadził mnie spowrotem do doków, gdzie czekał na mnie „nowy” statek. Ostatnim razem leciałem Sidewinderem podczas szkolenia, pamiętam że jest on przyjemny w pilotażu, mały i zwinny, powinienem się szybko przestawić.
- To tutaj, twoja AI jest już zainstalowana. - rzucił Vistula po czym odwrócił się na pięcie i odszedł korytarzem którym wcześniej przyszliśmy.
O ile Lakon którym tu przyleciałem był nie najnowszym modelem, o tyle ten Sidewinder wyglądał jakby złożono go z trzech różnych statków, ciekawe czy w ogóle da rade odlecieć.
-Kira
- tak kapitanie?
- czy zostałaś przeniesiona tutaj bez problemów?
- Tak, chcieli złamać zabezpieczenia ale nie zrobili by tego w ciągu najbliższych tygodni, używają przestarzałych protokołów. Skopiowali całe jądro razem z zabezpieczeniami
- Dobrze, wykonaj analizę modułów.
- moduły sprawne w 80%, ryzyko awarii podczas lotu na poziomie 0.001%, podczas walki na poziomie 10%, hull - 94% generator tarcz: klasa E, działa...
- wystarczy, startujemy.
- Rozpoczynam sekwencje startu, prędkość na 20%, chowam podwozie, prędkość 50%, gdzie lecimy komandorze?
- Secoya.



[CDN]
[Obrazek: sz37R8A.png]
Odpowiedz
#7
Calvarian
Wiek: ok. 20 lat
<cechy fizyczne będą jak będzie avatar>

Miejsce urodzenia Zagaras, ojciec pirat, matka zgineła w wojnie domowej. Po ukończeniu 18 lat C został BH chcąc pomóc w utrzymaniu bezpieczeństwa w Zaragas, tropiąc i przechwytując przestepców. C dorobił się statku bojowego, który nie traci 100% hulla od wlecenia w cobrę, zdobył powarzanie w systemie, po kilku miesiącach jednak zdarzył się incydent z federalną policją, którego detale nie są szerzej znane. Wiadomo jedynie, że Federalni nie przeżyli, a C uciekł z systemu razem ze swoim bliskim znajomym (C nigdy nie zdradził jego imienia, aczkolwiek wielokrotnie powtarzał, że ma nadzieję na ponowne spotkanie). Ścigany uciekł do Imperium, a konkretnie do systemu Gende, gdzie wraz z przyjacielem dorobili się małej fortuny i dobrego sprzętu. Jednak wychowanemu w Federacji C Imperium szybko zbrzydło i gdy tylko dowiedział się o TWH od ---, zdecydował natychmiast do nich dołączyć. O losach jego kolegi nic nie wiadomo.

Jest ambitny, czasem aż do przesady, podąża za swoimi ideałami, lojalny, szczery aż do bólu, lubi czarny humor, pogodny.

Historia postaci mocno oparta na faktach, ale ja tak mam, że wolę swoją postać pisać in-game, niż zmyślać ciekawe rzeczy które nigdy nie miały miejsca; jakoś bardziej czuję wtedy postać Wink
Odpowiedz
#8
[Obrazek: ac950YH.png?2]

Cmdr. DYoda

Cechy fizyczne:
Pierwsze co się rzuca w oczy spoglądając na tę postać to nad wyraz zmęczone spojrzenie jak na osobę w wieku 36 lat. Następnie zauważalną cechą jest oszczędność w ruchach i ich duża płynność co jest typowe dla byłych wojskowych z Imperium. Nie przeszkadza temu w żaden sposób nieduża aczkolwiek widoczna nadwaga. Pozostałe cechy fizyczne nie wychodzą poza normy populacji.

Bio:
Z kartotek Imperialnej Ewidencji  Oficerów w Stanie Spoczynku można się dowiedzieć, że DYoda pochodzi z jednego z lodowych światów w systemie Enayex. Jednakże z uwagi na zawodowe zobowiązania rodziców (obydwoje byli inżynierami 2-go stopnia terraformingu) często zmieniał miejsce zamieszkania. Po śmierci rodziców w katastrofie przetwornika atmosfery, w wieku 19 lat wstąpił do Imperialnych Sił Zbrojnych, gdzie służył w jednostkach marines. Obecnie w stopniu podporucznika po wypełnieniu 10 letniego kontraktu w stanie spoczynku. 
Przez kolejnych 5 lat działał na własną rękę i nie wiele wiadomo o jego życiu. Sporadycznie w systemach Nadzoru Celnego pojawiają się wpisy świadczące o tym, że zajmował się wolnym handlem.  Na początku  3301r. aktywnie wspierał działania Senatora Patreusa, co uległo zmianie po koniec roku gdy wstąpił w szeregi Skrzydlatej Husarii. Jest to pomniejsza frakcja zrzeszająca pilotów wywodzących się z obecnie nie istniejącego ziemskiego państwa zwącego się Polska.  Jako cywilny współpracownik Imperium posiada status: Diuk.

