03.11.2024, 16:10 UTC
02.11.3310/"Nowa przykrywka"
Po kokpicie Razorwinga rozszedł się lekki świst inhalatora. Revenant wyrzuciła go do kosza razem z opakowaniami masy innych leków.Ggwałtowny ruch ręki ponownie wzbudził ból i przypomniał o roztrzaskanych żebrach. Revenant syknęła cicho i wróciła na fotel. Pilotka załączyła Duradrive i otworzyła plik wysłane przez Franka. Był to cyfrowy identyfikator - "Petra Ross. FIA", komandorka przeczytała w głowie, wzdychając.
Razorwing to Python Mk II, dopiero co kupiony. Revenant przez ostatnie kilka dni po powrocie z Colonii, latała z nim po inżynierach, teraz był już gotowy do każdej akcji. Pilotka poklepała panele holograficzne z dumą. Już miała zawołać Eden by przeprowadzić razem pierwszą oficjalną kontrolę przed lotem, "No tak, ja się męczę a moje SI bawi się z Frankiem na Foursythie." zaczęła narzekać w myślach.
— Eden, Frank? Ktoś wreszcie raczy odebrać transmisję? — Pilotka powiedziała do komunikatora, spodziewając się jak zwykle braku odpowiedzi. — Mieliście dać mi namiary na waszą lokację, zaraz naprawdę pójdę zapytać jakiegoś mistyka odludka o drogę.
Revenant ze znudzenia zaczęła stukać palcami o podłokietnik fotela, czasem pluła sobie w brodę, że nie wykorzystała urlopu żeby zabrać Carriera na inny kurs niż Colonia i uciec od cywilizacji, nie musiałaby się babrać z FIA, klonami i wzystkim innym. Martwiło ją jak często Frank i Eden spędzali razem czas po misji na Dietzu, co gorsza próbowali ją wciągać w swoje spotkania. Petra dobrze wiedziała, że Frank ciągle bedzie próbował wrócić do dawnych czasów, jakby te ostatnie 10 lat w ogóle nie istniało...nie miała zamiaru dać mu tej satysfakcji.
"Uhhh...nie wytrzymam z nimi." powiedziała sama do siebie i już miała ruszyć w stronę lodóweczki kiedy komunikator zaczął brzęczeć.— Jesteśmy gotowi! — głos Eden był jeszcze bardziej pełen energii niż zwykle. — Przepraszam za ciszę radiową, mieliśmy tu tyyyle do zrobienia!
— Heh, jak ty z tą puszką wytrzymujesz tyle czasu, ja już jestem zmęczony. — zaśmiał się Frank. — Mamy dla ciebie niespodziankę na koniec urlopu!
Rev nie udało się powstrzymać lekkiego uśmiechu. Czasem zastanawiała się jak bardzo ma nie po kolei w głowie, że tak blisko przyjaźni się z SI, niektórzy podobno trafiają za to na zamkniety oddział. Jednak to właśnie w takich sytuacjach zawsze czuła, że w Eden jest coś wyjątkowego.
— Mam tylko nadzieję, że nie będę musiała się przy tym zmęczyć. Tylko dziś trochę polatałam i już czuję wszystkie żebra. — powiedziała.
— Spokojnie, nie będziesz musiała nawet kiwnąć palcem! — zapewnił Frank. — Wysyłam ci koordynaty, do zobaczenia!
— Na razie... — Revenant rozłączyła komunikator. Znów poczuła tą pustkę w brzuchu, którą czuła przy każdej rozmowie z Frankiem.
Razorwing przebił się przez chmury Foursytha. Przed oczami pilotki rozciagały się kilometry lasów i pól, a pośrod nich jedno konkretne wzgórze, na którym stała jakaś większa posiadłość.
— Raczej nie kazaliby mi posadzić statku w środku lasu... — Rev powiedziała sama do siebie, przesyłając w stronę posiadłości prośbę o lądowanie.
— Prosba zaakceptowana, prosimy skierować się na lądowisko nr 2. Witamy w Ross AgroTech! — odezwał się automat kontroli lotu.
— Ross Agro...czy oni postradali umysły... — powiedziała zawiedziona komandorka.
