Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Executive Hangars
#1
W ostatnim czasie podjęliśmy kilka prób zdobycia statku z Executive Hangars. Mieliśmy wiele podejść, gdzie wróg był silniejszy od nas, lub lepiej zorientowany w terenie. Postanowiliśmy w nocy spróbować kolejny raz. Około godziny 22 pojawiliśmy się na miejscu i wytypowaliśmy odpowiedni hangar, który miał się otworzyć za mniej więcej 24 minuty. Oddział do zadań specjalnych w składzie Pan Ambroży Kleks, Scarlet Yuri, skgleba oraz Kyokushin zaczął zajmować pozycje i sprawdzać teren. Po chwili okazało się, że nie są jedynymi osobami, które chciały akurat tutaj zdobyć statek. W ciemnych zakamarkach bazy już kryli się przeciwnicy. Na szczęście skgleba i Ambroży byli czujni, świetnie razem współpracowali i zachowali zimną krew. Nawet gdy pod naporem ognia jeden został powalony, drugi zaraz go osłaniał i obaj wyszli z tego cało. Po chwili dołączył do nich Scarlet Yuri. Nauczeni doświadczeniem obstawili główne wejście oraz to mniej znane - serwisowe. W międzyczasie Kyokushin patrolował okolice w swoim myśliwcu. Szybko okazało się, że wrogowie przylecieli w Polarisie (dlaczego zawsze ten sam hangar co my wybiera cały oddział wrogów w Polarisie...?). Dzięki dobrej komunikacji oddziału naziemnego i siłom powietrznym udało się dowiedzieć, że ich Polaris nie czeka przed głównym wejściem, tylko obok. Nasi już byli gotowi i mieli nosa, bo wrogi oddział chciał ich zajść od tyłu, wchodząc bocznym wejściem. Pewnie domyślacie się kto kogo zaskoczył Wink. Ja byłem w pobliżu, ukryty w statku stealth, z tabletami w spodniach i czekałem na sygnał. Byłem przekonany, że trzeba będzie odwołać akcję, ale chłopaki nie odpuszczali, ktokolwiek się pojawił w bazie od razu padał martwy. Dostałem sygnał, żeby wchodzić.

Wyszedłem z mojego statku do EVA, dotarłem do śluzy. Na wejściu już osłaniał mnie Scarlet Yuri. Poszedłem do tunelu, musieliśmy jeszcze kilka minut poczekać, bo nadal jedno ze świateł, które oznaczają czy drzwi są już aktywne, paliło się na czerwono. Na zewnątrz naszych przeciwników wciąż zajmował Kyokushin. Dzięki temu nie wszyscy wrogowie mogli zrobić rajd na bazę, musieli kogoś zostawić w swoich statkach. Polaris nie był sam, były też wrogie myśliwce, a Kyokushin dzielnie kupował nam cenny czas. W takich oto okolicznościach przyszło mi czekać, aż to ostatnie światełko zapali się w końcu na zielono, a czas dłużył się niemiłosiernie. Po kilku minutach jest, wszystkie zielone. W pomieszczeniu gdzie trzeba zamontować w trzech miejscach łącznie siedem specjalnych tabletów nie ma grawitacji, trzeba powoli latać w próżni. Pierwsze trzy tablety poszły gładko, lecę do kolejnego punktu. Tutaj jest miejsce tylko na jeden, wyjąłem z plecaka, ale… zniknął… nie ma, po prostu nigdzie go nie ma, ani koło mnie w próżni, ani w moich rękach, ani w plecaku. Zacząłem panikować i już myślałem, że jest po akcji, jeden tablet zgubiony, trzy już zamontowane i nie da się ich wyciągnąć. Tyle czasu i pracy wielu osób poszło na marne. Przeglądam po raz piąty wszystkie kieszenie i plecak i nagle jest! Znalazł się! Wkładam i lecę do trzeciego punktu. Ręce mi już drżą, serce wali coraz mocniej, czas leci, ja w próżni wyrzucam tablet za tabletem z plecaka, łapię każdy najszybciej jak mogę, żeby gdzieś nie odleciał i staram się dopasować do odpowiedniej kieszeni. Został ostatni i daję sygnał chłopakom, żeby się szykowali.

Gdy każdy slot ma dopasowany odpowiedni tablet otwierają się masywne drzwi. Za nimi jest winda, cały nasz skład pędzi, bo liczy się każda sekunda. Scarlet Yuri zostaje osłaniać nam plecy, a my zjeżdżamy do hangaru. Skgleba i Ambroży lecą przodem i sprawdzają teren przede mną. Sprintem biegnę do terminala, którego trzeba użyć, aby przywłaszczyć sobie statek. Na monitorze widać napis Syulen PYAM EXEC i obok niego „Claim”. Udało się! Płyta hangaru się opuszcza, po kilku chwilach wyjeżdża windą nowiutki statek. Dołącza do nas Scarlet Yuri. Pomimo naszej radości wciąż pozostajemy czujni, bo jeden z wrogów chciał nas ponownie zajść od tyłu. Postanowiliśmy wspólnie odbyć pierwszy lot. Wchodzimy po kolei na pokład i podziwiamy jego wnętrze, a jest ono wyjątkowe, bo to statek zbudowany przy pomocy technologii zdobytych od obcych cywilizacji. Odreagowując cały ten stres i zwiedzając nie spodziewaliśmy się jednego – oddział z wrogiego Polarisa bardzo chciał mieć ostatnie słowo. Wrota do hangaru były otwarte, a przez nie wleciała w nas rakieta, rozwaliła nas na miejscu, zobaczyliśmy ciemność przed oczami i po chwili odrodziliśmy się w szpitalu. Bardzo nas to rozbawiło, bo i tak wygraliśmy, statek zdobyty!

[Obrazek: 8DbvsWE.jpeg]

Chciałbym na koniec jeszcze podziękować całemu orgowi. Na przestrzeni ostatnich kilku dni wielu z Was brało w tym udział i mimo że przy kilku próbach musieliśmy się wycofać, to każda z nich przyczyniła się do ostatecznego sukcesu. Za każdym razem zdobywaliśmy cenne doświadczenie. Świetna robota!
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości