<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[The Winged Hussars - Forum - [ROLE PLAY] Dzienniki Gwiazdowe]]></title>
		<link>https://forum.thewingedhussars.com/</link>
		<description><![CDATA[The Winged Hussars - Forum - https://forum.thewingedhussars.com]]></description>
		<pubDate>Thu, 22 Oct 2026 08:24:49 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Łowca - Charles Blake. Dziennik gwiazdowy.]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=7211</link>
			<pubDate>Sun, 25 Feb 2024 13:56:43 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=7211</guid>
			<description><![CDATA[<span style="color: #cc9966;">Słowem wstępu: wiem, że mam już jeden wątek z dziennika gwiazdowego, ale pytałem się Hetmana na live i dostałem informację, że dla drugiego komandora mogę założyć drugi wątek. W tamtym opowiedziana jest historia Cody’ego, którego historia i profesja pozosjate nieokreślona (jeszcze), jednak tutaj mamy rzecz zgoła odmienną.</span><br />
<span style="color: #cc9966;">Dla tych, którzy czytali wątek Boskiej Ucieczki, Charles będzie postacią znaną, bo był on jednym z Łowców – taka jest koniec końców jego profesja.</span><br />
<span style="color: #cc9966;">Jeżeli jednak nie czytaliście, to zachęcam gorąco (mimo, że nigdy tak w zasadzie z różnych powodów nie miała zakończenia). Tutaj skupię się na pojedynczej przygodzie, która spotkała Blake’a w międzyczasie. Dawno nie napisałem czegoś tak długiego, i cieszę się, że tym razem moja wena nie postanowiła zrobić sobie wakacji w połowie opowieści... W każdym razie. Zapraszam do czytania!</span><br />
<br />
<span style="color: #cc9966;">Ps: wątek jest otwarty, zachęcam do pisania swoich przemyśleń.</span><br />
<br />
<hr />
<span style="color: #99ccff;"><span style="font-size: large;">Łowca - Charles Blake</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Kapitanie? Powinieneś to zobaczyć. – Głos z komunikatorów wyrwał Charlesa z rozmyślań. Przez chwilę próbował sobie przypomnieć gdzie błądziły jego myśli, jednak po nieudanej próbie zrezygnował, i skierował się do kokpitu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Gdzie jesteśmy?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- System nazywa się Clooku NCV, C... – Zaczął Ornitopter, odlatując z fotelu pilota.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie interesuje mnie nazwa systemu tylko... Nieważne. Ile do najbliższej cywilizacji?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dlatego cię wezwałem. Oficjalnie około dwieście lat świetlnych. Nieoficjalnie zaś... – Podleciał do ekranu na którym wyświetlał się obraz ze skanera pełnego spektrum. Charles spojrzał na niego i wytrzeszczył oczy ze zdumienia - ... Około pięć tysięcy sekund.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Statek pokoleniowy Zeus... – przeczytał zdumiony komandor. Znał historie o statkach pokoleniowych. Grobowcach, na których przydarzały się różne tragedie, o ile w ogóle przetrwały ten szmat czasu. Gdy jeszcze był w Bańce nawet odwiedził kilka z nich. – Ustaw kurs. Masz jakieś informacje?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nic. Albo ktoś zadał sobie dużo trudu, by ukryć jego istnienie, albo...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Albo jesteśmy tu pierwsi. – Charles spojrzał na Ornitopter, po czym usadowił się w fotelu...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wyjście z trybu cruise za trzy... dwa... jeden... – Odliczył Shift, po czy statkiem lekko zatrzęsło. Przed ich oczami wyłonił się statek pokoleniowy, ale absolutnie nie był to widok, którego Charles się spodziewał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Zasilanie było włączone, a moduły mieszkalne obracały się. Na poszyciu nie było widać żadnych uszkodzeń, a wokół statku obecna była niebieskawa poświata.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Shift... To mi absolutnie nie wygląda na stary, opuszczony statek pokoleniowy. – Powiedział Charles. Zwiększył przepustnicę i podleciał bliżej. Zrobił kilka przelotów wokół kwater mieszkalnych i magazynów, zanim usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Statek pokoleniowy Zeus do nieznanego statku, podaj swoje zamiary lub odleć, albo otworzymy ogień. – Wyrecytował Shift. – Brak załącznika audio, tylko tekst.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jakie mamy szanse w potencjalnym starciu?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- To blef, skan nie wykrył uzbrojenia pokładowego...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nadaj wiadomość. Dyktuję; Tutaj nieznany statek do Zeusa. Wiem że blefujecie, ale nie mamy złych zamiarów. Proszę o zgodę na dokowanie. Koniec wiadomości. – Ornitopter przez chwilę milczał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mówią, że nie mają lądowisk, i będziesz musiał wejść przez śluzę. – Odparł po chwili. – Dobre wieści, nasza ładownia obsługuje ten typ, więc możemy się podłączyć.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Super. Ty zadokuj, ja się idę przygotować. – Już miał wyjść, kiedy nagle się zatrzymał. – Ty tu zostań. Nie wiem, co tam spotkam, ale wątpię, że przyjmą latające i brzęczące, nie wiadomo co, z otwartymi rękami.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Tak jest.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles spojrzał na zamknięte klapy ładunkowe. Zaledwie kilkanaście metrów pod nim był kompletnie inny świat, i miał pewne obawy przed wkroczeniem do niego. U boku przytroczony miał średniej wielkości pistolet plazmowy, do którego wmontował skanery biometryczne, nie pozwalające na oddanie strzału skierowanego w jego kierunku.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Broń, choć wyglądała na niepozorną potrafiła w kilku strzałach powalić typowego rabusia w mavericku. Z bojowymi dominatorami miała jeszcze problemy, jednak Charles wątpił, że broń o cięższym kalibrze będzie mu potrzebna... Zwłaszcza, że sam założył mavericka właśnie. Co prawda miał on wzmocnione tarcze, ale poza tym i kilkoma autorskimi modyfikacjami nie wyróżniał się wiele.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Długo jeszcze? – Rzucił do komunikatora.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Właśnie zadokowaliśmy. – Odparł Shift. – Wygląda na to, że ich systemy napowietrzania są wolniejsze niż myśleliśmy. – Komandor westchnął, łapiąc się za nasadę nosa.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Otwórz klapę ładunkową. Będzie szybciej. – Po chwili zauważył jak klapy się uchylają, wykorzystując powietrze z ładowni, do napełnienia próżni, powstałej pod nią. Gdy wszystko się unormowało, klapy otworzyły się w pełni.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zrobione. – Usłyszał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Standardowa procedura. Gdy mnie nie ma na pokładzie...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- ... nikogo ma nie być, wiem. – Dokończył Shift. – Powodzenia.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dzięki. – Powiedział Charles i wskoczył w dziurę.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jeszcze raz. Kim jesteś i co tu robisz! – Mężczyzna grzmotnął pięścią w stół. Charles wolał nie uświadamiać go, że gdybym chciał, już dawno uwolniłby się z tych kajdanek, którymi był przypięty do stołu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Kiedy wszedł na pokład, początkowo nie spotkał nikogo. Dopiero po chwili został otoczony przez pojawiających się uzbrojonych mężczyzn, który zabrali mu jego własną broń. A potem pojawił się jakiś rudzielec, który przybiegł w pośpiechu, i wyrecytował znaną mu już formułkę, którą tak wiele razy słyszał, i wiele razy sam wypowiadał. „Jesteś aresztowany.” Blake szybko wydedukował, że nie nikt tutaj nie spodziewał się tak szybkiego napełnienia śluzy powietrzem, i prawdopodobnie kupiło mu to kilka minut.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jeszcze raz. – Sparodiował go. – Jestem komandor Charles Blake, wysłannik z ramienia federacji pilotów w pościg za groźnym piratem lecącym z Bańki do Kolonii, a trafiłem na wasz statek przez przypadek. – Przedostatnia cześć oczywiście była bzdurą, ale załoga Zeusa nie miała jak tego sprawdzić.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mówiłem ci, że zwariował. – Powiedział mężczyzna, który go aresztował. – Myśli, że pochodzi spoza Zeusa. Zrobił nawet własny strój i broń! – Charles o mało nie parsknął śmiechem, ale jedynie się uśmiechnął. Kto by pomyślał, że danie się zakuć w kajdanki mogło dać tyle zabawy! Choć aktualnie jego sytuacja w teorii nie wyglądała najlepiej, z nudów już dawno wymyślił drogę ucieczki. A potem wzięli go na to komiczne przesłuchanie. – Widzi kapitan? Nawet uśmiecha się jak szaleniec.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Z całym szacunkiem, oficerze Garfield, ale zostaw nas samych. Już ja go doprowadzę do porządku. – Kapitan zapewne chciał przybrać złowrogi uśmiech, ale Blake’owi przypominał on bardziej wyraz obrzydzenia. Mężczyzna zwany Garfieldem spojrzał tylko na niego ze zdziwieniem, ale wykonał polecenie i wyszedł. Kapitan patrzył jeszcze przez chwilę za nim, jednak szybko wrócił wzrokiem na Blake’a, po czym westchnął. – I co ja mam z tobą zrobić? Ludzie na tym statku nie mogą się dowiedzieć, że istnieje życie poza nim. – Charles przysunął się bliżej, nie chcąc przegapić żadnego faktu, w tym samym ruchu włączając nagrywanie głosowe, po czym spojrzał na kapitana, który nie wyglądał, jakby się zorientował.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dlaczego im tego nie powiecie?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Gdyby się dowiedzieli, wznieciliby zamieszki, i zapewne chcieli wracać... A ja nie mogę pozwolić na porzucenie misji. – Nagle mężczyzna spojrzał na niego. – Widzę tylko jedno wyjście z tej sytuacji. – Uśmiechnął się serdecznie i wyciągnął do niego rękę. - Dołączysz do załogi. – Słysząc to Charles wybuchnął śmiechem, który tylko wzmógł się, widząc wyraz zdziwienia na twarzy kapitana.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Ja? Do waszej załogi? Błagam. – Wydukał w końcu pomiędzy parsknięciami. – Myślicie, że jestem aż tak głupi, żeby w to uwierzyć? Nie możecie ryzykować, że wśród załogi znajduje się ktoś, kto zna prawdę. Zaraz byście się mnie pozbyli. – Rozłożył ramiona na tyle, na ile pozwalały mu to kajdanki. – Więc bardzo mi przykro, ale odrzucam tą propozycję. – Kapitan wstał z pogardą i wściekłością na twarzy, wyraźnie niezadowolony z obrotu spraw, jak i tego, że najwyraźniej jego plan został przejrzany na wylot.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Zapewne nie był przyzwyczajony do kwestionowania jego decyzji. Spojrzał w lustro jedno stronne i skinął głową. Po chwili przez drzwi wszedł jakiś humanoidalny droid, w ręku trzymając...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Może teraz zaczniesz traktować mnie poważnie. – Droid podszedł do niego, po czym przyłożył Charlesowi do głowy pistolet plazmowy. Jego pistolet plazmowy. – Nagle moja propozycja nie wydaje się taka zła, co? – Uśmiechnął się szyderczo. – To może jeszcze raz. Kim jesteś i co tu robisz?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jestem kimś, kto nie przyjął twojej oferty. I nie ma zamiaru jej przyjąć. – Odparł Blake bez wahania, z szyderczym wyrazem twarzy. Z twarzy kapitana zniknął uśmiech.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cóż, próbowałem. Ironia, zginąć od swojej własnej broni. – Kapitan skinął na robota, a Charles usłyszał charakterystyczne kliknięcie naciskanego spustu. Uśmiechnął się.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dzięki, że przyniosłeś mi moją broń, nie będę musiał jej szukać. – Zanim Kapitan lub jego droid zdążyli zareagować poderwał się, pozwalając by siłowniki w skafandrze rozerwały kajdanki przypominające go do stołu, jednocześnie tym samym ruchem wytrącił droidowi z rąk swój pistolet, i skierował go w zszokowanego kapitana.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Skoro to mamy już za sobą... – Upewnił się, że nagrywanie wciąż jest włączone. – ...to porozmawiajmy. Pierwsze pytanie. Kim jesteś? – Kapitan spojrzał najpierw na niego, a później na jego broń, zapewne sądząc, że jest nienaładowana. Potem spojrzał na robota.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Droidzie... – Nie dokończył, bo głowa droida rozpadła się na kawałeczki, posyłając szczątki po całym pokoju przesłuchań. Kapitan spojrzał przerażony na pistolet, z którego dymiło się po wystrzale. Charles skierował broń spowrotem na kapitana.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Chyba się nie zrozumieliśmy. Zadałem pytanie. Coś. Za. Jeden. – Kapitan wreszcie się poddał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Aaron Andrews.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No i co? Takie ciężkie to było? – Zadrwił Charles. – Drugie pytanie. Ilu ludzi wie o tym waszym przekręcie?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie mogę ci tego powiedzieć, zabiją mnie! – Zawołał przerażony, tylko by zaraz się skulić, po tym jak drugi pocisk przemknął tuż koło jego ucha.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zrobią mi przysługę, nie będę musiał marnować amunicji. Gadaj! – Zawołał Charles, poprawiając uchwyt na broni.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Łącznie ze mną czterech. Nie wiem kim są, trzymają swoje tożsamości w tajemnicy. – Uprzedził pytanie Blake’a. - Ty jesteś piąty.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Święta trójca, co? – Zadrwił Charles. – Trzecie pytanie. Co wy tu robicie? Nie powinniście być bliżej cywilizacji? – Kapitan wyraźnie się złamał, bo tym razem powiedział od razu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zostaliśmy wysłani pięćset dziewiętnaście lat temu, by skolonizować system blisko centrum galaktyki. Ale porzuciliśmy naszą misję i zatrzymaliśmy się tutaj. Nie wiem, po co. Nikt nie wie, zapewne poza... – Nie dokończył. Nie musiał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobra. Niech ci będzie. Nie wierzę ci, ale niech ci będzie. – Blake wywrócił oczami. – Czwarte pytanie. Jak dojść spowrotem na mój statek? – Andrews nie odpowiedział, zamiast tego skulił się, i mruknął coś pod nosem. – Słucham?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie da się...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jak to się nie da?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Odrzuciliśmy go od śluzy, krótko po tym jak cię aresztowaliśmy... – Blake zamyślił się. Reszty nie słuchał, zastanawiając się nad sytuacją. Nie zdążył jednak wiele zrobić, bo do pokoju wpadły trzy postacie, w ciemnych okularach i czarnych maskach. Miały na sobie identyczne, czarne szaty, dochodzące do ziemi.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Gdyby nie ciemny kolor, zapewne wyglądaliby jak stereotypowe duchy w prześcieradłach, tyle że z dziurami na głowę i ramiona.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Aronie Andrews, za zdradzenie Obcemu tajemnic Zeusa... – Zaczęła jedna z postaci, jej głos zniekształcony przez modulator, wyraźnie kobiecy.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- ...Zostajesz skazany na najwyższy wymiar kary. –Dokończyła druga, kierując coś w rodzaju kuszy laserowej w Kapitana. Nie zdążyła jednak wystrzelić, bo nagle w całym pomieszczeniu zgasło światło. </span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles instynktownie włączył noktowizję, co spowodowało zamknięcie się jego hełmu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Szybko wykorzystał zamieszanie i posłał w kierunku postaci trzy ogłuszające pociski, z których każdy sięgnął celu, powalając ich i torując mu drogę do wyjścia z pomieszczenia, z której chętnie skorzystał. Z kolei na korytarzu przywitał go znajomy głos w komunikatorze.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cześć kapitanie, stęskniłeś się?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Shift! To twoja sprawka? – Rzucił Charles, chowając się za rogiem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mam kontrolę nad całym okrętem, tak! Słyszałem większość z tego co tam było powiedziane. Nic trudnego, te zabezpieczenia mają chyba z pięćset lat!</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wysyłam ci moje nagrania. – Rzucił Charles, zakańczając nagrywanie i wysyłając pliki, po czym zaczął biec w kierunku, w którym myślał że jest śluza.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mam dwie wiadomości, dobrą i złą. – Słowa AI sprawiły, że Blake zatrzymał się na chwilę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobra, wal.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobra jest taka, że znalazłem sposób jak cię stąd wydostać, i przy okazji pomóc przeciętnemu mieszkańcowi statku. – Charles zamyślił się.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Okej, a ta zła?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie spodoba ci się.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Gdy trójka zamaskowanych postaci pozbierała się do stanu pozwalającego na wyjście z pokoju przesłuchań, po uciekinierze nie pozostał żaden ślad. Iluzja spojrzała na swoich braci.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie możemy tego tak zostawić. Kontrola, roześlij wieści. Musimy go znaleźć. – Postać ze znakiem pajęczyny wyhaftowanym na szatach skinęła głową i odbiegła w stronę najbliższego pokoju ochrony. – Zepsucie, sprawdź systemy statku, nie mógł tak po prostu zniknąć. – Postać z wyhaftowanym znakiem kamery odbiegła w stronę najbliższego terminala. – Ja w tym czasie upewnię się, że nasz kapitan nie napsuje nam więcej krwi. – To mówiąc zawróciła do pokoju, z którego wkrótce padł strzał. Nie wiedzieli, że są obserwowani i nagrywani przez wścibskie AI, które znalazło dziurę w nieprzebitych dotąd zabezpieczeniach Zeusa.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles biegł, wspomagany przez systemy mavericka, które dostarczały mu mieszaninę powietrza o zwiększonej dawce tlenu, pochodzącego z awaryjnego zapasu. Autorska modyfikacja, która już nie raz uratowała mu skórę. No i Shifta, który mówił mu gdzie skręcić.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Polujący na niego być może mieli szczątkowe przeszkolenie, ale nie byli wojskowymi, a raczej zbieraniną przypadkowych osób o przypadkowych profesjach. Blake wiedział, że nie stanowią oni żadnego problemu dla doświadczonego Łowcy, za jakiego się uważał, który żył dla adrenaliny, a niebezpieczeństwu śmiał się w twarz.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- I jak? – Spytała Iluzja.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Schował się w jednym z magazynów. Wysyłam wam lokalizację. Prawdopodobnie myśli, że mamy tam jakieś awaryjne kapsuły ratunkowe. – Powiedział Zepsucie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Moi ludzie już go szukają. Powiedziałem im, że mamy uciekiniera ze skrzydła psychiatrycznego, który dostał się do zbrojowni. Nie wymknie się nam. – Dodał Kontrola.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Świetnie. Powodzenia.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">W końcu, kierowany przez swego wiernego druha dotarł do swojego celu. W magazynach jak ten zwykle panował półmrok, który komandor skrzętnie potrafił wykorzystać. I właśnie to było jego celem. Narobić chaosu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Blake rozejrzał się jeszcze, zanim zamknął za sobą drzwi, a za klamką utwierdził granat bez zawleczki. Sztuczka stara jak świat, jednak równie skuteczna, choć tego typu drzwi nie przetrwały w wielu miejscach próby czasu, przegrywając z elektrycznymi i automatycznymi zamiennikami.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Mimo to Blake wątpił, by zatrzymało to jego oprawców na długo. Na chwilę w jego myślach pojawiło się pytanie. Czy to właśnie tak czuje się teraz Kazik? Szukanie sztuczek, które do tej pory pozwalały mu się stosunkowo łatwo wymknąć? Szybko odrzucił te myśli. Na rozmyślanie będzie pora później.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles przebiegł kilka przejść i alejek, mijając zdziwionych pracowników, z których kilku krzyknęło za nim. Po chwili namysłu oddał kilka strzałów w podłogę. Słyszał okrzyki przerażenia i paniki, gdy pracownicy zorientowali się, że jest uzbrojony, jednak nie skupił na nich swojej uwagi.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Zgodnie z przewidywaniami zobaczył pod sobą dziurę po pocisku, przechodzącą na wylot przez ścianę, za którą zobaczył kosmos, i czuł uciekające powietrze... Przynajmniej dopóki dziura nie została naprawiona przez roboty naprawcze.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">I właśnie wtedy zza rogów alejki w której stał wyłoniło się kilku uzbrojonych mężczyzn. Blake odwrócił się, celem ucieczki, ale z tego kierunku też wychynęli przeciwnicy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jesteś otoczony! Poddaj się po dobroci, nie zrobimy ci krzywdy! – Zawołał jeden z nich. Charles roześmiał się tylko, po czym z charakterystycznym dla niego szalonym błyskiem w oku, spojrzał mężczyźnie prosto w oczy, i zobaczył w nich dokładnie to, czego się spodziewał. To były oczy człowieka, który właśnie zorientował się, że nie ma do czynienia z przeciętnym przeciwnikiem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wy chyba nie rozumiecie do końca co tu się dzieje, prawda?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jesteś uciekinierem...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie jestem. – Odwrócił się, by spojrzeć na mówcę. – Jestem kimś, kto został porwany. I komu się to nie spodobało. – Uśmiechnął się szaleńczo. – Więc teraz przyjdzie wam za to zapłacić. – Trzeci z mężczyzn odchrząknął, po czym wysunął się przed towarzyszy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jesteś otoczony, nie masz dokąd uciec. Nas jest ośmiu, ty jeden. Naprawdę chcesz ryzykować swoje życie mając tak nikłe szanse? Nie widzisz, że mamy przewagę liczebną? – Mężczyzna z każdym słowem przysuwał się w stronę Łowcy, a on mu nie przerywał. – Nie widzisz, że nie masz szans z nami wszystkimi? – Mężczyzna zatrzymał się kilka kroków przed Charlesem, który spojrzał mu w twarz i wybuchnął szaleńczym śmiechem, który zdezorientował jego rozmówcę. Charles w końcu opanował się trochę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wy chyba nie zdajecie sobie sprawy w jak okropnej sytuacji właśnie się znaleźliście. – Powiedział, kierując się w stronę mężczyzny. – Ustalmy sobie fakty. Dałem wam się aresztować po dobroci, bo byłem ciekawy jak to wszystko się rozwinie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wysłaliście za mną pogoń, ale zapomnieliście, że nadchodzi czas, by tropiący stał się tropionym. Lepsi od was próbowali, ale zgadnijcie który z nas wdycha próżnię?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Czy wy sobie nie zdajecie z tego sprawy? Myślicie, że sprawiliście, że jestem w niebezpieczeństwie? – Spojrzał prosto w oczy przerażonego rozmówcy, po czym nachylił się do jego ucha, jednak zamiast jakichkolwiek słów tamten poczuł tylko porażenie prądem, w miejscu gdzie Blake dotknął jego ciała, a potem padł bez życia na ziemię. – Ja jestem niebezpieczeństwem. – Wybuch granatu w oddali spowodował cofnięcie obydwóch grup ochroniarzy, a kompletne zgaśnięcie świateł tylko spotęgowało efekt przerażenia, jakie łowca w nich wywołał...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">W końcu któryś strażnik nie wytrzymał, i oddał strzał w miejsce, gdzie kilka sekund temu stała jego niedoszła ofiara. Za pierwszym strzałem poszedł kolejny, a nie minęła minuta, a wszyscy ochroniarze zaczęli strzelać na oślep, jednak minęło kilkanaście sekund, a wszyscy zorientowali się, że nie mają amunicji.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wszyscy, poza Blake’iem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Szybko oddał on pierwszy celny strzał, a po nim następny. Kolejni ochroniarze padali jak muchy, zanim ostatnia pozostała przy życiu dwójka odwróciła się na pięcie i zaczęła biec w ciemnościach, byle dalej od straszliwego zagrożenia, jakim był jeden komandor. Charles pozwolił im żyć, by mogli zasiać ziarno niepewności w szeregach jego oprawców.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Świetne wyczucie czasu z tymi światłami. – Rzucił do komunikatora. Usłyszał tylko chichot Shifta.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Do usług. Daj znać gdy będziesz gotowy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jeszcze nie, Shift. Jeszcze nie. Musimy zebrać ich w jednym miejscu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Przyjąłem Kapitanie.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Kto idzie?!</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- To tylko ja.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Co tu robisz? Nie nadzorujesz akcji łapania go?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mamy problem. Jego statek. On... Nie pozwalał nam wejść na pokład, nie byłem w stanie złamać kodu, a drzwi nie mogliśmy wyważyć. Więc wydałem decyzję, żeby go odrzucić, jako zbędną masę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No wiem. W czym tu problem?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zniknął nam. Kompletnie. Nie mamy kontaktu wzrokowego, ani na skanerach, mimo że powinien być w zasięgu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cholera, Zepsucie! Masz go znaleźć, nie wiemy co on kombinuje...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zapewne przejął kontrolę zdalnie. Spróbuję odciąć mu sygnał, ale nie wiem czego mam szukać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wymyśl coś! Nie możemy sobie pozwolić na jego ucieczkę...</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wszystkie oddziały, status! – Zawołał Kontrola do komunikatora.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Alfa przeszukuje. Pełny skład.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Brawo przeszukuje, zgubiliśmy Brawo trzy, brak kontaktu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Charlie przeszukuje. Dwóch zabitych.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Charlie wycofajcie się, nie możemy stracić więcej ludzi. – Polecił.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Delta prze... Delta pod ostrzałem! Przyślijcie... – Transmisja się urwała w połowie komunikatu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Delta! Delta, odezwijcie się! – Zawołał Kontrola, jednak bez rezultatu. – Do diabła. Echo, jesteście tam? – Kolejne wezwanie pozostało bez podpowiedzi.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Tutaj Bravo, znaleźliśmy Echo i Deltę. Nie żyją. – Komunikat ten spowodował, że Kontrola zaczął wątpić w słuszność posłania tam wszystkich dostępnych oddziałów... O ile można było je tak nazwać. Żaden z uczestników poszukiwania nie miał wykształcenia wojskowego. Poza nim oczywiście...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Zanim znalazł ten statek razem z Iluzją i Zepsuciem byli tylko bandą rzezimieszków, którzy oryginalnie mieli zamiar przysiąść gdzieś z dala od poszukujących ich służb porządkowych, jednak żadne z nich nie spodziewało się znalezienia kryjówki idealnej, jaką stanowił zaginiony przed laty statek pokoleniowy Zeus, którego załogę przekonali, że są ostatnią ostoją ludzkości.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Ponieważ na statku nie zamontowano łączności dalekiego zasięgu dość łatwo udawało im się utrzymywać sekret. Aż do dzisiaj. Rozmyślania przerwał mu kolejny wybuch, a chwilę później z wirtualnej mapy zniknęła pozycja obydwóch drużyn.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Alfa znajdźcie Bravo i przegrupujcie się, słyszycie? – Rzucił do komunikatora, jednak odpowiedziała mu cisza. – Alfa, Bravo, słyszycie mnie?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Już ich nie ma. Zapraszam, jesteście następni. – Usłyszał znajomy, złowrogi głos, po czym Kontrola usłyszał krótki chrzęst, a potem zapadła cisza.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Do diabła. – Rzucił w próżnię, po czym wybiegł ze swojego pokoju nadzorującego, kontaktując się z Iluzją.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Załatwił ich.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Co? – Usłyszał po chwili ciszy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Załatwił ich. Moje wszystkie pięć oddziałów. Po prostu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Żartujesz.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Chciałbym.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No to wygląda na to, że musimy sami załatwić sprawę. Spotykamy się za dziesięć minut. Przekaż Zepsuciu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Tak jest.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles przysłuchiwał się przejętej przez Shifta komunikacji między trzema liderami, siedząc na jednej ze skrzyń, wysoko nad alejką, w której leżeli byli już poszukiwacze, machając nogami.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Pomyśleć, że po zrobieniu dwudziestu iluś nowych trupów na tym statku, mogliby pójść po rozum do głowy i zorientować się, że trzy mniej czy więcej nie robi mi różnicy. – Rzucił do komunikatora. – To jak, znalazłeś coś na nich?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Owszem. Całą trójka tworzyła zwykłą szajkę przemytników. Zniknęli jakieś czterdzieści lat temu, po głośnej, jak na trzech przemytników, akcji. Dowodziła nimi Scarlett Melton, podobno bardzo sprytna, ale lekkomyślna. Drugi był Liam King, federacyjny ex-wojskowy, wydalony za szmuglowanie narkotyków. Trzecim Javier Milton, ścigany też za organizowanie napadów razem z kierowaną przez niego grupą hakerską.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Czyli Iluzja, Kontrola i Zepsucie. – Charles uśmiechnął się w duchu. – Znaleźliśmy ich. Gdy się stąd zwiniemy, pokaż mieszkańcom wszystkie ich występki.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zrobi się. Na razie skupmy się na sprowadzeniu ich w jedno miejsce.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Poradzimy sobie. To tylko jeden człowiek. Nas jest trzech, mamy pancerze bojowe i karabiny, a on? Głupi pistolet. – Iluzja spojrzała na uzbrojonych już towarzyszy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wszyscy zrzucili już nieporęczne szaty, przebrali się w ciężkie pancerze... A raczej to co na statku można było uznać za pancerz, bo takiego przecież nikt nie brał na ekspedycję.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Byli w swoich własnych, starych kombinezonach, tych samych, w których przybyli na statek. Były one nienaładowane, żadne z nich koniec końców nie spodziewało się, że będą musieli je wyciągać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Stali sami, przed jednym z wielu wejść do magazynu, w którym ukrywał się Blake. Nie do końca rozumieli rozumowanie komandora, który zaszył się w nim na tak długi czas, mimo, że mógłby już dawno opuścić statek pokoleniowy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wyglądało jednak na to, że Charles zostawał tutaj z własnej woli. A trzech przywódców postanowiło nauczyć go, że popełnił błąd, zadzierając z nimi. Iluzja nacisnęła klamkę i popchnęła drzwi, natychmiast się odsuwając, w razie gdyby Blake postanowił podłożyć kolejny granat pod kolejne drzwi, jednak nic takiego nie miało miejsca.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Drzwi za to okropnie zaskrzypiały, jednocześnie dając komandorowi wyraźny sygnał wskazujący ich położenie... Z którego ten chwilę później skorzystał, rzucając im granat pod nogi. Granat wybuchł, nie czyniąc im zauważalnych szkód.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Trójka spojrzała po sobie, ale po chwili ruszyła dalej, kierując się w miejsce, z którego wyleciał granat, jednak Blake zdążył się ulotnić. Nie rozmawiali ze sobą, co trochę irytowało komandora, który uwielbiał bawić się swoją przewagą nad przeciwnikiem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Prawdopodobnie jednak przyspieszyło to nieuniknione. W pewnym momencie Iluzja, idąca z tyłu zauważyła ruch. Wszyscy trzej skierowali się w tamtą stronę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, aż nagle oświetlenie w całym magazynie zapaliło się, oślepiając ich, ale zarazem ukazując komandora opartego o jedną ze ścian, na wprost przed nimi, podrzucającego coś w ręce.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wszyscy trzej, idący wcześniej w zbitej grupie, teraz skierowali karabiny w stronę intruza. Ten tylko się uśmiechnął.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zaczynało mi się nudzić, ale widzę, że wreszcie raczyliście się tu zjawić... Dzięki swoją drogą za dostawy granatów. – Kontrola natychmiast rozpoznał przedmiot podrzucany przez komandora. Był to jeden z granatów, który wcześniej był na wyposażeniu grup poszukiwawczych.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- On nie należy do ciebie. – Powiedział.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie? – Charles udał zdziwienie, przestając na chwilę go podrzucać, po czym wyrzucił go gdzieś w bok. – No trudno. To co, jakieś ostatnie słowa? – Rozłożył ręce.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie wiem czy zauważyłeś, ale to my mamy przewagę... – Zaczęła iluzja, ale Blake natychmiast jej przerwał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No wiem, jest was trzech, ja jeden, wy macie karabiny, ja tylko pistolet... – Zaczął wyliczać na palcach. Nie odrywając wzroku od przeciwników poklepał broń, która aktualnie spoczywała u jego biodra. - ... No i sam ustawiłem się pod ścianą. – Spojrzał na nich z błyskiem w oku. – Zupełnie jakbym chciał, żebyście stali w miejscu gdzie jesteście. – Trójka byłych przemytników spojrzała po sobie, a potem rozejrzała się po magazynie, nie wiedząc czego się spodziewać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- O czym ty mówisz? – Spytał Zepsucie. Charles tylko się roześmiał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Powiedz no, Milton... – Fakt, że użył jego prawdziwego nazwiska przeraził przemytnika. – Jak tam mój statek? – Blake jak w zwolnionym tempie widział zwężające się źrenice Javiera, kiedy zaczęła do niego docierać kolej rzeczy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Blake uśmiechnął się, po czym rozłożył ręce i uruchomił oszczędzane dotąd tarcze. W sam raz by chmara pocisków z dział fragmentacyjnych przebiła cienkie ściany magazynu zza niego, powodując ogromną dziurę, przez którą widać było jego statek, do tej pory chodzący na cichym biegu i ukrywający się w martwym polu sensorów.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Dziura w poszyciu spowodowała natychmiastowy spadek ciśnienia, powodując aktywowanie się hełmu, i rozpoczęcie podawania awaryjnego tlenu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Blake podszedł do dziury, przy której pracowały już drony naprawcze i odwrócił się, by spojrzeć ostatni raz na trójkę przemytników, którzy myśleli że wykiwają Łowcę...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Udawał, że nie zauważył Scarlett, która wyszarpnęła skądś mały pistolet laserowy, i przystawiła mu do głowy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Teraz... Teraz się nie wywiniesz. – Usłyszał w generatorze głosu w hełmie. No tak, przecież przez huk wysysanego powietrza by jej nie usłyszał. Charles tylko uśmiechnął się. Taka zabawa była miłą odmianą od pasma porażek związanych z Boskim. Usłyszał kliknięcie spustu i odwrócił się do kobiety. – Co do...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Granaty EMP są świetnym wynalazkiem, nieprawdaż? – Spytał, ale ona go nie usłyszała. Odwrócił się więc spowrotem, i... Wyskoczył.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Gdy spojrzał za siebie zauważył, jak Javier i Liam odciągają Scarlett od dziury, i jak ona próbowała się im wyrwać, byle tylko oddać ten jeden strzał, zanim drony naprawcze kompletnie załatają kadłub, wyraźnie nie rozumiejąc dlaczego jej broń nie zadziałała. Wycelował więc, i... Strzelił.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wiedział, że trafił. Pocisk plazmowy sięgnął celu i widział, jak zagłębia się w ręce jednego z mężczyzn... Drugi nie był w stanie utrzymać jej samemu, a ona nie była przygotowana, na tak nagły zanik siły trzymającej jej. Zatoczyła się więc, i... Wypadła w próżnię.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles nawet stąd widział, jak jej koledzy próbowali ją złapać, ale nie zdążyli. Widział, jak próbuje złapać oddech w próżni, granat kompletnie spalił wszystko co mógł, z awaryjnym komputerem włącznie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Nie było dla niej ratunku. To była ostatnia myśl, jaka pojawiła się w jego głowie, zanim zorientował się, że i tak już mocno uszczuplony przez ten jego system wspomagający bieg, bezcenny zapas tlenu zaczął się bardzo szybko kurczyć. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo stracił przytomność.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Dla Iluzji nie było ratunku. Zarówno oni, jak i Blake o tym wiedzieli. Mimo to, Zepsucie nie chciał uwierzyć w to, co widział. Ich koleżanka, przyjaciółka i dowódczyni, z którą zdążyli się oboje zżyć... dryfowała martwa w przestrzeni.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Nie minęła chwila, a cały makabryczny widok został zasłonięty przez nowiutką ścianę, wykonaną przez roboty naprawcze. On i kontrola siedzieli jeszcze chwilę, zszokowani nie wiedząc co zrobić, w końcu jednak musieli to przed sobą przyznać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Przegrali. Przegrali z kimś, kto się nimi zabawił. Kto zrobił z nich idiotów. Kto ich po prostu przechytrzył w ich własną grę, na ich własnych zasadach. Zepsucie podniósł się z kolan, pomagając wstać Kontroli, a potem skierowali się do wyjścia.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Pierwsza osoba którą spotkali stała nieruchomo, wpatrując się w ekran tabletu. Zepsucie upewnił się, że jego maska wciąż jest na miejscu i podszedł do niego i wyciągnął rękę, po czym zamarł.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Na tablecie tego mężczyzny, widniały ich twarze. Całej ich trójki. Razem z opisami. I wielkim napisem „Poszukiwani” na górze. To były listy gończe. Ich listy gończe.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Spojrzał na Kontrolę, który właśnie zaczepił jakąś kobietę, najwyraźniej chcąc, by opatrzyła ona jego rękę, jednak kobieta krzyknęła i uciekła, byle z dala od zdziwionego Kontroli. Zepsucie szybko podszedł do niego, jednak zanim zdążył wypowiedzieć słowo, usłyszał donośny głos.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Max i Gregory? A może raczej... Javier i Liam? – Zepsucie i Kontrolę oblał zimny pot, kiedy odwrócili się, by zobaczyć oficera Garfielda, stojącego razem z kilkunastoma innymi mieszkańcami, każdy z bronią w ręku. Bronią skierowaną prosto w nich.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Żaden z nich nie miał zwyczajowej przyjaznej i troskliwej twarzy. – Ostatnia kolebka ludzkości, tak? Eksploratorzy, tak? Ja wam dam eksploratorów! Pomścić kapitana! – Zawołał Garfield, a odpowiedział mu chór głosów aprobaty.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Kontrola spojrzał na Zepsucie.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">Zepsucie spojrzał na Kontrolę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">A potem obaj ze strachem spojrzeli na formujące się wokół nich kółko wściekłych mieszkańców, których do tej pory tak skrzętnie okłamywali.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles obudził się, biorąc głęboki oddech.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Spokojnie, wszystko w porządku. – Usłyszał znajomy głos. Odwrócił głowę, by zobaczyć znajomego Ornitoptera, podłączonego do jednego z wielu łączy na statku. Charles uśmiechnął się ciepło.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Już w porządku. – Powtórzył, a potem opadł spowrotem na łóżko, w którym leżał. – Ile byłem nieprzytomny?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Tylko kilka godzin. Zgodnie z rozkazem wysłałem wszystkie zebrane informacje, łącznie z odpowiednio obrobionymi zdjęciami i nagraniami, wszystkim załogantom Zeusa. Odleciałem wkrótce potem, by zająć się tobą. Zemdlałeś z braku tlenu, ale szybko cię zgarnąłem, więc nie wyrządziło to żadnych uszkodzeń w twoim organiźmie. – Wyjaśnił Shift. Charles powoli dochodził do siebie, ale po chwili wstał, ignorując lekkie zawroty głowy. – Powinieneś jeszcze leżeć, ale wiem że cię nie przekonam.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie mamy czasu, i tak jesteśmy w plecy. Jakieś wieści na temat Kazika?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie do końca... Komandor Shahbaz próbował się skontaktować, ale poczekałem aż się rozłączy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mówisz? – Charles wszedł do kokpitu, zamykając za sobą drzwi i usadowił się w fotelu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wysłał wiadomość. Mówi że ma coś, co powinno cię zainteresować i prosi o spotkanie. – Charles spojrzał w górny panel i otworzył wiadomość tekstową, zamykając ją zaraz. – Już wyznaczyłem kurs.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No to lećmy. – Spojrzał przed siebie, w otchłań kosmosu, a potem przesunął przepustnicę do przodu. – Boski, szykuj się. Tym razem się nie wywiniesz.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;"><span style="color: #ffffff;"><span style="color: #ff9933;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Frame Shift Drive Charging</span></span></span><br />
