12.03.2017, 21:29 UTC
Dzień Sto Pięćdziesiąty Ósmy - Black Jack
Był wczesny ranek. Patrzyłem w niebo, które z niewiadomego powodu przybrało barwę ciemnej zieleni. Chmury piętrzyły się nad moją głową i przypominały w swej konsystencji jabłkowy kisiel. Wiatr wzmógł się i z nieba spadły krople zielonego deszczu.
Co to jest? - Pomyślałem.
Odpowiedź pojawiła się z nieoczekiwanej strony, bo z dołu.
- Wszyscy do środka! - ryknęła przez radio Colon - Toksyczne chmury!
- Są groźne? - spytałem instynktownie przez komunikator nie odrywając oczu od kisielu
- A jak myślisz? - warknęła dziewczyna
- Aha - odparłem
Wszedłem do pokoju rekreacyjnego. Wszyscy byli już bezpiecznie wewnątrz.
- Zielone chmury - wymamrotałem pod nosem zamykając za sobą drzwi z lekkim trzaskiem, po czym usiadłem wygodnie na miękkim fotelu. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariata - no co? - parsknąłem nalewając sobie do szklanki piwa
- Wydać żeś nie tutejszy - powiedział Rene zwracając do mnie swoją wielką głowę, którą zdobił teraz elegancki kowbojski kapelusz
- Ty, skąd masz taki kapelusz gościu?
- Uszyłem se - Odparł Rene a jego twarz rozpromieniała z dumy
Wstałem z krzesła i poczłapałem do stołu bilardowego. Chwyciłem kij i wycelowałem niedbale w białą bilę. Wystrzeliła ona jak z procy, wypadła ze stołu i przetoczyła się wprost pod nogi Hectora, który stał na trajektorii jej lotu - nienawidzę tej gry - rzuciłem wściekle i odłożyłem kij.
- Musimy zostać wewnątrz - powiedziała Gabela unosząc oczy znad szachownicy, przy której właśnie ćwiczyła ruchy pionków.
Pokręciłem głową z niezadowoleniem.
- Ehh, i mamy tak tutaj siedzieć i nic nie robić?
- Możemy coś przysmażyć - zaproponował Neko
- I napić się - uzupełniła Gabela
- W sumie to czemu nie i tak nic nie robimy - stwierdziła Valencia
- Nudy - odparł pokornie McClain, jakby obawiając się gniewu Colon, która już mierzyła ga swoim drapieżnym wzrokiem
- Mogę ugotować coś ekstra - skwitował Hector mrugając zalotnie w kierunku Neko
Neko udał że tego nie widzi.
Jeden z naszych psów, który relaksował się właśnie na swoim legowisku podniósł na chwilę głowę i cicho szczeknął. Nawet on był za.
- Dobra pieseł zadecydował, zarządzam libację!
I ruszyliśmy wszyscy po zapasy alkoholu nie zwracając uwagi na wyraźnie niezadowoloną Colon.
- Ile tego mamy? - spytałem gdy przynieśliśmy wszystko z powrotem na miejsce.
Rene schylił się do butelek i zaczął liczyć na palcach. Po chwili podniósł się z powrotem i powiedział radośnie.
- Jeśli się nie mylę do będzie po dziesięć browarów na łeb.
Gabela wyraźnie ukontentowana cicho gwizdnęła.
- Ty nawet nie jesteś pełnoletnia! - krzyknęła na nią Valencia - jedno piwo, nie więcej!
- Spadaj! - odparła - Tadek weź powiedz coś tej swojej! - i urwała jakby w porę ugryzła się w język
- Spokojnie, możesz wypić nawet moje - powiedziałem
- Co? - rzuciła oburzona Valencia - jak możesz jej na to pozwalać!?
- Normalnie - rzekłem znudzonym tonem - Ja sobie zapalę z Neko, a jako, że nie mieszam to maks pięć piw.
Neko podszedł do mnie i pokazał na dłoni efekt swej pracy, którym był wielki, gruby, cudownie pachnący dżoint.
- Postarałeś się hehe - pochwaliłem go zerkając z uznaniem na skręta
- Profesjonalizm - powiedział dumnie
- Mogę do was dołączyć? - spytała Gabela, która również zdawała się być zachwycona wyrobem Neko
Valencia potrząsnęła głową jakby próbując coś z niej wyrzucić
- A walić to, dobra ja też chce!
