04.06.2016, 20:29 UTC
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2016, 20:35 UTC przez Philip Blaine.)
(dziś bez grafiki, ale z odpowiednim podkładem w tle, miłego czytania!)
Od kilku już dni błądził po okolicznych systemach - chociaż błądził było nie do końca poprawnym określeniem. Gdyby znajdował się na jakiejś planecie możnaby powiedzieć, iż udał się na wycieczkę krajoznawczą.
Zaiste, okolica robiła wrażenie - typowa czerń Pustki ustąpiła miejsca głębokiej czerwieni, występującej tu w wielu odcieniach, tu i ówdzie jaśniejszej, przesłaniając wszystko w osobliwy sposób. Dotychczas miał szansę obejrzeć mgławicę na cyfrowych obrazach, dotarcie jednak do jednej z nich i przyjrzenie się jej “od środka” było czymś bez porównania..
Odwrócił spojrzenie od jarzących się z lekkim odcieniem czerwieni gdzieś w dali gwiazd i westchnął. Żałował, że nie zapisał współrzędnych systemu na który natknął się parę dni temu, zaraz po wpadnięciu w mgławicę. Wystukał komendę na prawym panelu, ten na mgnienie zgasł i po chwili otworzył poszukiwane zdjęcie - wielki brązowy karzeł, otoczony największym pierścieniem jaki widział - “Cholera, największy o jakim słyszałem” - pomyślał raz jeszcze podziwiając swoje znalezisko. Ciemna gwiazda granatowej, przechodzącej w purpurę barwy była olbrzymia, przynajmniej porównując ją do Saturna - miał swój zwyczaj, że znalezione obiekty zawsze starał się porównać do tych w Układzie Słonecznym, zawsze było to jakieś odniesienie skali.
Saturn w każdym razie był najwyżej karzełkiem przy tym kolosie, jeśli wierzyć pomiarom skanera. Do tego ten imponujący podwójny pierścień - zewnętrzna część z ciemniejszych skał, wewnętrzna z jaśniejszych, być może były to bryły lodu.. Co ciekawe, oba pasy były mniej więcej tej samej grubości. Ich rozmiaru nawet nie próbował zgadywać. Pamiętał, że wyskoczył na chwilę z trybu podróżnego, chcąc dobrze utrwalić sobie ten widok - zrobił na nim pierońskie wrażenie. Pustka miała swoje piękniejsze oblicze, trzeba było tylko dobrze go poszukać.
-Może właśnie dlatego czasami lubię tak polecieć gdzieś w cholerę… - mruknął spoglądając za okna kabiny.
-Kontakt, namiar 315, odległość 287 - odezwała się Eva, wyrywając Philipa z zamyślenia. Zlokalizował obiekt na radarze i uruchomił skaner.
-No dobra Eva, co my tu mamy? - powiedział wpatrując sie w ekran
- Obiekt metaliczny, znikoma sygnatura energetyczna - odpowiedziała SI. Po chwili skaner piknął oznajmiając zakończenie zadania. Blaine gwizdnął przez zęby
-Kapsuła ratunkowa! No proszę… - sięgnął do manetek przepustnicy redukując moc do minimum, jednocześnie kierując statek w stronę dryfującego w przestrzeni obiektu.
Gdyby leciał trochę szybciej, zapewne w ogóle nie zauważyłby jej wcale. Namierzył kapsułę i nakazał komendą utrzymywać jej namiar, sięgnął do przełącznika i upewniwszy się, że zwolnił już wystarczająco rozpoczął procedurę wyjścia z trybu podróżnego. Statkiem zatelepało, na chwilę obraz za oknem się rozmył - zaraz jednak statek z łupnięciem zatrzymał się. Philip potrząsnął głową i spojrzał na radar - jak się spodziewał, zmierzali prosto na nią. Podał moc do silników ruszając naprzód i otworzył luk ładowni, przełączając jednocześnie widok na centralnym panelu - miał teraz przed oczyma obraz z kamery pokazujący zbliżający się do statku obiekt, i nakreślony świetlistymi liniami zarys luku. Delikatnie skorygował trajektorię jednocześnie zmniejszając ciąg - ręczne “łapanie” luźnego ładunku w przestrzeni wymagało precyzji i ostrożności, niewielki błąd i z kapsuły nie zostanie wiele.. Zacisnął lekko szczękę “No, ostrożnie.. Powoli..”
-Obiekt w ładowni - zakomunikował komputer - zamknąć luk?
-Zamykaj, i zeskanuj teraz na spokojnie kapsułę, co dokładnie tu mamy?
- Ładownia zamknięta i zabezpieczona. Skanowanie w toku.
Ktoś miał cholerne szczęście. Znajdował się z dala od jakichkolwiek szlaków - jeśli o jakichś można mówić, będąc ileś tysięcy lat świetlnych od “Bańki”. Konieczność opuszczenia statku w kapsule ratunkowej w takiej okolicy jest jednoznaczna z wyrokiem śmierci - cóż bowiem z tego, że sama kapsuła może podtrzymać pilota przy życiu przez długi czas, jeśli szansa na znalezienie pilota oscyluje cholernie blisko zera?
Komputer zapiszczał. Spojrzał na pojawiające się na panelu kolumny tekstu i cyfr.
-Kapitanie, szacowany wiek tej kapsuły to piętnaście do dwudziestu pięciu lat. To starszy model wykorzystywany kiedyś, przed wprowadzeniem nowego standardu EISO 251Sigma dotyczącego bezpieczeństwa. - raportowała Eva - szansa, iż w kapsule tej znajduje się ktoś żywy wynosi 0%.
- Niech licho porwie ciebie i Twój wypruty z emocji głos, Ewka - mruknął pod nosem. Czuł się dziwnie - trochę niepewnie.. Oto natknął się na kapsułę jakiegoś zapomnianego podróżnika - biedaka, który na przekór wszystkiemu liczył pewnie na łut szczęścia, że zostanie w porę znaleziony… Kapsułę, która w międzyczasie stała się jego grobowcem.
Wzdrygnął się, poczuł coś nieprzyjemnego pełznącego mu po plecach - nie był człowiekiem zabobonnym, niemniej, w tej chwili był sam jak palec. Szansa na spotkanie innego statku była absurdalnie mała, do samej “Bańki” miałby wiele dni drogi powrotnej… A w luku spoczywały czyjeś szczątki - to co zostało z nieszczęśnika, któremu coś przydarzyło się… Gdzie, tutaj? W innym układzie? Jeśli Eva ma rację, i ta kapsuła spędziła dobre kilkanaście lat dryfując w przestrzeni, mogła przelecieć szmat drogi…
Co robić? Lecieć dalej? Z nieboszczykiem w ładowni? W takim razie wracać? Może na stacji dojdą co się stało, wyciągną jakieś dane z komputera kapsuły, jeśli jeszcze go szlag nie trafił, co było prawdopodobne po tak długim okresie czasu…
-Cholerny świat… - zaklął głośno, odpinając pasy. Musi podjąć jakąś decyzję… “Gdyby to było takie, psia mać, łatwe!” Skierował się do korytarza i niewielkiej szafki schowanej w ścianie, którą sowicie zaopatrzył na podróż. Wyciągnął z niej butelkę i spojrzał wgłąb korytarza.. Potrząsnął głową, włączył ścienny panel i upewnił się, że luk jest zamknięty od wewnątrz, następnie wrócił szybko do kokpitu, po drodze otwierając butelkę...
"Heavier than a star, no place is too far
Not even space and time can touch this ship of mine"
- Keldian, "F.T.L."
Galnet "Echo Przestrzeni"
Not even space and time can touch this ship of mine"
- Keldian, "F.T.L."
Galnet "Echo Przestrzeni"

.png)
.png)
.png)
.png)