</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;"><hr /></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="color: #cc9966;">Słowem wstępu: wiem, że mam już jeden wątek z dziennika gwiazdowego, ale pytałem się Hetmana na live i dostałem informację, że dla drugiego komandora mogę założyć drugi wątek. W tamtym opowiedziana jest historia Cody’ego, którego historia i profesja pozosjate nieokreślona (jeszcze), jednak tutaj mamy rzecz zgoła odmienną.</span><br />
<span style="color: #cc9966;">Dla tych, którzy czytali wątek Boskiej Ucieczki, Charles będzie postacią znaną, bo był on jednym z Łowców – taka jest koniec końców jego profesja.</span><br />
<span style="color: #cc9966;">Jeżeli jednak nie czytaliście, to zachęcam gorąco (mimo, że nigdy tak w zasadzie z różnych powodów nie miała zakończenia). Tutaj skupię się na pojedynczej przygodzie, która spotkała Blake’a w międzyczasie. Dawno nie napisałem czegoś tak długiego, i cieszę się, że tym razem moja wena nie postanowiła zrobić sobie wakacji w połowie opowieści... W każdym razie. Zapraszam do czytania!</span><br />
<br />
<span style="color: #cc9966;">Ps: wątek jest otwarty, zachęcam do pisania swoich przemyśleń.</span><br />
<br />
<hr />
<span style="color: #99ccff;"><span style="font-size: large;">Łowca - Charles Blake</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Kapitanie? Powinieneś to zobaczyć. – Głos z komunikatorów wyrwał Charlesa z rozmyślań. Przez chwilę próbował sobie przypomnieć gdzie błądziły jego myśli, jednak po nieudanej próbie zrezygnował, i skierował się do kokpitu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Gdzie jesteśmy?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- System nazywa się Clooku NCV, C... – Zaczął Ornitopter, odlatując z fotelu pilota.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie interesuje mnie nazwa systemu tylko... Nieważne. Ile do najbliższej cywilizacji?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dlatego cię wezwałem. Oficjalnie około dwieście lat świetlnych. Nieoficjalnie zaś... – Podleciał do ekranu na którym wyświetlał się obraz ze skanera pełnego spektrum. Charles spojrzał na niego i wytrzeszczył oczy ze zdumienia - ... Około pięć tysięcy sekund.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Statek pokoleniowy Zeus... – przeczytał zdumiony komandor. Znał historie o statkach pokoleniowych. Grobowcach, na których przydarzały się różne tragedie, o ile w ogóle przetrwały ten szmat czasu. Gdy jeszcze był w Bańce nawet odwiedził kilka z nich. – Ustaw kurs. Masz jakieś informacje?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nic. Albo ktoś zadał sobie dużo trudu, by ukryć jego istnienie, albo...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Albo jesteśmy tu pierwsi. – Charles spojrzał na Ornitopter, po czym usadowił się w fotelu...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wyjście z trybu cruise za trzy... dwa... jeden... – Odliczył Shift, po czy statkiem lekko zatrzęsło. Przed ich oczami wyłonił się statek pokoleniowy, ale absolutnie nie był to widok, którego Charles się spodziewał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Zasilanie było włączone, a moduły mieszkalne obracały się. Na poszyciu nie było widać żadnych uszkodzeń, a wokół statku obecna była niebieskawa poświata.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Shift... To mi absolutnie nie wygląda na stary, opuszczony statek pokoleniowy. – Powiedział Charles. Zwiększył przepustnicę i podleciał bliżej. Zrobił kilka przelotów wokół kwater mieszkalnych i magazynów, zanim usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Statek pokoleniowy Zeus do nieznanego statku, podaj swoje zamiary lub odleć, albo otworzymy ogień. – Wyrecytował Shift. – Brak załącznika audio, tylko tekst.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jakie mamy szanse w potencjalnym starciu?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- To blef, skan nie wykrył uzbrojenia pokładowego...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nadaj wiadomość. Dyktuję; Tutaj nieznany statek do Zeusa. Wiem że blefujecie, ale nie mamy złych zamiarów. Proszę o zgodę na dokowanie. Koniec wiadomości. – Ornitopter przez chwilę milczał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mówią, że nie mają lądowisk, i będziesz musiał wejść przez śluzę. – Odparł po chwili. – Dobre wieści, nasza ładownia obsługuje ten typ, więc możemy się podłączyć.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Super. Ty zadokuj, ja się idę przygotować. – Już miał wyjść, kiedy nagle się zatrzymał. – Ty tu zostań. Nie wiem, co tam spotkam, ale wątpię, że przyjmą latające i brzęczące, nie wiadomo co, z otwartymi rękami.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Tak jest.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles spojrzał na zamknięte klapy ładunkowe. Zaledwie kilkanaście metrów pod nim był kompletnie inny świat, i miał pewne obawy przed wkroczeniem do niego. U boku przytroczony miał średniej wielkości pistolet plazmowy, do którego wmontował skanery biometryczne, nie pozwalające na oddanie strzału skierowanego w jego kierunku.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Broń, choć wyglądała na niepozorną potrafiła w kilku strzałach powalić typowego rabusia w mavericku. Z bojowymi dominatorami miała jeszcze problemy, jednak Charles wątpił, że broń o cięższym kalibrze będzie mu potrzebna... Zwłaszcza, że sam założył mavericka właśnie. Co prawda miał on wzmocnione tarcze, ale poza tym i kilkoma autorskimi modyfikacjami nie wyróżniał się wiele.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Długo jeszcze? – Rzucił do komunikatora.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Właśnie zadokowaliśmy. – Odparł Shift. – Wygląda na to, że ich systemy napowietrzania są wolniejsze niż myśleliśmy. – Komandor westchnął, łapiąc się za nasadę nosa.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Otwórz klapę ładunkową. Będzie szybciej. – Po chwili zauważył jak klapy się uchylają, wykorzystując powietrze z ładowni, do napełnienia próżni, powstałej pod nią. Gdy wszystko się unormowało, klapy otworzyły się w pełni.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zrobione. – Usłyszał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Standardowa procedura. Gdy mnie nie ma na pokładzie...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- ... nikogo ma nie być, wiem. – Dokończył Shift. – Powodzenia.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dzięki. – Powiedział Charles i wskoczył w dziurę.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jeszcze raz. Kim jesteś i co tu robisz! – Mężczyzna grzmotnął pięścią w stół. Charles wolał nie uświadamiać go, że gdybym chciał, już dawno uwolniłby się z tych kajdanek, którymi był przypięty do stołu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Kiedy wszedł na pokład, początkowo nie spotkał nikogo. Dopiero po chwili został otoczony przez pojawiających się uzbrojonych mężczyzn, który zabrali mu jego własną broń. A potem pojawił się jakiś rudzielec, który przybiegł w pośpiechu, i wyrecytował znaną mu już formułkę, którą tak wiele razy słyszał, i wiele razy sam wypowiadał. „Jesteś aresztowany.” Blake szybko wydedukował, że nie nikt tutaj nie spodziewał się tak szybkiego napełnienia śluzy powietrzem, i prawdopodobnie kupiło mu to kilka minut.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jeszcze raz. – Sparodiował go. – Jestem komandor Charles Blake, wysłannik z ramienia federacji pilotów w pościg za groźnym piratem lecącym z Bańki do Kolonii, a trafiłem na wasz statek przez przypadek. – Przedostatnia cześć oczywiście była bzdurą, ale załoga Zeusa nie miała jak tego sprawdzić.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mówiłem ci, że zwariował. – Powiedział mężczyzna, który go aresztował. – Myśli, że pochodzi spoza Zeusa. Zrobił nawet własny strój i broń! – Charles o mało nie parsknął śmiechem, ale jedynie się uśmiechnął. Kto by pomyślał, że danie się zakuć w kajdanki mogło dać tyle zabawy! Choć aktualnie jego sytuacja w teorii nie wyglądała najlepiej, z nudów już dawno wymyślił drogę ucieczki. A potem wzięli go na to komiczne przesłuchanie. – Widzi kapitan? Nawet uśmiecha się jak szaleniec.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Z całym szacunkiem, oficerze Garfield, ale zostaw nas samych. Już ja go doprowadzę do porządku. – Kapitan zapewne chciał przybrać złowrogi uśmiech, ale Blake’owi przypominał on bardziej wyraz obrzydzenia. Mężczyzna zwany Garfieldem spojrzał tylko na niego ze zdziwieniem, ale wykonał polecenie i wyszedł. Kapitan patrzył jeszcze przez chwilę za nim, jednak szybko wrócił wzrokiem na Blake’a, po czym westchnął. – I co ja mam z tobą zrobić? Ludzie na tym statku nie mogą się dowiedzieć, że istnieje życie poza nim. – Charles przysunął się bliżej, nie chcąc przegapić żadnego faktu, w tym samym ruchu włączając nagrywanie głosowe, po czym spojrzał na kapitana, który nie wyglądał, jakby się zorientował.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dlaczego im tego nie powiecie?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Gdyby się dowiedzieli, wznieciliby zamieszki, i zapewne chcieli wracać... A ja nie mogę pozwolić na porzucenie misji. – Nagle mężczyzna spojrzał na niego. – Widzę tylko jedno wyjście z tej sytuacji. – Uśmiechnął się serdecznie i wyciągnął do niego rękę. - Dołączysz do załogi. – Słysząc to Charles wybuchnął śmiechem, który tylko wzmógł się, widząc wyraz zdziwienia na twarzy kapitana.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Ja? Do waszej załogi? Błagam. – Wydukał w końcu pomiędzy parsknięciami. – Myślicie, że jestem aż tak głupi, żeby w to uwierzyć? Nie możecie ryzykować, że wśród załogi znajduje się ktoś, kto zna prawdę. Zaraz byście się mnie pozbyli. – Rozłożył ramiona na tyle, na ile pozwalały mu to kajdanki. – Więc bardzo mi przykro, ale odrzucam tą propozycję. – Kapitan wstał z pogardą i wściekłością na twarzy, wyraźnie niezadowolony z obrotu spraw, jak i tego, że najwyraźniej jego plan został przejrzany na wylot.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Zapewne nie był przyzwyczajony do kwestionowania jego decyzji. Spojrzał w lustro jedno stronne i skinął głową. Po chwili przez drzwi wszedł jakiś humanoidalny droid, w ręku trzymając...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Może teraz zaczniesz traktować mnie poważnie. – Droid podszedł do niego, po czym przyłożył Charlesowi do głowy pistolet plazmowy. Jego pistolet plazmowy. – Nagle moja propozycja nie wydaje się taka zła, co? – Uśmiechnął się szyderczo. – To może jeszcze raz. Kim jesteś i co tu robisz?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jestem kimś, kto nie przyjął twojej oferty. I nie ma zamiaru jej przyjąć. – Odparł Blake bez wahania, z szyderczym wyrazem twarzy. Z twarzy kapitana zniknął uśmiech.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cóż, próbowałem. Ironia, zginąć od swojej własnej broni. – Kapitan skinął na robota, a Charles usłyszał charakterystyczne kliknięcie naciskanego spustu. Uśmiechnął się.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dzięki, że przyniosłeś mi moją broń, nie będę musiał jej szukać. – Zanim Kapitan lub jego droid zdążyli zareagować poderwał się, pozwalając by siłowniki w skafandrze rozerwały kajdanki przypominające go do stołu, jednocześnie tym samym ruchem wytrącił droidowi z rąk swój pistolet, i skierował go w zszokowanego kapitana.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Skoro to mamy już za sobą... – Upewnił się, że nagrywanie wciąż jest włączone. – ...to porozmawiajmy. Pierwsze pytanie. Kim jesteś? – Kapitan spojrzał najpierw na niego, a później na jego broń, zapewne sądząc, że jest nienaładowana. Potem spojrzał na robota.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Droidzie... – Nie dokończył, bo głowa droida rozpadła się na kawałeczki, posyłając szczątki po całym pokoju przesłuchań. Kapitan spojrzał przerażony na pistolet, z którego dymiło się po wystrzale. Charles skierował broń spowrotem na kapitana.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Chyba się nie zrozumieliśmy. Zadałem pytanie. Coś. Za. Jeden. – Kapitan wreszcie się poddał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Aaron Andrews.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No i co? Takie ciężkie to było? – Zadrwił Charles. – Drugie pytanie. Ilu ludzi wie o tym waszym przekręcie?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie mogę ci tego powiedzieć, zabiją mnie! – Zawołał przerażony, tylko by zaraz się skulić, po tym jak drugi pocisk przemknął tuż koło jego ucha.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zrobią mi przysługę, nie będę musiał marnować amunicji. Gadaj! – Zawołał Charles, poprawiając uchwyt na broni.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Łącznie ze mną czterech. Nie wiem kim są, trzymają swoje tożsamości w tajemnicy. – Uprzedził pytanie Blake’a. - Ty jesteś piąty.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Święta trójca, co? – Zadrwił Charles. – Trzecie pytanie. Co wy tu robicie? Nie powinniście być bliżej cywilizacji? – Kapitan wyraźnie się złamał, bo tym razem powiedział od razu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zostaliśmy wysłani pięćset dziewiętnaście lat temu, by skolonizować system blisko centrum galaktyki. Ale porzuciliśmy naszą misję i zatrzymaliśmy się tutaj. Nie wiem, po co. Nikt nie wie, zapewne poza... – Nie dokończył. Nie musiał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobra. Niech ci będzie. Nie wierzę ci, ale niech ci będzie. – Blake wywrócił oczami. – Czwarte pytanie. Jak dojść spowrotem na mój statek? – Andrews nie odpowiedział, zamiast tego skulił się, i mruknął coś pod nosem. – Słucham?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie da się...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jak to się nie da?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Odrzuciliśmy go od śluzy, krótko po tym jak cię aresztowaliśmy... – Blake zamyślił się. Reszty nie słuchał, zastanawiając się nad sytuacją. Nie zdążył jednak wiele zrobić, bo do pokoju wpadły trzy postacie, w ciemnych okularach i czarnych maskach. Miały na sobie identyczne, czarne szaty, dochodzące do ziemi.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Gdyby nie ciemny kolor, zapewne wyglądaliby jak stereotypowe duchy w prześcieradłach, tyle że z dziurami na głowę i ramiona.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Aronie Andrews, za zdradzenie Obcemu tajemnic Zeusa... – Zaczęła jedna z postaci, jej głos zniekształcony przez modulator, wyraźnie kobiecy.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- ...Zostajesz skazany na najwyższy wymiar kary. –Dokończyła druga, kierując coś w rodzaju kuszy laserowej w Kapitana. Nie zdążyła jednak wystrzelić, bo nagle w całym pomieszczeniu zgasło światło. </span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles instynktownie włączył noktowizję, co spowodowało zamknięcie się jego hełmu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Szybko wykorzystał zamieszanie i posłał w kierunku postaci trzy ogłuszające pociski, z których każdy sięgnął celu, powalając ich i torując mu drogę do wyjścia z pomieszczenia, z której chętnie skorzystał. Z kolei na korytarzu przywitał go znajomy głos w komunikatorze.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cześć kapitanie, stęskniłeś się?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Shift! To twoja sprawka? – Rzucił Charles, chowając się za rogiem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mam kontrolę nad całym okrętem, tak! Słyszałem większość z tego co tam było powiedziane. Nic trudnego, te zabezpieczenia mają chyba z pięćset lat!</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wysyłam ci moje nagrania. – Rzucił Charles, zakańczając nagrywanie i wysyłając pliki, po czym zaczął biec w kierunku, w którym myślał że jest śluza.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mam dwie wiadomości, dobrą i złą. – Słowa AI sprawiły, że Blake zatrzymał się na chwilę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobra, wal.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobra jest taka, że znalazłem sposób jak cię stąd wydostać, i przy okazji pomóc przeciętnemu mieszkańcowi statku. – Charles zamyślił się.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Okej, a ta zła?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie spodoba ci się.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Gdy trójka zamaskowanych postaci pozbierała się do stanu pozwalającego na wyjście z pokoju przesłuchań, po uciekinierze nie pozostał żaden ślad. Iluzja spojrzała na swoich braci.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie możemy tego tak zostawić. Kontrola, roześlij wieści. Musimy go znaleźć. – Postać ze znakiem pajęczyny wyhaftowanym na szatach skinęła głową i odbiegła w stronę najbliższego pokoju ochrony. – Zepsucie, sprawdź systemy statku, nie mógł tak po prostu zniknąć. – Postać z wyhaftowanym znakiem kamery odbiegła w stronę najbliższego terminala. – Ja w tym czasie upewnię się, że nasz kapitan nie napsuje nam więcej krwi. – To mówiąc zawróciła do pokoju, z którego wkrótce padł strzał. Nie wiedzieli, że są obserwowani i nagrywani przez wścibskie AI, które znalazło dziurę w nieprzebitych dotąd zabezpieczeniach Zeusa.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles biegł, wspomagany przez systemy mavericka, które dostarczały mu mieszaninę powietrza o zwiększonej dawce tlenu, pochodzącego z awaryjnego zapasu. Autorska modyfikacja, która już nie raz uratowała mu skórę. No i Shifta, który mówił mu gdzie skręcić.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Polujący na niego być może mieli szczątkowe przeszkolenie, ale nie byli wojskowymi, a raczej zbieraniną przypadkowych osób o przypadkowych profesjach. Blake wiedział, że nie stanowią oni żadnego problemu dla doświadczonego Łowcy, za jakiego się uważał, który żył dla adrenaliny, a niebezpieczeństwu śmiał się w twarz.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- I jak? – Spytała Iluzja.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Schował się w jednym z magazynów. Wysyłam wam lokalizację. Prawdopodobnie myśli, że mamy tam jakieś awaryjne kapsuły ratunkowe. – Powiedział Zepsucie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Moi ludzie już go szukają. Powiedziałem im, że mamy uciekiniera ze skrzydła psychiatrycznego, który dostał się do zbrojowni. Nie wymknie się nam. – Dodał Kontrola.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Świetnie. Powodzenia.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">W końcu, kierowany przez swego wiernego druha dotarł do swojego celu. W magazynach jak ten zwykle panował półmrok, który komandor skrzętnie potrafił wykorzystać. I właśnie to było jego celem. Narobić chaosu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Blake rozejrzał się jeszcze, zanim zamknął za sobą drzwi, a za klamką utwierdził granat bez zawleczki. Sztuczka stara jak świat, jednak równie skuteczna, choć tego typu drzwi nie przetrwały w wielu miejscach próby czasu, przegrywając z elektrycznymi i automatycznymi zamiennikami.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Mimo to Blake wątpił, by zatrzymało to jego oprawców na długo. Na chwilę w jego myślach pojawiło się pytanie. Czy to właśnie tak czuje się teraz Kazik? Szukanie sztuczek, które do tej pory pozwalały mu się stosunkowo łatwo wymknąć? Szybko odrzucił te myśli. Na rozmyślanie będzie pora później.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles przebiegł kilka przejść i alejek, mijając zdziwionych pracowników, z których kilku krzyknęło za nim. Po chwili namysłu oddał kilka strzałów w podłogę. Słyszał okrzyki przerażenia i paniki, gdy pracownicy zorientowali się, że jest uzbrojony, jednak nie skupił na nich swojej uwagi.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Zgodnie z przewidywaniami zobaczył pod sobą dziurę po pocisku, przechodzącą na wylot przez ścianę, za którą zobaczył kosmos, i czuł uciekające powietrze... Przynajmniej dopóki dziura nie została naprawiona przez roboty naprawcze.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">I właśnie wtedy zza rogów alejki w której stał wyłoniło się kilku uzbrojonych mężczyzn. Blake odwrócił się, celem ucieczki, ale z tego kierunku też wychynęli przeciwnicy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jesteś otoczony! Poddaj się po dobroci, nie zrobimy ci krzywdy! – Zawołał jeden z nich. Charles roześmiał się tylko, po czym z charakterystycznym dla niego szalonym błyskiem w oku, spojrzał mężczyźnie prosto w oczy, i zobaczył w nich dokładnie to, czego się spodziewał. To były oczy człowieka, który właśnie zorientował się, że nie ma do czynienia z przeciętnym przeciwnikiem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wy chyba nie rozumiecie do końca co tu się dzieje, prawda?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jesteś uciekinierem...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie jestem. – Odwrócił się, by spojrzeć na mówcę. – Jestem kimś, kto został porwany. I komu się to nie spodobało. – Uśmiechnął się szaleńczo. – Więc teraz przyjdzie wam za to zapłacić. – Trzeci z mężczyzn odchrząknął, po czym wysunął się przed towarzyszy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jesteś otoczony, nie masz dokąd uciec. Nas jest ośmiu, ty jeden. Naprawdę chcesz ryzykować swoje życie mając tak nikłe szanse? Nie widzisz, że mamy przewagę liczebną? – Mężczyzna z każdym słowem przysuwał się w stronę Łowcy, a on mu nie przerywał. – Nie widzisz, że nie masz szans z nami wszystkimi? – Mężczyzna zatrzymał się kilka kroków przed Charlesem, który spojrzał mu w twarz i wybuchnął szaleńczym śmiechem, który zdezorientował jego rozmówcę. Charles w końcu opanował się trochę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wy chyba nie zdajecie sobie sprawy w jak okropnej sytuacji właśnie się znaleźliście. – Powiedział, kierując się w stronę mężczyzny. – Ustalmy sobie fakty. Dałem wam się aresztować po dobroci, bo byłem ciekawy jak to wszystko się rozwinie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wysłaliście za mną pogoń, ale zapomnieliście, że nadchodzi czas, by tropiący stał się tropionym. Lepsi od was próbowali, ale zgadnijcie który z nas wdycha próżnię?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Czy wy sobie nie zdajecie z tego sprawy? Myślicie, że sprawiliście, że jestem w niebezpieczeństwie? – Spojrzał prosto w oczy przerażonego rozmówcy, po czym nachylił się do jego ucha, jednak zamiast jakichkolwiek słów tamten poczuł tylko porażenie prądem, w miejscu gdzie Blake dotknął jego ciała, a potem padł bez życia na ziemię. – Ja jestem niebezpieczeństwem. – Wybuch granatu w oddali spowodował cofnięcie obydwóch grup ochroniarzy, a kompletne zgaśnięcie świateł tylko spotęgowało efekt przerażenia, jakie łowca w nich wywołał...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">W końcu któryś strażnik nie wytrzymał, i oddał strzał w miejsce, gdzie kilka sekund temu stała jego niedoszła ofiara. Za pierwszym strzałem poszedł kolejny, a nie minęła minuta, a wszyscy ochroniarze zaczęli strzelać na oślep, jednak minęło kilkanaście sekund, a wszyscy zorientowali się, że nie mają amunicji.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wszyscy, poza Blake’iem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Szybko oddał on pierwszy celny strzał, a po nim następny. Kolejni ochroniarze padali jak muchy, zanim ostatnia pozostała przy życiu dwójka odwróciła się na pięcie i zaczęła biec w ciemnościach, byle dalej od straszliwego zagrożenia, jakim był jeden komandor. Charles pozwolił im żyć, by mogli zasiać ziarno niepewności w szeregach jego oprawców.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Świetne wyczucie czasu z tymi światłami. – Rzucił do komunikatora. Usłyszał tylko chichot Shifta.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Do usług. Daj znać gdy będziesz gotowy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jeszcze nie, Shift. Jeszcze nie. Musimy zebrać ich w jednym miejscu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Przyjąłem Kapitanie.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Kto idzie?!</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- To tylko ja.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Co tu robisz? Nie nadzorujesz akcji łapania go?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mamy problem. Jego statek. On... Nie pozwalał nam wejść na pokład, nie byłem w stanie złamać kodu, a drzwi nie mogliśmy wyważyć. Więc wydałem decyzję, żeby go odrzucić, jako zbędną masę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No wiem. W czym tu problem?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zniknął nam. Kompletnie. Nie mamy kontaktu wzrokowego, ani na skanerach, mimo że powinien być w zasięgu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cholera, Zepsucie! Masz go znaleźć, nie wiemy co on kombinuje...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zapewne przejął kontrolę zdalnie. Spróbuję odciąć mu sygnał, ale nie wiem czego mam szukać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wymyśl coś! Nie możemy sobie pozwolić na jego ucieczkę...</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wszystkie oddziały, status! – Zawołał Kontrola do komunikatora.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Alfa przeszukuje. Pełny skład.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Brawo przeszukuje, zgubiliśmy Brawo trzy, brak kontaktu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Charlie przeszukuje. Dwóch zabitych.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Charlie wycofajcie się, nie możemy stracić więcej ludzi. – Polecił.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Delta prze... Delta pod ostrzałem! Przyślijcie... – Transmisja się urwała w połowie komunikatu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Delta! Delta, odezwijcie się! – Zawołał Kontrola, jednak bez rezultatu. – Do diabła. Echo, jesteście tam? – Kolejne wezwanie pozostało bez podpowiedzi.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Tutaj Bravo, znaleźliśmy Echo i Deltę. Nie żyją. – Komunikat ten spowodował, że Kontrola zaczął wątpić w słuszność posłania tam wszystkich dostępnych oddziałów... O ile można było je tak nazwać. Żaden z uczestników poszukiwania nie miał wykształcenia wojskowego. Poza nim oczywiście...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Zanim znalazł ten statek razem z Iluzją i Zepsuciem byli tylko bandą rzezimieszków, którzy oryginalnie mieli zamiar przysiąść gdzieś z dala od poszukujących ich służb porządkowych, jednak żadne z nich nie spodziewało się znalezienia kryjówki idealnej, jaką stanowił zaginiony przed laty statek pokoleniowy Zeus, którego załogę przekonali, że są ostatnią ostoją ludzkości.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Ponieważ na statku nie zamontowano łączności dalekiego zasięgu dość łatwo udawało im się utrzymywać sekret. Aż do dzisiaj. Rozmyślania przerwał mu kolejny wybuch, a chwilę później z wirtualnej mapy zniknęła pozycja obydwóch drużyn.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Alfa znajdźcie Bravo i przegrupujcie się, słyszycie? – Rzucił do komunikatora, jednak odpowiedziała mu cisza. – Alfa, Bravo, słyszycie mnie?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Już ich nie ma. Zapraszam, jesteście następni. – Usłyszał znajomy, złowrogi głos, po czym Kontrola usłyszał krótki chrzęst, a potem zapadła cisza.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Do diabła. – Rzucił w próżnię, po czym wybiegł ze swojego pokoju nadzorującego, kontaktując się z Iluzją.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Załatwił ich.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Co? – Usłyszał po chwili ciszy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Załatwił ich. Moje wszystkie pięć oddziałów. Po prostu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Żartujesz.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Chciałbym.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No to wygląda na to, że musimy sami załatwić sprawę. Spotykamy się za dziesięć minut. Przekaż Zepsuciu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Tak jest.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles przysłuchiwał się przejętej przez Shifta komunikacji między trzema liderami, siedząc na jednej ze skrzyń, wysoko nad alejką, w której leżeli byli już poszukiwacze, machając nogami.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Pomyśleć, że po zrobieniu dwudziestu iluś nowych trupów na tym statku, mogliby pójść po rozum do głowy i zorientować się, że trzy mniej czy więcej nie robi mi różnicy. – Rzucił do komunikatora. – To jak, znalazłeś coś na nich?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Owszem. Całą trójka tworzyła zwykłą szajkę przemytników. Zniknęli jakieś czterdzieści lat temu, po głośnej, jak na trzech przemytników, akcji. Dowodziła nimi Scarlett Melton, podobno bardzo sprytna, ale lekkomyślna. Drugi był Liam King, federacyjny ex-wojskowy, wydalony za szmuglowanie narkotyków. Trzecim Javier Milton, ścigany też za organizowanie napadów razem z kierowaną przez niego grupą hakerską.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Czyli Iluzja, Kontrola i Zepsucie. – Charles uśmiechnął się w duchu. – Znaleźliśmy ich. Gdy się stąd zwiniemy, pokaż mieszkańcom wszystkie ich występki.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zrobi się. Na razie skupmy się na sprowadzeniu ich w jedno miejsce.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Poradzimy sobie. To tylko jeden człowiek. Nas jest trzech, mamy pancerze bojowe i karabiny, a on? Głupi pistolet. – Iluzja spojrzała na uzbrojonych już towarzyszy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wszyscy zrzucili już nieporęczne szaty, przebrali się w ciężkie pancerze... A raczej to co na statku można było uznać za pancerz, bo takiego przecież nikt nie brał na ekspedycję.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Byli w swoich własnych, starych kombinezonach, tych samych, w których przybyli na statek. Były one nienaładowane, żadne z nich koniec końców nie spodziewało się, że będą musieli je wyciągać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Stali sami, przed jednym z wielu wejść do magazynu, w którym ukrywał się Blake. Nie do końca rozumieli rozumowanie komandora, który zaszył się w nim na tak długi czas, mimo, że mógłby już dawno opuścić statek pokoleniowy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wyglądało jednak na to, że Charles zostawał tutaj z własnej woli. A trzech przywódców postanowiło nauczyć go, że popełnił błąd, zadzierając z nimi. Iluzja nacisnęła klamkę i popchnęła drzwi, natychmiast się odsuwając, w razie gdyby Blake postanowił podłożyć kolejny granat pod kolejne drzwi, jednak nic takiego nie miało miejsca.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Drzwi za to okropnie zaskrzypiały, jednocześnie dając komandorowi wyraźny sygnał wskazujący ich położenie... Z którego ten chwilę później skorzystał, rzucając im granat pod nogi. Granat wybuchł, nie czyniąc im zauważalnych szkód.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Trójka spojrzała po sobie, ale po chwili ruszyła dalej, kierując się w miejsce, z którego wyleciał granat, jednak Blake zdążył się ulotnić. Nie rozmawiali ze sobą, co trochę irytowało komandora, który uwielbiał bawić się swoją przewagą nad przeciwnikiem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Prawdopodobnie jednak przyspieszyło to nieuniknione. W pewnym momencie Iluzja, idąca z tyłu zauważyła ruch. Wszyscy trzej skierowali się w tamtą stronę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, aż nagle oświetlenie w całym magazynie zapaliło się, oślepiając ich, ale zarazem ukazując komandora opartego o jedną ze ścian, na wprost przed nimi, podrzucającego coś w ręce.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wszyscy trzej, idący wcześniej w zbitej grupie, teraz skierowali karabiny w stronę intruza. Ten tylko się uśmiechnął.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Zaczynało mi się nudzić, ale widzę, że wreszcie raczyliście się tu zjawić... Dzięki swoją drogą za dostawy granatów. – Kontrola natychmiast rozpoznał przedmiot podrzucany przez komandora. Był to jeden z granatów, który wcześniej był na wyposażeniu grup poszukiwawczych.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- On nie należy do ciebie. – Powiedział.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie? – Charles udał zdziwienie, przestając na chwilę go podrzucać, po czym wyrzucił go gdzieś w bok. – No trudno. To co, jakieś ostatnie słowa? – Rozłożył ręce.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie wiem czy zauważyłeś, ale to my mamy przewagę... – Zaczęła iluzja, ale Blake natychmiast jej przerwał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No wiem, jest was trzech, ja jeden, wy macie karabiny, ja tylko pistolet... – Zaczął wyliczać na palcach. Nie odrywając wzroku od przeciwników poklepał broń, która aktualnie spoczywała u jego biodra. - ... No i sam ustawiłem się pod ścianą. – Spojrzał na nich z błyskiem w oku. – Zupełnie jakbym chciał, żebyście stali w miejscu gdzie jesteście. – Trójka byłych przemytników spojrzała po sobie, a potem rozejrzała się po magazynie, nie wiedząc czego się spodziewać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- O czym ty mówisz? – Spytał Zepsucie. Charles tylko się roześmiał.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Powiedz no, Milton... – Fakt, że użył jego prawdziwego nazwiska przeraził przemytnika. – Jak tam mój statek? – Blake jak w zwolnionym tempie widział zwężające się źrenice Javiera, kiedy zaczęła do niego docierać kolej rzeczy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Blake uśmiechnął się, po czym rozłożył ręce i uruchomił oszczędzane dotąd tarcze. W sam raz by chmara pocisków z dział fragmentacyjnych przebiła cienkie ściany magazynu zza niego, powodując ogromną dziurę, przez którą widać było jego statek, do tej pory chodzący na cichym biegu i ukrywający się w martwym polu sensorów.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Dziura w poszyciu spowodowała natychmiastowy spadek ciśnienia, powodując aktywowanie się hełmu, i rozpoczęcie podawania awaryjnego tlenu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Blake podszedł do dziury, przy której pracowały już drony naprawcze i odwrócił się, by spojrzeć ostatni raz na trójkę przemytników, którzy myśleli że wykiwają Łowcę...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Udawał, że nie zauważył Scarlett, która wyszarpnęła skądś mały pistolet laserowy, i przystawiła mu do głowy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Teraz... Teraz się nie wywiniesz. – Usłyszał w generatorze głosu w hełmie. No tak, przecież przez huk wysysanego powietrza by jej nie usłyszał. Charles tylko uśmiechnął się. Taka zabawa była miłą odmianą od pasma porażek związanych z Boskim. Usłyszał kliknięcie spustu i odwrócił się do kobiety. – Co do...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Granaty EMP są świetnym wynalazkiem, nieprawdaż? – Spytał, ale ona go nie usłyszała. Odwrócił się więc spowrotem, i... Wyskoczył.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Gdy spojrzał za siebie zauważył, jak Javier i Liam odciągają Scarlett od dziury, i jak ona próbowała się im wyrwać, byle tylko oddać ten jeden strzał, zanim drony naprawcze kompletnie załatają kadłub, wyraźnie nie rozumiejąc dlaczego jej broń nie zadziałała. Wycelował więc, i... Strzelił.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wiedział, że trafił. Pocisk plazmowy sięgnął celu i widział, jak zagłębia się w ręce jednego z mężczyzn... Drugi nie był w stanie utrzymać jej samemu, a ona nie była przygotowana, na tak nagły zanik siły trzymającej jej. Zatoczyła się więc, i... Wypadła w próżnię.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles nawet stąd widział, jak jej koledzy próbowali ją złapać, ale nie zdążyli. Widział, jak próbuje złapać oddech w próżni, granat kompletnie spalił wszystko co mógł, z awaryjnym komputerem włącznie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Nie było dla niej ratunku. To była ostatnia myśl, jaka pojawiła się w jego głowie, zanim zorientował się, że i tak już mocno uszczuplony przez ten jego system wspomagający bieg, bezcenny zapas tlenu zaczął się bardzo szybko kurczyć. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo stracił przytomność.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Dla Iluzji nie było ratunku. Zarówno oni, jak i Blake o tym wiedzieli. Mimo to, Zepsucie nie chciał uwierzyć w to, co widział. Ich koleżanka, przyjaciółka i dowódczyni, z którą zdążyli się oboje zżyć... dryfowała martwa w przestrzeni.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Nie minęła chwila, a cały makabryczny widok został zasłonięty przez nowiutką ścianę, wykonaną przez roboty naprawcze. On i kontrola siedzieli jeszcze chwilę, zszokowani nie wiedząc co zrobić, w końcu jednak musieli to przed sobą przyznać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Przegrali. Przegrali z kimś, kto się nimi zabawił. Kto zrobił z nich idiotów. Kto ich po prostu przechytrzył w ich własną grę, na ich własnych zasadach. Zepsucie podniósł się z kolan, pomagając wstać Kontroli, a potem skierowali się do wyjścia.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Pierwsza osoba którą spotkali stała nieruchomo, wpatrując się w ekran tabletu. Zepsucie upewnił się, że jego maska wciąż jest na miejscu i podszedł do niego i wyciągnął rękę, po czym zamarł.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Na tablecie tego mężczyzny, widniały ich twarze. Całej ich trójki. Razem z opisami. I wielkim napisem „Poszukiwani” na górze. To były listy gończe. Ich listy gończe.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Spojrzał na Kontrolę, który właśnie zaczepił jakąś kobietę, najwyraźniej chcąc, by opatrzyła ona jego rękę, jednak kobieta krzyknęła i uciekła, byle z dala od zdziwionego Kontroli. Zepsucie szybko podszedł do niego, jednak zanim zdążył wypowiedzieć słowo, usłyszał donośny głos.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Max i Gregory? A może raczej... Javier i Liam? – Zepsucie i Kontrolę oblał zimny pot, kiedy odwrócili się, by zobaczyć oficera Garfielda, stojącego razem z kilkunastoma innymi mieszkańcami, każdy z bronią w ręku. Bronią skierowaną prosto w nich.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Żaden z nich nie miał zwyczajowej przyjaznej i troskliwej twarzy. – Ostatnia kolebka ludzkości, tak? Eksploratorzy, tak? Ja wam dam eksploratorów! Pomścić kapitana! – Zawołał Garfield, a odpowiedział mu chór głosów aprobaty.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Kontrola spojrzał na Zepsucie.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">Zepsucie spojrzał na Kontrolę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">A potem obaj ze strachem spojrzeli na formujące się wokół nich kółko wściekłych mieszkańców, których do tej pory tak skrzętnie okłamywali.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Charles obudził się, biorąc głęboki oddech.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Spokojnie, wszystko w porządku. – Usłyszał znajomy głos. Odwrócił głowę, by zobaczyć znajomego Ornitoptera, podłączonego do jednego z wielu łączy na statku. Charles uśmiechnął się ciepło.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Już w porządku. – Powtórzył, a potem opadł spowrotem na łóżko, w którym leżał. – Ile byłem nieprzytomny?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Tylko kilka godzin. Zgodnie z rozkazem wysłałem wszystkie zebrane informacje, łącznie z odpowiednio obrobionymi zdjęciami i nagraniami, wszystkim załogantom Zeusa. Odleciałem wkrótce potem, by zająć się tobą. Zemdlałeś z braku tlenu, ale szybko cię zgarnąłem, więc nie wyrządziło to żadnych uszkodzeń w twoim organiźmie. – Wyjaśnił Shift. Charles powoli dochodził do siebie, ale po chwili wstał, ignorując lekkie zawroty głowy. – Powinieneś jeszcze leżeć, ale wiem że cię nie przekonam.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie mamy czasu, i tak jesteśmy w plecy. Jakieś wieści na temat Kazika?</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie do końca... Komandor Shahbaz próbował się skontaktować, ale poczekałem aż się rozłączy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mówisz? – Charles wszedł do kokpitu, zamykając za sobą drzwi i usadowił się w fotelu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wysłał wiadomość. Mówi że ma coś, co powinno cię zainteresować i prosi o spotkanie. – Charles spojrzał w górny panel i otworzył wiadomość tekstową, zamykając ją zaraz. – Już wyznaczyłem kurs.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- No to lećmy. – Spojrzał przed siebie, w otchłań kosmosu, a potem przesunął przepustnicę do przodu. – Boski, szykuj się. Tym razem się nie wywiniesz.</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;"><span style="color: #ffffff;"><span style="color: #ff9933;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Frame Shift Drive Charging</span></span></span><br />