Lądowisko tak jak posiadłość okazało się naprawdę duże, na ziemi stały rożne statki transportowe, od Haulerów po T9-tki. Panował tam na dole chaos, kilka statków było wyładowywanych i załadowywanych w tym samym czasie. Całe szczęscie lądowisko nr 3 było oddzielone od placu załadunkowego. "Trójka" byla przyczepiona do dużego, samotnego wieżowca. Na froncie budynku świecił jasnym światłem neonowy szyld - "Ross AgroTech, przyszłość na twoim talerzu!". Petra z niedowierzaniem sama uszczypnęła się w rękę, po czym skierowała Razorwinga na swoje miejsce. Wieża miała też 5 innych lądowisk, na nich stał jeden Clipper, Orca i Python. "Znów rodzinka się zebrała..." pomyślała sobie Rev, czując jak jej gardło się zaciska.
Revenant zjeżdżała na rampie Razorwinga spoglądając na horyzont. Zachodzące słońce spowijały coraz to gęstsze chmury. "Normalnie nie wierzę w przepowiednie ale..." powiedziała pod nosem. Z transu wybiło ją uderzenie platformy o grunt. Na lądowisku czekał na nią Hubert, ten sam lokaj z posiadłości w Altair. Nie widziała ani Franka, ani Eden. Wieża była zbudowana w stylu typowej Federalnej korpo-architektury - ciemna metalowa obudowa, ostre kąty, ciemne szyby i masa migoczących świateł kontrastujących mrok materiału.
— Panna Ross. Witam w domu. — powiedział grzecznie Hubert, tylko potwierdzając obawy pilotki. — Reszta już czeka w środku, radzę się pośpieszyć, chyba zapowiada się na deszcz.
— Hubert...myślałam, że opiekujesz się penthousem w Altair? — zapytała, próbując wyrwać odrobinę informacji.
— Już nie. — odpowedział lokaj. — Tak jak i reszta.
Revenant podążyła za Hubertem wgłąb budynku. Spodziewała się jakiejś korpo-sali pełnej biur i przepracowanych korpo-szczurów, a jednak sala do której weszła była przydobiona i przytulna jak 'salon" w poprzedniej posiadłości.
— Tu przyjmowani są goście i odbywają się będą spotkania biznesowe. — powiedział Hubert. — Kolejne dwa piętra to przestrzeń mieszkalna rodziny, dostać się tam można schodami bądź tą windą. Do obydwu będzie pannie potrzebna przepustka, proszę ją wgrać na swój Duradrive.
Revenant wzięła od lokaja płytkę z przepustką.
— Aha, no i Hubert... — pilotka zwróciła się do lokaja. — Przestań się do mnie zwracać jak do jakiejś baronessy, nie jesteśmy w Imperium.
Hubert uśmiechnał się na momencik, po czym powrócił do swojej profesjonalnej postawy.
— Zawód nie pozwala. — stwierdził. — Poza tym, mamy obecnie gościa z Imperium i nie mówię o pani Dianie. Trzeba dziś szczególnie zachować decorum.
Petra chciała zadać jeszcze jedno ważne pytanie, ale drzwi windy otworzyły się i jej oczom ukazało się centralne pomieszczenie apartamentu. Frank postarał się o nowe umeblowanie, nawet zmienił styl. Główny pokój był wyposażony w nowoczesne meble, duzy stalowo-szklany stół z wyswietlaczem holograficznym, stylowe heksagonalne półeczki na ścianach, proste komody i stoliki w odcieniach bieli i szarego.
W środku przesiadywało kilka osób, ku zdziwieniu Revenant, rodzinę odwiedził też Brecken oraz jakiś nieznajomy w niezwykle zdobionym, białym stroju. Eileen, Diana i nieznajomy rozmawiali o czymś przy stole, Frank i Brecken popijali drinki na tyle pokoju. Komandorka skinęła głową do Diany i Eileen by czmychnąć po cichu obok, jednak nieznajomy wstał ze swojego siedzenia i zaszedł jej drogę.
— Ah, to musi być sławna Petra! — powiedział, po czym ucałował dłoń komandorki. — Diana tyle o tobie opowiadała, tyle uratowanych istnień, nie wyobrażam soobie stanąć twarzą w twarz z jednym Thargoidem a ty...przepraszam, rozpędziłem się. Valcius Atreus, miło poznać.
Teraz to miało sens, jak inaczej szybko i bez podejrzeń wspiąć się po szczeblach Imperium, niż wyrywając sobie własnego Barona. Jednak Revenant nie potrafiła zrozumieć czemu jej siostra była tak odważna by zaprosić Imperialsa do grona agentów FIA.
— A...też miło poznać. — Revenant odpowiedziała niezręcznie. — Wybacz, porozmawiałabym dłużej ale muszę pilnie pogadać z Frankiem.
— Rozumiem, rozumiem, biznes jest najważniejszy! — na twarzy Valciusa pojawił się szeroki uśmiech, ciężko stwierdzić czy szczery.
Revenant podeszła do dwójki agentów, zadowolona, że Baron nie próbował zajmować jej czasu kolejnymi dworskimi uprzejmościami. Zarówno Frank i Brecken byli niezwykle wystrojeni, Petra mogła się założyć, że Eileen wybierała ich kreację. Komandorka spojrzała na zewnątrz przez gigantyczną szybę, niebo było już kompletnie zasłonięte przez czarne chmury, rozświetlane co chwila przez biel błyskawic.
— Petra, wreszcie jesteś! Jak podobała ci się Colonia? — powiedział Frank. Widać było po nim, że jest już nieco wstawiony, gdy instynktownie zaczął nalewać Petrze szklankę Brandy i pochlapał przy tym stół. — No i powiedz też jak zagoiły się rany, dają jeszcze po sobie znać?
Brecken stał oparty o barek, również trzymając szklankę trunku. Tylko skinął w stronę Revenant z aprobatą, stary bydlak pewno nie spodziewał sie, że pilotka przeżyje.
— Cóż, gwieźdzdziste widoki w Colonii były ładne, żebra też już tylko trochę bolą...możnaby powiedzieć, że urlop udany. — Odpowiedziała zgryźliwie. — No ale coś mi się wydaje, ze ten urlop nie był dany ze względu na żebra. Chyba należy mi się wreszcie nieco wyjaśnień po Dietzu.
— Ah! To wyśmienicie! Nie tutaj. — Frank wplotł szeptem wśrodku zdania, kierując wzrok w stronę gościa. — Choć, oprowadzę cię po mieszkaniu.
Po drodze minęli schludną kuchnię, mniejszy pokój z kilkoma fotelami i sofą, ustawionymi wokół holoprojektora i kilka zamkniętych drzwi, za którymi pewnie znajdowały się toaleta i sypialnie. Wreszcie dotarli do schodów na górę. Frank poprosil by komandorka poszła przodem. Wyszli do obszernego pokoju zajmującego całe piętro. Przy ścianie znajdowało się duże wygodne łózko, szafa i komody, klasyczna sypialnia. Jednak druga połowa pomieszczenia wzięła ją z zaskoczenia - wygladała trochę jak warsztat, trochę jak biuro. Było tam pojedyńcze szerokie biurko z krzesłem na kółkach otoczone monitorami, terminalami, wieszakami z narzędziami, stalowymi szafami i buczącymi serwerami. Przy biurku unosił się znajomy dron.
— Niespodzianka! Witamy w Siedzibie 2.0 (kalkulacje lepszej nazwy wciąż trwają)! — Eden krzyknęła z radością. — Nowe terminale, najnowsze serwery i dyski z najświezszymi zabezpieczeniami i co najważniejsze!
Eden świsnęła między Rev i Frankiem, opadając na łóżko.
— Wygodne wyrko na obolałe żebra! — Dodała.
Revenant usiadła na krawędzi łóżka, testując materac. Lepszego chyba nie dałoby się znaleźć, balans miękkości i twardosci zachowany, poszewka miła w dotyku. Rev znów poczuła przesyt, tak jak w poprzednim mieszkaniu ciężko było jej się przyzwyczaić do takiego luksusu po latach spania w twardych pryczach. Frank rzeczywiście się postarał.
— I jak? — Frank wybudził Rev prostym pytaniem.
— Wow...co ja mogę innego powiedzieć, dziękuję. Ale... — Rev spojrzała się Frankowi prosto w oczy. — AgroTech? Taki mieszczuch jak ty?
Revenant wzięła jabłko z miski na komodzie i podrzuciła do Franka. Agent złapał je w locie po czym wziął dużego kęsa.
— No kochana widzisz. Teraz jak już jesteś oficjalnie agentką FIA, potrzebna ci jakaś przykrywka. — Frank zaczął, wpatrując się w ugryziony owoc. — No i...poprzednie mieszkanie nie było już bezpieczne...
Revenant zbladła. Natychmiast do głowy przszyszło jej Andrew's Plantation i nieznajomy intruz. Wszystko teraz się układało, przymusowa wycieczka rzeczywiście nie była po to by Rev mogła się wykurować w jakimś odległym kurorcie, Frank potrzebował by znikła z radaru.
— Gdy z Eden zabieraliśmy cię do szpitala, wtedy po Dietzu, ktoś włamał się do mieszkania. — Frank powiedział stając przed jedną z oszklonych ścian i wpatrujac się w szalejącą burzę. — Eileen...prawie ją dorwał. W ostatniej chwili aktywowała głosem systemy bezpieczeństwa. Niestety...nie zostało po intruzie żadnego śladu, to profesjonalista.
Revenant nie miała pojęcia co odpowiedzieć, gdyby tylko nie zawaliła na koniec na Dietzu, wszyscy wróciliby do Altair i może nawet złapali tego kogoś...
— Dlatego odesłałem ciebie i resztę rodziny na "wakacje". — Agent kontynuował. — A sami z Eden prowadziliśmy przeprowadzkę i zakrywaliśmy stare ślady. Od teraz masz utrzymywać przykrywkę Petry Ross, współwłaścicielki Ross AgroTech.
— Ja? Współwłaścicielka? Eileen się na to zgodziła? — Revenant ledwo przetwarzała te wszystkie wieści. — Poza tym, jak ktoś pogrzebie głębiej w finansach firmy to chyba zorientuje się, że niedawno zmieniła właścicieli?
— Nie bardzo! Okazuje się, że rodzina Ross posiada AgroTech już od kilku pokoleń jesli wierzyć danym finansowym i innym zapiskom. — wtrąciła szyderczo Eden.
— Heh, ta twoja Eden jest niezastąpiona. Od ciebie wystarczy, że od czasu do czasu razem przesiedzimy spotkanie biznesowe tu w wieży, albo pokażemy się publicznie na jakichś targach. — wyjaśnił Frank. — A potem tajemnicza Revenant-4 może robić co chce i nikt nie da rady jej tu wyśledzić. Tylko te dwa piętra to część mieszkalna, cała reszta wieżowca to klasyczny labirynt biur, malo kto wie, że mieszkamy tu na stałe.
Wtedy też zauważyła wiszący przy ścianie kombinezon, nie wierząc własnym oczom. Szaro-srebrny wzmocniony kombinezon, tors i biodra owinięte jasnobrązowym kevlarem przypominającym szaty i opancerzony zakapturzony hełm udający cienkie szkło. Rev zaniemówiła.
— A to prezent od Breckena i twoich nowych pracodawców. — dodał Frank. — Stylizowany po schematach twojego klanu...mam nadzieję, że to nie przywraca...
— Jest idealny. — oczy Revenant rozjaśniały. — Nie widziałam takiego tyle lat.
— Eee... tak, tylko Brecken pozwolił sobie dodać kilka modyfikacji. — agent odezwał się z ulgą w głosie. — Modulator głosu, projektory zakłócające wideo, miękkie podeszwy dla wyciszenia...i takie tam.
Revenant nie odpowiedziała, zagubiona we własnych myślach. Frank odwrócił się w stronę schodów, nie chcą znów wyrywać komandorki z zachwytu.
— A, no i nie musisz fatygować się dziś na dół, z Breckenem zajmiemy Barona przez wieczór. — powiedział na odchodne. — Jutro zaczynasz kontrakt dla Winters, prawda? Odpocznij dobrze.
Frank zostawił Revenant i Eden same.
— Takie wyposażenie... — powiedziała Eden, wpatrując się w "strefę roboczą" pomieszczenia. — Zaczyna mi się nawet podobać to FIA.
— Mi też. — odpowiedziała Revenant, jeszcze raz przejeżdzając dłonią po rękawie kombinezonu. — Mi też.
NASTĘPNEGO PORANKA
Eden skakała po kablach, przechodziła z procesora na procesor kalkulując taktowanie, sprawdziła parametry reaktora i status silników. Cyberprzestrzeń nowego statku była schludna, stabilna i bezpieczna, nie to co Krait. SI wróciła do kokpitu gdzie już czekała na nią pilotka. Revenant właśnie sprawdzała szczelność nowego kombinezonu.
— Jak mnie słychać? — Revenant powiedziała zrobotyzowanym, groźnie brzmiącym głosem. — Huh...aż tak dramatycznej modulacji się nie spodziewałam.
— Chyba trochę przesadzili...ale robi mocne wrażenie. — powiedziała Eden. — Pasuje ci.
— No i świetnie. — stwierdziła pilotka. — To co? Pora zacząć służbę ku chwale pani Prezydent i Federacji?
Revenant prześmiewczo położyła dłoń na piersi, jak do hymnu.
— Już nastawiam kurs na Twierdzę. — odpowiedziała Eden.
Razorwing uniósł się z lądowiska i ruszył w przestrzeń.
Pracując ze mną można zarobić 2 rzeczy: kredyty...albo kulkę w łeb. Statystycznie - to drugie zdarza się częściej, ale nie ma zabawy bez ryzyka, racja?
DZIENNIK POKŁADOWY
DZIENNIK POKŁADOWY

.png)