Komandora Blaine'a ekscesy wszelakie
#1
[Obrazek: gwiazda.jpg]

Z drzemki wyrwał go jakiś dźwięk. Z cichym stęknięciem otworzył oczy, mrużąc je zaraz. Kabinę zalewało blade acz intensywne światło, lekko niebieskawej barwy. Źródłem jego była doskonale widoczna przez szybę kabiny świetlista kula - piękny biało-niebieski olbrzym klasy B, jeśli dobrze pamiętał - jeden jego z ulubionych typów gwiazd. Tym razem jednak intensywna poświata boleśnie kłuła w oczy. Mamrocząc coś pod nosem poruszył się w fotelu, potrącając przy tym nogą jakiś przedmiot, który z charakterystycznym brzęknięciem potoczył się po podłodze kabiny. Mrużąc nadal oczy spojrzał w dół - pusta butelka. Niejedna. "No dobra, Blaine" pomyślał " Znowu sobie popiłeś, i to tęgo. Gdzie tym razem wyprawiły cię twoje pijackie ekscesy?". Potarł dłońmi skronie. Przy tym bólu głowy logiczne myślenie przychodziło mu z pewnym trudem, tym bardziej przy tym miarowym popiskiwaniu jakie dochodziło z konsolety. Ogarnął spojrzeniem tablicę przyrządów, wyglądało na to, że wszystko jest w porządku... Wtem jego spojrzenie przyciągnął niewielki karteluszek przyczepiony gdzieś z boku kawałkiem taśmy. Zapisane na nim były szeregiem jakieś cyfry, rozdzielone przecinkami. Dłuższy moment wpatrywał się bezmyślnie w ową kartkę, jakby oczekując iż odpowie mu ona gdzie jest i co do cholery tu robi... W jednej chwili spiął się w fotelu, jakby naszła go jakaś myśl. Spojrzał raz jeszcze na szeregi cyfr, tym razem marszcząc lekko czoło. Wyciągnął dłoń w stronę lewego panelu, wduszając kilka przycisków na pulpicie. Odczekał aż wyświetli się przed nim holograficzna mapa, po czym wprowadził zapisane na świstku cyfry i dał chwilę komputerowi czekając na wynik. Ciche piknięcie po chwili dało znać, iż zlokalizowano podane współrzędne, obraz mapy zmienił się...
Philip Blaine mimo stanu w jakim się znajdował aż wyprostował się w fotelu, ściskając przepustnicę i wolant. Przez dobre kilka minut wpatrywał się w wyświetlony przed nim holograficzny obraz. W końcu, powolnym ruchem, jakby jego ręka ważyła nie wiadomo jak wiele, sięgnął ponownie do klawiatury, wystukał na niej komendę, i czekał na wynik. Komputer szybko odpiknął podając odpowiedź.
- Ja chyba zwariowałem.. - oznajmił na głos wpatrując się w mapę. Rozejrzał się po znajomo wyglądającej kabinie. Wiele godzin wysiedział kiedyś za sterami Sidewindera - choć był to jeden z najmniejszych statków, to mimo swej niepozorności lubił nim latać. "Dlaczego jednak wybrałem się tą małą puszką na takie zadupie?" - potrząsnął głową. Najpierw musi dojść do siebie, i zacząć na trzeźwo myśleć. W obecnym stanie wszelkie domysły na temat tego co u diaska robi pośrodku Pustki w metalowym Kurduplu kończyły się wielką niewiadomą, co tylko dodatkowo go rozdrażniało. Wiedział, co najszybciej pozwoli mu dojść do siebie. Raz jeszcze wywołał ekran nawigacji i wystukał na nim współrzędne. Komputer zaterkotał kalkulując trasę, on zaś zabrał się za przerabianie procedury ponownego uruchamiania napędu. Gdzieś za nim z charakterystycznym buczeniem zbudziły się do życia dwa silniki...


