25.09.2020, 12:56 UTC
25.09.3306/"SPRAWIEDLIWOŚĆ"
Opuściłam lokalny bar o trzęsących nogach i rękach. Przez całą drogę do doków odstraszałam ludzi wokół, wyglądając jakbym przedawkowała Onionheada. Ale to nie Onionheada przedawkowałam, tylko adrenalinę. Z wczorajszego wieczoru pamiętam jedynie satysfakcję z każdego ryku silników mojego Chieftaina, skok adrenaliny widząc jak plazmowa salwa rozrywa tarcze mojego oponenta.
Zawsze należałam do tej grupy pilotów, którzy nie tykali wyższych progów i trzymali się polowania na małych rzezimieszków czy latania na wojnach, ale ostatnio coś się we mnie zmieniło. Pewnego dnia siedząc na jakiejś prowincyjnej planecie bez roboty stwierdziłam, że mam dość łapania narybka, że pora wziąść się za prawdziwe zagrożenia w galaktyce. Tak więc porzuciłam tanie mieszkanko w którym się kryłam, odpaliłam zakurzonego Cuttera i znów wyruszyłam w pustkę.
No ale szybko zorientowałam się, że czegoś mi brakuje.
Statek. Oszczędzę tutaj procesu budowania statku bo ten był tak skomplikowany i długi, że robi mi się niedobrze na samą myśl, no ale opłaciło się. W ten sposób moja kolekcja wzbogaciła się o kolejną łajbę - Spearhead.
![[Obrazek: vfG2Ltm.png]](https://i.imgur.com/vfG2Ltm.png)
Gdy tylko wszystkie systemy były gotowe do konfrontacji z mordercami i terrorystami galaktyki, ruszyłam do niesławnego systemu Deciat. Wedle przewidywań, już chwilę po wlocie do systemu zobaczyłam Kraita Phantoma wyciągającego niewinną Anacondę z SC, ruszyłam za nimi, ustawiłam sie by wskoczyć za nimi w Wake i...jakiś losowy bandzior zaczyna mnie wyciągać od tyłu. Oprawca pewnie już zaczął dobierać się do Anacondy, a ja muszę się męczyć przepychankami z jakimś Viperem.
Kiedy już zbyłam natrętnego komara z mojego ogona, dostrzegłam, że Krait najwidoczniej rozprawił się już z Condą i wrócił do Supercruise szukać następnego celu, wtedy też zauważyłam ryczące czerwienią 4,2 miliona nagrody za głowę delikwenta, po prostu nie dało się temu oprzeć. Wyciągnęłam Kraita i już w ciągu pierwszych 30 sekund okazało się, że jest on zwyczajnym słabeuszem czającym się na świeżych pilotów, choć sam ledwo potrafi latać. W jakieś 2 minuty moje lufy rozerwały biednego Kraita do 25% wytrzymałości, a ten zaczął grzać FSD tak, że aż się za nim kurzyło. Tym razem pozwoliłam mu uciec, wiedziałam, że jeszcze niedługo znów go znajdę.
Tymczasem udałam się na stację żeby naładować gnaty na następne spotkanie (oczywiście po drodze przeprowadzajac małą inspekcję lokalnego baru). Dalej szło mi już z górki, dopóki nie trafiłam na parę bardzo pewnych siebie pilotów. Na początku nie trzymali się w Skrzydle ale było jasno widać, że latają razem. Wyciagnęli mnie i szybko doswiadczyłam ich tchórzliwej taktyki - hit and run. Sam na sam nie mieli ze mną najmniejszych szans, ale ich statki były nieco szybsze niż mój, dlatego zawsze kończyło się tak samo - ja zbijam tarcze Kraitowi, on ucieka, a Cobra zaczyna drapać mnie railgunem i straszyć minami. Po 5 minutach gry w Głupiego Jasia poczułam, że tracę czas i po prostu wyskoczyłam w poszukiwaniu kolejnego celu.
Wtedy szczęśliwie znów natknęłam się na 4-milionowego Phantoma, zdziwiło mnie, że wrócił do systemu po tym jak dostał ode mnie łomot nie zostawiając na mnie ledwie ryski. Szybko rozpoczęłam interdykcję i znów zaczęłam pruć do Phantoma. Tym razem wiedział z kim walczy i starał się nieco bardziej niż ostatnio, no ale biedaczyna dalej był tak powolny, że mogłam robić wokół niego kółka nawet z aktywną asystą. Chwilę potem, kilkumilionowy voucher znajdował się już w moim posiadaniu, a pobliskie więzienie wzbogaciło się o kolejnego bandziora.
![[Obrazek: fyzQsv9.png]](https://i.imgur.com/fyzQsv9.png)
Po odebraniu nagrody, już miałam kierować się do domu, kiedy w SC wykryłam tego samego Kraita który tak dobrze bawił się mną ze swoim kolegą, z jednym wyjątkiem - tym razem był sam. Interdyktował mnie ale za pierwszym razem uciekłam ponieważ obawiałam się kolejnej walki dwóch na jedną, dopiero wtedy w SC zauważyłam brak przeklętej, beztarczowej Cobry i sama zinterdyktowałam Kraita. Mój nemesis nie był tym zbyt zadowolony, ale cóż - trzeba było walczyć fair od początku. Tak jak przewidywałam, jeden na jeden skończyło się szybks porażką oponenta, któremu zbiła się szybka i tym razem to on błyskawicznie uciekł w inny system.
Jeszcze nigdy nie czułam się tak dumnie.
Co prawda kilka razy musiałam uciekać ale zrównało się to z moimi zwycięstwami, a nieważne czy wygrywałam czy nie, odciągałam morderców od niewinnych cywili. Nikt pewnie nie postawi mi za to kolejki, natomiast Szwadron NACL najpewniej postawił na mnie KOSę, ale myślę że było warto i zamierzam kontynuować te polowanie. Nie wiem gdzie teraz polecę, usłyszałam coś o typach spod ciemniej gwiazdy w Kamitrze i o terrorystach próbujących zakłócić Ceremonię dla Duvala...okazji będzie wiele, więc mam co robić.
Fly dangerously. o7
Pracując ze mną można zarobić 2 rzeczy: kredyty...albo kulkę w łeb. Statystycznie - to drugie zdarza się częściej, ale nie ma zabawy bez ryzyka, racja?
DZIENNIK POKŁADOWY
DZIENNIK POKŁADOWY

.png)