- Zawsze w ciebie wierzyłem - skomplementował ją Neko
- No to ekipa w komplecie! - stwierdziłem z radością - dobra niech rozpęta się wiksa!
Otworzyłem piwo i zacząłem pić duszkiem, było niesamowicie mocne i już po chwili poczułem jak alkohol rozluźnia moje mięśnie i umysł.
- Stary, mówiłeś, że nie mieszasz - stwierdził Neko podając mi zapalonego blanta
- A walić to - odparłem i wziąłem szybkie trzy buchy - gościu musimy rozkręcić tę budę, pronto!
- To zarzuć jakimś basem synu!
- Się wie - parsknąłem oddając mu skręta, po czym szybko wszedłem na galnet.
Spojrzałem kątem oka w kierunku Colon, miała w ręce piwo co uznałem za dobry omen.
- Hehe - powiedziało mi się samo
- Już? - spytał wyraźnie rozbawiony Neko
- Momencik!
Po chwili znalazłem coś dobrego na początek, muzyka rozbrzmiała, a pokój zaczął podskakiwać jakby opętany rytmem mocnego basu.
- Wszyscy na parkiet!!!!!! - krzyknąłem - Rozwalmy tę budę!!!!!
Obaliłem resztę piwa jednym haustem i rzuciłem pustą butelkę w kąt, po czym zacząłem poruszać się w rytm muzyki dając się jej ponieść coraz bardziej i bardziej. Po chwili dołączył do mnie Neko.
- Ludzie!!! - stwierdził do pozostałych - co wy tacy spięci?!
Podał mi skręta, wziąłem trzy buchy i skierowałem go do Valencii, która dołączyła na środek. Gdy tylko skończyła przekazała go Gabeli.
- Chodź się bawić młoda! - poleciła jej
Gabela weszła na dancefloor i zaczęła tańczyć. Trzeba przyznać, że naprawdę świetnie jej szło, przypominało to nieco połączenie breakdance i zumby. Z kolei ja, jako, że jedyne co potrafiłem podskakiwać i wymachiwać rękami na wszystkie strony postanowiłem opracować swój własny dziwaczny styl. W tej chwili jednak, gdy alkohol już wzmocnił moją pewność siebie a ruchy zdawały się być z każdą sekundą coraz płynniejsze miałem to gdzieś. Dołączył do nas Hector i Rene. Hector zbyt zwinny co prawda nie był, jednak jak na taką masę nie miał się czego wstydzić, z kolei Rene z miejsca stał się królem parkietu i w swojej choreografii wykonywał przeróżne salta, piruety i półpiruety.
- Dobry dzik - powiedziałem z podziwem przystając obok Neko obserwując taniec Rene i wlewając w siebie alkohol
Rzeczywistość zaczęła się powoli rozmywać, ktoś zasłonił okna, co sprawiło, że w pokoju zapanował półmrok. Z głośników popłynęła kolejna, jeszcze mocniejsza melodia. Ruszyłem chwiejnym krokiem mijając stół bilardowy, ktoś podał mi skręta, zapaliłem, otwarłem kolejną butelkę piwa. Wszystko działo się szybko, a moje serce wydawało się bić w rytm basu. Napiłem się i nieomal wpadłem w tańczącą Valencię. Jej włosy wyglądały jakby ktoś polał je wodą tak samo zresztą jak twarz. Wyglądała jak rozszalała Walkiria, która właśnie wróciła z jakiejś bitwy.
- Cześć Tadziu! - powiedziała patrząc na mnie spomiędzy poszarpanych włosów.
- Cześć Nana! - odparłem, jednak dosłownie w tym samym momencie potknąłem się o własne nogi, na szczęście Valencia w porę mnie złapała.
Wyciągnąłem ręce w górę i zawołałem.
- Woooooooolność!!!!!!!!!!
Wróciły do mnie wspomnienia sprzed kilku lat zanim zostałem oficerem Husarii, zanim stałem się kosmicznym eksplorerem. Z czasów, kiedy znano mnie jeszcze pod okropnym imieniem "Tezeusz", z czasów, w których byłem dopiero w trakcie dorabiania się fortuny.
To przecież nie podziw dla kosmosu i chęć eksploracji pchnęła mnie do zakupu pierwszego statku, on pojawił się dopiero później, a wraz z nim zaprzestanie wszystkich wcześniejszych działalności.