</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;"><hr /></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Cody Striker - Dziennik Gwiazdowy]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=7202</link>
			<pubDate>Sat, 10 Feb 2024 14:05:39 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=7202</guid>
			<description><![CDATA[<span style="color: #99ccff;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-size: large;">"Black Hornet" - Jak to się zaczęło, cz. 1</span></span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Każdy, kto nie znał chłopaka idącego teraz przez miasto, z rękami w kieszeniach bluzy i kapturem na głowie mógłby pomyśleć, że to kolejny wymęczony przez życie narkoman, jakich w tym okolicy nie brakowało.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Jednak wiele osób znało Cody’ego i nie dziwił ich ten stan rzeczy, mimo, że jeszcze kilka lat temu ze śmiechem uciekał po dachach lokalnym służbom porządkowym. Teraz jednak wiele rzeczy się zmieniło, i chłopak był cieniem siebie sprzed kilku lat.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Minął piekarnię pana Almera, do której kiedyś razem z bratem codziennie przychodzili po słodkie wypieki, dzisiaj jeżeli już przyszedł, to był sam, i brał zwykłe bułki.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Minął stoisko pani Jadwigi, która kiedyś zawsze miała coś słodkiego dla chłopaków... Dzisiaj stoisko było zamknięte, po tym jak właścicielka zachorowała i musiała wyjechać. Wielu jego starym znajomym serce się krajało, widząc stan chłopaka.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wyjechać... Powodem stanu chłopaka był wyjazd brata Cody’ego, Rexa. Nikt nie wiedział gdzie się udał, pewne było tylko to, że z początku zaczął zadawać się w podejrzanym towarzystwie, poświęcając coraz mniej czasu młodszemu bratu, aż w końcu... Zniknął. Tak po prostu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody z początku twierdził, że dostał od niego obietnicę, że Rex po niego wróci...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Nie wrócił. Nadzieja i ufność w oczach Cody'ego stawała się bledsza i bledsza z każdym dniem, aż w końcu całkiem zgasła.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Dzisiaj nawet on sam nie wierzył w słowa brata. „Nie mogę ci powiedzieć gdzie jadę. Chociaż bardzo chcę, to nie mogę... Ale obiecuję ci, że wyciągnę cię stąd. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale wyciągnę. Obiecuję.” Teraz był szczególnie trudny czas dla Cody’ego, za kilka dni miały minąć dokładnie trzy lata od zniknięcia starszego ze Strikerów.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Rex nie dał nikomu żadnego znaku życia, nawet bratu, który wcześniej był dla niego oczkiem w głowie. Wiele osób chciało pocieszyć chłopaka idącego wzdłuż ulicy, ale nikt się na to nie zdecydował, nie wiedząc jak zareaguje.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Chodziły plotki, że teraz stał się bardzo porywczy i przewrażliwiony na tym temacie. Rana po zdradzie brata się widocznie jeszcze nie zagoiła... A przynajmniej tak wyglądało to na pierwszy rzut oka.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Ktoś kto obserwowałby chłopaka, mógłby zauważyć, że przed wejściem do bloku w którym mieszkał spojrzał on w niebo na kilka sekund i poruszył ustami, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. </span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Stał tak jeszcze przez chwilę, po czym z westchnięciem wszedł do środka.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Blok w którym mieszkał nie wyróżniał się niczym szczególnym... O ile ten zaledwie kilkupiętrowy budynek można było nazwać blokiem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody wjechał windą na jedno z środkowych pięter, po czym otworzył drzwi. Spojrzał przelotnie na pokój na końcu korytarza. Pokój, w którym nie był od pamiętnego dnia. Poszedł do okna i spojrzał w górę, na przelatujące AV-ki, jedne transportujące towary, drugie zapewne jakichś ważnych biznesmenów...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody nigdy nie pałał sympatią do tych ludzi, którzy nie mają za grosz szacunku i zrobią wszystko żeby wycisnąć z takich jak on ostatni złamany grosz, a potem zasłonią się prawem. Według niego już piraci mieli więcej szacunku, bo oni przynajmniej nie kryli się z tym, że wzbogacają się kosztem innych.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Mimowolnie jego wzrok podążył na ścianę, gdzie wisiał wyblakły plakat, jeden róg odklejał się od ściany. Przedstawiał on statek, stary Krait Lightspeeder. Podobno plakat należał do jego dziadka, który dał go jego ojcu, który dał go jemu... Też pamiątka.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Chłopak wiedział, że statek ten obecnie jest mocno przestarzały, i rzadko spotykany, jednak nie miał nic innego, co mogłoby powiesić na jego miejscu... A nawet gdyby miał to i tak by tego nie zrobił.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody podszedł do plakatu i odkleił drugi z czterech rogów, po czym odsunął go, pokazując małą wnękę. Wyciągnął stamtąd małe pudełko, które otworzył, ukazując kilkanaście czipów z kredytami.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Chłopak sięgnął do kieszeni i wyciągnął kolejny czip. Zaczął go oglądać, jednak po chwili wysypał wszystkie na łóżko i zaczął liczyć kredyty na nich zawarte.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Następnie podłączył je do starego terminala, który wyciągnął zza biurka i przelał wszystkie kredyty na pierwszy czip. Zgodnie z oczekiwaniami, na małym wyświetlaczu pojawiła się okrągła sumka. Widząc ją, chłopak po raz pierwszy od kilku lat... Uśmiechnął się.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Czas zostawić przeszłość za sobą – mruknął cicho – i spojrzeć co ma mi do zaoferowania przyszłość. – Jeszcze raz obejrzał czip, po czym schował go głęboko do wewnętrznej kieszeni bluzy, upewniając się że nie wypadnie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Następnie chwycił przygotowaną wcześniej torbę, zostawił kartkę z wiadomością do rodziców i skierował się do wyjścia z budynku, na krótko oglądając się za siebie. – Żegnaj, stare życie. – Odwrócił się spowrotem. – I witaj nowe.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Budynek do którego zmierzał był umieszczony w tej bogatszej części miasta. I nie byłoby to problemem, gdyby nie skorumpowani strażnicy, którzy patrolowali tego typu dzielnice i nie wachali się przed nadużywaniem władzy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody wolał nie ryzykować utraty czipa i do budynku próbował dostać się nie zwracając na siebie uwagi. Co nie do końca mu się udało, bo około w trzech czwartych drogi w dalszej podróży przeszkodził mu patrol, przed którym musiał uciekać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Po kilkunastu minutach jednak bez większych problemów dotarł do celu i wszedł do środka, jednak widząc kto siedział przy biurku zamarł. Znał tego człowieka, tylko skąd..? Mężczyzna był starszy od niego, miał może dwadzieścia kilka lat. Tamten podniósł wzrok i skierował go na chłopaka. Widać było w nim lekkie zaskoczenie, ukryte za maską obojętności.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cody? Co ty tu robisz? Nie powinno cię tu być. – Chłopak rozpoznał ten głos. To był Joel, przyjaciel jego brata z czasów przed...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wiem, ale... – Chłopak podszedł i podał Joelowi czip. – Chcę latać dla federacji pilotów. - Mężczyzna spojrzał najpierw na niego, a potem na czip, szybko wpinając go do terminala, zapewne by sprawdzić zawartość. Westchnął.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cody...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wiem. Proszę, to moja jedyna szansa żeby stąd uciec.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie mogę tego zrobić, a ty dobrze wiesz dlaczego. – Cody spuścił wzrok. Ostatnia nadzieja zgasła. Joel spojrzał na chłopaka. Serce mu się kroiło. Nie chciał tego robić, ale nie miał wyjścia. Chyba że...</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Ewentualnie mogę spróbować... – Mruknął pod nosem tak, by tylko chłopak to usłyszał. Podniósł wzrok, ale Joel nie zwrócił na to uwagi. Wpisał swój własny numer konta, i z niego wprowadził opłatę. – Robię to tylko ze względu na Rexa. – Westchnął. – Prom odlatuje za godzinę. – Podał mu bilet. Chłopak prawie skakał z radości. – Ledwo zdążyłeś.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Dziękuję. Nie zapomnę ci tego, dziękuję. - Joel uśmiechnął się.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Idź już. Nie chcesz się przecież spóźnić, prawda?</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Po przybyciu do portu, strażnicy początkowo byli bardzo podejrzliwi, zarówno w stosunku do chłopaka z nieznanego im domu, jak i jego biletu. Jednak nie mając twardych dowodów, oraz po przeszukaniu jego rzeczy osobistych musieli go przepuścić.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Gdy chłopak znalazł wreszcie lądowisko, z którego miał wystartować jego prom, bramki były już zamknięte, ale na szczęście dla niego, nie był jedynym który się spóźnił, i obsługa chcąc nie chcąc musiała wpuścić grupę spóźnialskich na pad.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Kiedy tylko zobaczyli statek, jako jeden z niewielu oniemiał. Tak w zasadzie to widział je tylko z dala, gdy przelatywały nad jego częścią miasta.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">A teraz nie dość, że miał jednym lecieć, to jeszcze był to Delfin. Smukły i piękny, przelot tym statkiem uważany był za luksus, na który wielu nie mogło sobie pozwolić, dlatego jego obecność tutaj z pewnością była fenomenem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">No i mało kto mógł obejrzeć ten statek z tak bliska. Cody nie mógł nacieszyć oczu tym widokiem... Oczywiście część ludzi z jego grupy wcale nie była tym statkiem zachwycona.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody oderwał wreszcie oczy od statku i spojrzał na grupę w której się znalazł. Znaczna przewaga chłopaków, ale zauważył też kilka dziewczyn. Na oko trzydzieści, może niecałe czterdzieści osób.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wszyscy ubrani w szykowne, odświętne, stroje na specjalną okazję, zapewne warte więcej niż całe jego życie. A na samiuśkim końcu stał on - w lekkich spodniach i bluzce z kapturem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Na przedzie stało kilku mężczyzn, którzy mogli robić kilka rzeczy. Albo próbować wszystkich jakoś uporządkować, albo...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Gary Rogers.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Obecny! – zawołał jeden z chłopaków stojących przed Cody’m. Miał rude włosy, tak samo jak jego kopia, stojącą obok niego.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Kane Rogers.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Obecny! – zawołała kopia.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Cody Striker.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Obecny! – Zawołał identycznie jak chłopaki przed nim. Mężczyzna który wyczytał jego nazwisko spojrzał mu prosto w oczy na kilka sekund, ale po chwili kontynuował.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Megan Wells.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Obecna! – Zawołała dziewczyna, stojąca obok rudzielców.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Derek Woodward.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jestem! – Zawołał jeden z bardziej barczystych chłopaków na przedzie. Ciągle próbował zwrócić na siebie uwagę jednej z dziewczyn, której imienia Cody nie zarejestrował. Chłopak prężył muskuły jak paw ogon. Szkoda, że pochodziły od nafaszerowania sterydami, a nie ciężkiej pracy... Cóż, Cody wychował się wśród takich ludzi. Umiał rozpoznać napompowane mięśnie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Mężczyzna który ich wyczytywał przyłożył dłoń do ucha i coś powiedział, jednak w harmidrze jaki panował Cody nie wychwycił pojedynczych słów. Zapewne i tak nie było to skierowane do niego.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobra. Skoro wszyscy spóźnialscy już są, to możecie się wszyscy ładować. – W boku statku otworzyły się drzwi, tworząc schody, po których można było wejść.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody minął rudzielców, którzy narzekali, że muszą lecieć klasą ekonomiczną i powinni lecieć w pierwszej, ale przerwali kłótnię, gdy ich minął, zapewne zaskoczeni jego wyróżniającym się strojem, i rzucili jakieś słowne zaczepki w jego stronę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Nie zatrzymał się jednak, z ludźmi jak oni chciał mieć jak najmniej do czynienia. </span><span style="color: #ffffff;">Zanim jednak dotarł do statku, zatrzymał go jeden z mężczyzn.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Striker, tak? Musimy porozmawiać. – Cody był zdziwiony, ale posłusznie zaczekał, aż zostaną sami na lądowisku.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- To ja idę pilnować tamtych, wy tu rozmawiajcie. – Powiedział drugi z mężczyzn, po czym wszedł do środka. Nastała chwila niezręcznej ciszy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Stało się coś? – Spytał w końcu chłopak.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jak zapewne zauważyłeś, lekko się wyróżniasz... – Zaczął mężczyzna.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie pochodzę z bogatej rodziny, nic nie poradzę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie winię cię. Wielu świetnych pilotów zaczynało tak jak ty, ale to nie jest teraz ważne. – Odparł tamten. – Te dzieciaki już coś podejrzewają... – Wskazał palcem na statek. – ... a jeżeli się dowiedzą, to nie dadzą ci żyć. Taka jest ich natura. W tym roku, niestety, jesteś jedynym w swojej grupie, który pochodzi z... Nazwijmy to niższych sfer społeczeństwa. – Cody skinął głową.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Rozumiem. – Mężczyzna milczał przez chwilę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Spróbuj zagadać do Megan. Ona też kiedyś nie miała lekko. Może znajdziecie wspólny język.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Spróbuję. – Mężczyzna wyciągnął w jego stronę rękę z kartką papieru.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Gdy dolecimy, dostaniecie własne komunikatory. Tutaj jest numer mojego. Daj mi znać, gdyby coś się działo. – Cody skinął głową. - A teraz pakuj się bo już i tak mamy opóźnienie.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobrze, panie...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mów mi Robert. Robert Lewis. Dla ciebie Pan Lewis.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobrze Panie Robercie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- I tak trzymać. A teraz się pakuj. – Wskazał na statek.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
Jako, że jestem chory, a komputer mam w serwisie, to stwierdziłem, że zacznę pisać krótkie opowiadanie o moim nowym altkum<br />
No i trochę się to rozrosło jak na krótkie opowiadanie haha...<br />
Jak macie jakąś konstruktywną krytykę, porady, pytania itp to piszcie śmiało :-)<br />
Postaram się na dniach napisać coś dalej. Trzymajta się]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="color: #99ccff;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-size: large;">"Black Hornet" - Jak to się zaczęło, cz. 1</span></span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Każdy, kto nie znał chłopaka idącego teraz przez miasto, z rękami w kieszeniach bluzy i kapturem na głowie mógłby pomyśleć, że to kolejny wymęczony przez życie narkoman, jakich w tym okolicy nie brakowało.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Jednak wiele osób znało Cody’ego i nie dziwił ich ten stan rzeczy, mimo, że jeszcze kilka lat temu ze śmiechem uciekał po dachach lokalnym służbom porządkowym. Teraz jednak wiele rzeczy się zmieniło, i chłopak był cieniem siebie sprzed kilku lat.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Minął piekarnię pana Almera, do której kiedyś razem z bratem codziennie przychodzili po słodkie wypieki, dzisiaj jeżeli już przyszedł, to był sam, i brał zwykłe bułki.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Minął stoisko pani Jadwigi, która kiedyś zawsze miała coś słodkiego dla chłopaków... Dzisiaj stoisko było zamknięte, po tym jak właścicielka zachorowała i musiała wyjechać. Wielu jego starym znajomym serce się krajało, widząc stan chłopaka.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wyjechać... Powodem stanu chłopaka był wyjazd brata Cody’ego, Rexa. Nikt nie wiedział gdzie się udał, pewne było tylko to, że z początku zaczął zadawać się w podejrzanym towarzystwie, poświęcając coraz mniej czasu młodszemu bratu, aż w końcu... Zniknął. Tak po prostu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody z początku twierdził, że dostał od niego obietnicę, że Rex po niego wróci...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Nie wrócił. Nadzieja i ufność w oczach Cody'ego stawała się bledsza i bledsza z każdym dniem, aż w końcu całkiem zgasła.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Dzisiaj nawet on sam nie wierzył w słowa brata. „Nie mogę ci powiedzieć gdzie jadę. Chociaż bardzo chcę, to nie mogę... Ale obiecuję ci, że wyciągnę cię stąd. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale wyciągnę. Obiecuję.” Teraz był szczególnie trudny czas dla Cody’ego, za kilka dni miały minąć dokładnie trzy lata od zniknięcia starszego ze Strikerów.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Rex nie dał nikomu żadnego znaku życia, nawet bratu, który wcześniej był dla niego oczkiem w głowie. Wiele osób chciało pocieszyć chłopaka idącego wzdłuż ulicy, ale nikt się na to nie zdecydował, nie wiedząc jak zareaguje.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Chodziły plotki, że teraz stał się bardzo porywczy i przewrażliwiony na tym temacie. Rana po zdradzie brata się widocznie jeszcze nie zagoiła... A przynajmniej tak wyglądało to na pierwszy rzut oka.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Ktoś kto obserwowałby chłopaka, mógłby zauważyć, że przed wejściem do bloku w którym mieszkał spojrzał on w niebo na kilka sekund i poruszył ustami, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. </span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Stał tak jeszcze przez chwilę, po czym z westchnięciem wszedł do środka.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Blok w którym mieszkał nie wyróżniał się niczym szczególnym... O ile ten zaledwie kilkupiętrowy budynek można było nazwać blokiem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody wjechał windą na jedno z środkowych pięter, po czym otworzył drzwi. Spojrzał przelotnie na pokój na końcu korytarza. Pokój, w którym nie był od pamiętnego dnia. Poszedł do okna i spojrzał w górę, na przelatujące AV-ki, jedne transportujące towary, drugie zapewne jakichś ważnych biznesmenów...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody nigdy nie pałał sympatią do tych ludzi, którzy nie mają za grosz szacunku i zrobią wszystko żeby wycisnąć z takich jak on ostatni złamany grosz, a potem zasłonią się prawem. Według niego już piraci mieli więcej szacunku, bo oni przynajmniej nie kryli się z tym, że wzbogacają się kosztem innych.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Mimowolnie jego wzrok podążył na ścianę, gdzie wisiał wyblakły plakat, jeden róg odklejał się od ściany. Przedstawiał on statek, stary Krait Lightspeeder. Podobno plakat należał do jego dziadka, który dał go jego ojcu, który dał go jemu... Też pamiątka.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Chłopak wiedział, że statek ten obecnie jest mocno przestarzały, i rzadko spotykany, jednak nie miał nic innego, co mogłoby powiesić na jego miejscu... A nawet gdyby miał to i tak by tego nie zrobił.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody podszedł do plakatu i odkleił drugi z czterech rogów, po czym odsunął go, pokazując małą wnękę. Wyciągnął stamtąd małe pudełko, które otworzył, ukazując kilkanaście czipów z kredytami.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Chłopak sięgnął do kieszeni i wyciągnął kolejny czip. Zaczął go oglądać, jednak po chwili wysypał wszystkie na łóżko i zaczął liczyć kredyty na nich zawarte.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Następnie podłączył je do starego terminala, który wyciągnął zza biurka i przelał wszystkie kredyty na pierwszy czip. Zgodnie z oczekiwaniami, na małym wyświetlaczu pojawiła się okrągła sumka. Widząc ją, chłopak po raz pierwszy od kilku lat... Uśmiechnął się.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Czas zostawić przeszłość za sobą – mruknął cicho – i spojrzeć co ma mi do zaoferowania przyszłość. – Jeszcze raz obejrzał czip, po czym schował go głęboko do wewnętrznej kieszeni bluzy, upewniając się że nie wypadnie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Następnie chwycił przygotowaną wcześniej torbę, zostawił kartkę z wiadomością do rodziców i skierował się do wyjścia z budynku, na krótko oglądając się za siebie. – Żegnaj, stare życie. – Odwrócił się spowrotem. – I witaj nowe.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Budynek do którego zmierzał był umieszczony w tej bogatszej części miasta. I nie byłoby to problemem, gdyby nie skorumpowani strażnicy, którzy patrolowali tego typu dzielnice i nie wachali się przed nadużywaniem władzy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody wolał nie ryzykować utraty czipa i do budynku próbował dostać się nie zwracając na siebie uwagi. Co nie do końca mu się udało, bo około w trzech czwartych drogi w dalszej podróży przeszkodził mu patrol, przed którym musiał uciekać.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Po kilkunastu minutach jednak bez większych problemów dotarł do celu i wszedł do środka, jednak widząc kto siedział przy biurku zamarł. Znał tego człowieka, tylko skąd..? Mężczyzna był starszy od niego, miał może dwadzieścia kilka lat. Tamten podniósł wzrok i skierował go na chłopaka. Widać było w nim lekkie zaskoczenie, ukryte za maską obojętności.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cody? Co ty tu robisz? Nie powinno cię tu być. – Chłopak rozpoznał ten głos. To był Joel, przyjaciel jego brata z czasów przed...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wiem, ale... – Chłopak podszedł i podał Joelowi czip. – Chcę latać dla federacji pilotów. - Mężczyzna spojrzał najpierw na niego, a potem na czip, szybko wpinając go do terminala, zapewne by sprawdzić zawartość. Westchnął.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Cody...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Wiem. Proszę, to moja jedyna szansa żeby stąd uciec.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie mogę tego zrobić, a ty dobrze wiesz dlaczego. – Cody spuścił wzrok. Ostatnia nadzieja zgasła. Joel spojrzał na chłopaka. Serce mu się kroiło. Nie chciał tego robić, ale nie miał wyjścia. Chyba że...</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Ewentualnie mogę spróbować... – Mruknął pod nosem tak, by tylko chłopak to usłyszał. Podniósł wzrok, ale Joel nie zwrócił na to uwagi. Wpisał swój własny numer konta, i z niego wprowadził opłatę. – Robię to tylko ze względu na Rexa. – Westchnął. – Prom odlatuje za godzinę. – Podał mu bilet. Chłopak prawie skakał z radości. – Ledwo zdążyłeś.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Dziękuję. Nie zapomnę ci tego, dziękuję. - Joel uśmiechnął się.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Idź już. Nie chcesz się przecież spóźnić, prawda?</span><br />
<br />
<hr />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Po przybyciu do portu, strażnicy początkowo byli bardzo podejrzliwi, zarówno w stosunku do chłopaka z nieznanego im domu, jak i jego biletu. Jednak nie mając twardych dowodów, oraz po przeszukaniu jego rzeczy osobistych musieli go przepuścić.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Gdy chłopak znalazł wreszcie lądowisko, z którego miał wystartować jego prom, bramki były już zamknięte, ale na szczęście dla niego, nie był jedynym który się spóźnił, i obsługa chcąc nie chcąc musiała wpuścić grupę spóźnialskich na pad.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Kiedy tylko zobaczyli statek, jako jeden z niewielu oniemiał. Tak w zasadzie to widział je tylko z dala, gdy przelatywały nad jego częścią miasta.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">A teraz nie dość, że miał jednym lecieć, to jeszcze był to Delfin. Smukły i piękny, przelot tym statkiem uważany był za luksus, na który wielu nie mogło sobie pozwolić, dlatego jego obecność tutaj z pewnością była fenomenem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">No i mało kto mógł obejrzeć ten statek z tak bliska. Cody nie mógł nacieszyć oczu tym widokiem... Oczywiście część ludzi z jego grupy wcale nie była tym statkiem zachwycona.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody oderwał wreszcie oczy od statku i spojrzał na grupę w której się znalazł. Znaczna przewaga chłopaków, ale zauważył też kilka dziewczyn. Na oko trzydzieści, może niecałe czterdzieści osób.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Wszyscy ubrani w szykowne, odświętne, stroje na specjalną okazję, zapewne warte więcej niż całe jego życie. A na samiuśkim końcu stał on - w lekkich spodniach i bluzce z kapturem.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Na przedzie stało kilku mężczyzn, którzy mogli robić kilka rzeczy. Albo próbować wszystkich jakoś uporządkować, albo...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Gary Rogers.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Obecny! – zawołał jeden z chłopaków stojących przed Cody’m. Miał rude włosy, tak samo jak jego kopia, stojącą obok niego.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Kane Rogers.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Obecny! – zawołała kopia.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Cody Striker.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Obecny! – Zawołał identycznie jak chłopaki przed nim. Mężczyzna który wyczytał jego nazwisko spojrzał mu prosto w oczy na kilka sekund, ale po chwili kontynuował.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Megan Wells.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Obecna! – Zawołała dziewczyna, stojąca obok rudzielców.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Derek Woodward.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jestem! – Zawołał jeden z bardziej barczystych chłopaków na przedzie. Ciągle próbował zwrócić na siebie uwagę jednej z dziewczyn, której imienia Cody nie zarejestrował. Chłopak prężył muskuły jak paw ogon. Szkoda, że pochodziły od nafaszerowania sterydami, a nie ciężkiej pracy... Cóż, Cody wychował się wśród takich ludzi. Umiał rozpoznać napompowane mięśnie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Mężczyzna który ich wyczytywał przyłożył dłoń do ucha i coś powiedział, jednak w harmidrze jaki panował Cody nie wychwycił pojedynczych słów. Zapewne i tak nie było to skierowane do niego.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobra. Skoro wszyscy spóźnialscy już są, to możecie się wszyscy ładować. – W boku statku otworzyły się drzwi, tworząc schody, po których można było wejść.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Cody minął rudzielców, którzy narzekali, że muszą lecieć klasą ekonomiczną i powinni lecieć w pierwszej, ale przerwali kłótnię, gdy ich minął, zapewne zaskoczeni jego wyróżniającym się strojem, i rzucili jakieś słowne zaczepki w jego stronę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">Nie zatrzymał się jednak, z ludźmi jak oni chciał mieć jak najmniej do czynienia. </span><span style="color: #ffffff;">Zanim jednak dotarł do statku, zatrzymał go jeden z mężczyzn.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Striker, tak? Musimy porozmawiać. – Cody był zdziwiony, ale posłusznie zaczekał, aż zostaną sami na lądowisku.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- To ja idę pilnować tamtych, wy tu rozmawiajcie. – Powiedział drugi z mężczyzn, po czym wszedł do środka. Nastała chwila niezręcznej ciszy.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Stało się coś? – Spytał w końcu chłopak.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Jak zapewne zauważyłeś, lekko się wyróżniasz... – Zaczął mężczyzna.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie pochodzę z bogatej rodziny, nic nie poradzę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Nie winię cię. Wielu świetnych pilotów zaczynało tak jak ty, ale to nie jest teraz ważne. – Odparł tamten. – Te dzieciaki już coś podejrzewają... – Wskazał palcem na statek. – ... a jeżeli się dowiedzą, to nie dadzą ci żyć. Taka jest ich natura. W tym roku, niestety, jesteś jedynym w swojej grupie, który pochodzi z... Nazwijmy to niższych sfer społeczeństwa. – Cody skinął głową.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Rozumiem. – Mężczyzna milczał przez chwilę.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Spróbuj zagadać do Megan. Ona też kiedyś nie miała lekko. Może znajdziecie wspólny język.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Spróbuję. – Mężczyzna wyciągnął w jego stronę rękę z kartką papieru.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Gdy dolecimy, dostaniecie własne komunikatory. Tutaj jest numer mojego. Daj mi znać, gdyby coś się działo. – Cody skinął głową. - A teraz pakuj się bo już i tak mamy opóźnienie.</span><br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobrze, panie...</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Mów mi Robert. Robert Lewis. Dla ciebie Pan Lewis.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- Dobrze Panie Robercie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">- I tak trzymać. A teraz się pakuj. – Wskazał na statek.</span><br />
<br />
<hr />
<br />
Jako, że jestem chory, a komputer mam w serwisie, to stwierdziłem, że zacznę pisać krótkie opowiadanie o moim nowym altkum<br />
No i trochę się to rozrosło jak na krótkie opowiadanie haha...<br />
Jak macie jakąś konstruktywną krytykę, porady, pytania itp to piszcie śmiało :-)<br />
Postaram się na dniach napisać coś dalej. Trzymajta się]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ekspedycja do centrum]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=7063</link>
			<pubDate>Wed, 27 Sep 2023 20:09:58 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=7063</guid>
			<description><![CDATA[Test łączności na potrzeby raportowania postępów ekspedycji.<br />
4...<br />
3...<br />
2...<br />
1...<br />
Test zakończony pomyślnie.<br />
<br />
<br />
- Ekspedycja do centrum galaktyki -<br />
<br />
<br />
Będą tu zapisywane kopie raportów z samotnej wyprawy do centrum naszej galaktyki.<br />
Decyzja o tej pielgrzymce podjęta została dla uczczenia awansu do rangi Husarza.<br />
Statek wybrany na tę podróż, to mój pierwszy Sidewinder.<br />
Konstrukcja mocno przestarzała, moduły nie modyfikowane.<br />
Statek odchudzono do minimum, odrestaurowano każdą śrubkę.<br />
Raporty będą wysyłane regularnie, jednak przez zwiększający się dystans oraz archaiczne systemy czas publikacji może być trudny do przewidzenia.<br />
Start planowany na 24 września 3309 o godzinie 19:00.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/tRrD7lh.jpg" border="0" alt="[Obrazek: tRrD7lh.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
24.09.3309<br />
<br />
Pierwsza seria skoków zakończona 2180 Ly od HR 8444 w systemie Aucoks ZA-W c18-1 wykazała trudności komputera pokładowego z wyznaczaniem skoku na odległość większą jak 21 Ly. Zużycie paliwa znacznie powyżej zakładanego skutkuje koniecznością tankowania po każdym skoku. Błędne wyniki skanu planety wybranej do lądowania w celu oceny stanu zbiorników paliwa spowodowały wyłączenie się modułu tarczy. Temperatura atmosfery wyższa od deklarowanej blisko ośmiokrotnie. Kolejna próba lądowania zakończona sukcesem. Na miejsce wybrane zostało osłonięte cieniem dno krateru na biegunie południowym. Przerwa w podróży na czas diagnostyki i podstawowych napraw. Wyniki diagnostyki za kilka godzin. Planowe podejście do Sagittariusa w 3 dni nierealne. Poziom bezpieczeństwa poniżej zadowalającego. Przerwanie ekspedycji przed osiągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/K6EZ1eg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: K6EZ1eg.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
26.09.3309<br />
<br />
Efekt diagnostyki niezadowalający. Błędne odczyty skanera dotyczące warunków panujących na planecie spowodowane brakiem sygnału zwrotnego. Samodzielna naprawa w warunkach polowych z aktualnymi zasobami niemożliwa. Moduł odłączono dla zaoszczędzenia energii. Nie zaobserwowano wycieku ze zbiorników paliwa. Przyczyna wyższego zużycia niejasna. Brak możliwości samodzielnego zaradzenia problemowi. Moduł tarczy całkowicie wypalony. Naprawa niemożliwa. Moduł odłączono. Funkcjonowanie reszty systemów statku w granicach normy. Start możliwy w ciągu godziny.<br />
Druga seria skoków zakończona 4305 Ly od HR 8444 w systemie Thaileia IG-F b17-6 nie wykazała dodatkowych nieprawidłowości. Prawdopodobieństwo bezpiecznego powrotu niskie. Przerwanie ekspedycji przed ociągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/5raqkTD.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 5raqkTD.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
27.09.3309<br />
<br />
Trzecia seria skoków zakończona 5484 Ly od HR 8444 w systemie Pyramio LL-O b12-20. Żadnych dodatkowych problemów technicznych poza jedną awarią wszystkiego poza systemem podtrzymywania życia. Nagłe wyłączenie wszystkich systemów statku nie poprzedzone żadnym ostrzeżeniem. Cisza. Cisza i ciemność. Jedynie centrum Drogi Mlecznej przed dziobem. Nie było pewne kiedy i czy statek zacznie reagować na polecenia, więc w tej wymuszonej przerwie wziąłem notes i pozwoliłem sobie na brak profesjonalizmu w relacji z podróży i zacząłem pisać własne przemyślenia. Może uchroni to przed szaleństwem w tej obcej pustce. Wyrywki zapisków załączam.<br />
Jestem dalej od zamieszkałych systemów niż kiedykolwiek. Od wielu skoków każdy system jaki odwiedzam jest opisany w komputerze pokładowym jako niezbadany. Jedyne dostępne informacje to typ gwiazdy. Dopiero ręczne skany pokazują ukryte wcześniej tajemnice. Wiele systemów przypomina Sol. Kilka planet na stabilnych orbitach, wiele z nich jest w stanie utrzymać atmosferę. Gazowe giganty chroniące inne planety przed kosmicznym śmieciem. Niemal na co trzeciej występuje życie organiczne. Przez zepsuty skaner nie jestem w stanie nic konkretnego powiedzieć o sytuacji geologicznej poza własnymi powierzchownymi obserwacjami. Ruchy górotwórcze występują czyli tektonika jest, jądro rozgrzane, pole magnetyczne być musi w takiej sytuacji. Inaczej się nie da. Atmosfera jest, to i erozja działa. Słowem, planeta żyje. Na swój sposób. Wiele takich. Kilka nawet terraformowalnych. Wodnych światów też sporo. Nie rozumiem tego wszystkiego. Dopiero tu w obcej pustce dociera do mnie jak małymi i żałosnymi istotami jesteśmy. Ludzie walczyli od zawsze. O co tylko się dało. I żeby to z całym wszechświatem o prawo do życia! Ale nie. Między sobą. O zasoby, o pieniądze, o wpływy, o idee wyssane nie wiem z którego palca... Żałośnie płytkie i krótkowzroczne. A tu tyle niesamowitości, tyle możliwości rozwoju. Bez głupich śmierci milionów ludzi. Po co walczyć z Federacją o jakiś tam system? Po co działać sobie na nerwy? Rozwijajmy się w drugą stronę. A weźcie sobie ten śmietnik i tam gnijcie. My będziemy się rozwijać dalej i dalej. Poza zasięgiem waszej zdolności pojmowania. Możliwości są niemal nieograniczone. Galaktyka jest spora. Informuję, jakby ktoś nie wiedział. Przygnębiająca jest świadomość ludzkiej ułomności. Ehh...<br />