___________________________________________
W końcu i mnie dopadła pokusa aby wyrwać się gdzieś poza "bańkę" i zabawić się w turystę. Postaram się tutaj dokumentować co ciekawsze znaleziska, w miarę swych mizernych pisarskich możliwości jakoś w miarę zgrabnie je tu wstawiać Smile

...I tak, jestem totalnym wariatem, i autentycznie poleciałem gdzie mnie poniesie Sidewinderem ;P
"Heavier than a star, no place is too far

Not even space and time can touch this ship of mine"


- Keldian, "F.T.L."

Galnet  "Echo Przestrzeni"
Odpowiedz
#2
[Obrazek: gbof.jpg]

Kabina lekko wibrowała, kiedy za oknem co i rusz błyskały niewyraźne smugi - charakterystyczny łoskot, nagły rozbłysk światła i błyskawicznie rosnąca przed oczyma kolejna pomarańczowo-czerwona jaskrawa kula.
“Cel osiągnięty” oznajmił żeński głos zainstalowanego w systemie SI. Odczekał jeszcze kilka sekund aż wzrok odzyska pełnię ostrości. “Zabawne” pomyślał, po każdym nadprzestrzennym skoku to samo - pierwsze sekundy, od dwóch-trzech do nawet około dziesięciu, zawsze musiał odczekać aż skupi na powrót wzrok. Nie miał pojęcia czemu tak się dzieje, choć kilka razy zastanawiał się nad tym, każde rozważania prędzej czy później kończyły się tak samo - wzruszeniem ramion i stwierdzeniem w myślach, że najwyraźniej tak musi być.
Z prawej strony rozbłysła jedna z kontrolek, jarząc się bursztynowym światełkiem na swojej części konsolety. No tak, kończy się energia dla silników, znowu… Westchnął i wprowadził do komputera nawigacyjnego dane to wejścia na orbitę wokół gwiazdy, następnie włączył podsystem odpowiedzialny za “tankowanie”. Lejek, Łopata, Odkurzacz, Rura - ten stosunkowo niewielki element statku doczekał się wielu doklejonych mu nazw, nie zawsze nadających się do powtórzenia w towarzystwie - ilu piolotów by jednak nie żartowało sobie z niego, bez Ładowarki - to “przezwisko” dla modułu Philip upodobał sobie najbardziej, najlepiej oddawało jego użyteczność - można było zapomnieć o jakiejkolwiek dalszej podróży. Jasne, jeśli ktoś nie poruszał się poza “Bańką” i miał taką fanaberię, mógł wybrać sobie krowę pokroju transportowego Lakona, przerobić go na tankowiec i latać sobie bez międzytankowań z punktu A do B. Osobną kwestią była sensowność takiego przedsięwzięcia.
Statek bez pośpiechu zajął pozycję na orbicie, powoli płynąc wokół bijącego od prawej jasnym światłem giganta. Philip sięgnął do przełącznika otwierając zamontowane na spodzie kadłuba klapy, statek lekko zadygotał, a charakterystyczny głuchy szum potwierdził, iż system działa i wchłania emitowaną przez gwiazdę energię.
-Trzeba było polecieć czymkolwiek większym.. - mruknął do siebie, zaraz jednak dopowiedział sobie w myślach, że to przecież niemożliwe. Pokręcił głową do własnych myśli, raz jeszcze sprawdzając tor lotu i upewniając się, że nie jest zbyt blisko, co spowodowałoby przegrzanie się, a następnie uwędzenie najpierw zewnętrznej powłoki statków, potem kolejnych jego elementów, z nim włącznie. Czekało go teraz kilka minut spokojnego krążenia i czekania aż Ładowarka zrobi swoje i zmagazynuje dość energii, aby mógł lecieć dalej. Otworzył mapę i zabrał się za dalsze wytyczanie trasy, biorąc pod uwagę którędy może polecieć, a które grupy gwiazd omijać szerokim łukiem, z uwagi na niski zasięg skoku i niewielki zasobnik energii Sidewindera - wielokrotnie wykonywane, czynności te robił już z pełną rutyną, pozwolił więc sobie na swobodne rozmyślanie.