Pomyślałem o swojej kurzącej się gdzieś w dokach Maskeline Vision, czarnej Korwecie. Zmodyfikowany przez Inżynierów, potężny okręt zdolny bez problemu postawić się kilku jednostkom podobnej, a nawet wyżej klasy. Olbrzymi statek kosmiczny posiadający zwrotność myśliwca oraz siłę bojową pancernika. Nie używałem go od miesięcy, ostatnio podczas wojny z Dark Armadą, ale wcześniej... Cóż...
- Coś nie tak? - spytała Valencia wyraźnie zaniepokojona
Z tą dziewczyną mógłbym....
- Kochasz mnie? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie
Dziewczyna chociaż zaskoczona natychmiast odparła
- Tak
Przycisnąłem ją mocno do siebie i szepnąłem do ucha
- A gdybym ci powiedział, że nie jestem do końca osobą za którą się podaję?
Tym razem ktoś puścił nieco wolniejszą melodię. Zaczęliśmy tańczyć i mimo, że oboje byliśmy nieco wstawieni szło nam całkiem dobrze.
- Co masz na myśli?
Valencia obróciła się do mnie plecami, objąłem ją w pasie i położyłem głowę na ramieniu. Nasza choreografia stawała się z sekundy na sekundę coraz bardziej intymna.
- Nigdy nie spytałaś w jaki sposób zdobyłem tyle kredytów - powiedziałem całując ją w szyję
- Mówiłeś, że jesteś eksploratorem - odparła - i że masz własne studio filmowe
Zachichotałem.
- Na eksploracji zarabiam grosze, a studio publikuje filmy za darmo, czasami wpadną jakieś donacje czy sponsorzy sypną kasą, ale i tak więcej do niego dopłacam niż zyskuję
- Mhm
- Ale mam taki jeden statek - kontynuowałem opowieść wkładając dłonie pod jej bluzkę - nazywa się Black Jack...
- To pewnie nie ten, którym przyleciałeś - domyśliła się
- O nie, nie ten - szepnąłem - Horyzont to przy nim pusta skorupa. Black Jack jest szybszy, zwrotniejszy no i potężniejszy.
- Och - mruknęła dziewczyna, ale nie widziałem czy jest to odpowiedź na słowa o Korwecie czy reakcja na to, że właśnie zacisnąłem ręce na jej cyckach - jak bardzo potężniejszy?
- Bardzo - odparłem wzmacniając uścisk - Tak bardzo, że do dzisiaj wisi za nim list gończy w większości systemów Federacji
- A więc jesteś przestępcą?
- Byłem - powiedziałem po raz kolejny ją całując - ale odkąd cię spotkałem, zacząłem się...
Valencia przerwała mi w pół zdania.
- Czym się zajmowałeś? - spytała ostro
- Cóż - stwierdziłem wyjmując ręce spod jej bluzki i drapiąc się po głowie - Większość kasy zdobyłem na przemycie z Robigo i napadach na konwoje transportowe
Na jej twarzy pojawiła się ulga.
- Rany już myślałam, że jesteś jakimś zabójcą czy coś!
- Eeee zazwyczaj to nie - odparłem biorąc łyk piwa, które właśnie zgarnąłem ze stołu bilardowego.
Rozejrzałem się dookoła, muzyka wciąż grała , a pozostali Koloniści, o dziwo wraz z Tammy wydawali się być kompletnie spici, może oprócz Neko, które siedział na fotelu kompletnie upalony powoli żując bułkę. Colon tańczyła z Rene, Hector kołysał się bezwładnie, a jego wzrok wskazywał na to jakby lada moment miał zaliczyć zgona, z kolei Gabela wciąż bez problemu trzymała się na nogach wykonując swój taniec i kontrolując soundtrack.
- Valencia - zwróciłem się ponownie do niej - Chrzanić to życie! Co powiesz na to, żeby wznowić działalność Black Jacka kiedy stąd uciekniemy?
- Tylko ty i ja?
- Tak! Tylko ty i ja! - powiedziałem podniecony kiwając głową - Będziemy robić co chcemy! Nic nas nie powstrzyma!
- A co z tą twoją Husarią?
- Nie przejmuj się Husarią, dam radę to pogodzić!
Na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech.
- Zgadzasz się? Będziemy żyć jak królowie Valencia! Będzie tak jak kiedyś!
Zamiast cokolwiek mówić dziewczyna pocałowała mnie.
- To oznacza zgodę?