Druga rzecz, która mnie uderzyła jest na swój sposób bardziej... pozytywna? To złe słowo... Mniej dobijająca. To chyba bardziej odpowiednie określenie, choć też dalekie od ideału. Ale do rzeczy. Oddalając się od stolicy, po dość krótkim czasie dopadła mnie rutyna. Skok, tankowanie, skan, chłodzenie i znowu skok. Wpadłem w taki... nie letarg, ale coś blisko tego. Stan w którym głowa się wyłącza, oczy nie widzą, a ręce pracują automatycznie. Niektórzy by nazwali to stanem medytacyjnym czy jakoś tak. Nie znam się. Ale wracając... W takiej sytuacji odkryłem skąd z tyłu głowy wziął się pewien niepokój. Stary jestem, wiele lat w kokpicie przesiedziałem, a dopiero teraz na tym odludziu odkryłem co to było. Po niezliczonych skokach właśnie w tym stanie otępienia dotarły do mnie słowa kogoś chyba ważnego z bardzo odległej przeszłości Ziemi. "Gdy patrzysz w otchłań, wiedz, że otchłań patrzy na ciebie." Czy coś w ten deseń. Moment przed końcem odliczania do skoku, gwiazdy układają się w coś na podobieństwo ludzkiej tęczówki. Zakładam, że to jakieś soczewkowanie. Albo coś. Brzmi dostatecznie naukowo jak dla mnie. Jeden będzie to uważał znak, że jego bóg czuwa nad nim. Drugi wyjaśni sobie to podstawami fizyki. Jeden i drugi uzna ten wizualny efekt za coś naturalnego i w gruncie rzeczy dobrego. Bóstwo chroni - dobrze. Procedura skoku idzie prawidłowo - dobrze. Ja z kolei czuję ciągle ten niepokój. Że coś mi umyka. Coś szalenie ważnego, a jednocześnie nieistotnego. Jak mrówka patrząca w słońce. Słońce dobre, ważne. A jednocześnie mrówka nie może pojąć co można by z nim zrobić. Ważne i nieważne. Paradoks. Wredny na dodatek, bo siedzi na granicy między "Eureka!" a "Ni czorta nic nie rozumiem...".<br />
Żeby nie było tak paranoicznie dodam jedną ciekawą dla mnie obserwację. Pierwszy raz widziałem na własne oczy efekty tak dalekiej podróży. Zbliżanie się do mgławicy, potem oglądanie się za siebie, żeby móc ją zobaczyć jeszcze raz. Drugą sprawą jest zwiększająca się jasność. Jeszcze nie opuściłem Inner Orion Spur, a już centrum galaktyki przesłania mi znaczną część widoku. Niezapomniane doznanie. I znów. Maleńkość człowieka względem już nawet nie wszechświata, ale jednej z miliardów galaktyk. I to wcale nie największej.<br />
W tym momencie wyrwał mnie z szału pisania głos komputera pokładowego informujący o rozpoczęciu odliczania do kolejnego skoku. Brzmiał dziwnie. Inaczej. A może to tylko wrażenie takie było? Nie wiem. Mało istotne. Ruszam dalej.<br />
<br />
Planowana dłuższa przerwa techniczna. Zaistniała sytuacja zagraża życiu pilota. Konieczny pełny drobiazgowy przegląd statku. Przerwanie ekspedycji przed ociągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/PDHtddR.jpg" border="0" alt="[Obrazek: PDHtddR.jpg]" /><br />
<br />
<br />
29.09.3309 <br />
<br />
Przegląd nie wykazał zupełnie nic. Wszystkie odczyty w normie. Wszystkie systemy sprawne z pominięciem wypalonej tarczy i odłączonego skanera. Rezultat przeglądu nie odpowiada stanowi faktycznemu w najmniejszym stopniu. Znaleziono ponadplanowy niemontowany podczas przygotowywania statku moduł dokujący. Brak innych wniosków. Sytuacja mocno niejasna.<br />
<br />
Czwarta seria skoków zakończona 6979 Ly od HR 8444 w systemie Flyooe Hypue QA-U d4-196. Nie zanotowano większych problemów ponad wcześniej zgłaszane. Wcześniej w systemie Flyooe Hypue QH-L b14-10A pojawił się nieznany sygnał na radarze. Po zbadaniu sprawy okazało się, że to pole obiektów o strukturze krystalicznej i jakby kul połączonych na kształt styropianu. Mnogość sygnałów i ich specyfika skutkuje szumem na radarze całkowicie go ogłupiając. Prawdopodobne, że bardziej współczesne statki badawcze czy eksploracyjne wyposażone w lepsze systemy nie będą miały tego problemu. Te pierwsze w formie nieregularnej powoli wirującej gwiazdy koloru złotego zdawały się emanować jakimś rodzajem energii. Po zbliżeniu statek zadziałał jak membrana. Efektem tego dało się słyszeć dźwięk trudny do opisania. Buczenie, dźwięczne hipnotyzujące buczenie. Wiele różnych form i rozmiary sugerują rozrost. Zakładać można, że to jakaś forma życia nieorganicznego. Brak uzbrojenia uniemożliwił pobranie próbek. Jakkolwiek moralnie wątpliwe, mogłoby być korzystne dla celów naukowych. Sposób tej emanacji niejasny. Może jakaś forma promieniowania. Drugi rodzaj występujących tam obiektów, to wielkie okrągłe struktury połączone ze sobą w wydaje się zamierzony sposób. Kojarzy się to z atomami w związkach chemicznych, ale nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. W niektórych kierunkach dało się zauważyć swego rodzaju mgiełkę. Jakby miał być tam dobudowywany kolejny element, kolejna kula. Na tę chwilę nie jestem w stanie nic więcej wywnioskować. Fascynujące.<br />
<br />
Konieczność rutynowej konserwacji wymusiła lądowanie. Podczas lotu ślizgowego dwukrotnie zgasł HUD. Przyczyna na tę chwilę nieznana. Zaskoczenie i braki szkoleniowe poskutkowały zbyt gwałtownym przyziemieniem i istotnymi uszkodzeniami kadłuba. Konieczna naprawa. Grawitacja, to wredna suka. Dalsze wnioski po remoncie. Przerwanie ekspedycji przed osiągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/2v6DHfZ.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 2v6DHfZ.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/ALnjvmi.jpg" border="0" alt="[Obrazek: ALnjvmi.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/VvWNJbS.jpg" border="0" alt="[Obrazek: VvWNJbS.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/gByjei1.jpg" border="0" alt="[Obrazek: gByjei1.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
30.09.3309<br />
<br />
Uszkodzenia okazały się nie tak poważne jak zakładano. Integralność kadłuba według komputera pokładowego udało się podnieść do 84%. Wiarygodność tych danych wątpliwa. Systemy wewnętrzne nie ucierpiały znacząco.<br />
<br />
Piąta seria skoków zakończona 8550 Ly od HR 8444 w systemie Prieluia TB-T c17-32. Jedyna godna uwagi zmiana, to wejście na "wysokość" systemu docelowego. Do końca ok 834 skoki. Brak możliwości określenia przybliżonego czasu dotarcia. Przerwanie ekspedycji przed osiągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/k9K8Gfq.jpg" border="0" alt="[Obrazek: k9K8Gfq.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
1.10.3309<br />
<br />
Szósta seria skoków zakończona 10 022 Ly od HR 8444 w systemie Plaa Ain QU-G d10-253. Brak nowych problemów ze statkiem. System o bardzo nietypowej strukturze. Niezwykle chaotyczny. Mocno niecodzienna ilość ciał niebieskich - 85. Wiele gazowych gigantów ze znaczną liczbą księżyców każdy. Trudno określić która gwiazda jest tą centralną. Całość sprawia wrażenie jakby był to efekt złączenia się dwóch lub więcej różnych systemów. W obecnej sytuacji brak możliwości stwierdzenia czy było tak w istocie. Ogromna ilość sygnałów biologicznych. Ślady aktywności geologicznej również w dużej ilości. Zalecane badania przez wyspecjalizowany zespół.<br />
<br />
Nie zauważyłem nawet kiedy dotarłem do połowy Inner Scutum-Centaurus Arm. Wspominany wcześniej "tryb automatyczny" oszczędził mi chyba wiele frustracji z tej wściekle monotonnej drogi. Nie sposób też nie wspomnieć o drobnej modyfikacji sposobu wyszukiwania trasy. Teraz mam pewność, że paliwa nie zabraknie. Udało się odfiltrować bezużyteczne dla mnie gwiazdy z mapy. Z jednej strony dziękuję mojemu mentorowi że przekazał wiedzę jak to robić, a potem przypomniał w chwili potrzeby, ale z drugiej... Dołożył mi tyle tej cholernej nudy... Wcześniej były jakieś choćby szczątkowe, ale zawsze emocje. Czy będzie gdzie zatankować? Czy za tym systemem jest tylko pustka, czy może trzeba zaraz odskoczyć w bok w poszukiwaniu paliwa mając nadzieję, że starczy na powrót? Teraz ten dylemat zniknął jak za dotknięciem magicznego fuel scoopa. Został tylko skok od gwiazdy jednej do drugiej. Nawet systemami to ciężko nazwać. Żadnych planet. A jeśli już jakaś się trafiła, to tak niemożliwie nudna jak i ta podróż. Cicho, nudno, monotonnie. Raz wyrwał mnie z tej półśpiączki zgrzyt ze skanera z informacją o pierwszym spotkaniu gwiazdy typu "Y". Tak. Skaner zgrzyta. Ohydny metaliczny dźwięk przewiercający się na wylot od lewego oka do siedziska fotela. Mam coraz większą ochotę gołymi rękami wyszarpać mu głośnik i niech zamilknie. Gwiazdy przed dziobem zaczynają być coraz lepiej widoczne. Wcześniej była po prostu zwiększająca się jasność od strony centrum. Teraz całość wygląda jak rozrzucony biały żwirek na chmurach pyłu międzygwiezdnego. Była to długa seria skoków. Dłuższa niż pozwalał na to rozsądek. Na przerwę i tradycyjne szukanie problemów ze statkiem wybrałem planetę AB 3 I. Wydawała się równie dobra jak każda inna. Spora lodowa planeta z pierścieniami. Niby nic specjalnego, ale występujące na jej powierzchni kolory mnie zainteresowały. Biel, beż, żółć, czerń nawet. Po zbliżeniu okazało się, że powierzchnia jest raczej mało przyjazna. Płaskiego kawałka terenu ze świecą szukać. Góry, góry i jeszcze więcej gór. A za nimi kolejne góry. Nie zanotowałem tradycyjnych pasm. Raczej jakby cała powierzchnia była mniej więcej równomiernie pomarszczona. Jakby odessać ze środka planety połowę płaszcza. Niemożliwie wysokie, ostre, strzeliste jakby rozciągniętą lateksową rękawiczkę złapać, wyciągać i zamrozić. Po wielu godzinach wpatrywania się w powierzchnię z orbity udało mi się wypatrzeć krater. Było w nim coś dziwnego. Nijak mi tam nie pasował. Okrągły placek pośrodku gór. Po zbliżeniu dało się zauważyć wyżłobienia na jego jednym brzegu. Albo coś tam kiedyś płynęło, albo tektonika. Albo coś. Nie znam się, ale obserwacja ciekawa. Ładne. Jedna rzecz mnie wybudziła podczas schodzenia z orbity. Nie jestem pewny co widziałem. I czy faktycznie było co widzieć. Daję głowę, że w wyższych warstwach atmosfery zauważyłem kątem oka przez ułamek sekundy błysk. Może nie tyle błysk, co bardziej wyładowanie. Czerwony jakby piorun bijący w pustkę. Może to zwykłe zmęczenie. A może nie. Wyrównałem lot do horyzontu na wysokości 24 km i uważnie obserwując zrobiłem kilka kółek. Nie było tam nic. Niepokój jednak został. Ciężko będzie zasnąć dzisiaj. <br />
<br />
Po regeneracji sił i prawidłowym 8-godzinnym śnie zaplanowany przegląd wszystkich systemów statku i ocena stanu łat mocowanych na kadłubie po nieumiejętnym lądowaniu.<br />
Przerwanie ekspedycji przed osiągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/35X6h0z.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 35X6h0z.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/uB3rhiW.jpg" border="0" alt="[Obrazek: uB3rhiW.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/16wgO8E.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 16wgO8E.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/MKjqPO6.jpg" border="0" alt="[Obrazek: MKjqPO6.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/VPq0J05.jpg" border="0" alt="[Obrazek: VPq0J05.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/AQd0ncs.jpg" border="0" alt="[Obrazek: AQd0ncs.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/GWheyW4.jpg" border="0" alt="[Obrazek: GWheyW4.jpg]" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Test łączności na potrzeby raportowania postępów ekspedycji.<br />
4...<br />
3...<br />
2...<br />
1...<br />
Test zakończony pomyślnie.<br />
<br />
<br />
- Ekspedycja do centrum galaktyki -<br />
<br />
<br />
Będą tu zapisywane kopie raportów z samotnej wyprawy do centrum naszej galaktyki.<br />
Decyzja o tej pielgrzymce podjęta została dla uczczenia awansu do rangi Husarza.<br />
Statek wybrany na tę podróż, to mój pierwszy Sidewinder.<br />
Konstrukcja mocno przestarzała, moduły nie modyfikowane.<br />
Statek odchudzono do minimum, odrestaurowano każdą śrubkę.<br />
Raporty będą wysyłane regularnie, jednak przez zwiększający się dystans oraz archaiczne systemy czas publikacji może być trudny do przewidzenia.<br />
Start planowany na 24 września 3309 o godzinie 19:00.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/tRrD7lh.jpg" border="0" alt="[Obrazek: tRrD7lh.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
24.09.3309<br />
<br />
Pierwsza seria skoków zakończona 2180 Ly od HR 8444 w systemie Aucoks ZA-W c18-1 wykazała trudności komputera pokładowego z wyznaczaniem skoku na odległość większą jak 21 Ly. Zużycie paliwa znacznie powyżej zakładanego skutkuje koniecznością tankowania po każdym skoku. Błędne wyniki skanu planety wybranej do lądowania w celu oceny stanu zbiorników paliwa spowodowały wyłączenie się modułu tarczy. Temperatura atmosfery wyższa od deklarowanej blisko ośmiokrotnie. Kolejna próba lądowania zakończona sukcesem. Na miejsce wybrane zostało osłonięte cieniem dno krateru na biegunie południowym. Przerwa w podróży na czas diagnostyki i podstawowych napraw. Wyniki diagnostyki za kilka godzin. Planowe podejście do Sagittariusa w 3 dni nierealne. Poziom bezpieczeństwa poniżej zadowalającego. Przerwanie ekspedycji przed osiągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/K6EZ1eg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: K6EZ1eg.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
26.09.3309<br />
<br />
Efekt diagnostyki niezadowalający. Błędne odczyty skanera dotyczące warunków panujących na planecie spowodowane brakiem sygnału zwrotnego. Samodzielna naprawa w warunkach polowych z aktualnymi zasobami niemożliwa. Moduł odłączono dla zaoszczędzenia energii. Nie zaobserwowano wycieku ze zbiorników paliwa. Przyczyna wyższego zużycia niejasna. Brak możliwości samodzielnego zaradzenia problemowi. Moduł tarczy całkowicie wypalony. Naprawa niemożliwa. Moduł odłączono. Funkcjonowanie reszty systemów statku w granicach normy. Start możliwy w ciągu godziny.<br />
Druga seria skoków zakończona 4305 Ly od HR 8444 w systemie Thaileia IG-F b17-6 nie wykazała dodatkowych nieprawidłowości. Prawdopodobieństwo bezpiecznego powrotu niskie. Przerwanie ekspedycji przed ociągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/5raqkTD.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 5raqkTD.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
27.09.3309<br />
<br />
Trzecia seria skoków zakończona 5484 Ly od HR 8444 w systemie Pyramio LL-O b12-20. Żadnych dodatkowych problemów technicznych poza jedną awarią wszystkiego poza systemem podtrzymywania życia. Nagłe wyłączenie wszystkich systemów statku nie poprzedzone żadnym ostrzeżeniem. Cisza. Cisza i ciemność. Jedynie centrum Drogi Mlecznej przed dziobem. Nie było pewne kiedy i czy statek zacznie reagować na polecenia, więc w tej wymuszonej przerwie wziąłem notes i pozwoliłem sobie na brak profesjonalizmu w relacji z podróży i zacząłem pisać własne przemyślenia. Może uchroni to przed szaleństwem w tej obcej pustce. Wyrywki zapisków załączam.<br />
Jestem dalej od zamieszkałych systemów niż kiedykolwiek. Od wielu skoków każdy system jaki odwiedzam jest opisany w komputerze pokładowym jako niezbadany. Jedyne dostępne informacje to typ gwiazdy. Dopiero ręczne skany pokazują ukryte wcześniej tajemnice. Wiele systemów przypomina Sol. Kilka planet na stabilnych orbitach, wiele z nich jest w stanie utrzymać atmosferę. Gazowe giganty chroniące inne planety przed kosmicznym śmieciem. Niemal na co trzeciej występuje życie organiczne. Przez zepsuty skaner nie jestem w stanie nic konkretnego powiedzieć o sytuacji geologicznej poza własnymi powierzchownymi obserwacjami. Ruchy górotwórcze występują czyli tektonika jest, jądro rozgrzane, pole magnetyczne być musi w takiej sytuacji. Inaczej się nie da. Atmosfera jest, to i erozja działa. Słowem, planeta żyje. Na swój sposób. Wiele takich. Kilka nawet terraformowalnych. Wodnych światów też sporo. Nie rozumiem tego wszystkiego. Dopiero tu w obcej pustce dociera do mnie jak małymi i żałosnymi istotami jesteśmy. Ludzie walczyli od zawsze. O co tylko się dało. I żeby to z całym wszechświatem o prawo do życia! Ale nie. Między sobą. O zasoby, o pieniądze, o wpływy, o idee wyssane nie wiem z którego palca... Żałośnie płytkie i krótkowzroczne. A tu tyle niesamowitości, tyle możliwości rozwoju. Bez głupich śmierci milionów ludzi. Po co walczyć z Federacją o jakiś tam system? Po co działać sobie na nerwy? Rozwijajmy się w drugą stronę. A weźcie sobie ten śmietnik i tam gnijcie. My będziemy się rozwijać dalej i dalej. Poza zasięgiem waszej zdolności pojmowania. Możliwości są niemal nieograniczone. Galaktyka jest spora. Informuję, jakby ktoś nie wiedział. Przygnębiająca jest świadomość ludzkiej ułomności. Ehh...<br />
Druga rzecz, która mnie uderzyła jest na swój sposób bardziej... pozytywna? To złe słowo... Mniej dobijająca. To chyba bardziej odpowiednie określenie, choć też dalekie od ideału. Ale do rzeczy. Oddalając się od stolicy, po dość krótkim czasie dopadła mnie rutyna. Skok, tankowanie, skan, chłodzenie i znowu skok. Wpadłem w taki... nie letarg, ale coś blisko tego. Stan w którym głowa się wyłącza, oczy nie widzą, a ręce pracują automatycznie. Niektórzy by nazwali to stanem medytacyjnym czy jakoś tak. Nie znam się. Ale wracając... W takiej sytuacji odkryłem skąd z tyłu głowy wziął się pewien niepokój. Stary jestem, wiele lat w kokpicie przesiedziałem, a dopiero teraz na tym odludziu odkryłem co to było. Po niezliczonych skokach właśnie w tym stanie otępienia dotarły do mnie słowa kogoś chyba ważnego z bardzo odległej przeszłości Ziemi. "Gdy patrzysz w otchłań, wiedz, że otchłań patrzy na ciebie." Czy coś w ten deseń. Moment przed końcem odliczania do skoku, gwiazdy układają się w coś na podobieństwo ludzkiej tęczówki. Zakładam, że to jakieś soczewkowanie. Albo coś. Brzmi dostatecznie naukowo jak dla mnie. Jeden będzie to uważał znak, że jego bóg czuwa nad nim. Drugi wyjaśni sobie to podstawami fizyki. Jeden i drugi uzna ten wizualny efekt za coś naturalnego i w gruncie rzeczy dobrego. Bóstwo chroni - dobrze. Procedura skoku idzie prawidłowo - dobrze. Ja z kolei czuję ciągle ten niepokój. Że coś mi umyka. Coś szalenie ważnego, a jednocześnie nieistotnego. Jak mrówka patrząca w słońce. Słońce dobre, ważne. A jednocześnie mrówka nie może pojąć co można by z nim zrobić. Ważne i nieważne. Paradoks. Wredny na dodatek, bo siedzi na granicy między "Eureka!" a "Ni czorta nic nie rozumiem...".<br />
Żeby nie było tak paranoicznie dodam jedną ciekawą dla mnie obserwację. Pierwszy raz widziałem na własne oczy efekty tak dalekiej podróży. Zbliżanie się do mgławicy, potem oglądanie się za siebie, żeby móc ją zobaczyć jeszcze raz. Drugą sprawą jest zwiększająca się jasność. Jeszcze nie opuściłem Inner Orion Spur, a już centrum galaktyki przesłania mi znaczną część widoku. Niezapomniane doznanie. I znów. Maleńkość człowieka względem już nawet nie wszechświata, ale jednej z miliardów galaktyk. I to wcale nie największej.<br />
W tym momencie wyrwał mnie z szału pisania głos komputera pokładowego informujący o rozpoczęciu odliczania do kolejnego skoku. Brzmiał dziwnie. Inaczej. A może to tylko wrażenie takie było? Nie wiem. Mało istotne. Ruszam dalej.<br />
<br />
Planowana dłuższa przerwa techniczna. Zaistniała sytuacja zagraża życiu pilota. Konieczny pełny drobiazgowy przegląd statku. Przerwanie ekspedycji przed ociągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/PDHtddR.jpg" border="0" alt="[Obrazek: PDHtddR.jpg]" /><br />
<br />
<br />
29.09.3309 <br />
<br />
Przegląd nie wykazał zupełnie nic. Wszystkie odczyty w normie. Wszystkie systemy sprawne z pominięciem wypalonej tarczy i odłączonego skanera. Rezultat przeglądu nie odpowiada stanowi faktycznemu w najmniejszym stopniu. Znaleziono ponadplanowy niemontowany podczas przygotowywania statku moduł dokujący. Brak innych wniosków. Sytuacja mocno niejasna.<br />
<br />
Czwarta seria skoków zakończona 6979 Ly od HR 8444 w systemie Flyooe Hypue QA-U d4-196. Nie zanotowano większych problemów ponad wcześniej zgłaszane. Wcześniej w systemie Flyooe Hypue QH-L b14-10A pojawił się nieznany sygnał na radarze. Po zbadaniu sprawy okazało się, że to pole obiektów o strukturze krystalicznej i jakby kul połączonych na kształt styropianu. Mnogość sygnałów i ich specyfika skutkuje szumem na radarze całkowicie go ogłupiając. Prawdopodobne, że bardziej współczesne statki badawcze czy eksploracyjne wyposażone w lepsze systemy nie będą miały tego problemu. Te pierwsze w formie nieregularnej powoli wirującej gwiazdy koloru złotego zdawały się emanować jakimś rodzajem energii. Po zbliżeniu statek zadziałał jak membrana. Efektem tego dało się słyszeć dźwięk trudny do opisania. Buczenie, dźwięczne hipnotyzujące buczenie. Wiele różnych form i rozmiary sugerują rozrost. Zakładać można, że to jakaś forma życia nieorganicznego. Brak uzbrojenia uniemożliwił pobranie próbek. Jakkolwiek moralnie wątpliwe, mogłoby być korzystne dla celów naukowych. Sposób tej emanacji niejasny. Może jakaś forma promieniowania. Drugi rodzaj występujących tam obiektów, to wielkie okrągłe struktury połączone ze sobą w wydaje się zamierzony sposób. Kojarzy się to z atomami w związkach chemicznych, ale nie jestem ekspertem w tej dziedzinie. W niektórych kierunkach dało się zauważyć swego rodzaju mgiełkę. Jakby miał być tam dobudowywany kolejny element, kolejna kula. Na tę chwilę nie jestem w stanie nic więcej wywnioskować. Fascynujące.<br />
<br />
Konieczność rutynowej konserwacji wymusiła lądowanie. Podczas lotu ślizgowego dwukrotnie zgasł HUD. Przyczyna na tę chwilę nieznana. Zaskoczenie i braki szkoleniowe poskutkowały zbyt gwałtownym przyziemieniem i istotnymi uszkodzeniami kadłuba. Konieczna naprawa. Grawitacja, to wredna suka. Dalsze wnioski po remoncie. Przerwanie ekspedycji przed osiągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/2v6DHfZ.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 2v6DHfZ.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/ALnjvmi.jpg" border="0" alt="[Obrazek: ALnjvmi.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/VvWNJbS.jpg" border="0" alt="[Obrazek: VvWNJbS.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/gByjei1.jpg" border="0" alt="[Obrazek: gByjei1.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
30.09.3309<br />
<br />
Uszkodzenia okazały się nie tak poważne jak zakładano. Integralność kadłuba według komputera pokładowego udało się podnieść do 84%. Wiarygodność tych danych wątpliwa. Systemy wewnętrzne nie ucierpiały znacząco.<br />
<br />
Piąta seria skoków zakończona 8550 Ly od HR 8444 w systemie Prieluia TB-T c17-32. Jedyna godna uwagi zmiana, to wejście na "wysokość" systemu docelowego. Do końca ok 834 skoki. Brak możliwości określenia przybliżonego czasu dotarcia. Przerwanie ekspedycji przed osiągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/k9K8Gfq.jpg" border="0" alt="[Obrazek: k9K8Gfq.jpg]" /><br />
<br />
<br />
<br />
1.10.3309<br />
<br />
Szósta seria skoków zakończona 10 022 Ly od HR 8444 w systemie Plaa Ain QU-G d10-253. Brak nowych problemów ze statkiem. System o bardzo nietypowej strukturze. Niezwykle chaotyczny. Mocno niecodzienna ilość ciał niebieskich - 85. Wiele gazowych gigantów ze znaczną liczbą księżyców każdy. Trudno określić która gwiazda jest tą centralną. Całość sprawia wrażenie jakby był to efekt złączenia się dwóch lub więcej różnych systemów. W obecnej sytuacji brak możliwości stwierdzenia czy było tak w istocie. Ogromna ilość sygnałów biologicznych. Ślady aktywności geologicznej również w dużej ilości. Zalecane badania przez wyspecjalizowany zespół.<br />
<br />
Nie zauważyłem nawet kiedy dotarłem do połowy Inner Scutum-Centaurus Arm. Wspominany wcześniej "tryb automatyczny" oszczędził mi chyba wiele frustracji z tej wściekle monotonnej drogi. Nie sposób też nie wspomnieć o drobnej modyfikacji sposobu wyszukiwania trasy. Teraz mam pewność, że paliwa nie zabraknie. Udało się odfiltrować bezużyteczne dla mnie gwiazdy z mapy. Z jednej strony dziękuję mojemu mentorowi że przekazał wiedzę jak to robić, a potem przypomniał w chwili potrzeby, ale z drugiej... Dołożył mi tyle tej cholernej nudy... Wcześniej były jakieś choćby szczątkowe, ale zawsze emocje. Czy będzie gdzie zatankować? Czy za tym systemem jest tylko pustka, czy może trzeba zaraz odskoczyć w bok w poszukiwaniu paliwa mając nadzieję, że starczy na powrót? Teraz ten dylemat zniknął jak za dotknięciem magicznego fuel scoopa. Został tylko skok od gwiazdy jednej do drugiej. Nawet systemami to ciężko nazwać. Żadnych planet. A jeśli już jakaś się trafiła, to tak niemożliwie nudna jak i ta podróż. Cicho, nudno, monotonnie. Raz wyrwał mnie z tej półśpiączki zgrzyt ze skanera z informacją o pierwszym spotkaniu gwiazdy typu "Y". Tak. Skaner zgrzyta. Ohydny metaliczny dźwięk przewiercający się na wylot od lewego oka do siedziska fotela. Mam coraz większą ochotę gołymi rękami wyszarpać mu głośnik i niech zamilknie. Gwiazdy przed dziobem zaczynają być coraz lepiej widoczne. Wcześniej była po prostu zwiększająca się jasność od strony centrum. Teraz całość wygląda jak rozrzucony biały żwirek na chmurach pyłu międzygwiezdnego. Była to długa seria skoków. Dłuższa niż pozwalał na to rozsądek. Na przerwę i tradycyjne szukanie problemów ze statkiem wybrałem planetę AB 3 I. Wydawała się równie dobra jak każda inna. Spora lodowa planeta z pierścieniami. Niby nic specjalnego, ale występujące na jej powierzchni kolory mnie zainteresowały. Biel, beż, żółć, czerń nawet. Po zbliżeniu okazało się, że powierzchnia jest raczej mało przyjazna. Płaskiego kawałka terenu ze świecą szukać. Góry, góry i jeszcze więcej gór. A za nimi kolejne góry. Nie zanotowałem tradycyjnych pasm. Raczej jakby cała powierzchnia była mniej więcej równomiernie pomarszczona. Jakby odessać ze środka planety połowę płaszcza. Niemożliwie wysokie, ostre, strzeliste jakby rozciągniętą lateksową rękawiczkę złapać, wyciągać i zamrozić. Po wielu godzinach wpatrywania się w powierzchnię z orbity udało mi się wypatrzeć krater. Było w nim coś dziwnego. Nijak mi tam nie pasował. Okrągły placek pośrodku gór. Po zbliżeniu dało się zauważyć wyżłobienia na jego jednym brzegu. Albo coś tam kiedyś płynęło, albo tektonika. Albo coś. Nie znam się, ale obserwacja ciekawa. Ładne. Jedna rzecz mnie wybudziła podczas schodzenia z orbity. Nie jestem pewny co widziałem. I czy faktycznie było co widzieć. Daję głowę, że w wyższych warstwach atmosfery zauważyłem kątem oka przez ułamek sekundy błysk. Może nie tyle błysk, co bardziej wyładowanie. Czerwony jakby piorun bijący w pustkę. Może to zwykłe zmęczenie. A może nie. Wyrównałem lot do horyzontu na wysokości 24 km i uważnie obserwując zrobiłem kilka kółek. Nie było tam nic. Niepokój jednak został. Ciężko będzie zasnąć dzisiaj. <br />
<br />
Po regeneracji sił i prawidłowym 8-godzinnym śnie zaplanowany przegląd wszystkich systemów statku i ocena stanu łat mocowanych na kadłubie po nieumiejętnym lądowaniu.<br />
Przerwanie ekspedycji przed osiągnięciem celu nie do zaakceptowania.<br />
Cmdr Rolenton<br />
<img src="https://i.imgur.com/35X6h0z.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 35X6h0z.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/uB3rhiW.jpg" border="0" alt="[Obrazek: uB3rhiW.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/16wgO8E.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 16wgO8E.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/MKjqPO6.jpg" border="0" alt="[Obrazek: MKjqPO6.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/VPq0J05.jpg" border="0" alt="[Obrazek: VPq0J05.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/AQd0ncs.jpg" border="0" alt="[Obrazek: AQd0ncs.jpg]" /><br />
<img src="https://i.imgur.com/GWheyW4.jpg" border="0" alt="[Obrazek: GWheyW4.jpg]" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kastilione Log]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=6555</link>
			<pubDate>Mon, 22 Nov 2021 01:00:51 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=6555</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="color: #ff3333;"><span style="font-weight: bold;">WĄTEK ZAMKNIĘTY</span></span></div>
<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">=======================================</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #3399ff;">Kastilione Log // HIP 3643 // FC TWH Ellen Ripley // 3307.11.21</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">=======================================</span><br />
<br />
Dokładnie rok temu wybudzili mnie z hibernacji i dostałem nową licencję pilota. W sumie to jakby moja nowa data urodzin.<br />
<br />
   Minęło ponad pół wieku od kiedy wyrzuciło mnie w uszkodzonym escape podzie, ale czy coś się tak naprawdę zmieniło, poza zasięgiem hyper napędu? Na pewno nie wojna, wojna nigdy się nie zmienia, zwłaszcza w wydaniu Federacji, Imperium i wszelkiej maści gankerów...<br />
<br />
   Amnezja minęła i w ciągu tego roku przypomniałem sobie sporo z mojego poprzedniego życia na Alioth, pewne rzeczy jednak dalej są jak za mgłą. Jedno czego jestem pewien to spokój i wolność, które daje mi kokpit statku. To jest igła w moim kompasie życia, gdziekolwiek sie udam, stery statku będą wskazywać kierunek. Nie wiem gdzie będę za kolejny rok, ale na pewno będę za sterami.<br />
<br />
   Moi starzy kompani  z pokolenia Mica Turnera zniknęli w mroku horyzontu, a rodzimy Sojusz nie jest już tym czym był u swego początku, lecz znalazłem nową przystań wśród Skrzydlatej Husarii. Najbitniejsza frakcja w galaktyce, ostoja niezależności i swobód, która nie kłania się ani Imperium ani Federacji. TWH jest ideą oraz wspólnotą, o które warto walczyć, no i z pewnością miejscem, gdzie można wypić i odpalić głupoty w dobrym towarzystwie <img src="https://forum.thewingedhussars.com/images/smilies/smile.png" alt="Smile" title="Smile" class="smilie smilie_412" /><br />
<br />
   Planety dalej krążą wokół gwiazd, mocarstwa powstają i przemijają, creditsy nieustannie czekają by je podjąć z gwiezdnego szlaku, nie pozostaje więc nic innego jak wytyczyć swój ślad na Mlecznej Galaktyce.<br />
<br />
Zatem... do zobaczenia w cieniu kosmicznej próźni, a może w blasku wschodzących gwiazd?<br />
o7, Cmdrs.<br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">=======================================</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="color: #ff3333;"><span style="font-weight: bold;">WĄTEK ZAMKNIĘTY</span></span></div>
<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">=======================================</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #3399ff;">Kastilione Log // HIP 3643 // FC TWH Ellen Ripley // 3307.11.21</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">=======================================</span><br />
<br />
Dokładnie rok temu wybudzili mnie z hibernacji i dostałem nową licencję pilota. W sumie to jakby moja nowa data urodzin.<br />
<br />
   Minęło ponad pół wieku od kiedy wyrzuciło mnie w uszkodzonym escape podzie, ale czy coś się tak naprawdę zmieniło, poza zasięgiem hyper napędu? Na pewno nie wojna, wojna nigdy się nie zmienia, zwłaszcza w wydaniu Federacji, Imperium i wszelkiej maści gankerów...<br />
<br />
   Amnezja minęła i w ciągu tego roku przypomniałem sobie sporo z mojego poprzedniego życia na Alioth, pewne rzeczy jednak dalej są jak za mgłą. Jedno czego jestem pewien to spokój i wolność, które daje mi kokpit statku. To jest igła w moim kompasie życia, gdziekolwiek sie udam, stery statku będą wskazywać kierunek. Nie wiem gdzie będę za kolejny rok, ale na pewno będę za sterami.<br />
<br />
   Moi starzy kompani  z pokolenia Mica Turnera zniknęli w mroku horyzontu, a rodzimy Sojusz nie jest już tym czym był u swego początku, lecz znalazłem nową przystań wśród Skrzydlatej Husarii. Najbitniejsza frakcja w galaktyce, ostoja niezależności i swobód, która nie kłania się ani Imperium ani Federacji. TWH jest ideą oraz wspólnotą, o które warto walczyć, no i z pewnością miejscem, gdzie można wypić i odpalić głupoty w dobrym towarzystwie <img src="https://forum.thewingedhussars.com/images/smilies/smile.png" alt="Smile" title="Smile" class="smilie smilie_412" /><br />
<br />
   Planety dalej krążą wokół gwiazd, mocarstwa powstają i przemijają, creditsy nieustannie czekają by je podjąć z gwiezdnego szlaku, nie pozostaje więc nic innego jak wytyczyć swój ślad na Mlecznej Galaktyce.<br />
<br />
Zatem... do zobaczenia w cieniu kosmicznej próźni, a może w blasku wschodzących gwiazd?<br />
o7, Cmdrs.<br />
<br />
<span style="color: #ffffff;">=======================================</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[CMDR RUSAŁKA] Dziennik pokładowy misji "Czerwona Panda".]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=6317</link>
			<pubDate>Thu, 11 Feb 2021 18:51:22 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=6317</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: right;"><span style="font-weight: bold;">DATA: 11.02.3307</span></div>
<div style="text-align: right;"><span style="font-weight: bold;">STATEK: [TWHE] ANDROMEDA</span></div>
<div style="text-align: right;"><span style="font-weight: bold;">SYSTEM: HLOCA</span></div>
<div style="text-align: right;"><span style="font-weight: bold;">FAZA: PLANOWANIE</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Siedziała w swoim kąciku na przepastnym carrierze CMDR Lenucha - [TWHE] Andromeda. Pomimo, że carrier był wielki i wyposażony na tyle, że było praktycznie na nim wszystko od wielkiego baru, pokoi gościnnych, w których obecnie urzędowali komandorzy tacy: jak Orbit, czy Polak, ona wolała ciche spokojne miejsce, na końcu carriera, gdzie praktycznie nikt nie zaglądał… no może oprócz Lenucha, raz na jakiś czas, kiedy szukał swojego darmozjada, znaczy się dla niewtajemniczonych swojej pilotki. <br />
<br />
Piła dziś już kolejna kawę z rzędu, skończyła liczyć chyba po trzeciej, ale nigdy nie przepadała za tą, którą serwował andromedowy ekspres, choć o dobrą kawę również było ciężko w tych systemach.  A skakali, dużo… była już na tyle przyzwyczajona do komend wydawanych przez komputer pokładowy carriera, że w pewnym momencie zaczęła je ignorować. <br />
<br />
Przynajmniej na zapas cygar z Kamitry narzekać nie mogła… Towar w teorii deficytowy, no ale co miała zrobić, jak wena na rozplanowanie całej operacji, była jak te niekoniecznie najlepsza kochanka. Przychodziła i odchodziła. <br />
<br />
Zasadniczo, nie wiedziała ile to już czasu spędziła nad tymi papierami… Owszem mogła użyć przecież komputera, bo jednak mamy rok 3307, ale wychodziła z założenia, że papier “przyjmie wszystko”. Sfrustrowana analizowała każdy szczegół dziennika pokładowego pewnego pilota, niegdyś należącego do Skrzydlatej Husarii. Ilość notatek… przypisów… analizy samej trasy, czasu trwania samej ekspedycji… To ile wiedziała z samych rozmów, kiedy jeszcze posiadali jakąkolwiek łączność w roku 3306. Czy planowała akcję ratunkową? Na pewno nie… Jego ekspedycja zaczęła się w październiku 3304 roku… Do tej pory z tym pilotem mogło stać się wszystko… Mógł wrócić i nie powiedzieć ani słowa… mógł zostać na końcu galaktyki… albo po prostu po tylu latach zrezygnować z podróży. <br />
<br />
- Na pewno, ktoś ze starej brygady, czytając ten dziennik będzie wiedział o kogo chodzi… Może to i lepiej? Może zmienić nazwę tej misji? - mruknęła do siebie zrezygnowana, wstając z fotela i rzucając kartki na biurko. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Przez dłuższą chwilę przyglądała się widokowi za oknem…. Andromeda stała po wewnętrznej stronie pierścienia, gdzie często latają tłuc piratów. Z jednej strony w husarskich systemach było tyle jeszcze do zrobienia… Z drugiej… .odkąd dołączyła do TWH miała ochotę na eksplorację… długą oraz samotną eksplorację… </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">- No i co ty zasadniczo Rusałko masz z tym wszystkim zrobić? Dopiero co wróciłeś z urlopu zdrowotnego… może szykuje ci się drugi... , a ty chcesz lecieć w bezkres i ciemność kosmosu? </div>
<div style="text-align: justify;">Co zrobisz jak skończy ci się paliwo? Kupisz sobie carriera, zagrindujesz się na śmierć by mieć gdzie ewentualnie wrócić się naprawić? Nie sądzisz, że trzeba zrobić to tak, jak wypada? Bez pomocy carrierów.. Fuel Ratsów…  - zadawała sobie pytania, na które nie potrafiła znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Odłożyła cygaro do popielniczki i udała się do jednego z hangarów, w których za uprzejmością Lenucha mogła magazynować cały ten “swój” dobytek. Sajdek? Fajny…, ale czy na pewno? Z jednej strony mogłaby zrobić od razu osiągnięcie… z drugiej… czy będzie w stanie nim wytrwać w kosmosie ze swoimi umiejętnościami?  </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Rusałka Destroyer.. Cobra MK III - sentymentalny statek, złożony jeszcze na samym początku przez CMDR Rzemysława. Do tej pory uwielbia nim latać. Małe… zwinne, wielofunkcyjne.., ale za to z małym skokiem. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Koparka.. Heavy Miner… to nie to zdecydowanie do tej operacji odpada… Death Destroyer? Krait MK II… Fajny pod Bounty Hunting, ale nic poza tym.  Też nie… Może Anaconda? Nie…. jeszcze nieskończona, poza tym nigdy nie była fanką dużych statków. Wybór padł na ASP Explorera od Lakona, o dumnej nazwie Czerwona Panda. Statek, który wiele dla niej znaczył… </div>
<div style="text-align: justify;">i jak nazwa wskazuje… nadaje się do eksploracji, gdyby tylko go trochę zinżynierować i odchudzić. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Cóż… chyba nadszedł czas, na prośbę o podrzutkę po materiały, ale wpierw trzeba wygrać wojnę z Żelkami…, a dopiero potem będzie się martwić… co zabierze ze sobą w podróż. </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: right;"><span style="font-weight: bold;">DATA: 11.02.3307</span></div>
<div style="text-align: right;"><span style="font-weight: bold;">STATEK: [TWHE] ANDROMEDA</span></div>
<div style="text-align: right;"><span style="font-weight: bold;">SYSTEM: HLOCA</span></div>
<div style="text-align: right;"><span style="font-weight: bold;">FAZA: PLANOWANIE</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Siedziała w swoim kąciku na przepastnym carrierze CMDR Lenucha - [TWHE] Andromeda. Pomimo, że carrier był wielki i wyposażony na tyle, że było praktycznie na nim wszystko od wielkiego baru, pokoi gościnnych, w których obecnie urzędowali komandorzy tacy: jak Orbit, czy Polak, ona wolała ciche spokojne miejsce, na końcu carriera, gdzie praktycznie nikt nie zaglądał… no może oprócz Lenucha, raz na jakiś czas, kiedy szukał swojego darmozjada, znaczy się dla niewtajemniczonych swojej pilotki. <br />
<br />
Piła dziś już kolejna kawę z rzędu, skończyła liczyć chyba po trzeciej, ale nigdy nie przepadała za tą, którą serwował andromedowy ekspres, choć o dobrą kawę również było ciężko w tych systemach.  A skakali, dużo… była już na tyle przyzwyczajona do komend wydawanych przez komputer pokładowy carriera, że w pewnym momencie zaczęła je ignorować. <br />
<br />
Przynajmniej na zapas cygar z Kamitry narzekać nie mogła… Towar w teorii deficytowy, no ale co miała zrobić, jak wena na rozplanowanie całej operacji, była jak te niekoniecznie najlepsza kochanka. Przychodziła i odchodziła. <br />
<br />
Zasadniczo, nie wiedziała ile to już czasu spędziła nad tymi papierami… Owszem mogła użyć przecież komputera, bo jednak mamy rok 3307, ale wychodziła z założenia, że papier “przyjmie wszystko”. Sfrustrowana analizowała każdy szczegół dziennika pokładowego pewnego pilota, niegdyś należącego do Skrzydlatej Husarii. Ilość notatek… przypisów… analizy samej trasy, czasu trwania samej ekspedycji… To ile wiedziała z samych rozmów, kiedy jeszcze posiadali jakąkolwiek łączność w roku 3306. Czy planowała akcję ratunkową? Na pewno nie… Jego ekspedycja zaczęła się w październiku 3304 roku… Do tej pory z tym pilotem mogło stać się wszystko… Mógł wrócić i nie powiedzieć ani słowa… mógł zostać na końcu galaktyki… albo po prostu po tylu latach zrezygnować z podróży. <br />
<br />