Zarejestrowane jednostki:
ASP Explorer : TWH Sunseeker
Anaconda: TWH Abandon One
Vulture: TWH Goblin
Cobra Mk3: TWH Way of Life
Odpowiedz
#9
Imię: za dzieciaka wołali na niego hej, mały! a z czasem kiedy trochę podrósł: Piękniś.
Nazwisko: Leśnik
- ( tak naprawdę prawdziwego nazwiska nie posiadał, od dziecka żył na ulicy ) nazwisko przybrane od rodziny prowadzącej małą restauracyjkę na jednej z mniej uczęszczanych planet podlegających wpływom Federacji : Parutis 3A w systemie PARUTIS. Przygarneli go pod swój dach w zamian za pomoc w kuchni i obejściu i tak tam pozostał aż do czasu wstąpienia do floty Federacji.
Dużo później regularnie odwiedzał swoją "rodzinę" do czasu aż przez planetę nie przewinęła się mała krótka bitwa pomiędzy Federacją a Imperium w wyniku której spadające z orbity szczątki statków uderzyły w osadę i zniszczyły ja prawie w całości. Zrozpaczeni mieszkańcy nie mieli wyjścia, tylko się po prostu stamtąd wynieść i od tej pory kontakt z przybranymi rodzicami się urwał. Jedyne czego był pewien to to że właściciele restauracji przeżyli ale do tej pory nie trafił na ich ślad.

Dzięki jednemu z dziwnych praw obywatelskich respektowanych w całym zamieszkałym przez rasę ludzką kosmosie, nie musiał podczas rejestracji do akademii pilotów podawać swoich danych personalnych (których nie posiadał) w zupełności wystarczył nick pod którym chciał byc znany w całym kosmosie.. W ten sposób w wieku 18 lat bańka poznała Komandora MAGNUM'a 354.
Służba w akademii przebiegała normalnie warty, apele patrole w pasach asteroid w szkoleniowych Sidewinderach, pierwsze miłości a w zasadzie przelotne romanse z kadetkami itd..

Po objęciu służby w systemie AORNUM. udało mu się dość szybko awansować i osiągnąć poziom Chief Petty Oficer i pewnie jego życie byłoby proste i spokojne( w miarę ), gdyby nie błąd w pilotażu i zahaczenie o jedną ze skał w pasie asteroid podczas ścigania piratów. Wszystko wydarzyło się tak szybko, dekompresja kabiny wyzwolenie kapsuły ratunkowej i wybuch statku który odrzucił jego kapsułę poza zasięg czujników innych statków..Niestety podczas zderzenia ze skałą uszkodzony został nadajnik awaryjny i nikt go nie odnalazł w kosmosie przez długi czas..
Kiedy się obudził miał już nową rodzinę bandę piratów obrabiającą statki na RES'ach i amnezję.
Amnezja ustąpiła po kilku latach ale wtedy siedział już w Imperialnym Zakładzie Resocjalizacyjnym Gora Escape w systemie Bragur.

Kiedy tylko przypomniał sobie że jest dobrym człowiekiem a nie piratem jego resocjalizacja przebiegła szybko i dała mu możliwość zaczęcia wszystkiego od nowa tym razem pod banderą Imperium. Sprzedając swoje usługi czasami Lavignie Dual a czasami jej przybranej córce księżniczce Aisling Duval dorobił się kilku dobrych statków, niektóre z nich wstępnie przerobił u magików od tuningu no i najważniejsze osiągnął status Barona.

Zajęło to kilka lat ale jego status jako obywatela bańki w miarę się ustabilizował i pozwala mu nawet teraz zaglądać w rejony które nazywa domem , Kamedhenu, Gende bez obawy o to że ktoś go aresztuje za dawne grzeszki. W Imperium wyrobił sobie markę handlarza który raczej unika walki ale potrafi się obronić. I choć kilka razy kończył w kapsule ratunkowej nadal uważa że lepiej zaczynać spotkania od negocjacji niż od walki.

W tej chwili jednak skupia się na nowym miejscu pracy którym jest służba w oddziałach jednej z frakcji koalicji granicznej - Skrzydlatej Husarii. Trafił do nich za namową znajomego CMD GLADEHORN'a. Skorzystał z tej okazji bo w imperium już zaczynało być monotonnie a poza tym chce coś zmienić na lepsze, pomóc jak największej ilości ludzi, a Husarze naprawdę dbają o bezpieczeństwo w systemach pod ich kontrolą.
HUSARSKI KORPUS LOGISTYCZNY  -  TWÓJ PEWNY START W GALAKTYCE

[Obrazek: 30866.png]




Odpowiedz
#10
Wiek: 1052 lata... szacunkowo 36.

1981 - urodziło się pierwsze dziecko rodziców - ja, zadowoleni bardzo, choć sytuacja w ówczesnym kraju nie była różowa. Polska, stan wojenny w trakcie, nie ma nic w sklepach, za wszystko i za nic można dostać w czerep... żeby tylko. Ratunek u dziadków na wsi.

1990 - 91 - wyjazd wojsk okupacyjnych, początek kapitalizmu, demokracji i innych takich. W TV na programie pierwszym programy typu "Czym jest kapitalizm", a w międzyczasie fatality na murze berlińskim i NRD i RFN stają się Niemcami, a ZSRR się rozbija na drobne. Czechy i Słowacja, choć niemal tym samym językiem, to jednak dwugłosem zadecydowały o rozpadzie, kilka mniejszych Państw również postanowiło się rozdrobnić, a kilka innych - połączyć. W tej sytuacji dorastał obsrajdek Ryczypior.


W wieku 10 lat dostał pierwszy komputer - Amiga 500 - taki starodawny, choć swą obsługą wykraczał ponad czas. Teraz możnaby o tym sprzęcie powiedzieć - konsola: wkładasz dyskietkę i masz grę, ale to byłoby bardzo krzywdzące dla tej historii. Po znudzeniu się pierwszymi grami, max 64 kolorami w deluxe paint i kilkoma listingami w amosie pojawiła się gra - Frontier.

Ryczypiór czytał różne Bajtki i Top Secrety, wiedział, że to kontynuacja jakiegoś Elite, ale w wieku 12 lat uruchomił Frontiera, w wersji z napisami PL i... wciągnięty! zaczynał od marsa, tam był hack na dodatkowe kilka tysiecy cr i dało się kupić od razu lepszy statek i w ogóle... No i w tej niby-symulacji latał nie kojarząc dokładnie, o co biega, ale wiadomo - im większe, tym lepsze... a zdobyć pythona! Dla takiego szkraba to sukces!

Po wielu latach Ryczypiór skończył trzy szkoły, podstawówkę, technikum (po tej szkole nie masz szans na studia! - tak mówiła facetka od majzy), a później studia. Zajął się programowaniem, bo to mu jakoś szło. Najpierw jakieś proste systemy mikrokontrolerów w assemblerze, później - z racji lepszego (!) zarobku w lokalnej sieci handlowej.

W międzyczasie zaczął się boom na usługi internetowe i ze względu na kiepsko rozwijający się rynek oprogramowania dedykowanego przekwalifikował się na usługi WWW - PHP, C#/.NET, co wpadło.

Rynek się zmieniał trafiało się to i tamto, ale zawsze coś się trafiało, tak, że po kilku to wszystko zaczęło się kręcić i pojawiła się propozycja udziału w kosmicznej wizji Davida Brabena. 3300 jawił się jako rok dość odległy - w końcu to ponad 1200 lat, ale pomyślałem - stać mnie. Chcę zobaczyć to wszystko, chcę brać w tym udział. Wszyscy mówili - to szarlatan! Zginiesz!

3303 - mam swój własny statek, latam sobie cobrą, mam swoje zajęcie... Jakoś się muszę uporać z demonami przeszłości, ale robię to w dalekiej przestrzeni, tak jak zawsze chciałem.
[Obrazek: 70464.png]
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
Lightbulb Lokacje i postaci związane z TWH - dyskusja Mathias Shallowgrave 3 963 02.02.2017, 02:23 UTC
Ostatni post: Mathias Shallowgrave



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości