05.02.2023, 18:13 UTC
Shahbaz "Tryumfator" Luison
4/5.02.3309
Droid klasy R-3 wszedł na swych smukłych, metalicznych nogach pewnym, choć dyskretnym krokiem na mostek "Gniewu Kolumba". Zautomatyzowany towarzysz posiadał sylwetkę przypominającą iskrę, która odpadając od spawu zastygła w bezdusznej przestrzeni na wieczność. Obecność robota zawsze wymuszała przemyślenia na temat tego, że ludzie tworzący maszynę nie byli niczym ograniczani, a i tak nadali jej kształt humanoidalny.
- Sir, dołączyliśmy się do grupy ekspedycyjnej. Zgodnie z instrukcjami wszystkie statki przekodowały transpondery. Czy zaakceptować przyjęcie identyfikatorów ekspedycyjnych?
- Tak, niech dostaną kody według jednego wzoru i to jakiegoś prostego, tylko nie zmieniaj imion okrętów.
- Tak jest, sir. Dowództwo wyprawy przesłało aktualny spis przydziałów i kalendarz planowanych działań. Otrzymaliśmy zaszczytne miejsce w sekcji medycznej.
Nie dziwiło go już, że droid samowolnie mówił w liczbie mnogiej. Choć formalnie nie był w żadnych rejestrach, to jednak wpisał się na stałe w koloryt okrętu flagowego Shahbaza i był przez niego traktowany jak stały element jego załogi.
- Chcą czegoś od nas, czy mamy chwilę na rozpakowanie bagaży?
Nie miał pomysłu co mógłby rozpakowywać, więc gdyby nie to, że mówił do martwej maszyny, można by to uznać za żart. Był u siebie. Dzięki błogosławieństwu kajut na pokładzie, gdzie nie poleciał, był u siebie. Mógł oderwać się od rzeczywistości i zawsze być u siebie. Ci co mówili, że nie można uciekać od problemów, widocznie nigdy nie mieli wystarczająco szybkiego statku.
Z krótkich rozmyślań wyrwał go mechaniczny, szorstki choć przy tym dźwięczny głos jego nieożywionego asystenta i do pewnego stopnia ochroniarza.
- Sir, wszyscy uczestnicy ekspedycji otrzymali prośbę o pomoc w znalezieniu właściwego miejsca do zorganizowania dzisiejszych testów pilotażu. Wytyczne przesyłam na...
- Pierścień gazowego giganta, lodowy, gęsty, najlepiej z trytem... - mruknął przerywając droidowi, przeglądając wytyczne. - Arczi, kiedy moje pozostałe statki zadokują na tym lotniskowcu?
- Według moich obliczeń pełen transfer statków i części zamiennych zajmie mniej niż godzinę, dokładny czas jest niemożliwy do ustalenia, przez wzgląd na brak danych dotyczących efektywności tutejszej załogi, sir.
Godzina to nie za dużo, ale też nic nie wymuszało jego obecności przy transferze. Zautomatyzowane systemy nie zawodziły, a on mógł tylko utrudnić życie innym.
- Przygotować statek do startu, kurs przez okoliczne układy w promieniu 100Ly od obecnej pozycji lotniskowca wiodącego floty, wyłączyć zbędne systemy, instrumenty eksploracyjne w gotowości, załadować próbniki do katapult skanerów. Znajdziemy im ten tor przeszkód. I jeszcze zdążymy pokazać jak się lata.
- Czy autoryzować zakup jednostki typu ASP Scout, sir?
Odwrócił się i po raz pierwszy od początku rozmowy popatrzył na robota, wlepiając w niego spojrzenie jakby widział idiotę, który właśnie mu zaoferował stowarzyszeniu bezzębnych dziadków paczkę sucharów.
- Nie autoryzuję zakupu tego szajsu! Po co nam to? "Kronos" ma wystarczającą ładownię i zasięg skoku, nie potrzebujemy takiego dziadostwa. Co to w ogóle za pomysł?
