31.07.2017, 14:31 UTC
Mógłbym się podpisać pod tym, co pisze Yautja.
Żeby nie przedłużać - patriotyzm to dla mnie nie machanie szaliczkiem czy noszenie koszulki z groźnie wyglądającymi nadrukami. To wizja kompletnie spaczona i spłaszczona, łatwa, nie wymagająca wiele wysiłku - kupujesz jakiś ciuch z jednego z bardzo wielu sklepów, drzesz bezmyślnie hasła typu "śmierdź wrogom ojczyzny!", "cześć i chwała bohaterom!" - i już jesteś patriotą, brawo! Masz teraz prawo poniżać innych ludzi, którzy choćby w małej części nie zgadzają się z twoimi poglądami. Szkoda że tak jest. W moim mniemaniu patriotyzm to budowa siły ojczyzny w sposób przemyślany, rozsądny, powstrzymywanie się od działań które mogą jej zaszkodzić. Przykłady - nie popełniam przestępstw, nie wyłudzam pieniędzy na dotacje/zasiłki itp., pracuję w Polsce. I weźmy teraz tych najgłośniej krzyczących samozwańczych "patriotów" - przeważnie to zwykła patologia, która albo siedziała albo ma zawiasy, a pracuje najczęściej za granicą. I jak tu normalna osoba ma się utożsamiać z obecnie pojmowanym patriotyzmem?
Ale abstrahując od tej konkretnej sytuacji na naszym podwórku - podobnie jak mój przytaczany przedmówca, nie uważam patriotyzmu za najwyższej wartości jako takiej, nawet takiego zdrowego. Szczycić się tym, że urodziłem się w takim a nie innym miejscu? Czuć wyższość na obcokrajowcem, który ma czelność pochodzić z innego kraju? Chwalić się dokonaniami moich rodaków sprzed kilkuset lat, z którymi nie mam nic wspólnego? To wszystko są rzeczy kompletnie niezależne ode mnie. Nie miałem na nie wpływu, nie ja te rzeczy osiągnąłem. Jeżeli największą dumą człowieka są sukcesy z historii jego narodu, to uważam że jest on zerem i jest nic nie warty. Liczy się tylko to, co osiągnąłeś Ty, własną siłą, zapałem, intelektem. Powoływanie się na zdarzenia z przeszłości, które niby mają dodawać ci wartości są zupełnie bez sensu. I tak to właśnie wygląda, że poza nielicznymi wyjątkami, im kraj uboższy a jego obywatele gorzej wykształceni, to poziom patriotyzmu jest wyższy. Bo nie mają nic innego, czym mogli się pochwalić, niż w życiu nie osiągnęli - i wcale nie jest im z tym źle.
Kiedyś były małe plemiona, które z czasem połączyły się w większe związki. W końcu zaczęły powstawać królestwa i państwa, w których żyły różne narodowości czy grupy etniczne. Na początku jedne były bardziej podporządkowane, drugie miały pełnie praw (niewolnictwo, segregacja rasowa). Wkrótce także to zniesiono, zrównując wszystkich ze sobą. Jeżeli ludzkość chce się rozwijać, musi się unifikować. Narody jako takie są ku temu przeszkodą, także albo będziemy trwać w plemiennych konfliktach, albo za tysiąc lat państwa jako takie będą przeżytkiem - przy najmniej pod względem organizacyjnym.
A co do jutrzejszej rocznicy - uważam że ci ludzie, którzy zginęli podczas powstania, o wiele bardziej przydaliby się w cieżkich czasach PRLu jako eksperci i intelektualiści, niż jako trupy.
Żeby nie przedłużać - patriotyzm to dla mnie nie machanie szaliczkiem czy noszenie koszulki z groźnie wyglądającymi nadrukami. To wizja kompletnie spaczona i spłaszczona, łatwa, nie wymagająca wiele wysiłku - kupujesz jakiś ciuch z jednego z bardzo wielu sklepów, drzesz bezmyślnie hasła typu "śmierdź wrogom ojczyzny!", "cześć i chwała bohaterom!" - i już jesteś patriotą, brawo! Masz teraz prawo poniżać innych ludzi, którzy choćby w małej części nie zgadzają się z twoimi poglądami. Szkoda że tak jest. W moim mniemaniu patriotyzm to budowa siły ojczyzny w sposób przemyślany, rozsądny, powstrzymywanie się od działań które mogą jej zaszkodzić. Przykłady - nie popełniam przestępstw, nie wyłudzam pieniędzy na dotacje/zasiłki itp., pracuję w Polsce. I weźmy teraz tych najgłośniej krzyczących samozwańczych "patriotów" - przeważnie to zwykła patologia, która albo siedziała albo ma zawiasy, a pracuje najczęściej za granicą. I jak tu normalna osoba ma się utożsamiać z obecnie pojmowanym patriotyzmem?
Ale abstrahując od tej konkretnej sytuacji na naszym podwórku - podobnie jak mój przytaczany przedmówca, nie uważam patriotyzmu za najwyższej wartości jako takiej, nawet takiego zdrowego. Szczycić się tym, że urodziłem się w takim a nie innym miejscu? Czuć wyższość na obcokrajowcem, który ma czelność pochodzić z innego kraju? Chwalić się dokonaniami moich rodaków sprzed kilkuset lat, z którymi nie mam nic wspólnego? To wszystko są rzeczy kompletnie niezależne ode mnie. Nie miałem na nie wpływu, nie ja te rzeczy osiągnąłem. Jeżeli największą dumą człowieka są sukcesy z historii jego narodu, to uważam że jest on zerem i jest nic nie warty. Liczy się tylko to, co osiągnąłeś Ty, własną siłą, zapałem, intelektem. Powoływanie się na zdarzenia z przeszłości, które niby mają dodawać ci wartości są zupełnie bez sensu. I tak to właśnie wygląda, że poza nielicznymi wyjątkami, im kraj uboższy a jego obywatele gorzej wykształceni, to poziom patriotyzmu jest wyższy. Bo nie mają nic innego, czym mogli się pochwalić, niż w życiu nie osiągnęli - i wcale nie jest im z tym źle.
Kiedyś były małe plemiona, które z czasem połączyły się w większe związki. W końcu zaczęły powstawać królestwa i państwa, w których żyły różne narodowości czy grupy etniczne. Na początku jedne były bardziej podporządkowane, drugie miały pełnie praw (niewolnictwo, segregacja rasowa). Wkrótce także to zniesiono, zrównując wszystkich ze sobą. Jeżeli ludzkość chce się rozwijać, musi się unifikować. Narody jako takie są ku temu przeszkodą, także albo będziemy trwać w plemiennych konfliktach, albo za tysiąc lat państwa jako takie będą przeżytkiem - przy najmniej pod względem organizacyjnym.
A co do jutrzejszej rocznicy - uważam że ci ludzie, którzy zginęli podczas powstania, o wiele bardziej przydaliby się w cieżkich czasach PRLu jako eksperci i intelektualiści, niż jako trupy.
