23.01.2017, 16:51 UTC
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2017, 17:08 UTC przez TeddyPanda.)
Dzień Piąty - Atak
Nic, kompletnie nic nie wskazywało, że tego dnia po raz pierwszy nasza mała kolonia zostanie zaatakowana. Wraz z Colon postanowiliśmy podzielić się obowiązkami i tak ja stałem się głównym budowniczym i myśliwym, z kolei Colon powierzyłem górnictwo w czym miała dość spore doświadczenie oraz postanowiłem powierzyć jej badania naukowe. Tammy okazała się bardzo inteligentną osobą i gdy tylko pokazałem jej schematy mojej Anacondy ta od razu podsunęła kilka rozwiązań, które można by zastosować by przyspieszyć naprawy, w dodatku sama zakwaterowała się w prowizorycznym laboratorium, które na potrzeby badań stworzyłem dzień wcześniej i od razu przystąpiła do pracy.
![[Obrazek: NCmZeBE.png]](http://i.imgur.com/NCmZeBE.png)
Korzystając ze swoich sond fotograficznych uzyskałem też dość spory obraz naszej najbliższej okolicy. Jak widzicie kolonia zaliczyła ogromny progres w stosunkowo krótkim czasie, posiadamy już dwa źródła energii i oprócz panelu słonecznego mamy generator zasilany zebranym drewnem. Stworzyłem też niewielką palisadę na północy, jak gdyby przeczuwając, że już wkrótce jedna z okolicznych grup piratów, bądź fioletowe plemię przypuszczą na nas atak rządni zgrabienia spoczywającego nad nami Horyzontu.
Nie myliłem się.
Wieczorem, gdy kończyłem obsadzać pole kukurydzy, tak aby nieco zróżnicować swoją dietę pierwszy raz zobaczyłem członka Fioletowego Plemienia. Nie był on trudny do zidentyfikowania, ponieważ dzierżył najeżoną kolcami maczugę oraz nosił tautaże pokrywające go od stóp do głów. Krzyczał on do mnie coś w niezrozumiałym języku biegnąc w moją stronę z ewidentnie nie pokojowymi intencjami. W pośpiechu rzuciłem się do okopu, serce zabiło mi mocniej, wkrótce potem na placu boju pojawiła się Colon, a ja wiedząc, że czym bardziej pozwalam się do siebie zbliżyć się dzikusowi tym maleją nasze szanse. W walce wręcz nie miałem szans, najeźdźca był wyraźnie wyższy, niezwykle umięśniony i szybki, a ja posiadałem jedynie szybkostrzelny blaster.
Wychyliłem się i oddałem serię strzałów. Energetyczne pociski trafiły dzikusa w lewe ramię oraz tors, jednak nie zatrzymały go. Wydał on z siebie przeraźliwy ryk i parł dalej wyraźnie niewzruszony krwią, która trysnęła mocno z jego ciała zostawiając na ziemi krwawy ślad. Schowałem się w okopie patrząc z niecierpliwością na wskaźnik naładowania karabinu, miałem wrażenie, jakby każda sekunda trwała co najmniej o dwie minuty za długo.
![[Obrazek: cc1T23O.png]](http://i.imgur.com/cc1T23O.png)
- Co robisz? - warknęła Colon - zastrzel go!
Łypnąłem na nią z wyrzutem wskazując na poziom energii broni.
- Nie mogę, karabin się ładuje!
Colon spojrzała na mój nowoczesny blaster niczym na tandetną zabawkę ze sklepu "Wszystko po cztery kredyty"
- To co to za badziew? Kiedyś do strzelania używało się ołowianych kul a nie baniek na choinkę!
- Powiedziała osoba biegająca nago po lesie - prychnąłem - poza tym ten typ spadnie nam zaraz na głowę, a ty chcesz się teraz kłócić?
Colon zamilkła. Jeden do jednego.
Gdy wychyliłem się by oddać kolejną serię dzikus był już o krok od naszych umocnień. Momentalnie, celując z biodra wystrzeliłem serię pocisków. Jego krew buchnęła mi prosto w twarz, zakołysał się i przewrócił jak rażony piorunem upuszczając swą maczugę. Przyjrzałem się pokonanemu wrogowi. Oddychał on z trudem z twarzą pełną bólu.
- Jasny gwint nadal żyje - powiedziałem przez ramię do Tammy.
- Więc wykończ go!
Mam pewną zasadę, nie zabijam bezbronnych i nie miałem zamiaru jej łamać nawet wtedy kiedy jako przeciwnika miałem jaskiniowca w zasadzie niewiele różniącego się od opanowanego rządzą krwi zwierzęcia. Bądź co bądź nadal był to człowiek. Prymitywny, ale jednak. Pokręciłem głową w geście odmowy.
- Nie zamierzam tego robić.
- Więc pozwól, że ja zrobię to za ciebie!
Tammy przepchnęła się do przodu (co sprawiło mi pewną przyjemność) przeskoczyła przez worki z piaskiem i zaczęła szaleńczo okładać pokonanego wroga po czaszce za pomocą swojej pałki.
- Giń, giń, giń! - krzyknęła i przestała dopiero w momencie, w którym dzikus był już stu procentowo martwy.
Naprawdę wolałbym wam oszczędzić widoku jego rozłupanej niczym orzech czaszki (sobie zresztą też). Z odrazą odwróciłem wzrok.
- Tadek!
- Tak? - spytałem niepewnie
- Ten typ miał na sobie całkiem fajne spodnie. Mógłbyś ocenić jak wyglądam?
Nic, kompletnie nic nie wskazywało, że tego dnia po raz pierwszy nasza mała kolonia zostanie zaatakowana. Wraz z Colon postanowiliśmy podzielić się obowiązkami i tak ja stałem się głównym budowniczym i myśliwym, z kolei Colon powierzyłem górnictwo w czym miała dość spore doświadczenie oraz postanowiłem powierzyć jej badania naukowe. Tammy okazała się bardzo inteligentną osobą i gdy tylko pokazałem jej schematy mojej Anacondy ta od razu podsunęła kilka rozwiązań, które można by zastosować by przyspieszyć naprawy, w dodatku sama zakwaterowała się w prowizorycznym laboratorium, które na potrzeby badań stworzyłem dzień wcześniej i od razu przystąpiła do pracy.
![[Obrazek: NCmZeBE.png]](http://i.imgur.com/NCmZeBE.png)
Korzystając ze swoich sond fotograficznych uzyskałem też dość spory obraz naszej najbliższej okolicy. Jak widzicie kolonia zaliczyła ogromny progres w stosunkowo krótkim czasie, posiadamy już dwa źródła energii i oprócz panelu słonecznego mamy generator zasilany zebranym drewnem. Stworzyłem też niewielką palisadę na północy, jak gdyby przeczuwając, że już wkrótce jedna z okolicznych grup piratów, bądź fioletowe plemię przypuszczą na nas atak rządni zgrabienia spoczywającego nad nami Horyzontu.
Nie myliłem się.
Wieczorem, gdy kończyłem obsadzać pole kukurydzy, tak aby nieco zróżnicować swoją dietę pierwszy raz zobaczyłem członka Fioletowego Plemienia. Nie był on trudny do zidentyfikowania, ponieważ dzierżył najeżoną kolcami maczugę oraz nosił tautaże pokrywające go od stóp do głów. Krzyczał on do mnie coś w niezrozumiałym języku biegnąc w moją stronę z ewidentnie nie pokojowymi intencjami. W pośpiechu rzuciłem się do okopu, serce zabiło mi mocniej, wkrótce potem na placu boju pojawiła się Colon, a ja wiedząc, że czym bardziej pozwalam się do siebie zbliżyć się dzikusowi tym maleją nasze szanse. W walce wręcz nie miałem szans, najeźdźca był wyraźnie wyższy, niezwykle umięśniony i szybki, a ja posiadałem jedynie szybkostrzelny blaster.
Wychyliłem się i oddałem serię strzałów. Energetyczne pociski trafiły dzikusa w lewe ramię oraz tors, jednak nie zatrzymały go. Wydał on z siebie przeraźliwy ryk i parł dalej wyraźnie niewzruszony krwią, która trysnęła mocno z jego ciała zostawiając na ziemi krwawy ślad. Schowałem się w okopie patrząc z niecierpliwością na wskaźnik naładowania karabinu, miałem wrażenie, jakby każda sekunda trwała co najmniej o dwie minuty za długo.
![[Obrazek: cc1T23O.png]](http://i.imgur.com/cc1T23O.png)
- Co robisz? - warknęła Colon - zastrzel go!
Łypnąłem na nią z wyrzutem wskazując na poziom energii broni.
- Nie mogę, karabin się ładuje!
Colon spojrzała na mój nowoczesny blaster niczym na tandetną zabawkę ze sklepu "Wszystko po cztery kredyty"
- To co to za badziew? Kiedyś do strzelania używało się ołowianych kul a nie baniek na choinkę!
- Powiedziała osoba biegająca nago po lesie - prychnąłem - poza tym ten typ spadnie nam zaraz na głowę, a ty chcesz się teraz kłócić?
Colon zamilkła. Jeden do jednego.
Gdy wychyliłem się by oddać kolejną serię dzikus był już o krok od naszych umocnień. Momentalnie, celując z biodra wystrzeliłem serię pocisków. Jego krew buchnęła mi prosto w twarz, zakołysał się i przewrócił jak rażony piorunem upuszczając swą maczugę. Przyjrzałem się pokonanemu wrogowi. Oddychał on z trudem z twarzą pełną bólu.
- Jasny gwint nadal żyje - powiedziałem przez ramię do Tammy.
- Więc wykończ go!
Mam pewną zasadę, nie zabijam bezbronnych i nie miałem zamiaru jej łamać nawet wtedy kiedy jako przeciwnika miałem jaskiniowca w zasadzie niewiele różniącego się od opanowanego rządzą krwi zwierzęcia. Bądź co bądź nadal był to człowiek. Prymitywny, ale jednak. Pokręciłem głową w geście odmowy.
- Nie zamierzam tego robić.
- Więc pozwól, że ja zrobię to za ciebie!
Tammy przepchnęła się do przodu (co sprawiło mi pewną przyjemność) przeskoczyła przez worki z piaskiem i zaczęła szaleńczo okładać pokonanego wroga po czaszce za pomocą swojej pałki.
- Giń, giń, giń! - krzyknęła i przestała dopiero w momencie, w którym dzikus był już stu procentowo martwy.
Naprawdę wolałbym wam oszczędzić widoku jego rozłupanej niczym orzech czaszki (sobie zresztą też). Z odrazą odwróciłem wzrok.
- Tadek!
- Tak? - spytałem niepewnie
- Ten typ miał na sobie całkiem fajne spodnie. Mógłbyś ocenić jak wyglądam?