- Na pewno, ktoś ze starej brygady, czytając ten dziennik będzie wiedział o kogo chodzi… Może to i lepiej? Może zmienić nazwę tej misji? - mruknęła do siebie zrezygnowana, wstając z fotela i rzucając kartki na biurko. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Przez dłuższą chwilę przyglądała się widokowi za oknem…. Andromeda stała po wewnętrznej stronie pierścienia, gdzie często latają tłuc piratów. Z jednej strony w husarskich systemach było tyle jeszcze do zrobienia… Z drugiej… .odkąd dołączyła do TWH miała ochotę na eksplorację… długą oraz samotną eksplorację… </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">- No i co ty zasadniczo Rusałko masz z tym wszystkim zrobić? Dopiero co wróciłeś z urlopu zdrowotnego… może szykuje ci się drugi... , a ty chcesz lecieć w bezkres i ciemność kosmosu? </div>
<div style="text-align: justify;">Co zrobisz jak skończy ci się paliwo? Kupisz sobie carriera, zagrindujesz się na śmierć by mieć gdzie ewentualnie wrócić się naprawić? Nie sądzisz, że trzeba zrobić to tak, jak wypada? Bez pomocy carrierów.. Fuel Ratsów…  - zadawała sobie pytania, na które nie potrafiła znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Odłożyła cygaro do popielniczki i udała się do jednego z hangarów, w których za uprzejmością Lenucha mogła magazynować cały ten “swój” dobytek. Sajdek? Fajny…, ale czy na pewno? Z jednej strony mogłaby zrobić od razu osiągnięcie… z drugiej… czy będzie w stanie nim wytrwać w kosmosie ze swoimi umiejętnościami?  </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Rusałka Destroyer.. Cobra MK III - sentymentalny statek, złożony jeszcze na samym początku przez CMDR Rzemysława. Do tej pory uwielbia nim latać. Małe… zwinne, wielofunkcyjne.., ale za to z małym skokiem. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Koparka.. Heavy Miner… to nie to zdecydowanie do tej operacji odpada… Death Destroyer? Krait MK II… Fajny pod Bounty Hunting, ale nic poza tym.  Też nie… Może Anaconda? Nie…. jeszcze nieskończona, poza tym nigdy nie była fanką dużych statków. Wybór padł na ASP Explorera od Lakona, o dumnej nazwie Czerwona Panda. Statek, który wiele dla niej znaczył… </div>
<div style="text-align: justify;">i jak nazwa wskazuje… nadaje się do eksploracji, gdyby tylko go trochę zinżynierować i odchudzić. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Cóż… chyba nadszedł czas, na prośbę o podrzutkę po materiały, ale wpierw trzeba wygrać wojnę z Żelkami…, a dopiero potem będzie się martwić… co zabierze ze sobą w podróż. </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[W cieniu gwiazd - Pamiętnik pilota]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=6236</link>
			<pubDate>Sun, 22 Nov 2020 22:44:22 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=6236</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="font-family: Arial Black;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: x-large;">*<span style="color: #3366cc;">DANTE</span>*</span></span></span></div>
<br />
Niektórzy mówią, że romantyk w człowieku nie umiera nigdy. Po prostu pokrywa się warstwami przeżyć i emocji, które w końcu obracają go w gruboskórnego chama ... albo dziwaka. <br />
Gdy tłoczyliśmy się na jednym czy dwóch globach, każdy szukał odosobnienia. Oderwania od twarzy i spraw, które widział na "co dzień". Po 3000. roku ludzie rozproszeni po różnych układach zaczęli poszukiwać siebie nawzajem. Cóż za paradoks. Nigdy nie byliśmy rasą zadowoloną z czegokolwiek. Jesteśmy jak stado baranów, które boją się pozostać zbyt długo same na tej gwieździstej, nieskończonej łące.<br />
Ale nie ja. Gdy ostatnim razem zaciągnęli mnie do medyka opowiadał mi o syndromie "dryfującego". Może właśnie za jego namową zacząłem pisać ten głupi pamiętnik. Bo wiesz, gdy zagłębiasz się w przestrzeń i nie chcesz już wracać, jest za późno. Gdy jesteś typem samotnika podobno łatwo stracić rozeznanie. Ogrom nieskończoności zaczyna przytłaczać, a choroba jest podstępna i atakuje niepostrzeżenie. Nim się zorientujesz, zostajesz małym dryfującym okruchem, o którym nikt nie pamięta. A wszystko przez to, że zapomniałeś wziąć kolejny oddech.<br />
Nigdy nie uważałem się za takiego mięczaka. Samotnika - owszem. Wariata - może trochę. Samobójcę - nigdy. Przeszedłem przez piekło, żeby zdobyć swoją licencję. Czy legalnie? Skoro nadarzyła się okazja - czy to ważne? Ważne, że mogłem robić to, na czym zależało mi od dzieciaka. Wyrwać się z tej kisnącej skorupy i podróżować do niezliczonych układów. Swój statek zacząłem budować sam od podstaw już w wieku 12 lat. W końcu się udało. Nazwałem go "Dante".<br />
<br />
<div style="text-align: right;">Oczywiście, jak to zwykle z ludźmi bywa, nie wszystko okazało się tak satysfakcjonujące, jak to sobie dzieciak wyobrażał...</div>
<br />
Miały być podróże, tam gdzie wzrok nie sięga ale do wszystkiego potrzebujesz kredytów. Więc pierwsze loty w nieznane muszą poczekać. Na pokładzie samodzielnie składanego statku przewożę surowce, narzędzia, medykamenty, odpady...<br />
Ale w końcu trafiło mi się. Transport uranu. Drogi towar. Długi skok. Wypłata za robotę powinna wystarczyć na kilka cykli. W sam raz, by złapać drugi oddech i chociaż na chwilę zostawić zlecenia. Na szczęście Dante nie wymagał wielu przeróbek, by załadować cały balast do ładowni. No, pomijając zwinięcie systemu osłon, na rzecz kolejnych pojemników.<br />
Opuszczasz stację. Wprowadzasz koordynaty. Ustalasz trajektorię i rozgrzewasz napęd. Jeszcze chwila i rozpocznie się najnudniejsza część pracy. Skok po raz pierwszy zapierał dech w piersiach. Za trzecim trochę mniej. Ale po dziesiątym, stało się to karą. Co z tego, że nauczyliśmy się przekraczać prędkość światła, skoro nadal podróże ciągną się w nieskończoność?<br />
Ale na to też są sposoby. Są specyfiki, które potrafią umilić lot. Wystarczy kropla pod powiekę i przydługawy skok w hiperprzestrzeni przestaje być żmudnym wyczekiwaniem. Tkwiąc w półśnie, nie odczuwasz turbulencji. Zamiast tego, delikatne bujanie. Czasem pojawiają się wizje. Jak z holokronów z dawnych epok. Zabawa dzieci na jakichś prymitywnych antygrawitonach. Kąpiel w odsłoniętych zbiornikach wodnych, które nie są skażone toksycznymi pierwiastkami. Chwila relaksu, a w niedalekiej przeszłości wizja realnego zarobku.<br />
Nie oceniajcie mnie źle. Nie lubię bezczynności. A tak się akurat zdarzyło, że nie miałem nic do czytania w czasie skoku. Wena także mnie opuściła. <br />
Ah! No tak, zapomniałem ostrzec, że jestem fanem literatury. Zupełnie nieprzydatne hobby, które jakoś równoważy moją smykałkę do mechaniki, która nie raz uratowała mi już życie.<br />
<br />
<div style="text-align: center;">***</div>
<br />
<div style="text-align: center;"><img src="https://i.vimeocdn.com/video/608452416_640x360.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 608452416_640x360.jpg]" /></div>
<br />
Środek przestawał już działać ale wciąż tkwiłem we mgle z marzeń, gdy nagłe szarpnięcie przesunęło mój żołądek w okolice przełyku. <br />
<span style="color: #999933;"><span style="font-style: italic;">Co się dzieje mały?</span> </span><br />
Dante zaczął gwałtownie wytracać prędkość. Awionika zaczęła się rozjeżdżać. Ustawiliśmy się pod kątem do kursu. Szybko, odklejając z mózgu resztki lepkiego otumanienia, zacząłem się zastanawiać, który układ mógł dokonać takiego sprzężenia. Przecież Dante jest zoptymalizowany najlepiej w całym sektorze. Przez tarcze, które wymontowałem nie przechodził zasilacz żadnego innego układu. Przecież ciężar uranu nie przekroczył... uran... Olśniło mnie w momencie, w którym "wypadliśmy" ze skoku. Kolejne szarpnięcie ocuciło mnie ale treść żołądkowa, rozleniwiona środkiem odurzającym, wydostała się do wnętrza kokpitu. Zakląłem szpetnie i rozejrzałem się po przestrzeni widocznej w wizjerach. Jak na zawołanie salwa, która ślizgnęła się po poszyciu, potwierdziła moje przypuszczenia. Pirat! Gnój zaczaił się na uran, który transportuję. Szybka konfiguracja i start. Czas na ucieczkę. Zwłaszcza, że przecież osłony nie są aktywne, by próbować z nim sił w tańcu.<br />
<span style="font-style: italic;"><span style="color: #999933;">Myślisz, że trafiłeś na łatwy kąsek? ...</span> <span style="color: #999933;">Być może pilot jest głupi ale ten statek nie podda się tak łatwo! </span></span>Ryknąłem do wnętrza śmierdzącego wymiocinami kokpitu. Adwersarz nie miał prawa tego usłyszeć, w kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krzyku... Nie mniej zacząłem dawać świadectwo tego, że ani ja, ani Dante, nie zamierzamy się poddać. Mimo balastu robiliśmy uniki i zwody, starając się omijać zabójcze serie, które raz po raz głaskały poszycie. <br />
<span style="font-style: italic;"><span style="color: #999933;">Głupi! Głupi! Głupi! Powtarzasz innym, żeby chciwość nie wpędziła ich do grobu, a sam co robisz?! Zdejmujesz tarcze, bo zbierzesz więcej ładunku?! Frajer!</span></span><br />
I tak kolejne manewry obronne, przy akompaniamencie siarczystych przekleństw i wycia silników. Ta ucieczka trwała znacznie dłużej, niż najdłuższa podróż, którą odbyłem. Przynajmniej tak mi się wydawało. Resztki narkotyku jeszcze krążyły w żyłach, dając o sobie znać. W pierwszej chwili nie zauważyłem, gdy wybuch rozświetlił przestrzeń. Latające tuż za mną fragmenty kadłuba wyprzedziły mnie, odbijając się od osmolonej "skóry" Dantego. Ale to nie moje części. Nie pamiętam żebym je kiedykolwiek montował. <br />
To resztki statku pirata. Ktoś go zestrzelił. Jakiś łowca. W naruszonym systemie łączności odezwał się zniekształcony głos wybawcy<br />
<span style="font-style: italic;"><span style="color: #ff6633;">"Bzzzz... bzzzz... Następnym razem uważaj żółtodziobie Bzzz... Nie lata się w szemranych sektorach z opuszczoną tarczą."</span></span><br />
Tak, miał rację. Ale nie musiałem tego przyznawać.<br />
<span style="font-style: italic;"><span style="color: #999933;">"Masz szczęście, że ci go wprowadziłem pod celownik"</span></span><br />
I ruszyliśmy w swoje strony. On po odbiór nagrody za głowę pirata. Ja, dokończyć zlecenie... i zafundować mycie tapicerki mojemu przyjacielowi - Dantemu.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="font-family: Arial Black;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: x-large;">*<span style="color: #3366cc;">DANTE</span>*</span></span></span></div>
<br />
Niektórzy mówią, że romantyk w człowieku nie umiera nigdy. Po prostu pokrywa się warstwami przeżyć i emocji, które w końcu obracają go w gruboskórnego chama ... albo dziwaka. <br />
Gdy tłoczyliśmy się na jednym czy dwóch globach, każdy szukał odosobnienia. Oderwania od twarzy i spraw, które widział na "co dzień". Po 3000. roku ludzie rozproszeni po różnych układach zaczęli poszukiwać siebie nawzajem. Cóż za paradoks. Nigdy nie byliśmy rasą zadowoloną z czegokolwiek. Jesteśmy jak stado baranów, które boją się pozostać zbyt długo same na tej gwieździstej, nieskończonej łące.<br />
Ale nie ja. Gdy ostatnim razem zaciągnęli mnie do medyka opowiadał mi o syndromie "dryfującego". Może właśnie za jego namową zacząłem pisać ten głupi pamiętnik. Bo wiesz, gdy zagłębiasz się w przestrzeń i nie chcesz już wracać, jest za późno. Gdy jesteś typem samotnika podobno łatwo stracić rozeznanie. Ogrom nieskończoności zaczyna przytłaczać, a choroba jest podstępna i atakuje niepostrzeżenie. Nim się zorientujesz, zostajesz małym dryfującym okruchem, o którym nikt nie pamięta. A wszystko przez to, że zapomniałeś wziąć kolejny oddech.<br />
Nigdy nie uważałem się za takiego mięczaka. Samotnika - owszem. Wariata - może trochę. Samobójcę - nigdy. Przeszedłem przez piekło, żeby zdobyć swoją licencję. Czy legalnie? Skoro nadarzyła się okazja - czy to ważne? Ważne, że mogłem robić to, na czym zależało mi od dzieciaka. Wyrwać się z tej kisnącej skorupy i podróżować do niezliczonych układów. Swój statek zacząłem budować sam od podstaw już w wieku 12 lat. W końcu się udało. Nazwałem go "Dante".<br />
<br />
<div style="text-align: right;">Oczywiście, jak to zwykle z ludźmi bywa, nie wszystko okazało się tak satysfakcjonujące, jak to sobie dzieciak wyobrażał...</div>
<br />
Miały być podróże, tam gdzie wzrok nie sięga ale do wszystkiego potrzebujesz kredytów. Więc pierwsze loty w nieznane muszą poczekać. Na pokładzie samodzielnie składanego statku przewożę surowce, narzędzia, medykamenty, odpady...<br />
Ale w końcu trafiło mi się. Transport uranu. Drogi towar. Długi skok. Wypłata za robotę powinna wystarczyć na kilka cykli. W sam raz, by złapać drugi oddech i chociaż na chwilę zostawić zlecenia. Na szczęście Dante nie wymagał wielu przeróbek, by załadować cały balast do ładowni. No, pomijając zwinięcie systemu osłon, na rzecz kolejnych pojemników.<br />
Opuszczasz stację. Wprowadzasz koordynaty. Ustalasz trajektorię i rozgrzewasz napęd. Jeszcze chwila i rozpocznie się najnudniejsza część pracy. Skok po raz pierwszy zapierał dech w piersiach. Za trzecim trochę mniej. Ale po dziesiątym, stało się to karą. Co z tego, że nauczyliśmy się przekraczać prędkość światła, skoro nadal podróże ciągną się w nieskończoność?<br />
Ale na to też są sposoby. Są specyfiki, które potrafią umilić lot. Wystarczy kropla pod powiekę i przydługawy skok w hiperprzestrzeni przestaje być żmudnym wyczekiwaniem. Tkwiąc w półśnie, nie odczuwasz turbulencji. Zamiast tego, delikatne bujanie. Czasem pojawiają się wizje. Jak z holokronów z dawnych epok. Zabawa dzieci na jakichś prymitywnych antygrawitonach. Kąpiel w odsłoniętych zbiornikach wodnych, które nie są skażone toksycznymi pierwiastkami. Chwila relaksu, a w niedalekiej przeszłości wizja realnego zarobku.<br />
Nie oceniajcie mnie źle. Nie lubię bezczynności. A tak się akurat zdarzyło, że nie miałem nic do czytania w czasie skoku. Wena także mnie opuściła. <br />
Ah! No tak, zapomniałem ostrzec, że jestem fanem literatury. Zupełnie nieprzydatne hobby, które jakoś równoważy moją smykałkę do mechaniki, która nie raz uratowała mi już życie.<br />
<br />
<div style="text-align: center;">***</div>
<br />
<div style="text-align: center;"><img src="https://i.vimeocdn.com/video/608452416_640x360.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 608452416_640x360.jpg]" /></div>
<br />
Środek przestawał już działać ale wciąż tkwiłem we mgle z marzeń, gdy nagłe szarpnięcie przesunęło mój żołądek w okolice przełyku. <br />
<span style="color: #999933;"><span style="font-style: italic;">Co się dzieje mały?</span> </span><br />
Dante zaczął gwałtownie wytracać prędkość. Awionika zaczęła się rozjeżdżać. Ustawiliśmy się pod kątem do kursu. Szybko, odklejając z mózgu resztki lepkiego otumanienia, zacząłem się zastanawiać, który układ mógł dokonać takiego sprzężenia. Przecież Dante jest zoptymalizowany najlepiej w całym sektorze. Przez tarcze, które wymontowałem nie przechodził zasilacz żadnego innego układu. Przecież ciężar uranu nie przekroczył... uran... Olśniło mnie w momencie, w którym "wypadliśmy" ze skoku. Kolejne szarpnięcie ocuciło mnie ale treść żołądkowa, rozleniwiona środkiem odurzającym, wydostała się do wnętrza kokpitu. Zakląłem szpetnie i rozejrzałem się po przestrzeni widocznej w wizjerach. Jak na zawołanie salwa, która ślizgnęła się po poszyciu, potwierdziła moje przypuszczenia. Pirat! Gnój zaczaił się na uran, który transportuję. Szybka konfiguracja i start. Czas na ucieczkę. Zwłaszcza, że przecież osłony nie są aktywne, by próbować z nim sił w tańcu.<br />
<span style="font-style: italic;"><span style="color: #999933;">Myślisz, że trafiłeś na łatwy kąsek? ...</span> <span style="color: #999933;">Być może pilot jest głupi ale ten statek nie podda się tak łatwo! </span></span>Ryknąłem do wnętrza śmierdzącego wymiocinami kokpitu. Adwersarz nie miał prawa tego usłyszeć, w kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krzyku... Nie mniej zacząłem dawać świadectwo tego, że ani ja, ani Dante, nie zamierzamy się poddać. Mimo balastu robiliśmy uniki i zwody, starając się omijać zabójcze serie, które raz po raz głaskały poszycie. <br />
<span style="font-style: italic;"><span style="color: #999933;">Głupi! Głupi! Głupi! Powtarzasz innym, żeby chciwość nie wpędziła ich do grobu, a sam co robisz?! Zdejmujesz tarcze, bo zbierzesz więcej ładunku?! Frajer!</span></span><br />
I tak kolejne manewry obronne, przy akompaniamencie siarczystych przekleństw i wycia silników. Ta ucieczka trwała znacznie dłużej, niż najdłuższa podróż, którą odbyłem. Przynajmniej tak mi się wydawało. Resztki narkotyku jeszcze krążyły w żyłach, dając o sobie znać. W pierwszej chwili nie zauważyłem, gdy wybuch rozświetlił przestrzeń. Latające tuż za mną fragmenty kadłuba wyprzedziły mnie, odbijając się od osmolonej "skóry" Dantego. Ale to nie moje części. Nie pamiętam żebym je kiedykolwiek montował. <br />
To resztki statku pirata. Ktoś go zestrzelił. Jakiś łowca. W naruszonym systemie łączności odezwał się zniekształcony głos wybawcy<br />
<span style="font-style: italic;"><span style="color: #ff6633;">"Bzzzz... bzzzz... Następnym razem uważaj żółtodziobie Bzzz... Nie lata się w szemranych sektorach z opuszczoną tarczą."</span></span><br />
Tak, miał rację. Ale nie musiałem tego przyznawać.<br />
<span style="font-style: italic;"><span style="color: #999933;">"Masz szczęście, że ci go wprowadziłem pod celownik"</span></span><br />
I ruszyliśmy w swoje strony. On po odbiór nagrody za głowę pirata. Ja, dokończyć zlecenie... i zafundować mycie tapicerki mojemu przyjacielowi - Dantemu.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Przypadki Godfryda, czyli Ciche dni]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=6066</link>
			<pubDate>Sun, 14 Jun 2020 13:36:37 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=6066</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-size: x-large;"><span style="font-weight: bold;">Przedmowa - garść informacji i wątpliwości zanim zacznę się wczuwać, </span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;">czyli Out Of Character esej o tym co komu wolno i kiedy</div>
<br />
<span style="font-weight: bold;">I. Mam małą zagwozdkę</span>. Otóż zanim zabrałem się do wymyślania czegokolwiek pod RP Przeczytałem wszystkie regulaminy i aktualizacje do nich i tak jak uważam, że wszystko jest w najlepszym porządku tak zastanawiam się czy stosowanie czarnego humoru w dużym stężeniu jest naruszeniem regulaminu czy nie? Bo wiecie dla jednego pewien żart jest no cóż, właśnie żartem a dla innego te same rzeczy mogą wydać się niesmacznym i obrazoburczym nietaktem. <br />
<br />
Osobiście uważam, że tzw. "poprawność polityczna" jest najgorszym złem współczesnego świata (poza moją byłą, hipotetyczną twoją starą i Buką z Muminków - niepotrzebne skreślić) i instynktownie się jej przeciwstawiam w swojej "twórczości", co jeśli poznacie mnie trochę bliżej prawdopodobnie uznacie za uzasadnione. <br />
No to teraz myślicie pewnie, że będzie grubo i nie wiadomo jak harcorowo. Nie, nie zamierzam na siłę być kontrowersyjny czy z premedytacją łamać regulamin dla zasady. Wręcz przeciwnie. Podoba mi się tutejsza miła atmosfera i nie mam zamiaru tego zmieniać. Znam siebie jednak na tyle, że wolę uprzedzić. Ale równie dobrze może się to okazać zbędne bo nie będę potrzebował danego środka wyrazu.<br />
<br />
Cały ten wywód powstał dla tego, że nie zamierzam zmieniać tekstu tylko dlatego, że ktoś może się poczuć urażony. Wszystkich i tak nie zadowolę a zakładam, że jeśli dobrnąłeś do tego momentu to jesteś dorosły lub na tyle dojrzały, żeby wyłapać co jest żartem a co nie a sporadyczne siarczyste przekleństwo rzucone przy nieudanej próbie dokowania uznasz za środek stylistyczny a nie jako przejaw braku kultury autora. Podsumowując, nie wiem czy tak będzie w tym wypadku ale zdarza mi się stosować czarny humor, autoironię sporadyczne bluzgi czy przełamywanie tzw. czwartej ściany. Wszystko to ma służyć narracji. Ot Licentia poetica. Zostaliście ostrzeżeni. Jeśli jednak mimo to uznasz, że przesadziłem to śmiało mi to wytknij. Nie unoszę się dumą i da się ze mną dogadać i trudno urazić <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">II. Pozostałe informacje:</span><br />
- Mam zarys pomysłu na Godfryda ale wszystko się jeszcze może zmienić bo sam nie jeszcze wiem czego chcę<br />
- Godfryda traktuje trochę jak mnie samego w tamtym miejscu i czasie. Nie czułbym się komfortowo pisząc rzeczy, które może i pasują do danej sytuacji ale do mnie kompletnie nie. Nie oznacza to oczywiście braku ewentualnych wyjątków. Moja postać to nie ja ale jeśli z czasem zauważysz podobieństwa to tak miało być.<br />
- Wątek jest otwarty tak bardzo jak to tylko możliwe. Dopisujcie swoje wątki związane z moim komandorem, wyrażajcie opinię, sugerujcie pomysły i wytykajcie błędy. Skorzystam na tym zarówno ja jak i czytelnicy. <br />
- nie wykluczam używania waszych postaci w charakterze postaci którośtam - planowych a większe wystąpienia będę uzgadniał z samymi zainteresowanymi. Jeśli natomiast dodasz w tym temacie coś od siebie to możesz liczyć się z tym, że się do tego odniosę.<br />
- Pierwsze wpisy mogą być niespójne, bądź wręcz niezgodne z Lore ED a to dlatego, że jestem totalną świerzynką w Uniwersum Elite i dopiero wgryzam się w setki stron materiałów źródłowych Będę na bieżąco stosował się do waszych uwag i korygował ewentualne błędy.<br />
<br />
Dużo było tego wstępu a pora wbić się w buty komandora Godfryda. Myślę, że zacznę od nieco suchego biogramu jako punktu wyjścia i dalej popłynę już fabułą. Ahoj Przygodo!<br />
<hr />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: small;"><span style="font-size: medium;">Z formularza przejęcia pracownika przymusowego Imperium</span></span></span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Imię:</span> Godfryd</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Nazwisko</span>: de Bouillon (zmienił po ucieczce na Cichy przyp. autora)</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-weight: bold;">Przynależność etniczno - kulturowa: </span>Imperium</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Ojciec:</span> Francis de Bouillon</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Zawód ojca:</span> Makler giełdowy</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Matka:</span> Anna de Bouillon (z domu Żukowska)</span></span><br />
<br />
<span style="font-size: small;"><span style="color: #ffffff;"><span style="font-weight: bold;">Zawód matki:</span> Stewardessa (zaginiona w czasie wykonywania czynności służbowych)</span></span><br />
<br />
<span style="color: #dadbdc;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Powód przejęcia:</span> długi hazardowe ojca</span></span><br />
<br />
<span style="color: #dadbdc;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Stosunek zatrzymanego do polityki Imperium:</span> Patriotyczny. Jednak często wyraża poglądy rewolucyjne, potępia niewolnictwo. Podejrzewany o sympatyzowanie ze zwolennikami Aidling Duval. Obserwować.</span></span><br />
<br />
<span style="color: #dadbdc;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Uwagi:</span> Zapytany o wiek i inne dane zatrzymany zaczął wykrzykiwać przekleństwa pod adresem matki oficera podejmującego zatrzymanie. Ponadto wykrzykiwał bezsensowne hasła jak "Uwolnić Orkę!, Han strzelał pierwszy! Jar Jar Imperatorem! (wydano prewencyjny nakaz zatrzymania wspomnianego Jar Jara). Bredził coś o błyskawicach i mocy. Prawdopodobnie nierównoważony bądź niepełnosprawny intelektualnie.</span></span><br />
<br />
<span style="color: #dadbdc;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Obecny status:</span> DANE USZKODZONE....</span></span><br />
<br />
Godfryd de Bouillon Imię odziedziczył po wielkim praprzodku, przywódcy Pierwszej Krucjaty z Ziemskiego XIw. Syn francuskiego maklera giełdowego i polskiej hostessy z promu międzygwiezdnego.  Wychowany w duchu Imperialnego patriotyzmu. W wieku 20 lat zostaje sprzedany do pracy w kopali w zamian za anulowanie  długów hazardowych ojca. Niedługo po tym matka znika w czasie podroży służbowej (ciała nigdy nie odnaleziono).  w weku 25 lat Godfryd brawurowo ucieka z kopalni kradzionym Sidewinderem, co dostrzega oficer werbunkowy Federacji Pilotów, nawiązał z Godfrydem kontakt radiowy i zaoferował szkolenie. Godfryd, niezbyt ufny dał się przekonać dopiero kiedy zaoferowano mu zmianę nazwiska i wymazanie kartoteki, a co za tym idzie - wolność.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-size: x-large;"><span style="font-weight: bold;">Przedmowa - garść informacji i wątpliwości zanim zacznę się wczuwać, </span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: center;">czyli Out Of Character esej o tym co komu wolno i kiedy</div>
<br />
<span style="font-weight: bold;">I. Mam małą zagwozdkę</span>. Otóż zanim zabrałem się do wymyślania czegokolwiek pod RP Przeczytałem wszystkie regulaminy i aktualizacje do nich i tak jak uważam, że wszystko jest w najlepszym porządku tak zastanawiam się czy stosowanie czarnego humoru w dużym stężeniu jest naruszeniem regulaminu czy nie? Bo wiecie dla jednego pewien żart jest no cóż, właśnie żartem a dla innego te same rzeczy mogą wydać się niesmacznym i obrazoburczym nietaktem. <br />
<br />
Osobiście uważam, że tzw. "poprawność polityczna" jest najgorszym złem współczesnego świata (poza moją byłą, hipotetyczną twoją starą i Buką z Muminków - niepotrzebne skreślić) i instynktownie się jej przeciwstawiam w swojej "twórczości", co jeśli poznacie mnie trochę bliżej prawdopodobnie uznacie za uzasadnione. <br />
No to teraz myślicie pewnie, że będzie grubo i nie wiadomo jak harcorowo. Nie, nie zamierzam na siłę być kontrowersyjny czy z premedytacją łamać regulamin dla zasady. Wręcz przeciwnie. Podoba mi się tutejsza miła atmosfera i nie mam zamiaru tego zmieniać. Znam siebie jednak na tyle, że wolę uprzedzić. Ale równie dobrze może się to okazać zbędne bo nie będę potrzebował danego środka wyrazu.<br />
<br />
Cały ten wywód powstał dla tego, że nie zamierzam zmieniać tekstu tylko dlatego, że ktoś może się poczuć urażony. Wszystkich i tak nie zadowolę a zakładam, że jeśli dobrnąłeś do tego momentu to jesteś dorosły lub na tyle dojrzały, żeby wyłapać co jest żartem a co nie a sporadyczne siarczyste przekleństwo rzucone przy nieudanej próbie dokowania uznasz za środek stylistyczny a nie jako przejaw braku kultury autora. Podsumowując, nie wiem czy tak będzie w tym wypadku ale zdarza mi się stosować czarny humor, autoironię sporadyczne bluzgi czy przełamywanie tzw. czwartej ściany. Wszystko to ma służyć narracji. Ot Licentia poetica. Zostaliście ostrzeżeni. Jeśli jednak mimo to uznasz, że przesadziłem to śmiało mi to wytknij. Nie unoszę się dumą i da się ze mną dogadać i trudno urazić <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">II. Pozostałe informacje:</span><br />
- Mam zarys pomysłu na Godfryda ale wszystko się jeszcze może zmienić bo sam nie jeszcze wiem czego chcę<br />
- Godfryda traktuje trochę jak mnie samego w tamtym miejscu i czasie. Nie czułbym się komfortowo pisząc rzeczy, które może i pasują do danej sytuacji ale do mnie kompletnie nie. Nie oznacza to oczywiście braku ewentualnych wyjątków. Moja postać to nie ja ale jeśli z czasem zauważysz podobieństwa to tak miało być.<br />
- Wątek jest otwarty tak bardzo jak to tylko możliwe. Dopisujcie swoje wątki związane z moim komandorem, wyrażajcie opinię, sugerujcie pomysły i wytykajcie błędy. Skorzystam na tym zarówno ja jak i czytelnicy. <br />
- nie wykluczam używania waszych postaci w charakterze postaci którośtam - planowych a większe wystąpienia będę uzgadniał z samymi zainteresowanymi. Jeśli natomiast dodasz w tym temacie coś od siebie to możesz liczyć się z tym, że się do tego odniosę.<br />
- Pierwsze wpisy mogą być niespójne, bądź wręcz niezgodne z Lore ED a to dlatego, że jestem totalną świerzynką w Uniwersum Elite i dopiero wgryzam się w setki stron materiałów źródłowych Będę na bieżąco stosował się do waszych uwag i korygował ewentualne błędy.<br />
<br />
Dużo było tego wstępu a pora wbić się w buty komandora Godfryda. Myślę, że zacznę od nieco suchego biogramu jako punktu wyjścia i dalej popłynę już fabułą. Ahoj Przygodo!<br />
<hr />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: small;"><span style="font-size: medium;">Z formularza przejęcia pracownika przymusowego Imperium</span></span></span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Imię:</span> Godfryd</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Nazwisko</span>: de Bouillon (zmienił po ucieczce na Cichy przyp. autora)</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-weight: bold;">Przynależność etniczno - kulturowa: </span>Imperium</span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Ojciec:</span> Francis de Bouillon</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Zawód ojca:</span> Makler giełdowy</span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffffff;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Matka:</span> Anna de Bouillon (z domu Żukowska)</span></span><br />
<br />
<span style="font-size: small;"><span style="color: #ffffff;"><span style="font-weight: bold;">Zawód matki:</span> Stewardessa (zaginiona w czasie wykonywania czynności służbowych)</span></span><br />
<br />
<span style="color: #dadbdc;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Powód przejęcia:</span> długi hazardowe ojca</span></span><br />
<br />
<span style="color: #dadbdc;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Stosunek zatrzymanego do polityki Imperium:</span> Patriotyczny. Jednak często wyraża poglądy rewolucyjne, potępia niewolnictwo. Podejrzewany o sympatyzowanie ze zwolennikami Aidling Duval. Obserwować.</span></span><br />
<br />
<span style="color: #dadbdc;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Uwagi:</span> Zapytany o wiek i inne dane zatrzymany zaczął wykrzykiwać przekleństwa pod adresem matki oficera podejmującego zatrzymanie. Ponadto wykrzykiwał bezsensowne hasła jak "Uwolnić Orkę!, Han strzelał pierwszy! Jar Jar Imperatorem! (wydano prewencyjny nakaz zatrzymania wspomnianego Jar Jara). Bredził coś o błyskawicach i mocy. Prawdopodobnie nierównoważony bądź niepełnosprawny intelektualnie.</span></span><br />
<br />
<span style="color: #dadbdc;"><span style="font-size: small;"><span style="font-weight: bold;">Obecny status:</span> DANE USZKODZONE....</span></span><br />
<br />
Godfryd de Bouillon Imię odziedziczył po wielkim praprzodku, przywódcy Pierwszej Krucjaty z Ziemskiego XIw. Syn francuskiego maklera giełdowego i polskiej hostessy z promu międzygwiezdnego.  Wychowany w duchu Imperialnego patriotyzmu. W wieku 20 lat zostaje sprzedany do pracy w kopali w zamian za anulowanie  długów hazardowych ojca. Niedługo po tym matka znika w czasie podroży służbowej (ciała nigdy nie odnaleziono).  w weku 25 lat Godfryd brawurowo ucieka z kopalni kradzionym Sidewinderem, co dostrzega oficer werbunkowy Federacji Pilotów, nawiązał z Godfrydem kontakt radiowy i zaoferował szkolenie. Godfryd, niezbyt ufny dał się przekonać dopiero kiedy zaoferowano mu zmianę nazwiska i wymazanie kartoteki, a co za tym idzie - wolność.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nielegalne Eskapady z dziennika Vaye Anders]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5868</link>
			<pubDate>Sat, 01 Feb 2020 20:55:50 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5868</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="color: #ff9933;"><span style="font-size: large;">//WCZYTUJĘ WPIS Z 01-02-3306 15:40 GT//TYTUŁ WPISU: "REŻIM"//DANE LOKALIZACYJNE: JENKINS BASE - SUTERUKU//KATEGORIA: HISTORYJKA - PRACA//</span></span></div>
<br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/ziV6U85.png" border="0" alt="[Obrazek: ziV6U85.png]" /><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye nie wyglądała dobrze, przypominała co najwyżej wrak człowieka. Przejrzała się w lusterku siedząc w fotelu pilota i gdy tylko zobaczyła swój wizerunek, na jej twarzy pojawił się grymas. Nie tracąc czasu na poprawienie znoszonego make-upu, czy zakrycia kilku nowych (całe szczęście małych) blizn na policzku zaczęła przebierać się w swój "wyjściowy strój" - lekki pancerz wspomagany z możliwością pracy w próżni kosmicznej, materiałową, czarno-fioletową pelerynę z kapturem opadającą na lewe ramię i poszarpaną spódnicę ponad kolana wykonaną z tego samego materiału i w tych samych barwach co peleryna. Ten strój towarzyszył Vaye w pracy od lat i zmieniał się razem z nią, była to jej wizytówka. Wstała z fotela, wzięła do rąk kamerę i zaczęła nagranie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Witaj, drogi widzu i witaj ja sprawdzajaca jakość nagrania. - głos komandorki był niski i chłodny. - Z tej strony Vaye Anders, komandorka Skrzydlatej Husarii i kobieta o złej reputacji w wielu zakątkach galaktyki.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye odwróciła na chwilę wzrok od kamery i podrapała się po swoim trochę okrągłym, trochę kanciastym podbródku.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Postanowiłam założyć ten dziennik z myślą, że warto pozostawić po sobie coś na tym świecie, jeśli któryś z moich wrogów w końcu złapie mnie z opuszczoną gardą poza pancernymi ścianami jednego z moich statków. - Vaye zachichotała, po czym od razu posmutniała. - Mimo...iż nie sądzę, że nastąpi to prędko. Jeśli mnie znasz, to wiesz, że w trakcie swojej kariery próbowałam wielu zajęć. Od łowczyni nagród, przez handel, eksplorację czy nawet tę bezsensowną zabawę w bohaterkę wojny z Thargoidami...chociaż daleko mi było do bohaterki czy dobrej pilotki...heh...</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Gdy tylko upewniła się, że pancerz dobrze na niej leży i odstawiła kamerę, udała się na pokła portu. Ruszając do wyjścia ze statku, zawiesiła i zapięła hełm pancerza na małym haczyku umiejscowionym nad prawym biodrem oraz przewiesiła swój karabin wyborowy przez ramię. Od kilku dni pomagała tutejszej mafii wygrać wojnę z pomniejszą imperialną frakcją. Jej przyjaciel Sharon obmyślał plany, a Vaye wcielała je w życie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye szła szybkim krokiem wzdłuż korytarza odziana w swój czarno-szaro-czerwony pancerz, ciężkie buty głośno stukały o stalową podłogę. Jedynymi ludźmi przebywającymi w korytarzu była para pracowników sanitarnych krzycząca na siebie nawzajem próbując przepchnąć jakiś wózek przez zbyt ciasne drzwi.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Korytarz nie należał do najbiedniejszych, był czysty, a oliwkowa farba pokrywająca prawie całą jego powierzchnię wyglądała jakby położono ją kilka dni temu. Gdzieniegdzie leżały jakieś stalowe skrzynie i pojemniki, czy donice z roślinami ozdobnymi nieudolnie starającymi się ukryć militarny charakter portu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye stanęła przy podwójnych drzwiach na końcu korytarza, przyłożyła jakąś kartę do czytnika i weszła do kolejnego pomieszczenia. Cały pokój był pokryty czernią i kolorowymi mazajami mieszającymi się z logami różnych karteli i band pirackich, pokój nie był zbyt duży, a po stronie przeciwnej do drzwi wejściowych stały drewniane biurko i 3 tanie krzesła. Jedno krzesło za biurkiem, a dwa przed. Krzesło za biurkiem zajmowała sekretarka pracująca na swoim Duradrive, ta podniosła wzrok i zobaczyła Vaye stojącą z założonymi rękami przy wejściu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Dzień dobry! Pani do pana Sharona? - sekretarka odezwała się ciepłym głosem kładąc zablokowany Duradrive na biurko zapełnione innymi klamotami używanymi w biurach.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Tak. - Vaye odezwała się po czym ruszyła w stronę drzwi na prawo od biurka. Sekretarka pokazała Vaye gestem, że ma się zatryzmać i usiąść na krześle.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Ale gdzie pani się tak śpieszy? Nowe wytyczne zmuszają mnie do rejestrowania każdego kto odwiedza naszą kwaterę. - Pracownica Sharona znów podniosła Duradrive i wykonała kilka kliknięć. W tym czasie Vaye pokręciła lekko głową i usiadła na jednym z krzeseł.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Imię i nazwisko? - Sekretarka zapytała patrząc Vaye prosto w oczy. Vaye odwróciła nieco wzrok by nie zachowywać nieprzyjemmnego kontaktu wzrokowego.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vaye Anders.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Przepraszam...Wai?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">Anders dobrze wiedziała na co się zapowiadało i już zaczęła się denerwować.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vaye...przez v.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vei?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Nie, Vaye!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vej?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vaye!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Veye?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- KURWA!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- K-u-r-v-a.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Co jak?! Co ty tam piszesz?!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Veye Anders Kurva. Ciekawe dane! Całe szczęście dla nas jestem mistrzynią w rozgryzaniu egzotycznych imion, hihi!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye otworzyła lekko usta jakby chcąc coś powiedzieć, po chwili znów je zamknęła i podniosła brwi. Nie czuła nawet złości, było jej przykro.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Po prostu...daj mi to samej napisać...</span><br />
<span style="color: #ff9933;">Sekretarka podała pada Vaye dalej mieniąc się głupawym uśmiechem pełnym dumy. Niestety, gdy Vaye oddała jej Duradrive, uśmiech znikł, a pojawiło się osłupienie i wstyd.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Proszę do drzwi po lewej... - Głos sekretarki załamał się gdy zobaczyła ekran tabletu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye przeszła przez kolejne drzwi, kolejne pomieszczenie było prawie identyczne do poprzedniego tylko, że lepiej wystrojone. Stało w nim kilka drogich roślin doniczkowych, a dębowy stół, szkarłatny skórzany fotel i trzy skórzane kanapy stojące pośrodku pokoju wyglądały na bardzo kosztowne. W fotelu siedział Baron Sharon, skorumpowany imperialny polityk i niedoceniony poeta. Sharon był w trakcie układania jakiegoś wiersza, gdy Vaye mu przeszkodziła.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Ah Vaye! Już martwiłem się, że coś poszło nie tak! - Sharon odezwał się, pokazując swój szeroki uśmiech. Vaye wiedziała, że dla niej ten uśmiech był szczery, po kilku miesiącach wspólnej pracy (tak, pracowała dla niego już wcześniej po prostu rzadziej) zrodziła się między nimi przyjaźń. Przyjaźń napędzana wspólną nienawiścią do Imperium.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Proszę cię, jeśli mój kontakt w systemie docelowym jest niestabilny psychicznie, może powiedz mi o tym PRZED robotą. - Vaye pokazała palcem swoje nowe blizny. - A tak poza tym, co tam bazgrasz tym razem?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Ach! Możliwość twojej tragicznej śmierci zainspirowała mnie do napisania trenu! Aaaaale skoro dalej żyjesz to jest gówno wart... - Sharon zgniótł szybko kartkę i wrzucił do stojącego obok fotela plastikowego śmietniczka. - A teraz...może opowiesz mi o tych twoich dziwnych akcjach na terytorium Husarii? Tak naprawdę tylko dlatego cię tutaj wezwałem, niepokoję się. Chyba nie próbujesz odtworzyć Załogi po...sama wiesz czym?</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye zamilkła. Sharon skanował ją wzrokiem, nie wiedział co wstąpiło w Vaye skoro jeszcze kilka miesięcy temu dostawała mini-PTSD na samą myśl o byłej Załodze.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Muszę ją stworzyć...nie mogę odmówić... - Sharon szybko przerwał Vaye zanim rozwinęła swoją wypowiedź.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Nic nie musisz! Popatrz ile osiągnęłaś sama, ile dobrych kontaktów, jak wiele dobrej reputacji! Nie możesz tego wszystkiego tak po prostu rzucić przez jakąś rodzinną tradycję! - Sharon zaczynał krzyczeć. Zirytowała go sama myśl o kierunku w jakim idzie jego przyjaciółka. - Co niby teraz zrobisz? Znów rzucisz się na Federację i Imperium z ogniem i mieczem? Kiedyś nie spojrzałabyś nawet na imperialsa, a teraz? W gronie twoich przyjaciół znajduje się emerytowany łowca nagród, miłośnik Imperium!</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye zacisnęła prawą dłoń, a lewą złapała się za włosy próbując opanować nagły przypływ emocji. Sharon zgarbił się w fotelu i objął twarz rękoma, żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć, atmosfera była naprawdę napięta. W końcu Vaye znalazła siłę by coś powiedzieć:</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Po prostu omińmy na dzisaj ten temat...mamy wojnę do zakończenia w tym systemie...</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Ten dzień nie był specjalnie udany. Po kilku godzinach rozmów o strategii na obecną wojnę, Vaye wróciła na pokład swojego Pythona i udała się do Kamchy, gdzie miała brać udział w zorganizowanej akcji HSP. Być może to pomogłoby jej w zwalczeniu nagromadzonego stresu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">//KONIEC WPISU//</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="color: #ff9933;"><span style="font-size: large;">//WCZYTUJĘ WPIS Z 01-02-3306 15:40 GT//TYTUŁ WPISU: "REŻIM"//DANE LOKALIZACYJNE: JENKINS BASE - SUTERUKU//KATEGORIA: HISTORYJKA - PRACA//</span></span></div>
<br />
<br />
<img src="https://i.imgur.com/ziV6U85.png" border="0" alt="[Obrazek: ziV6U85.png]" /><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye nie wyglądała dobrze, przypominała co najwyżej wrak człowieka. Przejrzała się w lusterku siedząc w fotelu pilota i gdy tylko zobaczyła swój wizerunek, na jej twarzy pojawił się grymas. Nie tracąc czasu na poprawienie znoszonego make-upu, czy zakrycia kilku nowych (całe szczęście małych) blizn na policzku zaczęła przebierać się w swój "wyjściowy strój" - lekki pancerz wspomagany z możliwością pracy w próżni kosmicznej, materiałową, czarno-fioletową pelerynę z kapturem opadającą na lewe ramię i poszarpaną spódnicę ponad kolana wykonaną z tego samego materiału i w tych samych barwach co peleryna. Ten strój towarzyszył Vaye w pracy od lat i zmieniał się razem z nią, była to jej wizytówka. Wstała z fotela, wzięła do rąk kamerę i zaczęła nagranie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Witaj, drogi widzu i witaj ja sprawdzajaca jakość nagrania. - głos komandorki był niski i chłodny. - Z tej strony Vaye Anders, komandorka Skrzydlatej Husarii i kobieta o złej reputacji w wielu zakątkach galaktyki.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye odwróciła na chwilę wzrok od kamery i podrapała się po swoim trochę okrągłym, trochę kanciastym podbródku.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Postanowiłam założyć ten dziennik z myślą, że warto pozostawić po sobie coś na tym świecie, jeśli któryś z moich wrogów w końcu złapie mnie z opuszczoną gardą poza pancernymi ścianami jednego z moich statków. - Vaye zachichotała, po czym od razu posmutniała. - Mimo...iż nie sądzę, że nastąpi to prędko. Jeśli mnie znasz, to wiesz, że w trakcie swojej kariery próbowałam wielu zajęć. Od łowczyni nagród, przez handel, eksplorację czy nawet tę bezsensowną zabawę w bohaterkę wojny z Thargoidami...chociaż daleko mi było do bohaterki czy dobrej pilotki...heh...</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Gdy tylko upewniła się, że pancerz dobrze na niej leży i odstawiła kamerę, udała się na pokła portu. Ruszając do wyjścia ze statku, zawiesiła i zapięła hełm pancerza na małym haczyku umiejscowionym nad prawym biodrem oraz przewiesiła swój karabin wyborowy przez ramię. Od kilku dni pomagała tutejszej mafii wygrać wojnę z pomniejszą imperialną frakcją. Jej przyjaciel Sharon obmyślał plany, a Vaye wcielała je w życie.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye szła szybkim krokiem wzdłuż korytarza odziana w swój czarno-szaro-czerwony pancerz, ciężkie buty głośno stukały o stalową podłogę. Jedynymi ludźmi przebywającymi w korytarzu była para pracowników sanitarnych krzycząca na siebie nawzajem próbując przepchnąć jakiś wózek przez zbyt ciasne drzwi.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Korytarz nie należał do najbiedniejszych, był czysty, a oliwkowa farba pokrywająca prawie całą jego powierzchnię wyglądała jakby położono ją kilka dni temu. Gdzieniegdzie leżały jakieś stalowe skrzynie i pojemniki, czy donice z roślinami ozdobnymi nieudolnie starającymi się ukryć militarny charakter portu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye stanęła przy podwójnych drzwiach na końcu korytarza, przyłożyła jakąś kartę do czytnika i weszła do kolejnego pomieszczenia. Cały pokój był pokryty czernią i kolorowymi mazajami mieszającymi się z logami różnych karteli i band pirackich, pokój nie był zbyt duży, a po stronie przeciwnej do drzwi wejściowych stały drewniane biurko i 3 tanie krzesła. Jedno krzesło za biurkiem, a dwa przed. Krzesło za biurkiem zajmowała sekretarka pracująca na swoim Duradrive, ta podniosła wzrok i zobaczyła Vaye stojącą z założonymi rękami przy wejściu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Dzień dobry! Pani do pana Sharona? - sekretarka odezwała się ciepłym głosem kładąc zablokowany Duradrive na biurko zapełnione innymi klamotami używanymi w biurach.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Tak. - Vaye odezwała się po czym ruszyła w stronę drzwi na prawo od biurka. Sekretarka pokazała Vaye gestem, że ma się zatryzmać i usiąść na krześle.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Ale gdzie pani się tak śpieszy? Nowe wytyczne zmuszają mnie do rejestrowania każdego kto odwiedza naszą kwaterę. - Pracownica Sharona znów podniosła Duradrive i wykonała kilka kliknięć. W tym czasie Vaye pokręciła lekko głową i usiadła na jednym z krzeseł.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Imię i nazwisko? - Sekretarka zapytała patrząc Vaye prosto w oczy. Vaye odwróciła nieco wzrok by nie zachowywać nieprzyjemmnego kontaktu wzrokowego.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vaye Anders.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Przepraszam...Wai?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">Anders dobrze wiedziała na co się zapowiadało i już zaczęła się denerwować.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vaye...przez v.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vei?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Nie, Vaye!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vej?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Vaye!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Veye?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- KURWA!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- K-u-r-v-a.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Co jak?! Co ty tam piszesz?!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Veye Anders Kurva. Ciekawe dane! Całe szczęście dla nas jestem mistrzynią w rozgryzaniu egzotycznych imion, hihi!</span><br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye otworzyła lekko usta jakby chcąc coś powiedzieć, po chwili znów je zamknęła i podniosła brwi. Nie czuła nawet złości, było jej przykro.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Po prostu...daj mi to samej napisać...</span><br />
<span style="color: #ff9933;">Sekretarka podała pada Vaye dalej mieniąc się głupawym uśmiechem pełnym dumy. Niestety, gdy Vaye oddała jej Duradrive, uśmiech znikł, a pojawiło się osłupienie i wstyd.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Proszę do drzwi po lewej... - Głos sekretarki załamał się gdy zobaczyła ekran tabletu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye przeszła przez kolejne drzwi, kolejne pomieszczenie było prawie identyczne do poprzedniego tylko, że lepiej wystrojone. Stało w nim kilka drogich roślin doniczkowych, a dębowy stół, szkarłatny skórzany fotel i trzy skórzane kanapy stojące pośrodku pokoju wyglądały na bardzo kosztowne. W fotelu siedział Baron Sharon, skorumpowany imperialny polityk i niedoceniony poeta. Sharon był w trakcie układania jakiegoś wiersza, gdy Vaye mu przeszkodziła.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Ah Vaye! Już martwiłem się, że coś poszło nie tak! - Sharon odezwał się, pokazując swój szeroki uśmiech. Vaye wiedziała, że dla niej ten uśmiech był szczery, po kilku miesiącach wspólnej pracy (tak, pracowała dla niego już wcześniej po prostu rzadziej) zrodziła się między nimi przyjaźń. Przyjaźń napędzana wspólną nienawiścią do Imperium.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Proszę cię, jeśli mój kontakt w systemie docelowym jest niestabilny psychicznie, może powiedz mi o tym PRZED robotą. - Vaye pokazała palcem swoje nowe blizny. - A tak poza tym, co tam bazgrasz tym razem?</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Ach! Możliwość twojej tragicznej śmierci zainspirowała mnie do napisania trenu! Aaaaale skoro dalej żyjesz to jest gówno wart... - Sharon zgniótł szybko kartkę i wrzucił do stojącego obok fotela plastikowego śmietniczka. - A teraz...może opowiesz mi o tych twoich dziwnych akcjach na terytorium Husarii? Tak naprawdę tylko dlatego cię tutaj wezwałem, niepokoję się. Chyba nie próbujesz odtworzyć Załogi po...sama wiesz czym?</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye zamilkła. Sharon skanował ją wzrokiem, nie wiedział co wstąpiło w Vaye skoro jeszcze kilka miesięcy temu dostawała mini-PTSD na samą myśl o byłej Załodze.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Muszę ją stworzyć...nie mogę odmówić... - Sharon szybko przerwał Vaye zanim rozwinęła swoją wypowiedź.</span><br />
<span style="color: #ff9933;">- Nic nie musisz! Popatrz ile osiągnęłaś sama, ile dobrych kontaktów, jak wiele dobrej reputacji! Nie możesz tego wszystkiego tak po prostu rzucić przez jakąś rodzinną tradycję! - Sharon zaczynał krzyczeć. Zirytowała go sama myśl o kierunku w jakim idzie jego przyjaciółka. - Co niby teraz zrobisz? Znów rzucisz się na Federację i Imperium z ogniem i mieczem? Kiedyś nie spojrzałabyś nawet na imperialsa, a teraz? W gronie twoich przyjaciół znajduje się emerytowany łowca nagród, miłośnik Imperium!</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Vaye zacisnęła prawą dłoń, a lewą złapała się za włosy próbując opanować nagły przypływ emocji. Sharon zgarbił się w fotelu i objął twarz rękoma, żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć, atmosfera była naprawdę napięta. W końcu Vaye znalazła siłę by coś powiedzieć:</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">- Po prostu omińmy na dzisaj ten temat...mamy wojnę do zakończenia w tym systemie...</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">Ten dzień nie był specjalnie udany. Po kilku godzinach rozmów o strategii na obecną wojnę, Vaye wróciła na pokład swojego Pythona i udała się do Kamchy, gdzie miała brać udział w zorganizowanej akcji HSP. Być może to pomogłoby jej w zwalczeniu nagromadzonego stresu.</span><br />
<br />
<span style="color: #ff9933;">//KONIEC WPISU//</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[[Official Black Box] DUB-ZERO Discovery]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5410</link>
			<pubDate>Thu, 30 May 2019 14:51:27 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5410</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">DATE: &lt;&lt;SYNC&gt;&gt;</span></span></span><br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">SYSTEM:</span><span style="color: #3333ff;"> &lt;&lt;NAV UNAVAILABLE&gt;&gt;</span></span></span></div>
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">LOCATION: &lt;&lt;NAV MODULE REBOOTING&gt;&gt;</span></span></span><br />
<span style="color: #3333ff;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33cc33;">:: </span>STATUS: &lt;&lt;REBOOTING...&gt;&gt;</span></span></span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Cholera znowu zezarlem Beef Jerky po terminie. Za kazdym razem zastanawiam sie czy zmienili przyprawy i tak ma byc czy wlasnie pakuje sie w 2 godzinne tarapaty ubikacyjne... No nic. </span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Poki co jeszcze kilka godzin do wylotu z Fan Horizons. Przestalo mi sie tu podobac odkad zaczely sie tu krecic te bezpanskie kundle szukajace zaczepki.</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Ech, gdybym tylko mial umiejetnosci co moi bracia i dziadek...</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Musze uporzadkowac te starocie i dokumenty. Zastanawiam sie po co ciagle wloke za soba te pamiatki. Wiecej czci i naleznego szacunku uswiadczylyby dryfujac w przestrzeni kosmicznej niz na pokladzie tej zagraconej Condy. </span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Moj dziadek pochodzil z Phekdy. Byl bardzo dobrze znany zarowno w Federacji jak i Imperium. Zdazyl napsuc im krwi nim ktokolwiek sie polapal. W naszej rodzinie krazy legenda ze dziadkowi siadly silniki w drodze powrotnej z eksploracji i nie udalo mu sie z nikim skontaktowac. Mysle ze wzialbym sznur i strzelil sobie w leb na jego miejscu. Straszna smierc. Za sterami Lannera II (juz ich nie produkuja), w samotnosci, bez mozliwosci autodestrukcji... cholera wie moze mialy szyberdach dla bardziej zdesperowanych Komandorow. O, prosze, okladka ksiazki serwisowej...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;"><span style="color: #33cc33;"><img src="http://www.frontierastro.co.uk/Ships/Lanner2.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Lanner2.jpg]" /></span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Moj Staruszka nie znalem ale kazdy dobrze o nim mowil... w koncu byl jedynym zywicielem rodziny. Nigdy go nie bylo w domu. A jak byl, to grzebal w papierach albo modulach. Potrafil spieprzyc doslownie kazdy mozliwy modul (cos po nim odziedziczylem w koncu!) ale jego zapal i optymizm to cos czego brakuje ludziom w tych dziwnych miedzygwiezdnych czasach...</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Kilka lat temu dostal to ogromne zlecenie. Nie wiem sam czy sam sobie to wymyslil czy z kims skonsultowal ale eksploracja ktorej sie podjal byla ekonomicznym wyzwaniem i pochlonela mnostwo czasu, wysilku i w ostatecznosci pochlonela jego cholernego DBX'a.</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Dlatego nie pozostalo mi nic innego niz pojsc za ciosem. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Kilka miesiecy temu udalo mi sie kupic Sidewindera. Dealer powiedzial ze w tej maszynie uda mi sie podbic galaktyke wiec bylem spokojny i zaczalem podstawowy kurs pilotazu, troche sie pokrecilem wokol domowego systemu az ktoregos razu moja uwage przykul sygnal wyslany przez kolonie karna opolad wiec postanowilem ze zobacze gdzie rezyduja najwieksze szumowiny tego systemu. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Instalacja miala wiele anten, masztow i takich tam pierdow wiec radosnie cwiczylem manewry, nikt mi nie przeszkadzal i nawet mialem przeczucie ze ktokolwiek kto sprawowal nadzor nad kontrola ruchu statkow mial taka beke ze mnie ze ze smiechu nie potrafil nawet wykrztusic z siebie ze mam po prostu stamtad spieprzac...</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Usmiech szybko zniknal z ich twarzy gdy w poblizu proznie rozciely wsciekle wiazki laserowe, w statku az zagrzmialo od rozpaczliwego wolania o pomoc. Zanim polapalem sie o co chodzi po nogawce pociekla mi struzka strachu. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Statkiem rzucilo, potezna Anaconda jakiegos psychopaty staranowala mnie zanim zdazylem w ogole zerknac na skaner, zatoczylem kilkanascie beczek i odbilem sie od pobliskiego masztu. Powinienem uciekac, wiem... ale w tym samym momencie do akcji wkroczyly sluzby porzadkowe i zaczelo sie pieklo. Kiedy tylko obieralem sobie sciezke ucieczki po kilkuset metrach droge blokowaly mi salwy i wybcuhy, moj radar wskazywal ze przynajmniej dwa statki w poblizu sa w stosunku do mnie cholernie czerwone...</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Gdzies kiedys wyczytalem ze zadna dobra historia nie rozpoczela sie slowami "Potrzymaj mi herbate" wiec na szybkosci wychylilem reszte Pacyfikatora (taki tani browar z Phekdy) i postanowilem zaryzykowac. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Dobrze pamietam ta Anaconde. Piekny kadlub w ciemnozielonej poswiacie kasany byl teraz kilkoma wiazkami laserow. Mialem do wyboru albo pomoc sluzbom porzadkowym albo ryzykowac smierc uciekajac jak tchorz. Nim podjalem decyzje grzalem juz jak idiota z moich zabojczych stockowych laserow do coraz bardziej oslabionej Condy. Potrwalo to moze 30 sekund nim zobaczylem jak eksploduje  a jej szczatki odbijaja sie radosnie od kadlubow dwoch Vulturow. Katem oka widzialem blekitna smuge komunikatu ktory otrzymalem w momencie eksplozji Condy ale bylem zbyt zahipnotyzowany by oderwac wzrok...</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Po powrocie do domu zaczepil mnie znajomy ze slyszal dobra nowine i ze przy weekendzie stawiam. Zglupialem.</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Wladze systemu wyplacily mi z usmiechem 350 tysiecy za ten jeden malutki gest dobrej woli i pomoc "good guysom". Pomyslalem ze to rewelacyjna okazja i znak ze trzeba cos zrobic ze swoim zyciem. Siano zainwestowac i zwiedzic troche...swiatow. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Rozpoczalem skromne eksploracje i krok po kroku udalo mi sie uzbierac na Anaconde. Nie bede wchodzic w szczegoly mojej przeszlosci glebiej, ostatnimi czasu troche podrozowalem, troche uczylem sie samoobrony od najlepszych pilotow jakich znam, mam duzo szczescia generalnie bo otaczaja mnie ludzie ktorzy:</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">1. Sa wyrozumiali</span></div>
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">2. Sa doswiadczeni</span></div>
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">3. Gadaja do rzeczy</span></div>
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">4. Nie gadaja za duzo</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">DATE: &lt;&lt;</span><span style="color: #ffcc33;">CHECK INPUT</span><span style="color: #3333ff;">&gt;&gt;</span></span></span></div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">SYSTEM:</span><span style="color: #3333ff;"> &lt;&lt;NAV UNAVAILABLE&gt;&gt;</span></span></span></div>
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">LOCATION: &lt;&lt;</span><span style="color: #ff3333;">NAV MODULE UNRESPONSIVE</span><span style="color: #3333ff;">&gt;&gt;</span></span></span><br />
<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33cc33;">::<span style="color: #33cc33;"> </span></span><span style="color: #3333ff;">STATUS: &lt;&lt;</span><span style="color: #ff3333;">REBOOTING FAILED</span><span style="color: #3333ff;">&gt;&gt;</span></span></span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Szlag by to... Troche tu postoje. Musze byc cierpliwy i nauczyc sie tego zlomu od poczatku... w inzynierowanie mi sie zachcialo bawic...</span></div>
<br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Ciesze sie ze poznalem tych kolesi z TWH, czysty przypadek choc zawsze wierzylem ze historia kolem sie toczy. Podobnie jak fortuna. Ale zeby zdobyc fortune to juz zupelnie inna historia...</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">DATE: &lt;&lt;SYNC&gt;&gt;</span></span></span><br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">SYSTEM:</span><span style="color: #3333ff;"> &lt;&lt;NAV UNAVAILABLE&gt;&gt;</span></span></span></div>
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">LOCATION: &lt;&lt;NAV MODULE REBOOTING&gt;&gt;</span></span></span><br />
<span style="color: #3333ff;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33cc33;">:: </span>STATUS: &lt;&lt;REBOOTING...&gt;&gt;</span></span></span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Cholera znowu zezarlem Beef Jerky po terminie. Za kazdym razem zastanawiam sie czy zmienili przyprawy i tak ma byc czy wlasnie pakuje sie w 2 godzinne tarapaty ubikacyjne... No nic. </span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Poki co jeszcze kilka godzin do wylotu z Fan Horizons. Przestalo mi sie tu podobac odkad zaczely sie tu krecic te bezpanskie kundle szukajace zaczepki.</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Ech, gdybym tylko mial umiejetnosci co moi bracia i dziadek...</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Musze uporzadkowac te starocie i dokumenty. Zastanawiam sie po co ciagle wloke za soba te pamiatki. Wiecej czci i naleznego szacunku uswiadczylyby dryfujac w przestrzeni kosmicznej niz na pokladzie tej zagraconej Condy. </span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Moj dziadek pochodzil z Phekdy. Byl bardzo dobrze znany zarowno w Federacji jak i Imperium. Zdazyl napsuc im krwi nim ktokolwiek sie polapal. W naszej rodzinie krazy legenda ze dziadkowi siadly silniki w drodze powrotnej z eksploracji i nie udalo mu sie z nikim skontaktowac. Mysle ze wzialbym sznur i strzelil sobie w leb na jego miejscu. Straszna smierc. Za sterami Lannera II (juz ich nie produkuja), w samotnosci, bez mozliwosci autodestrukcji... cholera wie moze mialy szyberdach dla bardziej zdesperowanych Komandorow. O, prosze, okladka ksiazki serwisowej...</span><br />
<br />
<div style="text-align: center;"><span style="color: #33cc33;"><img src="http://www.frontierastro.co.uk/Ships/Lanner2.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Lanner2.jpg]" /></span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Moj Staruszka nie znalem ale kazdy dobrze o nim mowil... w koncu byl jedynym zywicielem rodziny. Nigdy go nie bylo w domu. A jak byl, to grzebal w papierach albo modulach. Potrafil spieprzyc doslownie kazdy mozliwy modul (cos po nim odziedziczylem w koncu!) ale jego zapal i optymizm to cos czego brakuje ludziom w tych dziwnych miedzygwiezdnych czasach...</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Kilka lat temu dostal to ogromne zlecenie. Nie wiem sam czy sam sobie to wymyslil czy z kims skonsultowal ale eksploracja ktorej sie podjal byla ekonomicznym wyzwaniem i pochlonela mnostwo czasu, wysilku i w ostatecznosci pochlonela jego cholernego DBX'a.</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Dlatego nie pozostalo mi nic innego niz pojsc za ciosem. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Kilka miesiecy temu udalo mi sie kupic Sidewindera. Dealer powiedzial ze w tej maszynie uda mi sie podbic galaktyke wiec bylem spokojny i zaczalem podstawowy kurs pilotazu, troche sie pokrecilem wokol domowego systemu az ktoregos razu moja uwage przykul sygnal wyslany przez kolonie karna opolad wiec postanowilem ze zobacze gdzie rezyduja najwieksze szumowiny tego systemu. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Instalacja miala wiele anten, masztow i takich tam pierdow wiec radosnie cwiczylem manewry, nikt mi nie przeszkadzal i nawet mialem przeczucie ze ktokolwiek kto sprawowal nadzor nad kontrola ruchu statkow mial taka beke ze mnie ze ze smiechu nie potrafil nawet wykrztusic z siebie ze mam po prostu stamtad spieprzac...</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Usmiech szybko zniknal z ich twarzy gdy w poblizu proznie rozciely wsciekle wiazki laserowe, w statku az zagrzmialo od rozpaczliwego wolania o pomoc. Zanim polapalem sie o co chodzi po nogawce pociekla mi struzka strachu. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Statkiem rzucilo, potezna Anaconda jakiegos psychopaty staranowala mnie zanim zdazylem w ogole zerknac na skaner, zatoczylem kilkanascie beczek i odbilem sie od pobliskiego masztu. Powinienem uciekac, wiem... ale w tym samym momencie do akcji wkroczyly sluzby porzadkowe i zaczelo sie pieklo. Kiedy tylko obieralem sobie sciezke ucieczki po kilkuset metrach droge blokowaly mi salwy i wybcuhy, moj radar wskazywal ze przynajmniej dwa statki w poblizu sa w stosunku do mnie cholernie czerwone...</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Gdzies kiedys wyczytalem ze zadna dobra historia nie rozpoczela sie slowami "Potrzymaj mi herbate" wiec na szybkosci wychylilem reszte Pacyfikatora (taki tani browar z Phekdy) i postanowilem zaryzykowac. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Dobrze pamietam ta Anaconde. Piekny kadlub w ciemnozielonej poswiacie kasany byl teraz kilkoma wiazkami laserow. Mialem do wyboru albo pomoc sluzbom porzadkowym albo ryzykowac smierc uciekajac jak tchorz. Nim podjalem decyzje grzalem juz jak idiota z moich zabojczych stockowych laserow do coraz bardziej oslabionej Condy. Potrwalo to moze 30 sekund nim zobaczylem jak eksploduje  a jej szczatki odbijaja sie radosnie od kadlubow dwoch Vulturow. Katem oka widzialem blekitna smuge komunikatu ktory otrzymalem w momencie eksplozji Condy ale bylem zbyt zahipnotyzowany by oderwac wzrok...</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Po powrocie do domu zaczepil mnie znajomy ze slyszal dobra nowine i ze przy weekendzie stawiam. Zglupialem.</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Wladze systemu wyplacily mi z usmiechem 350 tysiecy za ten jeden malutki gest dobrej woli i pomoc "good guysom". Pomyslalem ze to rewelacyjna okazja i znak ze trzeba cos zrobic ze swoim zyciem. Siano zainwestowac i zwiedzic troche...swiatow. </span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Rozpoczalem skromne eksploracje i krok po kroku udalo mi sie uzbierac na Anaconde. Nie bede wchodzic w szczegoly mojej przeszlosci glebiej, ostatnimi czasu troche podrozowalem, troche uczylem sie samoobrony od najlepszych pilotow jakich znam, mam duzo szczescia generalnie bo otaczaja mnie ludzie ktorzy:</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">1. Sa wyrozumiali</span></div>
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">2. Sa doswiadczeni</span></div>
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">3. Gadaja do rzeczy</span></div>
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">4. Nie gadaja za duzo</span></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">DATE: &lt;&lt;</span><span style="color: #ffcc33;">CHECK INPUT</span><span style="color: #3333ff;">&gt;&gt;</span></span></span></div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">SYSTEM:</span><span style="color: #3333ff;"> &lt;&lt;NAV UNAVAILABLE&gt;&gt;</span></span></span></div>
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #33cc33;">:: </span><span style="color: #3333ff;">LOCATION: &lt;&lt;</span><span style="color: #ff3333;">NAV MODULE UNRESPONSIVE</span><span style="color: #3333ff;">&gt;&gt;</span></span></span><br />
<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33cc33;">::<span style="color: #33cc33;"> </span></span><span style="color: #3333ff;">STATUS: &lt;&lt;</span><span style="color: #ff3333;">REBOOTING FAILED</span><span style="color: #3333ff;">&gt;&gt;</span></span></span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="color: #33cc33;">Szlag by to... Troche tu postoje. Musze byc cierpliwy i nauczyc sie tego zlomu od poczatku... w inzynierowanie mi sie zachcialo bawic...</span></div>
<br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Ciesze sie ze poznalem tych kolesi z TWH, czysty przypadek choc zawsze wierzylem ze historia kolem sie toczy. Podobnie jak fortuna. Ale zeby zdobyc fortune to juz zupelnie inna historia...</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span><br />
<span style="color: #33cc33;">.............................</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[model 341-B]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5091</link>
			<pubDate>Sun, 27 Jan 2019 16:21:39 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5091</guid>
			<description><![CDATA[Zostałem wyłączony na własną prośbe w 2179 roku po katastrofie ratunkowej kapsuły na planecie FURY w sektorze Neroid. Odnaleziony i naprawiony przez T.M. Weyland.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Zostałem wyłączony na własną prośbe w 2179 roku po katastrofie ratunkowej kapsuły na planecie FURY w sektorze Neroid. Odnaleziony i naprawiony przez T.M. Weyland.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kubusiowy Dzienniczek Gwiazdkowy]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5090</link>
			<pubDate>Sun, 27 Jan 2019 13:48:37 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5090</guid>
			<description><![CDATA[27.01.3305<br />
<br />
Obudzilem sie z tym nieznosnym, metalicznym posmakiem w ustach. Coz, uroki spania na stacji gorniczej. Nie moge narzekac. Dzieki wczesniejszym wizytom i dobrym kontaktom na <a href="https://inara.cz/galaxy-station/59546/" target="_blank">Omega Mining Operation [OMO]</a> nie musze spac na statku, albo w tych wygladajacych jak przewrocone Toi-Toje habitatach sypialnych wstawionych w dokach dla rzeszy odkrywcow z DW2. Mam swoj pokoj w malym hoteliku pracowniczym po drugiej stronie asteroidy. Normalne lozko, PapuCreator 2.0 i terminal... Wlasnie terminal. Siadam przy nim z lurowata herbatka z jakiegos blizej nieznanego suszu (nawet nie za bardzo chce wiedziec co to) i przegladam ostatnie dane.<br />
* Cmdr Fenyl de Lechia robi porzadki w Koperniku<br />
* TWH na powaznie wziela sie za ranking Combat. Co za tym idzie Thargoidzka ofensywa praktycznie sie zalamala, a co bardziej optymistycznie nastwaieni badacze mowia wrecz o wycofywaniu sie sil najezdzcow do zamknietych sektorow ponizej Plejad.<br />
* Tybylcy maja powoli dosc DW2. Hordy odkrywcow swietujacych zakonczenie jakiejs smiesznej zbiorki smieci z pobliskoch pasow asteroid nie sluza lokalnym interesom na opalach i diamentach. Jak przeciez wiadomo "te" prawdziwie dochodowe interesy lubia cisze.<br />
<br />
Ehh sprawdzam jeszcze manifesty zaopatrzeniowe. W sumie to zapasy z HR 8444 na moje szczescie nie ulegly uszczupleniu. Zapasy najwyzszej jakosci sa na Patagonii i nie musze ryzykowac aprowizacji miejscowymi "specialami". Ostatnie decyzje podjete. Dalej lece Patagonia, na statku role covas bedzie pelnil Leo, na srv Celest i niezawodna Verity. Nie wiem czy wytrzymam malkontenctwo Leo, ale licze ze sie dogadamy. W sumie jestesmy do siebie podobni.<br />
<br />
Przed poludniem mala wizyta na kanale komunikacyjnym Father Bill'a. Fajny facet w dziwnym mundurze.<br />
<br />
Czas zbierac graty. Po drodze jeden z pekajacych w szwach barow. Jakis obiadek przed powrotem na statek. W srodku zaduch i odor nawet wiekszy niz normalnie. Siadam w kacie i zamawiam jajecznice w proszku. Przy okazji taki maly Pro Tip. Zastanawialiscie sie kiedys czemu jajecznica z torebeczki jest po 15 Cr a "lokalne", smazone "kielbaski" sztuk dwie tylko po 9 Cr? I to na stacji gdzie nie ma ZADNEJ produkcji rolniczej i miesnej! No wlasnie, nawet jesli sie nie zastanawialiscie to Tubylcy jedza jajecznice na potege, a kielbasek nie tykaja nawet gdy sa glodni... Kiedys probowalem sie dowiedziec dlaczego, uslyszalem tylko ze "tu nic sie nie marnuje" i "super mocny aromat wedzonej szynki jest naprawde tani". Podobno jak kiedys rozbila sie komus mala 20g buteleczka w dokach, to psy z calej stacji w ciagu godziny otoczyly ten statek i lizaly podwozie. Ja tam teraz widzialem tylko kilka pieskow...<br />
<br />
Siedze sobie, przezuwam jajecznice az tu widok na jakas ladna kelnerke zaslaniaja mi dwa osilki. Z twardym germanskim akcentem pytaja czy moga sie dosiasc. Jak przystalo na kultularnego Husarza zanim powiedzialem im zeby spadali chcialem przelknac ostatni kes jajecznicy zeby ich nie opluc jedzeniem. Niestety troglodyci uznali to za zachete do spoczynku i wspolnego kuszania. Siedzimy sobie, ja z jajecznica troche smutny bo mi kelnerke zaslaniaja, i oni z kielbaskami. Usmiecham sie grzecznie i potakuje, a oni swiergocza jak thruster z polamanymi lopatkami. Ze wyprawa nudna, ale przynajmniej mozna sie socjalizowac (juz poczulem ze panowie mocno "wczorajsi"), ze odkrywanie to to co ich najbardziej jara i ze takie kokosy na tym zarobili (jeden 2MCr a drugi az 3,5MCr bo odkryl planete zycia, normalnie Nowa Ziemie, Water Worlda 2500 Ls od gwiazdy M). Niestety moj rozmowca nie zmapowal tego wiekopomnego odkrycia, bo mu sie DSS na wyprawowego Fer-de-lance'a nie zmiescil, a zreszta oni ostro musieli gonic bo ten ferdek ma cale 15 LY skoku i nie byloby czasu na takie ekstrawagancje jak mapowanie planet. Jego wingman pochawlil sie ze kolega go troche spowalnia, jego eksploracyjny FAS skacze az 22LY. Nagle moi kompani zauwazyli na kombinezonie kask TWH i wyraznie ich to rozweselilo. Konsyliacylnie przyblizyli sie do mnie i spytali czy wiem ze Hetman lubi w sukience chodzic... No coz musialem miec naprawde dziwna mine, bo jeden wyciagnal swoj kieszonkowy terminal i tam wsrod naprawde pokaznej liczny dziwnych zdjec byl nasz Hetman w galowym hetmanskim kontuszu z 69 guzikami z najczystrzych opali i gesto pikowanym zimnymi diamentami... Niestesty te germansko jezyczne pawiany nie potrafia zrozumiec ze oprocz funkcji reprezentacyjnej (cena samych kamykow i zlotych i platynowych nici uzytych do wykonania tego stroju przekracza wartosc stacji typu Orbis) stroj ten pelni wazna role w ochronie Hetmana przed dzialniem Rury Batona... Panowie postanowili towarzyszyc mi w drodze do dokow (niestety stacjonowali w tym samym sektorze co ja). Po drodze ich wczorajszosc plus wspomniane kielbaski chyba im nie posluzyly. Ale gdzies w zakamarkach ich mozgow zaswitala mysl ze TWH produkuje Swinskiego Ryja, czyli najlepsze lekarstwo na niestrawnosc. Coz, kodeks husarski kaze pomagac nawet idiotom w potrzebie (jak to zawsze powtarza Cmdr Fenyl "zeby nie byc ku..." znaczy czlonkiem). Zreszta ja nie pije wysokoprocentowych, wiec szkoda zeby sie Ryj mi zmarnowal. Powiedzialem zeby poczekali przed Patagonia a sam wszedlem do srodka poszukac dla nich lekarstwa. Znalazlem. W pusta butelke po Nuke Coli przelalem Ryja, a w butelke po Ryju taki dwudziestowieczny srodek Laxigen, troche juz sie termin mu skonczyl, ale to bedzie lepiej dzialal. Nuke Cole wyslalem na statek Haji-me w nagrode za zwyciestwo w konkursie fotograficznym (wybacz ze w takiej butli, ale w orginalenej by go po drodze kurierzy wyzlopali), a troglodytom dalem butelke po Ryju z Laxigenem. Ucieszyli sie i skonsumowali na miejscu, nawet smakowalo <img src="https://forum.thewingedhussars.com/images/smilies/smile.png" alt="Smile" title="Smile" class="smilie smilie_412" />   Mam nadzieje ze na tym "wyprawowym" Ferdku i Fasie chociaz dobre kible zamontowali...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[27.01.3305<br />
<br />
Obudzilem sie z tym nieznosnym, metalicznym posmakiem w ustach. Coz, uroki spania na stacji gorniczej. Nie moge narzekac. Dzieki wczesniejszym wizytom i dobrym kontaktom na <a href="https://inara.cz/galaxy-station/59546/" target="_blank">Omega Mining Operation [OMO]</a> nie musze spac na statku, albo w tych wygladajacych jak przewrocone Toi-Toje habitatach sypialnych wstawionych w dokach dla rzeszy odkrywcow z DW2. Mam swoj pokoj w malym hoteliku pracowniczym po drugiej stronie asteroidy. Normalne lozko, PapuCreator 2.0 i terminal... Wlasnie terminal. Siadam przy nim z lurowata herbatka z jakiegos blizej nieznanego suszu (nawet nie za bardzo chce wiedziec co to) i przegladam ostatnie dane.<br />
* Cmdr Fenyl de Lechia robi porzadki w Koperniku<br />
* TWH na powaznie wziela sie za ranking Combat. Co za tym idzie Thargoidzka ofensywa praktycznie sie zalamala, a co bardziej optymistycznie nastwaieni badacze mowia wrecz o wycofywaniu sie sil najezdzcow do zamknietych sektorow ponizej Plejad.<br />
* Tybylcy maja powoli dosc DW2. Hordy odkrywcow swietujacych zakonczenie jakiejs smiesznej zbiorki smieci z pobliskoch pasow asteroid nie sluza lokalnym interesom na opalach i diamentach. Jak przeciez wiadomo "te" prawdziwie dochodowe interesy lubia cisze.<br />
<br />
Ehh sprawdzam jeszcze manifesty zaopatrzeniowe. W sumie to zapasy z HR 8444 na moje szczescie nie ulegly uszczupleniu. Zapasy najwyzszej jakosci sa na Patagonii i nie musze ryzykowac aprowizacji miejscowymi "specialami". Ostatnie decyzje podjete. Dalej lece Patagonia, na statku role covas bedzie pelnil Leo, na srv Celest i niezawodna Verity. Nie wiem czy wytrzymam malkontenctwo Leo, ale licze ze sie dogadamy. W sumie jestesmy do siebie podobni.<br />
<br />
Przed poludniem mala wizyta na kanale komunikacyjnym Father Bill'a. Fajny facet w dziwnym mundurze.<br />
<br />
Czas zbierac graty. Po drodze jeden z pekajacych w szwach barow. Jakis obiadek przed powrotem na statek. W srodku zaduch i odor nawet wiekszy niz normalnie. Siadam w kacie i zamawiam jajecznice w proszku. Przy okazji taki maly Pro Tip. Zastanawialiscie sie kiedys czemu jajecznica z torebeczki jest po 15 Cr a "lokalne", smazone "kielbaski" sztuk dwie tylko po 9 Cr? I to na stacji gdzie nie ma ZADNEJ produkcji rolniczej i miesnej! No wlasnie, nawet jesli sie nie zastanawialiscie to Tubylcy jedza jajecznice na potege, a kielbasek nie tykaja nawet gdy sa glodni... Kiedys probowalem sie dowiedziec dlaczego, uslyszalem tylko ze "tu nic sie nie marnuje" i "super mocny aromat wedzonej szynki jest naprawde tani". Podobno jak kiedys rozbila sie komus mala 20g buteleczka w dokach, to psy z calej stacji w ciagu godziny otoczyly ten statek i lizaly podwozie. Ja tam teraz widzialem tylko kilka pieskow...<br />
<br />
Siedze sobie, przezuwam jajecznice az tu widok na jakas ladna kelnerke zaslaniaja mi dwa osilki. Z twardym germanskim akcentem pytaja czy moga sie dosiasc. Jak przystalo na kultularnego Husarza zanim powiedzialem im zeby spadali chcialem przelknac ostatni kes jajecznicy zeby ich nie opluc jedzeniem. Niestety troglodyci uznali to za zachete do spoczynku i wspolnego kuszania. Siedzimy sobie, ja z jajecznica troche smutny bo mi kelnerke zaslaniaja, i oni z kielbaskami. Usmiecham sie grzecznie i potakuje, a oni swiergocza jak thruster z polamanymi lopatkami. Ze wyprawa nudna, ale przynajmniej mozna sie socjalizowac (juz poczulem ze panowie mocno "wczorajsi"), ze odkrywanie to to co ich najbardziej jara i ze takie kokosy na tym zarobili (jeden 2MCr a drugi az 3,5MCr bo odkryl planete zycia, normalnie Nowa Ziemie, Water Worlda 2500 Ls od gwiazdy M). Niestety moj rozmowca nie zmapowal tego wiekopomnego odkrycia, bo mu sie DSS na wyprawowego Fer-de-lance'a nie zmiescil, a zreszta oni ostro musieli gonic bo ten ferdek ma cale 15 LY skoku i nie byloby czasu na takie ekstrawagancje jak mapowanie planet. Jego wingman pochawlil sie ze kolega go troche spowalnia, jego eksploracyjny FAS skacze az 22LY. Nagle moi kompani zauwazyli na kombinezonie kask TWH i wyraznie ich to rozweselilo. Konsyliacylnie przyblizyli sie do mnie i spytali czy wiem ze Hetman lubi w sukience chodzic... No coz musialem miec naprawde dziwna mine, bo jeden wyciagnal swoj kieszonkowy terminal i tam wsrod naprawde pokaznej liczny dziwnych zdjec byl nasz Hetman w galowym hetmanskim kontuszu z 69 guzikami z najczystrzych opali i gesto pikowanym zimnymi diamentami... Niestesty te germansko jezyczne pawiany nie potrafia zrozumiec ze oprocz funkcji reprezentacyjnej (cena samych kamykow i zlotych i platynowych nici uzytych do wykonania tego stroju przekracza wartosc stacji typu Orbis) stroj ten pelni wazna role w ochronie Hetmana przed dzialniem Rury Batona... Panowie postanowili towarzyszyc mi w drodze do dokow (niestety stacjonowali w tym samym sektorze co ja). Po drodze ich wczorajszosc plus wspomniane kielbaski chyba im nie posluzyly. Ale gdzies w zakamarkach ich mozgow zaswitala mysl ze TWH produkuje Swinskiego Ryja, czyli najlepsze lekarstwo na niestrawnosc. Coz, kodeks husarski kaze pomagac nawet idiotom w potrzebie (jak to zawsze powtarza Cmdr Fenyl "zeby nie byc ku..." znaczy czlonkiem). Zreszta ja nie pije wysokoprocentowych, wiec szkoda zeby sie Ryj mi zmarnowal. Powiedzialem zeby poczekali przed Patagonia a sam wszedlem do srodka poszukac dla nich lekarstwa. Znalazlem. W pusta butelke po Nuke Coli przelalem Ryja, a w butelke po Ryju taki dwudziestowieczny srodek Laxigen, troche juz sie termin mu skonczyl, ale to bedzie lepiej dzialal. Nuke Cole wyslalem na statek Haji-me w nagrode za zwyciestwo w konkursie fotograficznym (wybacz ze w takiej butli, ale w orginalenej by go po drodze kurierzy wyzlopali), a troglodytom dalem butelke po Ryju z Laxigenem. Ucieszyli sie i skonsumowali na miejscu, nawet smakowalo <img src="https://forum.thewingedhussars.com/images/smilies/smile.png" alt="Smile" title="Smile" class="smilie smilie_412" />   Mam nadzieje ze na tym "wyprawowym" Ferdku i Fasie chociaz dobre kible zamontowali...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Kosmiczne jaja, czyli dziennik pokładowy z wyprawy - Muzzyx]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5065</link>