- Sir, dzisiejszy test sprawności pilotowania ma odbyć się właśnie na bazowej wersji tego statku.
- O Przodkowie, niech Żywe Światło Gwiazd ma nas w opiece... - mruknął wyraźnie dając do zrozumienia wszystkim nieobecnym co sądzi o tym pomyśle. - Autoryzuj zakup i lećmy stąd jak najszybciej.
Pięć minut później ze statku można było zobaczyć już tylko rozmyte plamy przestrzeni międzygwiezdnej, pokonywanej z absurdalną prędkością.
~~~~~~~~~~~~
Było już późno. Centralna jednostka sterująca zarządziła pokładową noc przyciemniając światła i wyłączając głośniki w przedziałach poza mostkiem. Gdyby zabierali pasażerów miałoby to sens, a tak był to zbędny przejaw luksusu wielkiego okrętu, dostępny dla mniejszych jednostek w cenie paczki papierosów. Shahbaz wszedł na mostek wkurzony. Ranka rozciętych warg już się zasklepiła, ale jasna czerwień świadczyła, że uraz miał miejsce niedawno, co współgrało ze świeżym siniakiem w okolicy skroni. Gdy ASP nie był w stanie wykonać dość ciasnego zwrotu, przydzwonił w tylne osłony potężnego Type 9, czego załoga kolosa mogła nawet nie zauważyć, ale przy chwilowo wyłączonej asyście pilotażu kompensatory przeciążeń małego statku nie podołały i głowa pilota przywaliła w pulpit kierowniczy, co oczywiście niekorzystnie odbiło się na wyniku czasowym.
- Arczi, startujemy. Kurs na losowy cel czterysta lat świetlnych stąd. Wykonać natychmiast.
- Sir, jak poszły testy? Znów pan tryumfow...
- Zamknij się i startuj!
Droid miał na tyle taktu, że nie kontynuował rozmowy. Procedury startowe błyskawicznie umieściły statek kilka kilometrów od lotniskowca w pozycji gotowości do skoku. Pierwszy punkt wycieczki nie posiadał jakiejś dźwięcznej, zapadającej w pamięć nazwy. Po prostu był kolejnym systemem nazwanym pozornie losowym ciągiem znaków. Z resztą kolejne systemy wyglądały niemal identycznie. Enigmatyczne nazwy, średniej wielkości, niczym nie wyróżniające się gwiazdy, skaliste planety, czasem gazowe giganty...
- Sir, wezwanie do nawiązania łączności z dowództwa.
- Ignoruj.
- Sir, komandor Zorro, główny inżynier ekspedycji wzywa do nawiązania łączności - powiedział po chwili droid, gdy kolejna ikonka zaczęła się jarzyć delikatnym światłem.
- Ignoruj.
- Sir, wezwanie do nawiązania łączności bezpośrednio od komodora. Nie możemy tego ignorować - dodał domyślając się co zaraz powie jego właściciel.
- Wystosuj formułkę o niemożności przez wzgląd na tryb pracy systemów i coś tam o dużej odległości. Wykonać.
Kolejne kilka chwil upłynęło w nerwowej ciszy, przerywanej jedynie cichymi piskami o niskich tonach, komunikujących dowódcy okrętu, że kolejne dane ze skanerów są zapisywane i poszerzają wiedzę ludzkości ma temat nowych obszarów.
- Sir... Autoryzowany rozkazem komodora personel dokonuje modyfikacji pańskich statków na pokładzie lotniskowca.
Spojrzenie Shahbaza było kwintesencją zdziwienia i odrobiny przestrachu tak, jakby właśnie spełniały się stawiane mu groźby
- Jakich modyfikacji? - powiedział spokojnym, kryjącym zdenerwowanie tonem.
- Dostajemy jedynie automatyczne raporty, sir. Wygląda na to, że jest to szereg zmian mających poszerzyć możliwości działania na powierzchni globów.
Shahbaz przełknął ślinę pobieżnie patrząc na informacje systemowe.
- Masz na myśli zmiany klasy wsparcia naziemnego na Odyssey?
- Tak, sir.
Zaskoczenie walczyło ze złością. Shahbaz chyba wystarczająco dosadnie się wyraził podczas testów co sądzi o tym pomyśle i liczył, że wybił dowództwu z głowy takie fanaberie.
- Natychmiast obierz kurs powrotny na lotniskowiec, ile to zajmie?
- Mniej więcej godzinę, trudno określić dokładny czas, ponieważ mamy przed sobą niezbadane systemy, sir.
- Ignorujemy je i ich nie badamy, jak najszybciej wracamy. Przejmujesz stery, połącz mnie w mojej kajucie z komodorem lub z komandorem Zorro, w zależności od ich dostępności.
Pospiesznie opuścił mostek i udał się do swojej kajuty, szykując się na burzliwą dyskusję. Podczas testów sprawności w sztuce pilotażu pojawiły się pomysły, by dostosować jego flotę do wyższego standardu, ale Shahbaz, który nie lubił opuszczać przestrzeni kosmicznej by gdzieś posadzić maszynę, był przeciwny i przyjął to jako żart. Dwaj komandorzy co prawda go przekonywali, ale postanowił się odciąć. Jak widać nieskutecznie i teraz musiał przedyskutować z nimi co oni wyczyniają. "Gniew Kolumba" podchodził już do lądowania, gdy Shahbaz powrócił na mostek. W jego oczach nie było już widać zaskoczenia, ale mimika wciąż zdradzała, że sytuacja nie była pod jego kontrolą.
- Arczi, przygotuj statek do przyjęcia modyfikacji. Ja wyjdę się przewietrzyć.
Przewietrzenie się było możliwe w dokładnie identycznym stopniu na pokładzie statku co na pokładzie lotniskowca, ale "Tryumfator" wolał się trochę przejść bo niekończących się korytarzach, niż siedzieć w fotelu dowódcy, gdy technicy będą przeprowadzać modyfikacje jego statku.
4/5.02.3309
Droid klasy R-3 wszedł na swych smukłych, metalicznych nogach pewnym, choć dyskretnym krokiem na mostek "Gniewu Kolumba". Zautomatyzowany towarzysz posiadał sylwetkę przypominającą iskrę, która odpadając od spawu zastygła w bezdusznej przestrzeni na wieczność. Obecność robota zawsze wymuszała przemyślenia na temat tego, że ludzie tworzący maszynę nie byli niczym ograniczani, a i tak nadali jej kształt humanoidalny.
- Sir, dołączyliśmy się do grupy ekspedycyjnej. Zgodnie z instrukcjami wszystkie statki przekodowały transpondery. Czy zaakceptować przyjęcie identyfikatorów ekspedycyjnych?
- Tak, niech dostaną kody według jednego wzoru i to jakiegoś prostego, tylko nie zmieniaj imion okrętów.
- Tak jest, sir. Dowództwo wyprawy przesłało aktualny spis przydziałów i kalendarz planowanych działań. Otrzymaliśmy zaszczytne miejsce w sekcji medycznej.
Nie dziwiło go już, że droid samowolnie mówił w liczbie mnogiej. Choć formalnie nie był w żadnych rejestrach, to jednak wpisał się na stałe w koloryt okrętu flagowego Shahbaza i był przez niego traktowany jak stały element jego załogi.
- Chcą czegoś od nas, czy mamy chwilę na rozpakowanie bagaży?
Nie miał pomysłu co mógłby rozpakowywać, więc gdyby nie to, że mówił do martwej maszyny, można by to uznać za żart. Był u siebie. Dzięki błogosławieństwu kajut na pokładzie, gdzie nie poleciał, był u siebie. Mógł oderwać się od rzeczywistości i zawsze być u siebie. Ci co mówili, że nie można uciekać od problemów, widocznie nigdy nie mieli wystarczająco szybkiego statku.
Z krótkich rozmyślań wyrwał go mechaniczny, szorstki choć przy tym dźwięczny głos jego nieożywionego asystenta i do pewnego stopnia ochroniarza.
- Sir, wszyscy uczestnicy ekspedycji otrzymali prośbę o pomoc w znalezieniu właściwego miejsca do zorganizowania dzisiejszych testów pilotażu. Wytyczne przesyłam na...
- Pierścień gazowego giganta, lodowy, gęsty, najlepiej z trytem... - mruknął przerywając droidowi, przeglądając wytyczne. - Arczi, kiedy moje pozostałe statki zadokują na tym lotniskowcu?
- Według moich obliczeń pełen transfer statków i części zamiennych zajmie mniej niż godzinę, dokładny czas jest niemożliwy do ustalenia, przez wzgląd na brak danych dotyczących efektywności tutejszej załogi, sir.
Godzina to nie za dużo, ale też nic nie wymuszało jego obecności przy transferze. Zautomatyzowane systemy nie zawodziły, a on mógł tylko utrudnić życie innym.
- Przygotować statek do startu, kurs przez okoliczne układy w promieniu 100Ly od obecnej pozycji lotniskowca wiodącego floty, wyłączyć zbędne systemy, instrumenty eksploracyjne w gotowości, załadować próbniki do katapult skanerów. Znajdziemy im ten tor przeszkód. I jeszcze zdążymy pokazać jak się lata.
- Czy autoryzować zakup jednostki typu ASP Scout, sir?
Odwrócił się i po raz pierwszy od początku rozmowy popatrzył na robota, wlepiając w niego spojrzenie jakby widział idiotę, który właśnie mu zaoferował stowarzyszeniu bezzębnych dziadków paczkę sucharów.
- Nie autoryzuję zakupu tego szajsu! Po co nam to? "Kronos" ma wystarczającą ładownię i zasięg skoku, nie potrzebujemy takiego dziadostwa. Co to w ogóle za pomysł?
- Sir, dzisiejszy test sprawności pilotowania ma odbyć się właśnie na bazowej wersji tego statku.
- O Przodkowie, niech Żywe Światło Gwiazd ma nas w opiece... - mruknął wyraźnie dając do zrozumienia wszystkim nieobecnym co sądzi o tym pomyśle. - Autoryzuj zakup i lećmy stąd jak najszybciej.
Pięć minut później ze statku można było zobaczyć już tylko rozmyte plamy przestrzeni międzygwiezdnej, pokonywanej z absurdalną prędkością.
~~~~~~~~~~~~
Było już późno. Centralna jednostka sterująca zarządziła pokładową noc przyciemniając światła i wyłączając głośniki w przedziałach poza mostkiem. Gdyby zabierali pasażerów miałoby to sens, a tak był to zbędny przejaw luksusu wielkiego okrętu, dostępny dla mniejszych jednostek w cenie paczki papierosów. Shahbaz wszedł na mostek wkurzony. Ranka rozciętych warg już się zasklepiła, ale jasna czerwień świadczyła, że uraz miał miejsce niedawno, co współgrało ze świeżym siniakiem w okolicy skroni. Gdy ASP nie był w stanie wykonać dość ciasnego zwrotu, przydzwonił w tylne osłony potężnego Type 9, czego załoga kolosa mogła nawet nie zauważyć, ale przy chwilowo wyłączonej asyście pilotażu kompensatory przeciążeń małego statku nie podołały i głowa pilota przywaliła w pulpit kierowniczy, co oczywiście niekorzystnie odbiło się na wyniku czasowym.
- Arczi, startujemy. Kurs na losowy cel czterysta lat świetlnych stąd. Wykonać natychmiast.
- Sir, jak poszły testy? Znów pan tryumfow...
- Zamknij się i startuj!
