08.10.2017, 19:30 UTC
Albo właściwie olbrzymi kryzys.
Postanowiłem sobie odbyć podróż, którą uznałem za obowiązkową od momentu, gdy poznałem choć trochę Elitę. Musiałem odwiedzić Sagittariusa. Po prostu musiałem. Przygotowałem swojego ASPa na ile pozwoliła mi cierpliwość (45ly skoku) i ruszyłem. Od systemu do systemu, od mgławicy do mgławicy, po drodze uznałem że muszę odwiedzić osławiona Kolonię, co też zrobiłem. Od tych odwiedzin moja motywacja upadła na dno. Zamiast radosnej eksploracji, odkrywania planet i wspaniałych widoków, po prostu skaczę od systemu do systemu, szybki skan i ruszam w dalszą drogę. Jestem sfrustrowany, bo wszystko mnie omija. Odsunąłem się do wszelkich wydarzeń, przegapiłem pierwsze emocje związane z odkryciem nowych ruin obcych, nie wspomnę już na to, że z żałosnego wręcz dystansu jestem biernym świadkiem spotkań ludzi z obcymi. Oprócz wydarzeń wielkiego świata odsunąłem się od Husarii, zarówno pod kątem frakcji samej w sobie, jak i tego co w niej najlepsze, czyli ludzi. Zaniedbałem Pogranicze, zaniedbałem TSa (bo i tak byłbym na nim bezużyteczny latając na końcu wszechświata), nawet nie latam na Open żeby tylko robić szybciej skoki. Panowie, jest źle.
Jutro dolecę do Sagittariusa. Zostało mi ok 2500 ly, których już nie mam siły zrobić. Tam na pewno pokręcę się chwilę, bo leciałem tam ładnych kilka miesięcy. Niestety w tygodniu rzadko mam okazję siąść do Elity na dłużej niż godzinę i stąd pokonywane przeze mnie dystanse nie powalają. Enyłej, po Sagittariusie czeka mnie chyba najtrudniejsza część - powrót. Nawet nie chcę myśleć ile to lat, ile godzin, ile tygodni (sic!) zajmie mi powrót do HR 8444.
I tu prośba do Was. Prosta i prozaiczna - rzućcie kilka słów na pocieszenie. Zawsze da mi to dodatkową motywację, żeby spiąć się i dolecieć do Was. Za długo nie było mnie wśród Was i brakuje mi tego strasznie.
P.S. Wszelkie tipy na radzenie sobie z dłuższymi dystansami będą mile widziane
Postanowiłem sobie odbyć podróż, którą uznałem za obowiązkową od momentu, gdy poznałem choć trochę Elitę. Musiałem odwiedzić Sagittariusa. Po prostu musiałem. Przygotowałem swojego ASPa na ile pozwoliła mi cierpliwość (45ly skoku) i ruszyłem. Od systemu do systemu, od mgławicy do mgławicy, po drodze uznałem że muszę odwiedzić osławiona Kolonię, co też zrobiłem. Od tych odwiedzin moja motywacja upadła na dno. Zamiast radosnej eksploracji, odkrywania planet i wspaniałych widoków, po prostu skaczę od systemu do systemu, szybki skan i ruszam w dalszą drogę. Jestem sfrustrowany, bo wszystko mnie omija. Odsunąłem się do wszelkich wydarzeń, przegapiłem pierwsze emocje związane z odkryciem nowych ruin obcych, nie wspomnę już na to, że z żałosnego wręcz dystansu jestem biernym świadkiem spotkań ludzi z obcymi. Oprócz wydarzeń wielkiego świata odsunąłem się od Husarii, zarówno pod kątem frakcji samej w sobie, jak i tego co w niej najlepsze, czyli ludzi. Zaniedbałem Pogranicze, zaniedbałem TSa (bo i tak byłbym na nim bezużyteczny latając na końcu wszechświata), nawet nie latam na Open żeby tylko robić szybciej skoki. Panowie, jest źle.
Jutro dolecę do Sagittariusa. Zostało mi ok 2500 ly, których już nie mam siły zrobić. Tam na pewno pokręcę się chwilę, bo leciałem tam ładnych kilka miesięcy. Niestety w tygodniu rzadko mam okazję siąść do Elity na dłużej niż godzinę i stąd pokonywane przeze mnie dystanse nie powalają. Enyłej, po Sagittariusie czeka mnie chyba najtrudniejsza część - powrót. Nawet nie chcę myśleć ile to lat, ile godzin, ile tygodni (sic!) zajmie mi powrót do HR 8444.
I tu prośba do Was. Prosta i prozaiczna - rzućcie kilka słów na pocieszenie. Zawsze da mi to dodatkową motywację, żeby spiąć się i dolecieć do Was. Za długo nie było mnie wśród Was i brakuje mi tego strasznie.
P.S. Wszelkie tipy na radzenie sobie z dłuższymi dystansami będą mile widziane
Lay down your souls to the gods rock'n'roll!