Dziewczyna skinęła głową gryząc wargę.
Był wczesny ranek. Patrzyłem w niebo, które z niewiadomego powodu przybrało barwę ciemnej zieleni. Chmury piętrzyły się nad moją głową i przypominały w swej konsystencji jabłkowy kisiel. Wiatr wzmógł się i z nieba spadły krople zielonego deszczu.
Co to jest? - Pomyślałem.
Odpowiedź pojawiła się z nieoczekiwanej strony, bo z dołu.
- Wszyscy do środka! - ryknęła przez radio Colon - Toksyczne chmury!
- Są groźne? - spytałem instynktownie przez komunikator nie odrywając oczu od kisielu
- A jak myślisz? - warknęła dziewczyna
- Aha - odparłem
Wszedłem do pokoju rekreacyjnego. Wszyscy byli już bezpiecznie wewnątrz.
- Zielone chmury - wymamrotałem pod nosem zamykając za sobą drzwi z lekkim trzaskiem, po czym usiadłem wygodnie na miękkim fotelu. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariata - no co? - parsknąłem nalewając sobie do szklanki piwa
- Wydać żeś nie tutejszy - powiedział Rene zwracając do mnie swoją wielką głowę, którą zdobił teraz elegancki kowbojski kapelusz
- Ty, skąd masz taki kapelusz gościu?
- Uszyłem se - Odparł Rene a jego twarz rozpromieniała z dumy
Wstałem z krzesła i poczłapałem do stołu bilardowego. Chwyciłem kij i wycelowałem niedbale w białą bilę. Wystrzeliła ona jak z procy, wypadła ze stołu i przetoczyła się wprost pod nogi Hectora, który stał na trajektorii jej lotu - nienawidzę tej gry - rzuciłem wściekle i odłożyłem kij.
- Musimy zostać wewnątrz - powiedziała Gabela unosząc oczy znad szachownicy, przy której właśnie ćwiczyła ruchy pionków.
Pokręciłem głową z niezadowoleniem.
- Ehh, i mamy tak tutaj siedzieć i nic nie robić?
- Możemy coś przysmażyć - zaproponował Neko
- I napić się - uzupełniła Gabela
- W sumie to czemu nie i tak nic nie robimy - stwierdziła Valencia
- Nudy - odparł pokornie McClain, jakby obawiając się gniewu Colon, która już mierzyła ga swoim drapieżnym wzrokiem
- Mogę ugotować coś ekstra - skwitował Hector mrugając zalotnie w kierunku Neko
Neko udał że tego nie widzi.
Jeden z naszych psów, który relaksował się właśnie na swoim legowisku podniósł na chwilę głowę i cicho szczeknął. Nawet on był za.
- Dobra pieseł zadecydował, zarządzam libację!
I ruszyliśmy wszyscy po zapasy alkoholu nie zwracając uwagi na wyraźnie niezadowoloną Colon.
- Ile tego mamy? - spytałem gdy przynieśliśmy wszystko z powrotem na miejsce.
Rene schylił się do butelek i zaczął liczyć na palcach. Po chwili podniósł się z powrotem i powiedział radośnie.
- Jeśli się nie mylę do będzie po dziesięć browarów na łeb.
Gabela wyraźnie ukontentowana cicho gwizdnęła.
- Ty nawet nie jesteś pełnoletnia! - krzyknęła na nią Valencia - jedno piwo, nie więcej!
- Spadaj! - odparła - Tadek weź powiedz coś tej swojej! - i urwała jakby w porę ugryzła się w język
- Spokojnie, możesz wypić nawet moje - powiedziałem
- Co? - rzuciła oburzona Valencia - jak możesz jej na to pozwalać!?
- Normalnie - rzekłem znudzonym tonem - Ja sobie zapalę z Neko, a jako, że nie mieszam to maks pięć piw.
Neko podszedł do mnie i pokazał na dłoni efekt swej pracy, którym był wielki, gruby, cudownie pachnący dżoint.
- Postarałeś się hehe - pochwaliłem go zerkając z uznaniem na skręta
- Profesjonalizm - powiedział dumnie
- Mogę do was dołączyć? - spytała Gabela, która również zdawała się być zachwycona wyrobem Neko
Valencia potrząsnęła głową jakby próbując coś z niej wyrzucić
- A walić to, dobra ja też chce!
- Zawsze w ciebie wierzyłem - skomplementował ją Neko
- No to ekipa w komplecie! - stwierdziłem z radością - dobra niech rozpęta się wiksa!