Droid miał na tyle taktu, że nie kontynuował rozmowy. Procedury startowe błyskawicznie umieściły statek kilka kilometrów od lotniskowca w pozycji gotowości do skoku. Pierwszy punkt wycieczki nie posiadał jakiejś dźwięcznej, zapadającej w pamięć nazwy. Po prostu był kolejnym systemem nazwanym pozornie losowym ciągiem znaków. Z resztą kolejne systemy wyglądały niemal identycznie. Enigmatyczne nazwy, średniej wielkości, niczym nie wyróżniające się gwiazdy, skaliste planety, czasem gazowe giganty...
- Sir, wezwanie do nawiązania łączności z dowództwa.
- Ignoruj.
- Sir, komandor Zorro, główny inżynier ekspedycji wzywa do nawiązania łączności - powiedział po chwili droid, gdy kolejna ikonka zaczęła się jarzyć delikatnym światłem.
- Ignoruj.
- Sir, wezwanie do nawiązania łączności bezpośrednio od komodora. Nie możemy tego ignorować - dodał domyślając się co zaraz powie jego właściciel.
- Wystosuj formułkę o niemożności przez wzgląd na tryb pracy systemów i coś tam o dużej odległości. Wykonać.
Kolejne kilka chwil upłynęło w nerwowej ciszy, przerywanej jedynie cichymi piskami o niskich tonach, komunikujących dowódcy okrętu, że kolejne dane ze skanerów są zapisywane i poszerzają wiedzę ludzkości ma temat nowych obszarów.
- Sir... Autoryzowany rozkazem komodora personel dokonuje modyfikacji pańskich statków na pokładzie lotniskowca.
Spojrzenie Shahbaza było kwintesencją zdziwienia i odrobiny przestrachu tak, jakby właśnie spełniały się stawiane mu groźby
- Jakich modyfikacji? - powiedział spokojnym, kryjącym zdenerwowanie tonem.
- Dostajemy jedynie automatyczne raporty, sir. Wygląda na to, że jest to szereg zmian mających poszerzyć możliwości działania na powierzchni globów.
Shahbaz przełknął ślinę pobieżnie patrząc na informacje systemowe.
- Masz na myśli zmiany klasy wsparcia naziemnego na Odyssey?
- Tak, sir.
Zaskoczenie walczyło ze złością. Shahbaz chyba wystarczająco dosadnie się wyraził podczas testów co sądzi o tym pomyśle i liczył, że wybił dowództwu z głowy takie fanaberie.
- Natychmiast obierz kurs powrotny na lotniskowiec, ile to zajmie?
- Mniej więcej godzinę, trudno określić dokładny czas, ponieważ mamy przed sobą niezbadane systemy, sir.
- Ignorujemy je i ich nie badamy, jak najszybciej wracamy. Przejmujesz stery, połącz mnie w mojej kajucie z komodorem lub z komandorem Zorro, w zależności od ich dostępności.
Pospiesznie opuścił mostek i udał się do swojej kajuty, szykując się na burzliwą dyskusję. Podczas testów sprawności w sztuce pilotażu pojawiły się pomysły, by dostosować jego flotę do wyższego standardu, ale Shahbaz, który nie lubił opuszczać przestrzeni kosmicznej by gdzieś posadzić maszynę, był przeciwny i przyjął to jako żart. Dwaj komandorzy co prawda go przekonywali, ale postanowił się odciąć. Jak widać nieskutecznie i teraz musiał przedyskutować z nimi co oni wyczyniają. "Gniew Kolumba" podchodził już do lądowania, gdy Shahbaz powrócił na mostek. W jego oczach nie było już widać zaskoczenia, ale mimika wciąż zdradzała, że sytuacja nie była pod jego kontrolą.
- Arczi, przygotuj statek do przyjęcia modyfikacji. Ja wyjdę się przewietrzyć.
Przewietrzenie się było możliwe w dokładnie identycznym stopniu na pokładzie statku co na pokładzie lotniskowca, ale "Tryumfator" wolał się trochę przejść bo niekończących się korytarzach, niż siedzieć w fotelu dowódcy, gdy technicy będą przeprowadzać modyfikacje jego statku.