			<pubDate>Mon, 14 Jan 2019 20:16:42 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5065</guid>
			<description><![CDATA[Można komentować, zachęcam <img src="https://forum.thewingedhussars.com/images/smilies/smile.png" alt="Smile" title="Smile" class="smilie smilie_412" /><br />
<br />
<span style="color: #339933;"><span style="font-weight: bold;">Z uwagi na charakter ekspedycyjny zapisy dziennika będą się pojawiać z czasowym opóźnieniem.</span></span><br />
<img src="https://cdn3.iconfinder.com/data/icons/no-network-icons/512/No_Network_an-512.png" width="240" height="240" border="0" alt="[Obrazek: No_Network_an-512.png]" /><br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">09-01-3305</span></span><br />
<br />
[MU-TWH] Uroboros przygotowany do wylotu w pierwszy lot ekspedycyjny. Plan trasy gotowy.<br />
<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1A-RvI3ql7jZ65X66n8ibUfBBEub-5JTo" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Start HR8444 Maskelyne Vision</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Przystanek w Colonii 21 880,12 ly</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Sagittarius A* 11 367,20 ly</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Barnard’s Loop 27 340,22 ly</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Koniec HR8444 Maskelyne Vision 1 751,78 ly</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Łączny dystans: 62 339,32 ly</span><br />
<br />
<br />
Pierwszy cel: Zbliżyć się na odległość 20.000ly do Colonii żeby “kochana” Celeste wytyczyła mi trasę - wspaniałe te nasze komputery pokładowe, nie ma co. Producenci chyba celowo odchudzają statek zmniejszając inteligencję COVASom. Pre-flight checklist w porządku. Wszystkie moduły sprawne.<br />
<br />
Ahoj przygodo! Ekscytacja towarzysząca pierwszej eksploracji to coś bardzo wyjątkowego, wylatując czuję, że drugi raz nie będzie tego samego uczuoooCHOLERA! Prawie wpadłem na innego pilota, który właśnie dokował. NIE ZAPISUJ TEGO! Ech.<br />
<br />
Uczucia. Tak. Nieważne, ciemne aviatory są (proszę się nie śmiać, zdaję sobie sprawę z tego, że w kosmosie bywa ciemno), kurteczka wyprana wyruszamy dana dana!<br />
Hmmm… Hehe zapomniałem w sumie przez ten czas kiedy miałem wolne i nie latałem wprowadzono nowe narzędzia i nigdy ich nie użyłem. Wszystkim powiedziałem, że już jestem w drodze. Dobra nic się nie stanie, przecież to nie tak, że mój dziennik będzie udostępniony HEHEHEHEtmanowi, czy komukolwiek z federacji pilotów.<br />
W sumie nie doleciałem jakoś bardzo daleko, tylko 2 systemy. <br />
<br />
Łapię już to całe skanowanie i probowanie, mapowanie takie zadanie... planet. Dobrze, że nie musiałem wyrabiać na to licencji. Wracam do domku. Szczęście w nieszczęściu, większość Husarii teraz jest zajęta kopaniem (k)opali. Skoro o tym mowa, czemu ja zawsze muszę się przygotować i nakręcić na jakąś słabo płatną głupotę, podczas gdy mógłbym zarobić 10x tyle w dużo krótszym czasie i sobie kupić za to 3 Anacondy. Dobra, dokujemy. Nikogo w polu widzenia, napycham paliwa i wyruszam ponownie.<br />
<br />
<br />
Czy jak górnikom się teraz kończy paliwo, to lecą na… OPALACH?<br />
Hahaha! To dobre, muszę to zapisać.<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">10-01-3305</span></span><br />
<br />
Drugi dzień eksploracji. Sława i chwała temu, kto umożliwił mi oglądanie filmów w trakcie pracy jako eksplorator. Tak, wiem Celeste, że sam sobie to umożliwiłem. Nikt Cię o zdanie nie pytał, lepiej się zajmij ponownym wytyczeniem trasy. Taki z Ciebie mądry COVAS a nie potrafisz zapamiętać prostych danych, bo o rety kapitan wyłączył systemy. Proszę Cię...<br />
<br />
Co to ja... A tak. Selest weź no obniż temperaturę w lodówce, suszy. Nogi wywalone na pulpit, wafelki i piwo jest - tak, popijam w trakcie roboty i co mi zrobisz? Najbliższa policja jest jakieś 200ly od mojej aktualnej pozycji. Nic mi nie zrobisz. Zakasam rękawy i biorę się do roboty z pełną werwą! Patrząc jednym okiem w skaner, drugim w monitor.<br />
<br />
Update: To jednak nie był dobry pomysł. Napchałem się cukrem i w połączeniu z piwkiem mam zjazd energetyczny, albo jeże mi przegryzły kable od life supportu. Chyba czas się gdzieś zatrzymać na postój. 3 skoki na dzień to dobry wynik, prawda? Widzę gorące źródła na planecie. Tu się zatrzymam. Szybę se umyję przy okazji, bo kiepsko tak na brudnego lecieć. Wyłącz zapis. Nie, nie notuj tego. Wyłącz! A wszystko jedno.<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1XnPOJA88Nev9bYvAxQ9ajczJbuplAy8p" target="_blank">Zdjęcie 2</a><br />
<br />
ZzZZzzz…&lt;ucięto resztę wiadomości&gt;<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">11-01-3305</span></span><br />
<br />
Ta woda z gejzerów to na kaca lepsza, niż ciężka praca. Nie miałem zbytnio kanistra żeby napełnić, więc wylałem paliwo z SRV#1.<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=15cpkf14D3pekPHQBTN8uImn5BcRxxU8G" target="_blank">Zdjęcie 3</a><br />
<br />
Pozostało circa 320 skoków do Colonii, papa gejzery! <br />
O jak pięknie, pierwszy skok i mamy system o szacowanej wartości: 82 422 cr <br />
Lokalizacja: <span style="color: #339933;">COL 359 SECTOR UC-A B15-3</span><br />
<br />
<br />
A to jeszcze się cofnę do Col 285 Sector LP-D b26-1 bo też wart blisko 100k, a przegapiłem i to dość niedaleko HR8444. Hmm...<br />
<br />
<br />
Tak, znowu jestem na Maskelyne. 800k oddane, wracam na szlak bo mnie szlag &lt;hehe&gt; trafi i nigdy nie dolecę do Colonii. Już zero wracania od tej pory, choćby nie wiem co!<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="color: #33ffff;"><span style="font-weight: bold;">12-01-3305</span></span><br />
<br />
Jezu jak rano, jeszcze się filtr zepsuł w maszynie do kawy. Wiedziałem, że to całe odchudzanie statku prędzej czy później da mi w kość.<br />
<br />
<br />
No nic, włączam galaktyczne wiadomości, ustawiam radio, wszystkie systemy (poza maszyną do kawy) sprawne. Ruszam dalej.<br />
<br />
<br />
320 skoków, czyli wróciliśmy do punktu wyjścia.<br />
<br />
<br />
Sidenote do wczoraj: zapamiętać, by przed wysłaniem wymazać z logów uderzenie w słabo oświetloną planetę spowodowane zmęczeniem. Poszły tarcze i 20% hulla. Dobrze, że wziąłem ze sobą limpety, ale na generator tarcz trzeba później zerknąć. Może jakaś baza się znajdzie niedaleko.<br />
<br />
<br />
Plusem jest to, że nauczyłem się polegania bardziej na komputerze pokładowym, aniżeli wzroku i trybie noktowizyjnym.<br />
<br />
(...)<br />
<br />
Nuda, nuda, nuda. Im dalej jestem, tym bardziej rozglądam się za jakąś bazą. Niestety, cywilizacja jest daleko z tyłu. Muszę poszperać później w bazach danych...<br />
<br />
(...)<br />
<br />
O proszę, cały system dla mnie &lt;zaciera ręce&gt; i to tzw “zielony system”. Planety marne, ale po raz kolejny wyryję swoje imię w galaktyce, dołącza jako 11 do kolekcji.<br />
<a href="https://www.edsm.net/en/system/id/31968441/name/Pru+Euq+UJ-I+d9-64" target="_blank">https://www.edsm.net/en/system/id/319684...UJ-I+d9-64</a><br />
<br />
<br />
Niby strata czasu, ale sobie go też zmapuję, a co. Będzie moje i żaden somsiad mi tu nie wejdzie. A i wypłatą nie pogardzę. Gorzej będzie jak się rozbiję.<br />
<br />
(1h później)<br />
Kurde już mi skoczyło do 17 odkrytych, co to nikt tędy nie lata? Miałem nadzieję na trochę luźniejszy dzień i nadrobienie skokami, a tu praca praca praca...<br />
<br />
Z ciekawszych informacji, lądowałem sobie na lodowej planecie, bo dawno tego nie robiłem, ale była zima, więc było zimno także &lt;hehe&gt; nie zagrzałem tam miejsca.<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1Rg9eJRS7BbeN6uQ_XfMk8fmv8gJPEBq7" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Czas poszukać dogodnej planety by posadzić nań swoje zadziszcze na noc i odespać.<br />
Akurat dobrze trafiłem planetę, bo znalazłem pole namiotowe, gdzie była dobra impreza grillowania, taka z ogniskami i kiełbaskami. Piwo też było. Zamiast odsypiać bawiłem się do rana!<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1uu48x5sDBJLkmbrKrRU3Ih8R7T3hUCw_" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Przynajmniej przed snem było co oglądać, złomiasty nadajnik wreszcie od<span style="font-size: small;">ebrał zapis wyścigu Death Race. Czy to nie podejrzane, że wygrał go organizator? Hmmm…</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">13.01.3305</span></span><br />
<br />
Znowu wstaje nowy dzień. Przed odlotem “PODWĘDZIŁEM” &lt;hehehe&gt; co trzeba z ogniska i zanim się reszta tabunu obudziła:<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1fX2QD9y_VrHZymGGayGkvZSYn39_IBoT" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
"roses are red<br />
exploring is below margin<br />
the sky is black<br />
frameshift drive charging"<br />
<br />
<br />
A tak, dobre wieści. Znalazłem walający się w kajucie wymienny filtr do kawy, dzięki Muzzyxie z przeszłości, że się o mnie zatroszczyłeś. Kawka zalana, została 1 tona minus 1 duży kubek.<br />
<br />
<br />
Ruszajmy zatem! Pozostało &lt;soczyste przekleństwo&gt; skoków.<br />
<br />
(...)<br />
&lt;sarkazm&gt; Wspaniale, pierwsza planeta dzisiaj pełna kosmicznych bąków. Taka anegdota &lt;komputer nie zapisuj tego w logu&gt;<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=118auqvVBGnaq9wV5kVtelJzCSXD56Dtn" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Hetman z margrabią siedzą w biurze. Hetman czyta datapad, margrabia czeka, aż się hetman odezwie. W pewnym momencie margrabia nie wytrzymał napięcia i puścił bąka. Skonfundowany spojrzał na hetmana i prosi:<br />
- Mathiasie, proszę niech to zostanie między nami.<br />
Hetman spojrzawszy na niego znad okularów i machając przed nosem datapadem rzecze:<br />
- Wolałbym, żeby się rozeszło...<br />
<br />
<br />
Zbliżyłem się na tyle, że ten złomiasty złom wreszcie łaskawie przeliczył trasę do Colonii. 310 skoków pozostało, czyli jakieś 19 000ly. Ciekawe czy wziąłem salami, mam ochotę na salami z oliwkami.<br />
<br />
A cywilizacji ani widu, ani słychu. Jak znam swoje szczęście (ponieważ tego nie sprawdziłem) to wyjdę z tej konserwy dopiero w Colonii.<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">14-01-3305</span></span><br />
<br />
<br />
<br />
Przespałem cały dzień. Pustka kosmosu mnie przytłoczyła. Wreszcie udało mi się poprawnie wyszukać informacji, której potrzebowałem, a mianowicie gdzie znajdę bazy w deep space.<br />
<a href="https://www.edsm.net/en/galactic-mapping#5/760/0/6150|deepSpaceOutpost" target="_blank">https://www.edsm.net/en/galactic-mapping...aceOutpost</a><br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1NxunX5ghDq_AIPkPTxkOujWNkQwtjC9c" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Trzeba trochę nadłożyć drogi, najbliżej mam Hillary Depot i tam też wyruszam. 25 skoków to nie tak znowu dużo, ale potrzebuję zejść na chwilę z tej krypy. Nie zarobię nic tą drogą, ale co tam. &lt;jeden skok dalej&gt; O proszę. Water giant. O proszę Water World. Warto było!<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1wxoJAfkBk6PrWN60gqi4SXNdtJBjQjlU" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Wyczuwam pewną zależność, zawsze postoje robię w pobliżu gejzerów. W tym wypadku była to planeta z 1G. Próba skanowania gejzera w tym przypadku sprawiła, że zacząłem się zastanawiać czy ja nie mam parkinsona. Nic dziwnego, że nie możemy jeszcze lądować naszymi statkami na planetach z atmosferą, te stabilizatory nie dały rady opanować mojego wielkiego węża. Może w tym roku producenci wreszcie pójdą po rozum do głowy i dostosują komponenty do naszych oczekiwań i potrzeb - tak wiem, marzenie ściętego canopy...<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1lsbzx0X8qpCp3hfy9eEQdiKziBzpzbe7" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">15-01-3305<br />
</span></span><br />
<br />
<br />
Z potrzeby cywilizacyjnej ruszyłem czym prędzej do Hillary Depot. Udało mi się tam dotrzeć całkiem szybko, bez zbędnego skanowania, czy postojów.<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1_VTjkuGxjbPK-bs8SvwGx0inhULeQkZz" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
Jak dobrze jest zadokować na chwilę. Wreszcie mogę kupić zapas papieru toaletowego, bo nie wziąłem na drogę. Teraz już z czystą dup… sercem mogę wracać na mój szlak, więc 25 skoków z powrotem, jak najdalej od szlaku Distant Worlds II, bo usłyszałem o atakach piratów  &lt;ocenzurowano&gt;.<br />
<br />
<br />
<span style="color: #33ffff;"><span style="font-weight: bold;">16-01-3305</span></span><br />
<br />
Moja chęć zarobków wygrała z potrzebą eksploracji, te kilka złóż opali które widziałem w oddali, sprawiły, że grunt mi się pali. Cały przebyty dystans 2 017,54 ly pokonałem w jeden wieczór, by powrócić do Maskelyne. Nie mogłem przeboleć i nie mogę przegapić tej gorączki złota na Void Opale.<br />
<br />
Odkurzyłem swojego Pytona, szybko zamontowałem co trzeba - w hangarze wygrzebałem nawet stary moduł rafineryjny! Chciałem z tego miejsca serdecznie podziękować ekipie montażystów w Maskelyne. Przednia i szybka robota!<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=13aVrSNAaB66r13P3r_lmJ4ITJksrtXc4" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Z danych Husarii dostałem informację o niedalekim złożu Opali w Jarocinie. Muszę się wreszcie nauczyć tych okolicznych swojskich nazewnictw, bo oczywiście poleciałem nie tam, gdzie trzeba...<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1ng8sZNHAqpKbuhsIt1j17bg-JUScG4Rw" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Chwilowo się wstrzymam z dziennika wyprawy, dopóki nie wrócę na szlak.<br />
<br />
<br />
(...)<br />
<br />
<br />
Ale się przyjemnie kopie, chociaż dopiero po drugiej asteroidzie się nauczyłem jak operować statkiem dla zmaksymalizowania urobku. Co najbardziej mnie zaskoczyło, to fakt, że po wejściu nowinek technologicznych nawet nie patrzyłem na holo ekran z filmami.<br />
<br />
Chyba zostanę tu na dłużej, aż do wyczerpania złóż!<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1o9nkAcqqt4-Amtk8EqcoiQbDBN39h7fJ" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1vuWDpoyvUcE6INm-kawFRwF6zL_ldtAV" target="_blank">Zdjęcie</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Można komentować, zachęcam <img src="https://forum.thewingedhussars.com/images/smilies/smile.png" alt="Smile" title="Smile" class="smilie smilie_412" /><br />
<br />
<span style="color: #339933;"><span style="font-weight: bold;">Z uwagi na charakter ekspedycyjny zapisy dziennika będą się pojawiać z czasowym opóźnieniem.</span></span><br />
<img src="https://cdn3.iconfinder.com/data/icons/no-network-icons/512/No_Network_an-512.png" width="240" height="240" border="0" alt="[Obrazek: No_Network_an-512.png]" /><br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">09-01-3305</span></span><br />
<br />
[MU-TWH] Uroboros przygotowany do wylotu w pierwszy lot ekspedycyjny. Plan trasy gotowy.<br />
<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1A-RvI3ql7jZ65X66n8ibUfBBEub-5JTo" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Start HR8444 Maskelyne Vision</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Przystanek w Colonii 21 880,12 ly</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Sagittarius A* 11 367,20 ly</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Barnard’s Loop 27 340,22 ly</span><br />
<span style="color: #33cc33;">Koniec HR8444 Maskelyne Vision 1 751,78 ly</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">Łączny dystans: 62 339,32 ly</span><br />
<br />
<br />
Pierwszy cel: Zbliżyć się na odległość 20.000ly do Colonii żeby “kochana” Celeste wytyczyła mi trasę - wspaniałe te nasze komputery pokładowe, nie ma co. Producenci chyba celowo odchudzają statek zmniejszając inteligencję COVASom. Pre-flight checklist w porządku. Wszystkie moduły sprawne.<br />
<br />
Ahoj przygodo! Ekscytacja towarzysząca pierwszej eksploracji to coś bardzo wyjątkowego, wylatując czuję, że drugi raz nie będzie tego samego uczuoooCHOLERA! Prawie wpadłem na innego pilota, który właśnie dokował. NIE ZAPISUJ TEGO! Ech.<br />
<br />
Uczucia. Tak. Nieważne, ciemne aviatory są (proszę się nie śmiać, zdaję sobie sprawę z tego, że w kosmosie bywa ciemno), kurteczka wyprana wyruszamy dana dana!<br />
Hmmm… Hehe zapomniałem w sumie przez ten czas kiedy miałem wolne i nie latałem wprowadzono nowe narzędzia i nigdy ich nie użyłem. Wszystkim powiedziałem, że już jestem w drodze. Dobra nic się nie stanie, przecież to nie tak, że mój dziennik będzie udostępniony HEHEHEHEtmanowi, czy komukolwiek z federacji pilotów.<br />
W sumie nie doleciałem jakoś bardzo daleko, tylko 2 systemy. <br />
<br />
Łapię już to całe skanowanie i probowanie, mapowanie takie zadanie... planet. Dobrze, że nie musiałem wyrabiać na to licencji. Wracam do domku. Szczęście w nieszczęściu, większość Husarii teraz jest zajęta kopaniem (k)opali. Skoro o tym mowa, czemu ja zawsze muszę się przygotować i nakręcić na jakąś słabo płatną głupotę, podczas gdy mógłbym zarobić 10x tyle w dużo krótszym czasie i sobie kupić za to 3 Anacondy. Dobra, dokujemy. Nikogo w polu widzenia, napycham paliwa i wyruszam ponownie.<br />
<br />
<br />
Czy jak górnikom się teraz kończy paliwo, to lecą na… OPALACH?<br />
Hahaha! To dobre, muszę to zapisać.<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">10-01-3305</span></span><br />
<br />
Drugi dzień eksploracji. Sława i chwała temu, kto umożliwił mi oglądanie filmów w trakcie pracy jako eksplorator. Tak, wiem Celeste, że sam sobie to umożliwiłem. Nikt Cię o zdanie nie pytał, lepiej się zajmij ponownym wytyczeniem trasy. Taki z Ciebie mądry COVAS a nie potrafisz zapamiętać prostych danych, bo o rety kapitan wyłączył systemy. Proszę Cię...<br />
<br />
Co to ja... A tak. Selest weź no obniż temperaturę w lodówce, suszy. Nogi wywalone na pulpit, wafelki i piwo jest - tak, popijam w trakcie roboty i co mi zrobisz? Najbliższa policja jest jakieś 200ly od mojej aktualnej pozycji. Nic mi nie zrobisz. Zakasam rękawy i biorę się do roboty z pełną werwą! Patrząc jednym okiem w skaner, drugim w monitor.<br />
<br />
Update: To jednak nie był dobry pomysł. Napchałem się cukrem i w połączeniu z piwkiem mam zjazd energetyczny, albo jeże mi przegryzły kable od life supportu. Chyba czas się gdzieś zatrzymać na postój. 3 skoki na dzień to dobry wynik, prawda? Widzę gorące źródła na planecie. Tu się zatrzymam. Szybę se umyję przy okazji, bo kiepsko tak na brudnego lecieć. Wyłącz zapis. Nie, nie notuj tego. Wyłącz! A wszystko jedno.<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1XnPOJA88Nev9bYvAxQ9ajczJbuplAy8p" target="_blank">Zdjęcie 2</a><br />
<br />
ZzZZzzz…&lt;ucięto resztę wiadomości&gt;<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">11-01-3305</span></span><br />
<br />
Ta woda z gejzerów to na kaca lepsza, niż ciężka praca. Nie miałem zbytnio kanistra żeby napełnić, więc wylałem paliwo z SRV#1.<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=15cpkf14D3pekPHQBTN8uImn5BcRxxU8G" target="_blank">Zdjęcie 3</a><br />
<br />
Pozostało circa 320 skoków do Colonii, papa gejzery! <br />
O jak pięknie, pierwszy skok i mamy system o szacowanej wartości: 82 422 cr <br />
Lokalizacja: <span style="color: #339933;">COL 359 SECTOR UC-A B15-3</span><br />
<br />
<br />
A to jeszcze się cofnę do Col 285 Sector LP-D b26-1 bo też wart blisko 100k, a przegapiłem i to dość niedaleko HR8444. Hmm...<br />
<br />
<br />
Tak, znowu jestem na Maskelyne. 800k oddane, wracam na szlak bo mnie szlag &lt;hehe&gt; trafi i nigdy nie dolecę do Colonii. Już zero wracania od tej pory, choćby nie wiem co!<br />
<br />
<br />
<br />
<span style="color: #33ffff;"><span style="font-weight: bold;">12-01-3305</span></span><br />
<br />
Jezu jak rano, jeszcze się filtr zepsuł w maszynie do kawy. Wiedziałem, że to całe odchudzanie statku prędzej czy później da mi w kość.<br />
<br />
<br />
No nic, włączam galaktyczne wiadomości, ustawiam radio, wszystkie systemy (poza maszyną do kawy) sprawne. Ruszam dalej.<br />
<br />
<br />
320 skoków, czyli wróciliśmy do punktu wyjścia.<br />
<br />
<br />
Sidenote do wczoraj: zapamiętać, by przed wysłaniem wymazać z logów uderzenie w słabo oświetloną planetę spowodowane zmęczeniem. Poszły tarcze i 20% hulla. Dobrze, że wziąłem ze sobą limpety, ale na generator tarcz trzeba później zerknąć. Może jakaś baza się znajdzie niedaleko.<br />
<br />
<br />
Plusem jest to, że nauczyłem się polegania bardziej na komputerze pokładowym, aniżeli wzroku i trybie noktowizyjnym.<br />
<br />
(...)<br />
<br />
Nuda, nuda, nuda. Im dalej jestem, tym bardziej rozglądam się za jakąś bazą. Niestety, cywilizacja jest daleko z tyłu. Muszę poszperać później w bazach danych...<br />
<br />
(...)<br />
<br />
O proszę, cały system dla mnie &lt;zaciera ręce&gt; i to tzw “zielony system”. Planety marne, ale po raz kolejny wyryję swoje imię w galaktyce, dołącza jako 11 do kolekcji.<br />
<a href="https://www.edsm.net/en/system/id/31968441/name/Pru+Euq+UJ-I+d9-64" target="_blank">https://www.edsm.net/en/system/id/319684...UJ-I+d9-64</a><br />
<br />
<br />
Niby strata czasu, ale sobie go też zmapuję, a co. Będzie moje i żaden somsiad mi tu nie wejdzie. A i wypłatą nie pogardzę. Gorzej będzie jak się rozbiję.<br />
<br />
(1h później)<br />
Kurde już mi skoczyło do 17 odkrytych, co to nikt tędy nie lata? Miałem nadzieję na trochę luźniejszy dzień i nadrobienie skokami, a tu praca praca praca...<br />
<br />
Z ciekawszych informacji, lądowałem sobie na lodowej planecie, bo dawno tego nie robiłem, ale była zima, więc było zimno także &lt;hehe&gt; nie zagrzałem tam miejsca.<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1Rg9eJRS7BbeN6uQ_XfMk8fmv8gJPEBq7" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Czas poszukać dogodnej planety by posadzić nań swoje zadziszcze na noc i odespać.<br />
Akurat dobrze trafiłem planetę, bo znalazłem pole namiotowe, gdzie była dobra impreza grillowania, taka z ogniskami i kiełbaskami. Piwo też było. Zamiast odsypiać bawiłem się do rana!<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1uu48x5sDBJLkmbrKrRU3Ih8R7T3hUCw_" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Przynajmniej przed snem było co oglądać, złomiasty nadajnik wreszcie od<span style="font-size: small;">ebrał zapis wyścigu Death Race. Czy to nie podejrzane, że wygrał go organizator? Hmmm…</span><br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">13.01.3305</span></span><br />
<br />
Znowu wstaje nowy dzień. Przed odlotem “PODWĘDZIŁEM” &lt;hehehe&gt; co trzeba z ogniska i zanim się reszta tabunu obudziła:<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1fX2QD9y_VrHZymGGayGkvZSYn39_IBoT" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
"roses are red<br />
exploring is below margin<br />
the sky is black<br />
frameshift drive charging"<br />
<br />
<br />
A tak, dobre wieści. Znalazłem walający się w kajucie wymienny filtr do kawy, dzięki Muzzyxie z przeszłości, że się o mnie zatroszczyłeś. Kawka zalana, została 1 tona minus 1 duży kubek.<br />
<br />
<br />
Ruszajmy zatem! Pozostało &lt;soczyste przekleństwo&gt; skoków.<br />
<br />
(...)<br />
&lt;sarkazm&gt; Wspaniale, pierwsza planeta dzisiaj pełna kosmicznych bąków. Taka anegdota &lt;komputer nie zapisuj tego w logu&gt;<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=118auqvVBGnaq9wV5kVtelJzCSXD56Dtn" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Hetman z margrabią siedzą w biurze. Hetman czyta datapad, margrabia czeka, aż się hetman odezwie. W pewnym momencie margrabia nie wytrzymał napięcia i puścił bąka. Skonfundowany spojrzał na hetmana i prosi:<br />
- Mathiasie, proszę niech to zostanie między nami.<br />
Hetman spojrzawszy na niego znad okularów i machając przed nosem datapadem rzecze:<br />
- Wolałbym, żeby się rozeszło...<br />
<br />
<br />
Zbliżyłem się na tyle, że ten złomiasty złom wreszcie łaskawie przeliczył trasę do Colonii. 310 skoków pozostało, czyli jakieś 19 000ly. Ciekawe czy wziąłem salami, mam ochotę na salami z oliwkami.<br />
<br />
A cywilizacji ani widu, ani słychu. Jak znam swoje szczęście (ponieważ tego nie sprawdziłem) to wyjdę z tej konserwy dopiero w Colonii.<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">14-01-3305</span></span><br />
<br />
<br />
<br />
Przespałem cały dzień. Pustka kosmosu mnie przytłoczyła. Wreszcie udało mi się poprawnie wyszukać informacji, której potrzebowałem, a mianowicie gdzie znajdę bazy w deep space.<br />
<a href="https://www.edsm.net/en/galactic-mapping#5/760/0/6150|deepSpaceOutpost" target="_blank">https://www.edsm.net/en/galactic-mapping...aceOutpost</a><br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1NxunX5ghDq_AIPkPTxkOujWNkQwtjC9c" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Trzeba trochę nadłożyć drogi, najbliżej mam Hillary Depot i tam też wyruszam. 25 skoków to nie tak znowu dużo, ale potrzebuję zejść na chwilę z tej krypy. Nie zarobię nic tą drogą, ale co tam. &lt;jeden skok dalej&gt; O proszę. Water giant. O proszę Water World. Warto było!<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1wxoJAfkBk6PrWN60gqi4SXNdtJBjQjlU" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Wyczuwam pewną zależność, zawsze postoje robię w pobliżu gejzerów. W tym wypadku była to planeta z 1G. Próba skanowania gejzera w tym przypadku sprawiła, że zacząłem się zastanawiać czy ja nie mam parkinsona. Nic dziwnego, że nie możemy jeszcze lądować naszymi statkami na planetach z atmosferą, te stabilizatory nie dały rady opanować mojego wielkiego węża. Może w tym roku producenci wreszcie pójdą po rozum do głowy i dostosują komponenty do naszych oczekiwań i potrzeb - tak wiem, marzenie ściętego canopy...<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1lsbzx0X8qpCp3hfy9eEQdiKziBzpzbe7" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33ffff;">15-01-3305<br />
</span></span><br />
<br />
<br />
Z potrzeby cywilizacyjnej ruszyłem czym prędzej do Hillary Depot. Udało mi się tam dotrzeć całkiem szybko, bez zbędnego skanowania, czy postojów.<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1_VTjkuGxjbPK-bs8SvwGx0inhULeQkZz" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
Jak dobrze jest zadokować na chwilę. Wreszcie mogę kupić zapas papieru toaletowego, bo nie wziąłem na drogę. Teraz już z czystą dup… sercem mogę wracać na mój szlak, więc 25 skoków z powrotem, jak najdalej od szlaku Distant Worlds II, bo usłyszałem o atakach piratów  &lt;ocenzurowano&gt;.<br />
<br />
<br />
<span style="color: #33ffff;"><span style="font-weight: bold;">16-01-3305</span></span><br />
<br />
Moja chęć zarobków wygrała z potrzebą eksploracji, te kilka złóż opali które widziałem w oddali, sprawiły, że grunt mi się pali. Cały przebyty dystans 2 017,54 ly pokonałem w jeden wieczór, by powrócić do Maskelyne. Nie mogłem przeboleć i nie mogę przegapić tej gorączki złota na Void Opale.<br />
<br />
Odkurzyłem swojego Pytona, szybko zamontowałem co trzeba - w hangarze wygrzebałem nawet stary moduł rafineryjny! Chciałem z tego miejsca serdecznie podziękować ekipie montażystów w Maskelyne. Przednia i szybka robota!<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=13aVrSNAaB66r13P3r_lmJ4ITJksrtXc4" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Z danych Husarii dostałem informację o niedalekim złożu Opali w Jarocinie. Muszę się wreszcie nauczyć tych okolicznych swojskich nazewnictw, bo oczywiście poleciałem nie tam, gdzie trzeba...<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1ng8sZNHAqpKbuhsIt1j17bg-JUScG4Rw" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<br />
Chwilowo się wstrzymam z dziennika wyprawy, dopóki nie wrócę na szlak.<br />
<br />
<br />
(...)<br />
<br />
<br />
Ale się przyjemnie kopie, chociaż dopiero po drugiej asteroidzie się nauczyłem jak operować statkiem dla zmaksymalizowania urobku. Co najbardziej mnie zaskoczyło, to fakt, że po wejściu nowinek technologicznych nawet nie patrzyłem na holo ekran z filmami.<br />
<br />
Chyba zostanę tu na dłużej, aż do wyczerpania złóż!<br />
<br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1o9nkAcqqt4-Amtk8EqcoiQbDBN39h7fJ" target="_blank">Zdjęcie</a><br />
<a href="https://drive.google.com/open?id=1vuWDpoyvUcE6INm-kawFRwF6zL_ldtAV" target="_blank">Zdjęcie</a>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Neural Log - CMDR ShiMan]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5049</link>
			<pubDate>Wed, 09 Jan 2019 09:21:01 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=5049</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #bfff00;"><span style="font-size: large;"><span style="font-family: Trebuchet MS;">Miejsce:</span> </span></span></span><span style="color: #03C03C;"><span style="font-family: Courier New;"><span style="font-size: large;">Maskelyne Vision</span></span><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: large;"><span style="font-family: Courier New;">, </span></span></span><span style="font-family: Courier New;"><span style="font-size: large;">Stacja typu Coriolis</span></span></span><br />
<span style="font-size: small;"><span style="font-size: large;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #bfff00;"><span style="font-family: Trebuchet MS;">Sektor: </span></span></span><span style="color: #03C03C;"><span style="font-family: Courier New;">System HR 8444, peryferia Core Systems</span></span></span></span><br />
<span style="font-size: small;"><span style="font-size: large;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #bfff00;"><span style="font-family: Trebuchet MS;">Data: </span></span></span><span style="color: #03C03C;"><span style="font-family: Courier New;">08:54 czasu lokalnego</span></span></span></span><br />
<br />
<hr />
<br />
Oto jestem. Jak dotąd, siedzę sobie w barze na Maskelyne Vision, mając skonfiskowaną przez zarząd stacji licencję na latanie. Rzecz jasna, Federacji Pilotów nie podoba się istniejący stan rzeczy, ale jak dotąd jakoś staram sobie radzić w życiu, robiąc jakieś drobne rzeczy na stacji takie jak porządki czy inną pomoc.<br />
<br />
Na dzień dzisiejszy zdołałem ugadać się z paroma znajomymi z TWH. Zostałem między innymi przyjęty w poczet <span style="font-weight: bold;">Husarskiej Kompanii Ksenobójczej</span>, lub <span style="font-weight: bold;">Xenonautów</span> jak zwykłem nazywać tą formację. No tylko żebym miał jeszcze czym latać przeciw Thargoidom... Zwłaszcza że szczególnie jeden typ ich interceptora sprawił, że moje własne serce zaczęło pracować mocniej na sam jego widok.<br />
<br />
<div style="text-align: center;"><span style="font-family: Verdana;">Hydra.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;"><img src="https://canonn.science/wp-content/uploads/2017/12/hydra2_sml.png" border="0" alt="[Obrazek: hydra2_sml.png]" /></div>
<br />
Faktycznie jest on moim zdaniem najpiękniejszym wytworem Thargoidzkiej bioinżynierii (przypomina wyglądem terrańską paproć), ale i zarazem najgroźniejszym. 8 serc, sprawiających że każde uszkodzenie (nawet teoretyczne po uderzeniu bronią atomową) usuną w parę sekund. Pokładowy kontyngent 128 Thargonów, ich dronów z bronią zdolną omijać pola siłowe naszych statków, niezależnie jakiego typu (jak w każdym interceptorze zresztą). Nawet najwięksi wymiatacze mają z nią dużo kłopotu, często wracają z kadłubem nadżartym kwasem w takim stopniu, że to co zostało z ich statków trzyma się jedynie na nieśmiertelną szarą taśmę, gumę balonową i toną werbalnego mięsa.<br />
<br />
No nic, może jeszcze później się zgłoszę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #bfff00;"><span style="font-size: large;"><span style="font-family: Trebuchet MS;">Miejsce:</span> </span></span></span><span style="color: #03C03C;"><span style="font-family: Courier New;"><span style="font-size: large;">Maskelyne Vision</span></span><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: large;"><span style="font-family: Courier New;">, </span></span></span><span style="font-family: Courier New;"><span style="font-size: large;">Stacja typu Coriolis</span></span></span><br />
<span style="font-size: small;"><span style="font-size: large;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #bfff00;"><span style="font-family: Trebuchet MS;">Sektor: </span></span></span><span style="color: #03C03C;"><span style="font-family: Courier New;">System HR 8444, peryferia Core Systems</span></span></span></span><br />
<span style="font-size: small;"><span style="font-size: large;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #bfff00;"><span style="font-family: Trebuchet MS;">Data: </span></span></span><span style="color: #03C03C;"><span style="font-family: Courier New;">08:54 czasu lokalnego</span></span></span></span><br />
<br />
<hr />
<br />
Oto jestem. Jak dotąd, siedzę sobie w barze na Maskelyne Vision, mając skonfiskowaną przez zarząd stacji licencję na latanie. Rzecz jasna, Federacji Pilotów nie podoba się istniejący stan rzeczy, ale jak dotąd jakoś staram sobie radzić w życiu, robiąc jakieś drobne rzeczy na stacji takie jak porządki czy inną pomoc.<br />
<br />
Na dzień dzisiejszy zdołałem ugadać się z paroma znajomymi z TWH. Zostałem między innymi przyjęty w poczet <span style="font-weight: bold;">Husarskiej Kompanii Ksenobójczej</span>, lub <span style="font-weight: bold;">Xenonautów</span> jak zwykłem nazywać tą formację. No tylko żebym miał jeszcze czym latać przeciw Thargoidom... Zwłaszcza że szczególnie jeden typ ich interceptora sprawił, że moje własne serce zaczęło pracować mocniej na sam jego widok.<br />
<br />
<div style="text-align: center;"><span style="font-family: Verdana;">Hydra.</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;"><img src="https://canonn.science/wp-content/uploads/2017/12/hydra2_sml.png" border="0" alt="[Obrazek: hydra2_sml.png]" /></div>
<br />
Faktycznie jest on moim zdaniem najpiękniejszym wytworem Thargoidzkiej bioinżynierii (przypomina wyglądem terrańską paproć), ale i zarazem najgroźniejszym. 8 serc, sprawiających że każde uszkodzenie (nawet teoretyczne po uderzeniu bronią atomową) usuną w parę sekund. Pokładowy kontyngent 128 Thargonów, ich dronów z bronią zdolną omijać pola siłowe naszych statków, niezależnie jakiego typu (jak w każdym interceptorze zresztą). Nawet najwięksi wymiatacze mają z nią dużo kłopotu, często wracają z kadłubem nadżartym kwasem w takim stopniu, że to co zostało z ich statków trzyma się jedynie na nieśmiertelną szarą taśmę, gumę balonową i toną werbalnego mięsa.<br />
<br />
No nic, może jeszcze później się zgłoszę.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Eksploracje CMDR Ryczypióra]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=3381</link>
			<pubDate>Wed, 19 Jul 2017 01:51:28 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=3381</guid>
			<description><![CDATA[HALO! Otwieram mój dziennik... log! Ten no, Dajary log, Captains log, COMMANDERS LOG!<br />
- bzzzzt....<br />
No tak... wpatruję się w te gwiazdę już trzeci dzień i komputer pokładowy dostał chyba udaru. Najpewniej. Bo na przykład chcę coś zjeść i proszę o jajka, to mi zableblabluje - High level of cholesterol... no i tlumacze maszynie - cholesterol dobry, jajka dobre, papu musieć w buzie, bo komandor kipnąć!<br />
No to właśnie, moi drodzy, dostałem dwa jaja, w skorupkach. Nie zrozumcie mnie źle - dwa jaja w skorupkach, fajnie, myślę, ale stukam w jedno - sie rozbija i rozlewa - no nic, z dwóch będzie jajówa. Rozbijam drugie - 2 pukniecia, odpowiada mi puknięcie ze środka... Dla pewności i rozwiania wszelkich wątpliwości, że dopadła mnie samotność stukam jeszcze raz, tym razem delikatniej - odpowiada mi stuk tak mocny, że jajo rozbija się od wewnątrz. Najpierw powolutku, a później wyskakuje zółta główka z dziobkiem oraz węgielkową parą oczu twierdząca, że ĆWIR ĆWIR. No dobra, halucynacje, albo jakas symulacja, ale kurczak w żółtym mówiący do mnie ćwir? Z podajnika papu?<br />
W tym momencie poziom mojej irytacji na kulinarne intrygi maszyny przerodził się w furię, no bo jak to? Jedzenie nie dość, że surowe, to do mnie mówi?!<br />
Podchodzę ponownie do maszyny, wyklikuję J A J A   N A   B O C Z K U... nagle chwytak łapie mnie za klejnoty rodowe i wykręca w stronę lewego boku. JAK NIC MASZYNA DOZNAŁA USZKODZEŃ! JAK NICCCC! ANULUJ! ANULUJ! ANULUUUUJ! Uff....<br />
No dobra, żyję, nadal mogę mieć potomka... Tyle że tuż obok mnie coś ćwira z dezaprobatą, a przed sobą mam kulę wydobywającą z siebie niesamowite pokłady energii...<br />
No dobra, podajnik żywności nie działa, albo działa ale "inaczej", a mi towarzyszy mała kura &gt;dziób!!!&lt; eeee, mały kogut. I jestem na tyle głodny, żeby zastanawiać się nad jego ugotowaniem &gt;dziób!!!&lt; tzn nie, nie jestem aż tak głodny...<br />
cdn.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[HALO! Otwieram mój dziennik... log! Ten no, Dajary log, Captains log, COMMANDERS LOG!<br />
- bzzzzt....<br />
No tak... wpatruję się w te gwiazdę już trzeci dzień i komputer pokładowy dostał chyba udaru. Najpewniej. Bo na przykład chcę coś zjeść i proszę o jajka, to mi zableblabluje - High level of cholesterol... no i tlumacze maszynie - cholesterol dobry, jajka dobre, papu musieć w buzie, bo komandor kipnąć!<br />
No to właśnie, moi drodzy, dostałem dwa jaja, w skorupkach. Nie zrozumcie mnie źle - dwa jaja w skorupkach, fajnie, myślę, ale stukam w jedno - sie rozbija i rozlewa - no nic, z dwóch będzie jajówa. Rozbijam drugie - 2 pukniecia, odpowiada mi puknięcie ze środka... Dla pewności i rozwiania wszelkich wątpliwości, że dopadła mnie samotność stukam jeszcze raz, tym razem delikatniej - odpowiada mi stuk tak mocny, że jajo rozbija się od wewnątrz. Najpierw powolutku, a później wyskakuje zółta główka z dziobkiem oraz węgielkową parą oczu twierdząca, że ĆWIR ĆWIR. No dobra, halucynacje, albo jakas symulacja, ale kurczak w żółtym mówiący do mnie ćwir? Z podajnika papu?<br />
W tym momencie poziom mojej irytacji na kulinarne intrygi maszyny przerodził się w furię, no bo jak to? Jedzenie nie dość, że surowe, to do mnie mówi?!<br />
Podchodzę ponownie do maszyny, wyklikuję J A J A   N A   B O C Z K U... nagle chwytak łapie mnie za klejnoty rodowe i wykręca w stronę lewego boku. JAK NIC MASZYNA DOZNAŁA USZKODZEŃ! JAK NICCCC! ANULUJ! ANULUJ! ANULUUUUJ! Uff....<br />
No dobra, żyję, nadal mogę mieć potomka... Tyle że tuż obok mnie coś ćwira z dezaprobatą, a przed sobą mam kulę wydobywającą z siebie niesamowite pokłady energii...<br />
No dobra, podajnik żywności nie działa, albo działa ale "inaczej", a mi towarzyszy mała kura &gt;dziób!!!&lt; eeee, mały kogut. I jestem na tyle głodny, żeby zastanawiać się nad jego ugotowaniem &gt;dziób!!!&lt; tzn nie, nie jestem aż tak głodny...<br />
cdn.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[CMDR MAGNUM354]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=2888</link>
			<pubDate>Sun, 02 Apr 2017 23:53:12 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=2888</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="color: #ff3333;"><span style="font-size: large;"><span style="font-weight: bold;">20.01.3303</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: left;">Dzisiejsza data jest ważna. Z kilku powodów. Dzisiaj otrzymałem swoją prywatną kwaterę na stacji Maskelyne Vision. Wiadomo, nie jest to to samo co moje mieszkanie na Baliunas Hub w Gende, ale tam podczas odlotu miałem status Barona a to już coś znaczy. Ale nie żałuję tej decyzji, bliskie mi osoby wiedzą że nie potrafię usiedzieć dłużej w jednym miejscu a Imperium dba o to aby 3/4 społeczeństwa zamienić w niewolników albo dojne krowy. Najważniejsze aby moja narzeczona otrzymywała regularne przekazy kredytów na nasze konto; a i nie ukrywam że pracując dla Husarii będę miał też trochę czasu wolnego żeby jakieś transporty przewieźć na boku - nic nielegalnego - z tym już skończyłem jak mnie Imperialni złapali i zamknęli..(pisałem kiedyś o tym kiedy było trzeba opisać siebie w arkuszu personalnym który miał wylądować na biurku Hetmana ).</div>
<br />
<br />
Pomijając.. ostatnio coraz więcej się mówi w barach i na stacjach koalicji granicznej jaką to świetną robotę odwala Husaria w systemach które ma pod kontrolą. Jasne, pewnie wszystko ma swój cel, nie zawsze przejmują system drogą pokojową, ale tam gdzie są Husarze jest spokój i w miarę dobrobyt dla zwykłych obywateli, mam nadzieję że to się nie zmieni.<br />
Dlatego właśnie postanowiłem się trochę dorzucić do tej dobroci, wielka polityka mnie nie interesuje, ważne abym mógł pomóc potrzebującym. Wiadomo też zamierzam na tym zarobić, paliwo jest akurat tanie ale naprawy statku pochłonęły już małą fortunę - to normalne nikt nie ma lepiej ale żeby latać i zarabiać trzeba sporo wydawać na statek.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="color: #ff3333;"><span style="font-size: large;"><span style="font-weight: bold;">20.01.3303</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: left;">Dzisiejsza data jest ważna. Z kilku powodów. Dzisiaj otrzymałem swoją prywatną kwaterę na stacji Maskelyne Vision. Wiadomo, nie jest to to samo co moje mieszkanie na Baliunas Hub w Gende, ale tam podczas odlotu miałem status Barona a to już coś znaczy. Ale nie żałuję tej decyzji, bliskie mi osoby wiedzą że nie potrafię usiedzieć dłużej w jednym miejscu a Imperium dba o to aby 3/4 społeczeństwa zamienić w niewolników albo dojne krowy. Najważniejsze aby moja narzeczona otrzymywała regularne przekazy kredytów na nasze konto; a i nie ukrywam że pracując dla Husarii będę miał też trochę czasu wolnego żeby jakieś transporty przewieźć na boku - nic nielegalnego - z tym już skończyłem jak mnie Imperialni złapali i zamknęli..(pisałem kiedyś o tym kiedy było trzeba opisać siebie w arkuszu personalnym który miał wylądować na biurku Hetmana ).</div>
<br />
<br />
Pomijając.. ostatnio coraz więcej się mówi w barach i na stacjach koalicji granicznej jaką to świetną robotę odwala Husaria w systemach które ma pod kontrolą. Jasne, pewnie wszystko ma swój cel, nie zawsze przejmują system drogą pokojową, ale tam gdzie są Husarze jest spokój i w miarę dobrobyt dla zwykłych obywateli, mam nadzieję że to się nie zmieni.<br />
Dlatego właśnie postanowiłem się trochę dorzucić do tej dobroci, wielka polityka mnie nie interesuje, ważne abym mógł pomóc potrzebującym. Wiadomo też zamierzam na tym zarobić, paliwo jest akurat tanie ale naprawy statku pochłonęły już małą fortunę - to normalne nikt nie ma lepiej ale żeby latać i zarabiać trzeba sporo wydawać na statek.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[CMDR DYoda]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=2632</link>
			<pubDate>Fri, 03 Feb 2017 20:41:16 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=2632</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: left;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff3333;"><span style="font-size: large;">25.01.3303</span></span></span></div>
<br />
Otrzymałem następującą wiadomość od Kokosza:<br />
<img src="http://i.imgur.com/IMAHU9M.jpg" border="0" alt="[Obrazek: IMAHU9M.jpg]" /><br />
<br />
A w hangarze znalazłem mojego Vultura... trochę innego<br />
<img src="http://i.imgur.com/umzWU6m.png" border="0" alt="[Obrazek: umzWU6m.png]" /><br />
<br />
<hr />
<div style="text-align: left;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff3333;"><span style="font-size: large;">03.02.3303</span></span></span></div>
<br />
Dzisiaj mam wolne od obowiązków na rzecz Husarii. <br />
Na wieczór mam dwie opcje: <br />
- wziąć butelkę Świńskiego Ryja, udać się do "11 Parseków"  i szukać odpowiedniego towarzystwa chociaż wiem że skończy się to jak zawsze.<br />
- zatargać swoje dupsko do statku i zacząć szukać Cracked Industrial Firmawre, który jest mi potrzebny do modyfikacji silników. Może znajdę kogoś kto wie gdzie to dziadostwo można znaleźć.<br />
<br />
Pożyjemy, zobaczymy, na razie zamówiłem coś na ząb:<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Spoiler</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<img src="http://mojenalewki.blox.pl/resource/kurcze_pieczone.jpg" border="0" alt="[Obrazek: kurcze_pieczone.jpg]" /></div></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: left;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff3333;"><span style="font-size: large;">25.01.3303</span></span></span></div>
<br />
Otrzymałem następującą wiadomość od Kokosza:<br />
<img src="http://i.imgur.com/IMAHU9M.jpg" border="0" alt="[Obrazek: IMAHU9M.jpg]" /><br />
<br />
A w hangarze znalazłem mojego Vultura... trochę innego<br />
<img src="http://i.imgur.com/umzWU6m.png" border="0" alt="[Obrazek: umzWU6m.png]" /><br />
<br />
<hr />
<div style="text-align: left;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff3333;"><span style="font-size: large;">03.02.3303</span></span></span></div>
<br />
Dzisiaj mam wolne od obowiązków na rzecz Husarii. <br />
Na wieczór mam dwie opcje: <br />
- wziąć butelkę Świńskiego Ryja, udać się do "11 Parseków"  i szukać odpowiedniego towarzystwa chociaż wiem że skończy się to jak zawsze.<br />
- zatargać swoje dupsko do statku i zacząć szukać Cracked Industrial Firmawre, który jest mi potrzebny do modyfikacji silników. Może znajdę kogoś kto wie gdzie to dziadostwo można znaleźć.<br />
<br />
Pożyjemy, zobaczymy, na razie zamówiłem coś na ząb:<br />
<div class="spoiler_wrap"><div class="spoiler_header"><a href="javascript:void(0);" onclick="javascript:if(parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display=='block'){parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='none';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[+]&quot; alt=&quot;[+]&quot; src=&quot;/images/collapse_collapsed.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}else {parentNode.parentNode.getElementsByTagName('div')[1].style.display='block';this.innerHTML='&lt;img title=&quot;[-]&quot; alt=&quot;[-]&quot; src=&quot;/images/collapse.png&quot; class=&quot;expandspoiler&quot; /&gt;Spoiler';}"><img title="[+]" alt="[+]" src="/images/collapse_collapsed.png" class="expandspoiler" />Spoiler</a></div><div class="spoiler_body" style="display: none;">
<img src="http://mojenalewki.blox.pl/resource/kurcze_pieczone.jpg" border="0" alt="[Obrazek: kurcze_pieczone.jpg]" /></div></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[ZASADY KORZYSTANIA Z DZIAŁU "DZIENNIKI GWIAZDOWE". Przeczytaj, zanim coś napiszesz!]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=2503</link>
			<pubDate>Thu, 19 Jan 2017 17:03:10 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=2503</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;"><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-size: large;">ZASADY KORZYSTANIA Z DZIAŁU "DZIENNIKI GWIAZDOWE"</span></span></span></span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">1. To jest dział role playing. Tutaj piszemy tylko <span style="font-style: italic;">in character</span>, czyli z punktu widzenia naszej postaci w grze - pilota statku w 34. wieku - a nie gracza. Bez odniesień do naszej rzeczywistości itd. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">2. Pozostałe zasady forum nadal obowiązują.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">3. Każdy użytkownik może założyć 1 wątek jako swój Dziennik Pokładowy. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">4. Autor danego Dziennika może zaznaczyć, że wątek jest <span style="color: #ff3333;">ZAMKNIĘTY</span> (prosimy o zaznaczenie w pierwszym poście). W takim wątku nie odpisujemy - pisze tam jedynie autor. </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;"><span style="text-decoration: underline;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-size: large;">ZASADY KORZYSTANIA Z DZIAŁU "DZIENNIKI GWIAZDOWE"</span></span></span></span><br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">1. To jest dział role playing. Tutaj piszemy tylko <span style="font-style: italic;">in character</span>, czyli z punktu widzenia naszej postaci w grze - pilota statku w 34. wieku - a nie gracza. Bez odniesień do naszej rzeczywistości itd. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">2. Pozostałe zasady forum nadal obowiązują.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">3. Każdy użytkownik może założyć 1 wątek jako swój Dziennik Pokładowy. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">4. Autor danego Dziennika może zaznaczyć, że wątek jest <span style="color: #ff3333;">ZAMKNIĘTY</span> (prosimy o zaznaczenie w pierwszym poście). W takim wątku nie odpisujemy - pisze tam jedynie autor. </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Dziennik pokładowy: Cmdr Mathias Shallowgrave]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=2688</link>
			<pubDate>Thu, 19 Jan 2017 01:00:02 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=2688</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="color: #ff3333;">WĄTEK ZAMKNIĘTY</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;"><hr /></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: x-large;"><span style="color: #3399ff;"><img src="http://i.imgur.com/V0Iw2YZ.png" border="0" alt="[Obrazek: V0Iw2YZ.png]" /></span></span></span></div>
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: x-large;"><span style="color: #3399ff;">CMDR MATHIAS SHALLOWGRAVE</span></span></span></span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-size: medium;">Kosmiczny włóczęga, szmugler i rebeliant-oportunista.</span></span><br />
<br />
<hr />
<br />
<div style="text-align: justify;">Mathias Shallowgrave może wydawać się typem spod ciemnej gwiazdy. Jego imię i nazwisko to najprawdopodobniej jeden z wielu aliasów, aczkolwiek nie jest to pewne. Oprócz kilku faktów, niewiele wiadomo o jego przeszłości.</div>
<br />
<span style="color: #33cc33;">1...5...18...46...89...100%...DANE WCZYTANE</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #ffcc33;">Przed 3300 </span></span></span><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Mathias pochodzi z jednego z niepodległych światów. Kiedyś był dobrze prosperującym handlowcem, ale porzucił tę profesję ponad piętnaście lat temu. Stało się to po stracie rodziny w wypadku, podczas jednej z bitew między Federacją a Imperium w systemie, gdzie Mathias rezydował. Po tym incydencie zaczął on żywić ogromną niechęć do zarówno Federacji, jak i Imperium. Nie mogąc poradzić sobie ze stratą bliskch stał się cichym i zamkniętym w sobie człowiekiem. Został samotnikiem  przemierzającym kosmos, bez określonego celu i przyszłości, imającym się różnorakich zajęć.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest człowiekiem nieostrożnym, lubi ryzykowne kontrakty i często znajduje się po złej stronie prawa. Nie jest jednak złym człowiekiem. Wręcz przeciwnie - ma dobre serce i wierzy w prawo karmiczne. Ze względu na to, co stało się w przeszłości nie lubi otwarcie okazywać uczuć. Co chwila przyjmuje nowe zlecenia, w niekończącej się próbie wypełnienia czymś pustki, którą czuje odkąd stracił wszystko i wszystkich, na czym mu kiedykolwiek zależało. Jeśli przyjrzeć się bliżej, mogłoby się wydawać, że Mathias Shallowgrave jest ciągle w pogoni za czymś, czego on sam nie jest w stanie zdefiniować ani nawet określić. </div>
<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #ffcc33;">Lipiec - Grudzień 3300</span></span></span><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kilka miesięcy temu Mathias nawiązał kontakt z grupą piratów. Zlecili mu oni zadanie kradzieży planów zaawansowanego prototypu broni szturmowej, bezpośrednio z siedziby jednej z korporacji na usługach Federal Navy. Zlecenie wysokiego ryzyka i wysokiego zysku - takie, jakie Mathias lubił najbardziej. Niestety misja nie poszła zbyt dobrze i Shallowgrave musiał salwować się ucieczką z bazy, w której przeprowadzane były badania nad nową technologią. Ledwo uszedł z życiem, na Zimno i z duszą na ramieniu, w zarejestrowanym na fałszywe ID korporacyjnym Diamondbacku.</div>
<br />
<img src="http://i.imgur.com/C9VJkiF.jpg" border="0" alt="[Obrazek: C9VJkiF.jpg]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kiedy piraci dowiedzieli się o porażce Mathiasa, zdecydowali się go pozbyć, bojąc się, że najemnik może sypnąć i zdradzić lokalizację bazy pirackiej grupy, jeśli dorwą go federalni. Piratom udało im się wytropić Shallowgrave'a w jednym z niezamieszkałych, przygranicznych systemów. Zaskoczyli go podczas tankowania z gwiazdy; wywiązała się bitwa i mimo tego, że Mathiasowi udało się zniszczyć wszystkich piratów, to jego własny statek uległ takim uszkodzeniom, że jedynym wyjściem było użycie kapsuły ratunkowej. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Przechwyciła ją cywilna jednostka handlowa, która przez przypadek błędnie skoczyła do systemu, w którym dryfował Mathias po tym, jak w kapsule skończyło się paliwo. Kiedy wreszcie dotarli do najbliższego portu gwiezdnego, Shallowgrave odkrył, że ktoś włamał się do wszystkich jego kont. Miliony nielegalnie zdobytych Kredytów wyparowały. Głównym podejrzanym był przywódca grupy piratów, ale tego Mathias nie był pewien i nigdy nie się dowiedział...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie miał innego wyjścia, jak przeczekać kilka miesięcy, aż jego trop całkiem ostygnie, wynająć jakiegoś najtańszego Sidewindera od Federacji Pilotów i z zaledwie setką Kredytów w kieszeni kolejny raz zacząć wszystko od nowa...</div>
<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #ffcc33;">Listopad 3301</span></span></span><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Niedawno Mathias przypadkowo odkrył, że jego odległymi przodkami był starożytny naród Polaków pochodzący jeszcze z Ziemi. Zafascynowany, sporo naczytał się o ich historii. Co ciekawe, okazało się, że po galaktyce lata mnóstwo pilotów, w których żyłach płynie polska krew. Wydawało się, że Mathias wreszcie znalazł to, czego tak długo szukał. Przez kilka miesięcy zbierał dane, robił notatki, aż w końcu postanowił działać. Używając swoich licznych szemranych kontaktów rozesłał wici o zjednoczeniu Commanderów, którzy za przodków mają Polaków. Tak powstała Skrzydlata Husaria. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeden z wysoko postawionych "przyjaciół" Mathiasa był mu dłużny przysługę i ten postanowił to wykorzystać. Poprosił o rejestrację frakcji i nadanie praw kontroli do stacji w jednym z pogranicznych systemów. Tajemniczy dłużnik Mathiasa dotrzymał słowa i Skrzydlaci przejęli system HR 8444. Co prawda ich wpływy w tym systemie nie były jeszcze znaczące, ale to była tylko kwestia czasu. </div>
<br />
Mathias wieszczył Husarzom świetlaną przyszłość.<br />
<br />
<br />
<hr />
<hr />
<br />
<br />
<span style="color: #ff3333;">BŁĄD DOSTĘPU. </span><span style="color: #ff3333;">DANE Z LAT 3301 - 3302 ZOSTAŁY UTAJNIONE. DOSTĘP WYMAGA AUTORYZACJI</span> <span style="color: #33ffff;">MAFZ-TWH-01-ALPHA</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">1...5...18...46...89...100%...DANE WCZYTANE</span><br />
<br />
<hr />
<hr />
<br />
<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff9933;">::</span><span style="color: #3399ff;">DATA</span></span> <span style="color: #ffcc33;">18 STY 3303</span></span><span style="color: #ffcc33;"> </span><br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff9933;">::</span><span style="color: #3399ff;">SYSTEM</span></span> <span style="color: #ffcc33;">HR 8444</span></span></div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff9933;">::</span><span style="color: #3399ff;">LOKACJA</span></span> <span style="color: #ffcc33;">PORT GWIEZDNY MASKELYNE VISION</span></span></div>
<br />
<hr />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zdecydowałem się na kolejną wyprawę eksploracyjną. Przyznam, że w podjęciu tej decyzji bardzo dopomógł mi kontrakt, który zaoferował znany na Pograniczu badacz kosmosu Lester Gomez. Chce odwiedzić Black In Green w celu zbadania tej mgławicy i pozyskania danych do badań naukowych. Odległość do celu to nieco ponad 21000 LY. Facet wygląda na lekko nawiedzonego, ale damy radę. Po drodze zamierzam jeszcze ponownie odwiedzić odkryte przeze mnie na poprzedniej wyprawie pole gwiazd neutronowych. Przeskanowałem jedynie drobny ułamek tego wielkiego skupiska, a Universal Cartographics dobrze płacą za dane o neutronówkach. To, plus zapłata za kontrakt pasażerski, powinno zapewnić całkiem niezły profit. Że nie wspomnę o widokach, które czekają na nas po drodze. </div>
<br />
<div style="text-align: center;"><img src="http://i.imgur.com/G4XW4C5.png" border="0" alt="[Obrazek: G4XW4C5.png]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"Czas Włóczęgi", mój wysłużony Asp jest gotowy do drogi. Po ostatniej wyprawie, która zawiodła mnie do centrum Drogi Mlecznej, zdążyłem na szczęście zrobić renowację poszycia i malowania, więc statek wygląda jak nowy! Zmodyfikowany napęd Frame Shift klasy 5 zapewni niemal 48 LY skoku, a generator osłon klasy 3 niezbędną ochronę przy lądowaniu na planetach. Zabieram ze sobą oczywiście Żuka, biało-niebieskiego łazika, który widział już niejeden krater czy wąwóz i świetnie spisał się na poprzedniej wyprawie. Kompletu wyposażenia dopełni polowy zestaw naprawy modułów oraz cztery wyrzutnie kondensatorów ciepła. </div>
<br />
<img src="http://i.imgur.com/IJ7VMqc.jpg" border="0" alt="[Obrazek: IJ7VMqc.jpg]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zanim jednak udam się do Black In Green, chcę odwiedzić jeszcze inżyniera Ram Taha. Podobno oferuje on darmowy upgrade oprogramowania komputera podkładowego dla każdego Komandora, który pomoże mu w rozwikłaniu zagadki Starożytnych Ruin. Chcę zdążyć, zanim wycofa ofertę, więc najpierw kierujemy się w stronę systemu Meene, gdzie Ram Tah ma swoją placówkę badawczą. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Lester zgodził się nadłożyć nieco drogi. Małe opóźnienie nie robi mu różnicy. On i  jego ośmioosobowa ekipa są już zakwaterowani w kabinach pasażerskich klasy biznesowej, "Czas Włóczęgi" zatankowany do pełna, a ja właśnie kończę uzupełniać zapas Wężowego Ginu z Bast w podręcznej lodówce w kokpicie. Za chwilę ruszamy. Jak tylko wychylę szklaneczkę.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-family: Courier New;">-EOF</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: center;"><span style="color: #ff3333;">WĄTEK ZAMKNIĘTY</span></div>
<br />
<div style="text-align: center;"><hr /></div>
<br />
<div style="text-align: left;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: x-large;"><span style="color: #3399ff;"><img src="http://i.imgur.com/V0Iw2YZ.png" border="0" alt="[Obrazek: V0Iw2YZ.png]" /></span></span></span></div>
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: x-large;"><span style="color: #3399ff;">CMDR MATHIAS SHALLOWGRAVE</span></span></span></span></span><br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-size: medium;">Kosmiczny włóczęga, szmugler i rebeliant-oportunista.</span></span><br />
<br />
<hr />
<br />
<div style="text-align: justify;">Mathias Shallowgrave może wydawać się typem spod ciemnej gwiazdy. Jego imię i nazwisko to najprawdopodobniej jeden z wielu aliasów, aczkolwiek nie jest to pewne. Oprócz kilku faktów, niewiele wiadomo o jego przeszłości.</div>
<br />
<span style="color: #33cc33;">1...5...18...46...89...100%...DANE WCZYTANE</span><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #ffcc33;">Przed 3300 </span></span></span><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Mathias pochodzi z jednego z niepodległych światów. Kiedyś był dobrze prosperującym handlowcem, ale porzucił tę profesję ponad piętnaście lat temu. Stało się to po stracie rodziny w wypadku, podczas jednej z bitew między Federacją a Imperium w systemie, gdzie Mathias rezydował. Po tym incydencie zaczął on żywić ogromną niechęć do zarówno Federacji, jak i Imperium. Nie mogąc poradzić sobie ze stratą bliskch stał się cichym i zamkniętym w sobie człowiekiem. Został samotnikiem  przemierzającym kosmos, bez określonego celu i przyszłości, imającym się różnorakich zajęć.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest człowiekiem nieostrożnym, lubi ryzykowne kontrakty i często znajduje się po złej stronie prawa. Nie jest jednak złym człowiekiem. Wręcz przeciwnie - ma dobre serce i wierzy w prawo karmiczne. Ze względu na to, co stało się w przeszłości nie lubi otwarcie okazywać uczuć. Co chwila przyjmuje nowe zlecenia, w niekończącej się próbie wypełnienia czymś pustki, którą czuje odkąd stracił wszystko i wszystkich, na czym mu kiedykolwiek zależało. Jeśli przyjrzeć się bliżej, mogłoby się wydawać, że Mathias Shallowgrave jest ciągle w pogoni za czymś, czego on sam nie jest w stanie zdefiniować ani nawet określić. </div>
<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #ffcc33;">Lipiec - Grudzień 3300</span></span></span><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kilka miesięcy temu Mathias nawiązał kontakt z grupą piratów. Zlecili mu oni zadanie kradzieży planów zaawansowanego prototypu broni szturmowej, bezpośrednio z siedziby jednej z korporacji na usługach Federal Navy. Zlecenie wysokiego ryzyka i wysokiego zysku - takie, jakie Mathias lubił najbardziej. Niestety misja nie poszła zbyt dobrze i Shallowgrave musiał salwować się ucieczką z bazy, w której przeprowadzane były badania nad nową technologią. Ledwo uszedł z życiem, na Zimno i z duszą na ramieniu, w zarejestrowanym na fałszywe ID korporacyjnym Diamondbacku.</div>
<br />
<img src="http://i.imgur.com/C9VJkiF.jpg" border="0" alt="[Obrazek: C9VJkiF.jpg]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kiedy piraci dowiedzieli się o porażce Mathiasa, zdecydowali się go pozbyć, bojąc się, że najemnik może sypnąć i zdradzić lokalizację bazy pirackiej grupy, jeśli dorwą go federalni. Piratom udało im się wytropić Shallowgrave'a w jednym z niezamieszkałych, przygranicznych systemów. Zaskoczyli go podczas tankowania z gwiazdy; wywiązała się bitwa i mimo tego, że Mathiasowi udało się zniszczyć wszystkich piratów, to jego własny statek uległ takim uszkodzeniom, że jedynym wyjściem było użycie kapsuły ratunkowej. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Przechwyciła ją cywilna jednostka handlowa, która przez przypadek błędnie skoczyła do systemu, w którym dryfował Mathias po tym, jak w kapsule skończyło się paliwo. Kiedy wreszcie dotarli do najbliższego portu gwiezdnego, Shallowgrave odkrył, że ktoś włamał się do wszystkich jego kont. Miliony nielegalnie zdobytych Kredytów wyparowały. Głównym podejrzanym był przywódca grupy piratów, ale tego Mathias nie był pewien i nigdy nie się dowiedział...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie miał innego wyjścia, jak przeczekać kilka miesięcy, aż jego trop całkiem ostygnie, wynająć jakiegoś najtańszego Sidewindera od Federacji Pilotów i z zaledwie setką Kredytów w kieszeni kolejny raz zacząć wszystko od nowa...</div>
<br />
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="font-size: medium;"><span style="color: #ffcc33;">Listopad 3301</span></span></span><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Niedawno Mathias przypadkowo odkrył, że jego odległymi przodkami był starożytny naród Polaków pochodzący jeszcze z Ziemi. Zafascynowany, sporo naczytał się o ich historii. Co ciekawe, okazało się, że po galaktyce lata mnóstwo pilotów, w których żyłach płynie polska krew. Wydawało się, że Mathias wreszcie znalazł to, czego tak długo szukał. Przez kilka miesięcy zbierał dane, robił notatki, aż w końcu postanowił działać. Używając swoich licznych szemranych kontaktów rozesłał wici o zjednoczeniu Commanderów, którzy za przodków mają Polaków. Tak powstała Skrzydlata Husaria. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeden z wysoko postawionych "przyjaciół" Mathiasa był mu dłużny przysługę i ten postanowił to wykorzystać. Poprosił o rejestrację frakcji i nadanie praw kontroli do stacji w jednym z pogranicznych systemów. Tajemniczy dłużnik Mathiasa dotrzymał słowa i Skrzydlaci przejęli system HR 8444. Co prawda ich wpływy w tym systemie nie były jeszcze znaczące, ale to była tylko kwestia czasu. </div>
<br />
Mathias wieszczył Husarzom świetlaną przyszłość.<br />
<br />
<br />
<hr />
<hr />
<br />
<br />
<span style="color: #ff3333;">BŁĄD DOSTĘPU. </span><span style="color: #ff3333;">DANE Z LAT 3301 - 3302 ZOSTAŁY UTAJNIONE. DOSTĘP WYMAGA AUTORYZACJI</span> <span style="color: #33ffff;">MAFZ-TWH-01-ALPHA</span><br />
<br />
<span style="color: #33cc33;">1...5...18...46...89...100%...DANE WCZYTANE</span><br />
<br />
<hr />
<hr />
<br />
<span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff9933;">::</span><span style="color: #3399ff;">DATA</span></span> <span style="color: #ffcc33;">18 STY 3303</span></span><span style="color: #ffcc33;"> </span><br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff9933;">::</span><span style="color: #3399ff;">SYSTEM</span></span> <span style="color: #ffcc33;">HR 8444</span></span></div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-size: medium;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ff9933;">::</span><span style="color: #3399ff;">LOKACJA</span></span> <span style="color: #ffcc33;">PORT GWIEZDNY MASKELYNE VISION</span></span></div>
<br />
<hr />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zdecydowałem się na kolejną wyprawę eksploracyjną. Przyznam, że w podjęciu tej decyzji bardzo dopomógł mi kontrakt, który zaoferował znany na Pograniczu badacz kosmosu Lester Gomez. Chce odwiedzić Black In Green w celu zbadania tej mgławicy i pozyskania danych do badań naukowych. Odległość do celu to nieco ponad 21000 LY. Facet wygląda na lekko nawiedzonego, ale damy radę. Po drodze zamierzam jeszcze ponownie odwiedzić odkryte przeze mnie na poprzedniej wyprawie pole gwiazd neutronowych. Przeskanowałem jedynie drobny ułamek tego wielkiego skupiska, a Universal Cartographics dobrze płacą za dane o neutronówkach. To, plus zapłata za kontrakt pasażerski, powinno zapewnić całkiem niezły profit. Że nie wspomnę o widokach, które czekają na nas po drodze. </div>
<br />
<div style="text-align: center;"><img src="http://i.imgur.com/G4XW4C5.png" border="0" alt="[Obrazek: G4XW4C5.png]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"Czas Włóczęgi", mój wysłużony Asp jest gotowy do drogi. Po ostatniej wyprawie, która zawiodła mnie do centrum Drogi Mlecznej, zdążyłem na szczęście zrobić renowację poszycia i malowania, więc statek wygląda jak nowy! Zmodyfikowany napęd Frame Shift klasy 5 zapewni niemal 48 LY skoku, a generator osłon klasy 3 niezbędną ochronę przy lądowaniu na planetach. Zabieram ze sobą oczywiście Żuka, biało-niebieskiego łazika, który widział już niejeden krater czy wąwóz i świetnie spisał się na poprzedniej wyprawie. Kompletu wyposażenia dopełni polowy zestaw naprawy modułów oraz cztery wyrzutnie kondensatorów ciepła. </div>
<br />
<img src="http://i.imgur.com/IJ7VMqc.jpg" border="0" alt="[Obrazek: IJ7VMqc.jpg]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zanim jednak udam się do Black In Green, chcę odwiedzić jeszcze inżyniera Ram Taha. Podobno oferuje on darmowy upgrade oprogramowania komputera podkładowego dla każdego Komandora, który pomoże mu w rozwikłaniu zagadki Starożytnych Ruin. Chcę zdążyć, zanim wycofa ofertę, więc najpierw kierujemy się w stronę systemu Meene, gdzie Ram Tah ma swoją placówkę badawczą. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Lester zgodził się nadłożyć nieco drogi. Małe opóźnienie nie robi mu różnicy. On i  jego ośmioosobowa ekipa są już zakwaterowani w kabinach pasażerskich klasy biznesowej, "Czas Włóczęgi" zatankowany do pełna, a ja właśnie kończę uzupełniać zapas Wężowego Ginu z Bast w podręcznej lodówce w kokpicie. Za chwilę ruszamy. Jak tylko wychylę szklaneczkę.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-family: Courier New;">-EOF</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Dziennik pokładowy komandora Morlokusa]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=1593</link>
			<pubDate>Tue, 23 Aug 2016 08:41:59 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=1593</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Dziennik pokładowy 3302.08.23</span><br />
<br />
Siedzę w lokalnym barze na Sothis... sączę leniwie kolejnego, już nawet nie wiem którego drinka i patrzę w ścianę na przeciwko... niby nic nie robię, ale w sumie czekam na kolejne dobrze płatne misje transportowe żeby dopchać ładownie Bumblebee na maksa. <br />
To wszystko bez sensu! Krążę tu i tam od kilku miesięcy, zarabiam pieniądze, które inwestuje w dwa nowe statki, ale tak naprawdę nie czuję pędu, nie mam do tego energii...<br />
Czuje jak by mi ktoś odciął nogi i pełzam we własnej krwi w kierunku powolnej śmierci. Sądzę, że to wciąż skutek <a href="http://thewingedhussars.com/showthread.php?tid=33&amp;pid=7116#pid7116" target="_blank">wymazania mojej pamięci</a>.<br />
<br />
Czuję, że dobiłem do dna, muszę coś z tym zrobić. To będzie mój ostatni kurs z Sothis, zarobione pieniądze zainwestuję w modyfikację tego ASP'a i lecę do granic możliwości, do granic galaktyki. Uciec od bańki, uciec od ludzkości, uciec od wymazanej przeszłości...<br />
Muszę to zrobić i albo przepadnę w kosmicznej pustce albo odnajdę w niej siebie...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Dziennik pokładowy 3302.08.23</span><br />
<br />
Siedzę w lokalnym barze na Sothis... sączę leniwie kolejnego, już nawet nie wiem którego drinka i patrzę w ścianę na przeciwko... niby nic nie robię, ale w sumie czekam na kolejne dobrze płatne misje transportowe żeby dopchać ładownie Bumblebee na maksa. <br />
To wszystko bez sensu! Krążę tu i tam od kilku miesięcy, zarabiam pieniądze, które inwestuje w dwa nowe statki, ale tak naprawdę nie czuję pędu, nie mam do tego energii...<br />
Czuje jak by mi ktoś odciął nogi i pełzam we własnej krwi w kierunku powolnej śmierci. Sądzę, że to wciąż skutek <a href="http://thewingedhussars.com/showthread.php?tid=33&amp;pid=7116#pid7116" target="_blank">wymazania mojej pamięci</a>.<br />
<br />
Czuję, że dobiłem do dna, muszę coś z tym zrobić. To będzie mój ostatni kurs z Sothis, zarobione pieniądze zainwestuję w modyfikację tego ASP'a i lecę do granic możliwości, do granic galaktyki. Uciec od bańki, uciec od ludzkości, uciec od wymazanej przeszłości...<br />
Muszę to zrobić i albo przepadnę w kosmicznej pustce albo odnajdę w niej siebie...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Komandora Blaine'a ekscesy wszelakie]]></title>
			<link>https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=1083</link>
			<pubDate>Thu, 19 May 2016 00:22:57 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://forum.thewingedhussars.com/showthread.php?tid=1083</guid>
			<description><![CDATA[<img src="http://www.iliana.pl/dl/obrazki/gwiazda.jpg" border="0" alt="[Obrazek: gwiazda.jpg]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Z drzemki wyrwał go jakiś dźwięk. Z cichym stęknięciem otworzył oczy, mrużąc je zaraz. Kabinę zalewało blade acz intensywne światło, lekko niebieskawej barwy. Źródłem jego była doskonale widoczna przez szybę kabiny świetlista kula - piękny biało-niebieski olbrzym klasy B, jeśli dobrze pamiętał - jeden jego z ulubionych typów gwiazd. Tym razem jednak intensywna poświata boleśnie kłuła w oczy. Mamrocząc coś pod nosem poruszył się w fotelu, potrącając przy tym nogą jakiś przedmiot, który z charakterystycznym brzęknięciem potoczył się po podłodze kabiny. Mrużąc nadal oczy spojrzał w dół - pusta butelka. Niejedna. "No dobra, Blaine" pomyślał " Znowu sobie popiłeś, i to tęgo. Gdzie tym razem wyprawiły cię twoje pijackie ekscesy?". Potarł dłońmi skronie. Przy tym bólu głowy logiczne myślenie przychodziło mu z pewnym trudem, tym bardziej przy tym miarowym popiskiwaniu jakie dochodziło z konsolety. Ogarnął spojrzeniem tablicę przyrządów, wyglądało na to, że wszystko jest w porządku... Wtem jego spojrzenie przyciągnął niewielki karteluszek przyczepiony gdzieś z boku kawałkiem taśmy. Zapisane na nim były szeregiem jakieś cyfry, rozdzielone przecinkami. Dłuższy moment wpatrywał się bezmyślnie w ową kartkę, jakby oczekując iż odpowie mu ona gdzie jest i co do cholery tu robi... W jednej chwili spiął się w fotelu, jakby naszła go jakaś myśl. Spojrzał raz jeszcze na szeregi cyfr, tym razem marszcząc lekko czoło. Wyciągnął dłoń w stronę lewego panelu, wduszając kilka przycisków na pulpicie. Odczekał aż wyświetli się przed nim holograficzna mapa, po czym wprowadził zapisane na świstku cyfry i dał chwilę komputerowi czekając na wynik. Ciche piknięcie po chwili dało znać, iż zlokalizowano podane współrzędne, obraz mapy zmienił się...</div>
<div style="text-align: justify;">Philip Blaine mimo stanu w jakim się znajdował aż wyprostował się w fotelu, ściskając przepustnicę i wolant. Przez dobre kilka minut wpatrywał się w wyświetlony przed nim holograficzny obraz. W końcu, powolnym ruchem, jakby jego ręka ważyła nie wiadomo jak wiele, sięgnął ponownie do klawiatury, wystukał na niej komendę, i czekał na wynik. Komputer szybko odpiknął podając odpowiedź.</div>
<div style="text-align: justify;">- Ja chyba zwariowałem.. - oznajmił na głos wpatrując się w mapę. Rozejrzał się po znajomo wyglądającej kabinie. Wiele godzin wysiedział kiedyś za sterami Sidewindera - choć był to jeden z najmniejszych statków, to mimo swej niepozorności lubił nim latać. "Dlaczego jednak wybrałem się tą małą puszką na takie zadupie?" - potrząsnął głową. Najpierw musi dojść do siebie, i zacząć na trzeźwo myśleć. W obecnym stanie wszelkie domysły na temat tego co u diaska robi pośrodku Pustki w metalowym Kurduplu kończyły się wielką niewiadomą, co tylko dodatkowo go rozdrażniało. Wiedział, co najszybciej pozwoli mu dojść do siebie. Raz jeszcze wywołał ekran nawigacji i wystukał na nim współrzędne. Komputer zaterkotał kalkulując trasę, on zaś zabrał się za przerabianie procedury ponownego uruchamiania napędu. Gdzieś za nim z charakterystycznym buczeniem zbudziły się do życia dwa silniki...</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">___________________________________________</div>
<div style="text-align: justify;">W końcu i mnie dopadła pokusa aby wyrwać się gdzieś poza "bańkę" i zabawić się w turystę. Postaram się tutaj dokumentować co ciekawsze znaleziska, w miarę swych mizernych pisarskich możliwości jakoś w miarę zgrabnie je tu wstawiać <img src="https://forum.thewingedhussars.com/images/smilies/smile.png" alt="Smile" title="Smile" class="smilie smilie_412" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">...I tak, jestem totalnym wariatem, i autentycznie poleciałem gdzie mnie poniesie Sidewinderem ;P</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<img src="http://www.iliana.pl/dl/obrazki/gwiazda.jpg" border="0" alt="[Obrazek: gwiazda.jpg]" /><br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Z drzemki wyrwał go jakiś dźwięk. Z cichym stęknięciem otworzył oczy, mrużąc je zaraz. Kabinę zalewało blade acz intensywne światło, lekko niebieskawej barwy. Źródłem jego była doskonale widoczna przez szybę kabiny świetlista kula - piękny biało-niebieski olbrzym klasy B, jeśli dobrze pamiętał - jeden jego z ulubionych typów gwiazd. Tym razem jednak intensywna poświata boleśnie kłuła w oczy. Mamrocząc coś pod nosem poruszył się w fotelu, potrącając przy tym nogą jakiś przedmiot, który z charakterystycznym brzęknięciem potoczył się po podłodze kabiny. Mrużąc nadal oczy spojrzał w dół - pusta butelka. Niejedna. "No dobra, Blaine" pomyślał " Znowu sobie popiłeś, i to tęgo. Gdzie tym razem wyprawiły cię twoje pijackie ekscesy?". Potarł dłońmi skronie. Przy tym bólu głowy logiczne myślenie przychodziło mu z pewnym trudem, tym bardziej przy tym miarowym popiskiwaniu jakie dochodziło z konsolety. Ogarnął spojrzeniem tablicę przyrządów, wyglądało na to, że wszystko jest w porządku... Wtem jego spojrzenie przyciągnął niewielki karteluszek przyczepiony gdzieś z boku kawałkiem taśmy. Zapisane na nim były szeregiem jakieś cyfry, rozdzielone przecinkami. Dłuższy moment wpatrywał się bezmyślnie w ową kartkę, jakby oczekując iż odpowie mu ona gdzie jest i co do cholery tu robi... W jednej chwili spiął się w fotelu, jakby naszła go jakaś myśl. Spojrzał raz jeszcze na szeregi cyfr, tym razem marszcząc lekko czoło. Wyciągnął dłoń w stronę lewego panelu, wduszając kilka przycisków na pulpicie. Odczekał aż wyświetli się przed nim holograficzna mapa, po czym wprowadził zapisane na świstku cyfry i dał chwilę komputerowi czekając na wynik. Ciche piknięcie po chwili dało znać, iż zlokalizowano podane współrzędne, obraz mapy zmienił się...</div>
<div style="text-align: justify;">Philip Blaine mimo stanu w jakim się znajdował aż wyprostował się w fotelu, ściskając przepustnicę i wolant. Przez dobre kilka minut wpatrywał się w wyświetlony przed nim holograficzny obraz. W końcu, powolnym ruchem, jakby jego ręka ważyła nie wiadomo jak wiele, sięgnął ponownie do klawiatury, wystukał na niej komendę, i czekał na wynik. Komputer szybko odpiknął podając odpowiedź.</div>
<div style="text-align: justify;">- Ja chyba zwariowałem.. - oznajmił na głos wpatrując się w mapę. Rozejrzał się po znajomo wyglądającej kabinie. Wiele godzin wysiedział kiedyś za sterami Sidewindera - choć był to jeden z najmniejszych statków, to mimo swej niepozorności lubił nim latać. "Dlaczego jednak wybrałem się tą małą puszką na takie zadupie?" - potrząsnął głową. Najpierw musi dojść do siebie, i zacząć na trzeźwo myśleć. W obecnym stanie wszelkie domysły na temat tego co u diaska robi pośrodku Pustki w metalowym Kurduplu kończyły się wielką niewiadomą, co tylko dodatkowo go rozdrażniało. Wiedział, co najszybciej pozwoli mu dojść do siebie. Raz jeszcze wywołał ekran nawigacji i wystukał na nim współrzędne. Komputer zaterkotał kalkulując trasę, on zaś zabrał się za przerabianie procedury ponownego uruchamiania napędu. Gdzieś za nim z charakterystycznym buczeniem zbudziły się do życia dwa silniki...</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">___________________________________________</div>
<div style="text-align: justify;">W końcu i mnie dopadła pokusa aby wyrwać się gdzieś poza "bańkę" i zabawić się w turystę. Postaram się tutaj dokumentować co ciekawsze znaleziska, w miarę swych mizernych pisarskich możliwości jakoś w miarę zgrabnie je tu wstawiać <img src="https://forum.thewingedhussars.com/images/smilies/smile.png" alt="Smile" title="Smile" class="smilie smilie_412" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">...I tak, jestem totalnym wariatem, i autentycznie poleciałem gdzie mnie poniesie Sidewinderem ;P</div>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>