“Jak mogłem być tak durny, jak nic powinienem dostać za to jakieś wyróżnienie” pomyślał zgryźliwie. Skrzywił się mimowolnie przypominając sobie ostatni postój na stacji kosmicznej
Maskelyne, i przeciągające się “posiedzenie” w “11 Parsekach”. Cholera, który to go tak podpuszczał.. “Jak ja go dorwę…”
Fakt, późnym wieczorem wszyscy mieli już “ździebko” w czubie, ale ponieważ nie przesadzali z hałasem, i nic nie demolowali, barman pozwolił im posiedzieć trochę dłużej niż zwykle. Pamiętał, że oblewał swój udany przelot, i niezły zarobek, do spółki z innym pilotem który także zbił kokosy - jak się potem pochwalił na szmuglu pierwszorzędnej whisky i jakichś “akcesoriów” - jakich, tego nie chciał już wyjawić mimo lania w siebie kolejnych szklaneczek bursztynoweo trunku. Potem ktoś podrzucił zasłyszaną na jednej ze stacji plotkę, że jakiś wariat wybrał się Haulerem na samotną wycieczkę, daleko poza Bańkę. No i się zaczęło.. Podparte rzeką whisky durne żarty i przechwałki, gdzie to który nie leciał, czego nie zaliczył i nie zwiedził…
-Uwaga, temperatura osiąga niebezpieczny poziom - statkiem nagle zatrzęsło, do wtóru beznamiętnego głosu Evy (jak po miesiącach latania zaczął nazywać ten model SI). Klnąc na czym świat stoi szarpnął sterami wyrywając statek z niemrawego lotu na autopilocie i gorączkowo sprawdzając wskazania przyrządów. Faktycznie, temperatura poszycia przekroczyła już granicę stanu alarmowego, co oznaczało, że jeśli jeszcze trochę tu zabawi…
-Oż ty cholero! - warknął zerkając przelotnie w stronę gwiazdy. Szarpnął manetki gazu podając więcej mocy do silników. Sidewinder targnął do przodu niczym spłoszone zwierzę.
-Ty schlany łbie - klął siebie oddalając się od gwiazdy. Nie zwrócił uwagi na jej grawitację, okazała się silniejsza niż podejrzewał - zamiast więc krążyć wokół niej tankując powoli, jął poruszać się szeroką spiralą, stopniowo przybliżając się do niej.
Ustawiwszy statek w bezpiecznej już odległości uruchomił panel diagnostyczny, sprawdzając czy coś jednak nie nadtopiło się od gorąca…
“Ładnie bym wyglądał” pomyślał ponuro “Cały bar miałby ubaw po pachy.. Komandor Blaine, szczwany i honorowy pilot - honorowy do tego stopnia, że spłonął dosłownie ze wstydu wraz ze statkiem, przez durne zagapienie się…”
Zazgrzytał zębami, zamykając włazy skrywające mechanizm do zbierania energii i obierając kurs prosto w czerń Pustki. Jak brzmiał ten prastary dowcip? “Ja niby tego nie zrobię?” - walnął pięścią w oparcie fotela “To jest dla ciebie nauczka, głąbie. Nigdy nie chwal się czymkolwiek, kiedy jesteś napruty…”
Ustawił przepustnicę na pełen ciąg i przekierował większość mocy na silniki. Sięgnął do przełącznika uruchamiającego komputer nawigacyjny. Na HUDzie na przedniej szybie wyświetliły się współrzędne z podaną odległością. Delikatnie skorygował lot i wcisnął jeden z przycisków na wolancie.
-Przygotowanie do skoku, trwa ładowanie napędu - oznajmiła Eva.
Poprawił się w fotelu, wsłuchując się w narastający szum silników gromadzących energię do skoku w nadprzestrzeń.
-4...3...2...1… - odliczała SI.
Nagłe szarpnięcie, rozmycie widocznych kształtów, kolejny rozbłysk światła....
"Heavier than a star, no place is too far

Not even space and time can touch this ship of mine"


- Keldian, "F.T.L."

Galnet  "Echo Przestrzeni"
Odpowiedz
#3
/Dzisiaj skromnie, bez opisu - acz buduję sobie w myślach kolejny takowy, spokojna głowa! (tu WIELKIE dzięki za wszystkie plusy, naprawdę jesteście super motywacją, żeby nagryzmolić coś dalej ^^)
Chciałem się pochwalić skromnym osiągnięciem, dziś dotarłem do swojej pierwszej mgławicy - dokładniej do Kociej Łapy, i udało mi się "strzelić" 2 ciekawe zdjęcia: samej mgławicy, i brązowego karła z naprawdę sporym (jak na me skromne doświadczenie ;P) pierścieniem/

[Obrazek: kocia_lapa.jpg]


[Obrazek: kocia_lapa2.jpg]
"Heavier than a star, no place is too far

Not even space and time can touch this ship of mine"


- Keldian, "F.T.L."

Galnet  "Echo Przestrzeni"
Odpowiedz
#4
(dziś bez grafiki, ale z odpowiednim podkładem w tle, miłego czytania!)



Od kilku już dni błądził po okolicznych systemach - chociaż błądził było nie do końca poprawnym określeniem. Gdyby znajdował się na jakiejś planecie możnaby powiedzieć, iż udał się na wycieczkę krajoznawczą.
Zaiste, okolica robiła wrażenie - typowa czerń Pustki ustąpiła miejsca głębokiej czerwieni, występującej tu w wielu odcieniach, tu i ówdzie jaśniejszej, przesłaniając wszystko w osobliwy sposób. Dotychczas miał szansę obejrzeć mgławicę na cyfrowych obrazach, dotarcie jednak do jednej z nich i przyjrzenie się jej “od środka” było czymś bez porównania..
Odwrócił spojrzenie od jarzących się z lekkim odcieniem czerwieni gdzieś w dali gwiazd i westchnął. Żałował, że nie zapisał współrzędnych systemu na który natknął się parę dni temu, zaraz po wpadnięciu w mgławicę. Wystukał komendę na prawym panelu, ten na mgnienie zgasł i po chwili otworzył poszukiwane zdjęcie - wielki brązowy karzeł, otoczony największym pierścieniem jaki widział - “Cholera, największy o jakim słyszałem” - pomyślał raz jeszcze podziwiając swoje znalezisko. Ciemna gwiazda granatowej, przechodzącej w purpurę barwy była olbrzymia, przynajmniej porównując ją do Saturna - miał swój zwyczaj, że znalezione obiekty zawsze starał się porównać do tych w Układzie Słonecznym, zawsze było to jakieś odniesienie skali.
Saturn w każdym razie był najwyżej karzełkiem przy tym kolosie, jeśli wierzyć pomiarom skanera. Do tego ten imponujący podwójny pierścień - zewnętrzna część z ciemniejszych skał, wewnętrzna z jaśniejszych, być może były to bryły lodu.. Co ciekawe, oba pasy były mniej więcej tej samej grubości. Ich rozmiaru nawet nie próbował zgadywać. Pamiętał, że wyskoczył na chwilę z trybu podróżnego, chcąc dobrze utrwalić sobie ten widok - zrobił na nim pierońskie wrażenie. Pustka miała swoje piękniejsze oblicze, trzeba było tylko dobrze go poszukać.
-Może właśnie dlatego czasami lubię tak polecieć gdzieś w cholerę… - mruknął spoglądając za okna kabiny.
-Kontakt, namiar 315, odległość 287 - odezwała się Eva, wyrywając Philipa z zamyślenia. Zlokalizował obiekt na radarze i uruchomił skaner.
-No dobra Eva, co my tu mamy? - powiedział wpatrując sie w ekran
- Obiekt metaliczny, znikoma sygnatura energetyczna - odpowiedziała SI. Po chwili skaner piknął oznajmiając zakończenie zadania. Blaine gwizdnął przez zęby
-Kapsuła ratunkowa! No proszę… - sięgnął do manetek przepustnicy redukując moc do minimum, jednocześnie kierując statek w stronę dryfującego w przestrzeni obiektu.
Gdyby leciał trochę szybciej, zapewne w ogóle nie zauważyłby jej wcale. Namierzył kapsułę i nakazał komendą utrzymywać jej namiar, sięgnął do przełącznika i upewniwszy się, że zwolnił już wystarczająco rozpoczął procedurę wyjścia z trybu podróżnego. Statkiem zatelepało, na chwilę obraz za oknem się rozmył - zaraz jednak statek z łupnięciem zatrzymał się. Philip potrząsnął głową i spojrzał na radar - jak się spodziewał, zmierzali prosto na nią. Podał moc do silników ruszając naprzód i otworzył luk ładowni, przełączając jednocześnie widok na centralnym panelu - miał teraz przed oczyma obraz z kamery pokazujący zbliżający się do statku obiekt, i nakreślony świetlistymi liniami zarys luku. Delikatnie skorygował trajektorię jednocześnie zmniejszając ciąg - ręczne “łapanie” luźnego ładunku w przestrzeni wymagało precyzji i ostrożności, niewielki błąd i z kapsuły nie zostanie wiele.. Zacisnął lekko szczękę “No, ostrożnie.. Powoli..”
-Obiekt w ładowni - zakomunikował komputer - zamknąć luk?
-Zamykaj, i zeskanuj teraz na spokojnie kapsułę, co dokładnie tu mamy?
- Ładownia zamknięta i zabezpieczona. Skanowanie w toku.
Ktoś miał cholerne szczęście. Znajdował się z dala od jakichkolwiek szlaków - jeśli o jakichś można mówić, będąc ileś tysięcy lat świetlnych od “Bańki”. Konieczność opuszczenia statku w kapsule ratunkowej w takiej okolicy jest jednoznaczna z wyrokiem śmierci - cóż bowiem z tego, że sama kapsuła może podtrzymać pilota przy życiu przez długi czas, jeśli szansa na znalezienie pilota oscyluje cholernie blisko zera?
Komputer zapiszczał. Spojrzał na pojawiające się na panelu kolumny tekstu i cyfr.
-Kapitanie, szacowany wiek tej kapsuły to piętnaście do dwudziestu pięciu lat. To starszy model wykorzystywany kiedyś, przed wprowadzeniem nowego standardu EISO 251Sigma dotyczącego bezpieczeństwa. - raportowała Eva - szansa, iż w kapsule tej znajduje się ktoś żywy wynosi 0%.
- Niech licho porwie ciebie i Twój wypruty z emocji głos, Ewka - mruknął pod nosem. Czuł się dziwnie - trochę niepewnie.. Oto natknął się na kapsułę jakiegoś zapomnianego podróżnika - biedaka, który na przekór wszystkiemu liczył pewnie na łut szczęścia, że zostanie w porę znaleziony… Kapsułę, która w międzyczasie stała się jego grobowcem.
Wzdrygnął się, poczuł coś nieprzyjemnego pełznącego mu po plecach - nie był człowiekiem zabobonnym, niemniej, w tej chwili był sam jak palec. Szansa na spotkanie innego statku była absurdalnie mała, do samej “Bańki” miałby wiele dni drogi powrotnej… A w luku spoczywały czyjeś szczątki - to co zostało z nieszczęśnika, któremu coś przydarzyło się… Gdzie, tutaj? W innym układzie? Jeśli Eva ma rację, i ta kapsuła spędziła dobre kilkanaście lat dryfując w przestrzeni, mogła przelecieć szmat drogi…
Co robić? Lecieć dalej? Z nieboszczykiem w ładowni? W takim razie wracać? Może na stacji dojdą co się stało, wyciągną jakieś dane z komputera kapsuły, jeśli jeszcze go szlag nie trafił, co było prawdopodobne po tak długim okresie czasu…
-Cholerny świat… - zaklął głośno, odpinając pasy. Musi podjąć jakąś decyzję… “Gdyby to było takie, psia mać, łatwe!” Skierował się do korytarza i niewielkiej szafki schowanej w ścianie, którą sowicie zaopatrzył na podróż. Wyciągnął z niej butelkę i spojrzał wgłąb korytarza.. Potrząsnął głową, włączył ścienny panel i upewnił się, że luk jest zamknięty od wewnątrz, następnie wrócił szybko do kokpitu, po drodze otwierając butelkę...
"Heavier than a star, no place is too far

Not even space and time can touch this ship of mine"


- Keldian, "F.T.L."