Otworzyłem piwo i zacząłem pić duszkiem, było niesamowicie mocne i już po chwili poczułem jak alkohol rozluźnia moje mięśnie i umysł.
- Stary, mówiłeś, że nie mieszasz - stwierdził Neko podając mi zapalonego blanta
- A walić to - odparłem i wziąłem szybkie trzy buchy - gościu musimy rozkręcić tę budę, pronto!
- To zarzuć jakimś basem synu!
- Się wie - parsknąłem oddając mu skręta, po czym szybko wszedłem na galnet.
Spojrzałem kątem oka w kierunku Colon, miała w ręce piwo co uznałem za dobry omen.
- Hehe - powiedziało mi się samo
- Już? - spytał wyraźnie rozbawiony Neko
- Momencik!
Po chwili znalazłem coś dobrego na początek, muzyka rozbrzmiała, a pokój zaczął podskakiwać jakby opętany rytmem mocnego basu.
- Wszyscy na parkiet!!!!!! - krzyknąłem - Rozwalmy tę budę!!!!!
Obaliłem resztę piwa jednym haustem i rzuciłem pustą butelkę w kąt, po czym zacząłem poruszać się w rytm muzyki dając się jej ponieść coraz bardziej i bardziej. Po chwili dołączył do mnie Neko.
- Ludzie!!! - stwierdził do pozostałych - co wy tacy spięci?!
Podał mi skręta, wziąłem trzy buchy i skierowałem go do Valencii, która dołączyła na środek. Gdy tylko skończyła przekazała go Gabeli.
- Chodź się bawić młoda! - poleciła jej
Gabela weszła na dancefloor i zaczęła tańczyć. Trzeba przyznać, że naprawdę świetnie jej szło, przypominało to nieco połączenie breakdance i zumby. Z kolei ja, jako, że jedyne co potrafiłem podskakiwać i wymachiwać rękami na wszystkie strony postanowiłem opracować swój własny dziwaczny styl. W tej chwili jednak, gdy alkohol już wzmocnił moją pewność siebie a ruchy zdawały się być z każdą sekundą coraz płynniejsze miałem to gdzieś. Dołączył do nas Hector i Rene. Hector zbyt zwinny co prawda nie był, jednak jak na taką masę nie miał się czego wstydzić, z kolei Rene z miejsca stał się królem parkietu i w swojej choreografii wykonywał przeróżne salta, piruety i półpiruety.
- Dobry dzik - powiedziałem z podziwem przystając obok Neko obserwując taniec Rene i wlewając w siebie alkohol
Rzeczywistość zaczęła się powoli rozmywać, ktoś zasłonił okna, co sprawiło, że w pokoju zapanował półmrok. Z głośników popłynęła kolejna, jeszcze mocniejsza melodia. Ruszyłem chwiejnym krokiem mijając stół bilardowy, ktoś podał mi skręta, zapaliłem, otwarłem kolejną butelkę piwa. Wszystko działo się szybko, a moje serce wydawało się bić w rytm basu. Napiłem się i nieomal wpadłem w tańczącą Valencię. Jej włosy wyglądały jakby ktoś polał je wodą tak samo zresztą jak twarz. Wyglądała jak rozszalała Walkiria, która właśnie wróciła z jakiejś bitwy.
- Cześć Tadziu! - powiedziała patrząc na mnie spomiędzy poszarpanych włosów.
- Cześć Nana! - odparłem, jednak dosłownie w tym samym momencie potknąłem się o własne nogi, na szczęście Valencia w porę mnie złapała.
Wyciągnąłem ręce w górę i zawołałem.
- Woooooooolność!!!!!!!!!!
Wróciły do mnie wspomnienia sprzed kilku lat zanim zostałem oficerem Husarii, zanim stałem się kosmicznym eksplorerem. Z czasów, kiedy znano mnie jeszcze pod okropnym imieniem "Tezeusz", z czasów, w których byłem dopiero w trakcie dorabiania się fortuny.
To przecież nie podziw dla kosmosu i chęć eksploracji pchnęła mnie do zakupu pierwszego statku, on pojawił się dopiero później, a wraz z nim zaprzestanie wszystkich wcześniejszych działalności.
Pomyślałem o swojej kurzącej się gdzieś w dokach Maskeline Vision, czarnej Korwecie. Zmodyfikowany przez Inżynierów, potężny okręt zdolny bez problemu postawić się kilku jednostkom podobnej, a nawet wyżej klasy. Olbrzymi statek kosmiczny posiadający zwrotność myśliwca oraz siłę bojową pancernika. Nie używałem go od miesięcy, ostatnio podczas wojny z Dark Armadą, ale wcześniej... Cóż...
- Coś nie tak? - spytała Valencia wyraźnie zaniepokojona
Z tą dziewczyną mógłbym....
- Kochasz mnie? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie
Dziewczyna chociaż zaskoczona natychmiast odparła
- Tak
Przycisnąłem ją mocno do siebie i szepnąłem do ucha
- A gdybym ci powiedział, że nie jestem do końca osobą za którą się podaję?
Tym razem ktoś puścił nieco wolniejszą melodię. Zaczęliśmy tańczyć i mimo, że oboje byliśmy nieco wstawieni szło nam całkiem dobrze.
- Co masz na myśli?
Valencia obróciła się do mnie plecami, objąłem ją w pasie i położyłem głowę na ramieniu. Nasza choreografia stawała się z sekundy na sekundę coraz bardziej intymna.
- Nigdy nie spytałaś w jaki sposób zdobyłem tyle kredytów - powiedziałem całując ją w szyję
- Mówiłeś, że jesteś eksploratorem - odparła - i że masz własne studio filmowe
Zachichotałem.
- Na eksploracji zarabiam grosze, a studio publikuje filmy za darmo, czasami wpadną jakieś donacje czy sponsorzy sypną kasą, ale i tak więcej do niego dopłacam niż zyskuję
- Mhm
- Ale mam taki jeden statek - kontynuowałem opowieść wkładając dłonie pod jej bluzkę - nazywa się Black Jack...
- To pewnie nie ten, którym przyleciałeś - domyśliła się
- O nie, nie ten - szepnąłem - Horyzont to przy nim pusta skorupa. Black Jack jest szybszy, zwrotniejszy no i potężniejszy.
- Och - mruknęła dziewczyna, ale nie widziałem czy jest to odpowiedź na słowa o Korwecie czy reakcja na to, że właśnie zacisnąłem ręce na jej cyckach - jak bardzo potężniejszy?
- Bardzo - odparłem wzmacniając uścisk - Tak bardzo, że do dzisiaj wisi za nim list gończy w większości systemów Federacji
- A więc jesteś przestępcą?
- Byłem - powiedziałem po raz kolejny ją całując - ale odkąd cię spotkałem, zacząłem się...
Valencia przerwała mi w pół zdania.
- Czym się zajmowałeś? - spytała ostro
- Cóż - stwierdziłem wyjmując ręce spod jej bluzki i drapiąc się po głowie - Większość kasy zdobyłem na przemycie z Robigo i napadach na konwoje transportowe
Na jej twarzy pojawiła się ulga.
- Rany już myślałam, że jesteś jakimś zabójcą czy coś!
- Eeee zazwyczaj to nie - odparłem biorąc łyk piwa, które właśnie zgarnąłem ze stołu bilardowego.
Rozejrzałem się dookoła, muzyka wciąż grała , a pozostali Koloniści, o dziwo wraz z Tammy wydawali się być kompletnie spici, może oprócz Neko, które siedział na fotelu kompletnie upalony powoli żując bułkę. Colon tańczyła z Rene, Hector kołysał się bezwładnie, a jego wzrok wskazywał na to jakby lada moment miał zaliczyć zgona, z kolei Gabela wciąż bez problemu trzymała się na nogach wykonując swój taniec i kontrolując soundtrack.
- Valencia - zwróciłem się ponownie do niej - Chrzanić to życie! Co powiesz na to, żeby wznowić działalność Black Jacka kiedy stąd uciekniemy?
- Tylko ty i ja?
- Tak! Tylko ty i ja! - powiedziałem podniecony kiwając głową - Będziemy robić co chcemy! Nic nas nie powstrzyma!
- A co z tą twoją Husarią?
- Nie przejmuj się Husarią, dam radę to pogodzić!
Na twarzy dziewczyny pojawił się szeroki uśmiech.
- Zgadzasz się? Będziemy żyć jak królowie Valencia! Będzie tak jak kiedyś!
Zamiast cokolwiek mówić dziewczyna pocałowała mnie.
- To oznacza zgodę?
Dziewczyna skinęła głową gryząc wargę.