Galnet  "Echo Przestrzeni"
Odpowiedz
#5
Wracam powoli do domu, niestety tym razem sił nie starczyło na dalszą drogę, ale...
Trafiłem na swojego pierwszego Earth-like'a! ^^

[Obrazek: Ntoyojw.png]
"Heavier than a star, no place is too far

Not even space and time can touch this ship of mine"


- Keldian, "F.T.L."

Galnet  "Echo Przestrzeni"
Odpowiedz
#6
Długi czas siedziałem cicho ograniczając się do czytania forum, ale mając w końcu z głowy licencjat (obroniony!) postanowiłem, że pora spróbować znowu zrobić coś niekoniecznie najmądrzejszego ;P   
Na pierwszy ogień poszedł mój ulubiony maluch, który dostał nowe malowanie. Wszak wiadomo, że czerwony lata szybciej:

[Obrazek: UiFYlK1.jpg]

Nowa, lśniąca farba (plus kilka nowych ustawień napędu wyproszonych u Felki) pozwalają teraz skubańcowi kicać na prawie 28 LY - jeszcze nie idealnie, ale jest nieźle. Trzeba było przecież zobaczyć, jak sprawuje się FSD po dłubaniu w nim - więc poleciałem jak to lubię, gdzie mnie poniesie. No, nie do końca - w pierwszej kolejności postanowiłem sprawdzić, czy ostatnia wycieczka faktycznie została zwieńczona osobistym sukcesem w postaci przypisania mi odkrycia pierwszego świata podobnego do Ziemi, okazuje się, że tak:

[Obrazek: vSndBSm.jpg]
Mała rzecz, a jednak cieszy!
Skoro już szarpnąłem się te kilka tysięcy lat świetlnych aby sprawdzić ten układ, nie ma sensu teraz zawracać, tym bardziej, że poprawiony Sidek dalej chętnie rwie się naprzód ;P Zobaczę co mnie czeka dalej, podaję w komputerze pokładowym nowe dane nawigacyjne, uruchamiam ładowanie napędu do skoku - i ognia!

[Obrazek: 7FjLOYe.jpg]
"Heavier than a star, no place is too far

Not even space and time can touch this ship of mine"


- Keldian, "F.T.L."

Galnet  "Echo Przestrzeni"
Odpowiedz
#7
Powodzenia Smile. Trzymam kciuki za Twój zapał! Może udzieli się on również mnie, bo ja też powoli szykuję Sidewindera na wyprawę do Sagitariusa A.
Fortuna toczy się kołem. Pod kołem to pojąłem.
A kiedy strzyżesz owieczki, opowiadaj im bajeczki.
[Obrazek: 34417.png]
Odpowiedz
#8
Dawaj Smile
Odpowiedz
#9
Komputer przy drzwiach do “apartamentu” - choć pewnym nadużyciem było nazywać tak średniej wielkości pokój z łazienką i niewielkim schowkiem wbudowanym w ścianę mieszczący się w jednym z przeciętnych budynków służących wynajmem kwater dla pilotów na stacji Maskelyne Vision - zapiszczał coś do stojącej przed nim osoby, po chwili wbudowany w ścianę obok wejścia monitor zabłysnął raz i drugi po czym włączył się, ukazując brodatą podobiznę, chyba właściciela.
- Tu Blaine, a raczej moja holo-projekcja. Skoro ją widzisz, oznacza to, że nie będzie mnie przez dłuższy czas. Jeśli masz do mnie jakąś sprawę, zostaw wiadomość albo  skorzystaj ze skrytki pocztowej /w międzyczasie koło monitora otworzył się niewielki wąski otwór/.
Odtwarzana sekwencja dobiegła końca i ekran na chwilę przygasł, aby po kilkunastu sekundach odżyć i ponowić automatyczne nagranie. Stojąca przy drzwiach postać westchnęła.
"Czy to na pewno jest osoba jakiej moglibyśmy poszukiwać… "
Nieznany gość rozejrzał się po korytarzu, upewniwszy się, że nikogo nie ma sięgnął szybko do monitora, otworzył jakąś klapkę obok jego ramki i zaczął manipulować w środku.
Monitor rozbłysł raz i drugi, “zaśnieżył” przelewającą się przez niego przez chwilę falą losowych znaków, po czym pisnął cicho raz, i zaczął odtwarzać jakiś plik dźwiękowy:

“... i wtedy stwierdziłem, że chrzanię to i wracam. No i czego cieszycie ryje, polecam wam polatać samemu, w cholerę daleko od Bańki z nieboszczykiem w ładowni, zobaczymy ile wytrzymacie, mądrale..”
Rozpoznał głos, to był poszukiwany przez niego pilot. Przemowę przerwał odgłos trącanego szkła i przelewającego się trunku.
“ Ostatecznie, nie wyszedłem na tym najgorzej. Po kontroli po przylocie okazało się, że ten osobnik był poszukiwany, podobno nawiał z jakimiś korporacyjnymi danymi jakich nie miał nigdzie wynosić. Ja dostałem jakąś wypłatę za znalezienie denata. Miała być jeszcze premia jeśli miał przy sobie te dane, ale skurczybyki siedzą cicho więc albo nic nie miał, albo *czknął, sądząc po głosie trochę trunku już krążyło mu w żyłach* się rozmyślili co do tej premii…
- Jaaasssne, Phiil. Ty i te t-tfoje dd-uchy.. Peeewnie sssię naaaprałeś ooo o jeden raz zaaa zadużo *drugi głos, ten zdecydowanie miał już za wiele* zaa-zaraz mmi poowiesz, żeś t-tam wi-wiidzia.. Ejże?! *pijacki wywód przerwał ciężki odgłos kroków i nerwowe pianie pijaka*
- Wystarczy kolego - *znajomy głos jednego z braci Vistula. No tak, pili w “11 parsekach”. Krótką chwilę słychać było śladową szamotaninę kiedy wstawiony osobnik daremnie próbował wywinąć się postawnemu ochroniarzowi, po czym został zapewne bezceremonialnie wyniesiony na zewnątrz*
- Jednego imbecyla przy stole mniej *odezwał się po chwili ktoś jeszcze* Dobra Phil, powiedz teraz czy ten twój zakład to prawda, czy po prostu chciałeś rzucić wszystko w cholerę na jakiś czas i zniknąć?
- Niech cię szlag, jakby mało było tego, że się rozniosło, to jeszcze ty musisz mi wiercić o to dziurę w brzuchu *jęknął Blaine, po czym -sądząc po odgłosie przełykania - pociągnął zdrowo z naczynia, albo butelki* Uchh, przynajmniej Świński Ryj przepala jak zawsze… No więc tak, cholera. To prawda. Ruszam ponownie jutro.
- Stary, ja wiem, że dziś tęgo popiliśmy, ale jaja sobie robisz… Do Centrum? Sidewinderem?
- Zamknij tą paszczę *stęknął Blaine* albo poproszę braci Vistula aby i ciebie stąd wynieśli…”

Nieznajomy wyłączył odtwarzanie, zgasił monitor a następnie szybkim ruchem zamknął klapkę w ścianie, upewniwszy się jeszcze, że nie ma śladów aby ktoś manipulował przy systemie. Z kieszeni w płaszczu wyciągnął maleńki elektroniczny dysk. Był szary, jedyne co mogło zwrócić uwagę, to niewielka czarna litera “Z” w jednym z rogów, na tyle mała, że nie rzucała się w pierwszej chwili w oczy. Przez chwilę przyglądał się nośnikowi. Pilot nie sprawiał najlepszego wrażenia, niemniej sprawdzając go nie znalazł w kartotekach nic, co mógłby mieć na sumieniu - a jeżeli ma zamiar dolecieć tam gdzie planuje, i wróci.... Ktoś taki może się im przydać.
Wyciągnął rękę i wsunął nośnik do otworu pocztowego przy drzwiach i zamknął go, po czym skierował się ku schodom do wyjścia z budynku..
"Heavier than a star, no place is too far

Not even space and time can touch this ship of mine"


- Keldian, "F.T.L."

Galnet  "Echo Przestrzeni"
Odpowiedz
#10
Od kilku minut po prostu wpatrywał się w obraz za oknami kabiny Sidewindera. Konsoleta sterująca oświetlała ją delikatną bursztynową poświatą, co jakiś czas wydając z siebie pojedyncze ciche piknięcia. Ustawione na jałowy bieg silniki ledwie słyszalnie pomrukiwały gdzieś z tyłu.
- A niech mnie szlag.... naprawdę, jest pełne gwiazd - westchnął. Prastary cytat, podobno z jakiegoś filmu, czy opowieści, nakręcanego antyczną metodą, analogową kamerą.. Zabawne, co wtedy wiedzieliśmy jako cywilizacja o tym jak naprawdę wygląda wszechświat? Niemniej to jedno zdanie cholernie trafnie pasowało. Owszem, widział już kilka ładnych mgławic, mieniących się pięknie swymi kolorami - jednak dopiero w momencie kiedy przeciął wewnętrzne ramię galaktyki, i rozpoczął ostatni etap zaplanowanej podróży, odkrył coś co urzekło go naprawdę. Im bliżej był Centrum, tym jaśniej robiło się wokół niego. Gwiazd było coraz więcej - teraz, w którą stronę by nie spojrzał, otoczony był przez rój świetlistych punktów, mniej lub bardziej odległych. Skończyła się też wszechobecna Czerń - tutaj Przestrzeń nabrała nowej, jaśniejszej barwy - na jej tle widziane widziane czasami odległe mgławice prezentowały się przepięknie. Wiedział już, że po powrocie będzie tęsknił do tych widoków. "Cholera, Bańka będzie teraz wyglądać jak ciemne zatyłcze jakiegoś prowincjonalnego miasteczka.." A jakby mało było cudów, było jeszcze To.
- No, koledzy - odezwał się do siebie uśmiechając się - to o ile kolejek Ryja się zakładaliśmy...?
________________________________________________________________________________________________________-
Cholera, udało się! W końcu! ^^ Długo sobie obiecywałem, że się tu wybiorę, potem pojawił się szalony pomysł dolecenia tam Sidkiem. Tradycyjnie, bez wspomagania się neutronówkami. No i nareszcie dotarłem. Po pierwszym, zakończonym niepowodzeniem, podejściu. Po przerwanym na długo drugim, w ostatnie trzy dni pokonałem mniej więcej jedną trzecią brakującej drogi.
Fotograf ze mnie beznadziejny, zbyt wiele zdjęć z tej trasy niestety nie mam, ale podzielę się chętnie tym co udało mi się "ustrzelić":

[Obrazek: Pb3zOhg.jpg]

[Obrazek: tlQk84h.jpg]

[Obrazek: NzAQ4iB.jpg]

[Obrazek: dnisCNO.jpg]

[Obrazek: g4eetyP.jpg]

[Obrazek: rI3Ezyg.jpg]

[Obrazek: G0GsCdP.jpg]

[Obrazek: Xo2PatO.jpg]
"Heavier than a star, no place is too far

Not even space and time can touch this ship of mine"


- Keldian, "F.T.L."

Galnet  "Echo Przestrzeni"
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik pokładowy komandora Morlokusa Morlokus 7 2,774 13.10.2017, 18:58 UTC
Ostatni post: Morlokus



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości