Łowca - Charles Blake. Dziennik gwiazdowy.
#1
Słowem wstępu: wiem, że mam już jeden wątek z dziennika gwiazdowego, ale pytałem się Hetmana na live i dostałem informację, że dla drugiego komandora mogę założyć drugi wątek. W tamtym opowiedziana jest historia Cody’ego, którego historia i profesja pozosjate nieokreślona (jeszcze), jednak tutaj mamy rzecz zgoła odmienną.
Dla tych, którzy czytali wątek Boskiej Ucieczki, Charles będzie postacią znaną, bo był on jednym z Łowców – taka jest koniec końców jego profesja.
Jeżeli jednak nie czytaliście, to zachęcam gorąco (mimo, że nigdy tak w zasadzie z różnych powodów nie miała zakończenia). Tutaj skupię się na pojedynczej przygodzie, która spotkała Blake’a w międzyczasie. Dawno nie napisałem czegoś tak długiego, i cieszę się, że tym razem moja wena nie postanowiła zrobić sobie wakacji w połowie opowieści... W każdym razie. Zapraszam do czytania!

Ps: wątek jest otwarty, zachęcam do pisania swoich przemyśleń.


Łowca - Charles Blake

- Kapitanie? Powinieneś to zobaczyć. – Głos z komunikatorów wyrwał Charlesa z rozmyślań. Przez chwilę próbował sobie przypomnieć gdzie błądziły jego myśli, jednak po nieudanej próbie zrezygnował, i skierował się do kokpitu.

- Gdzie jesteśmy?

- System nazywa się Clooku NCV, C... – Zaczął Ornitopter, odlatując z fotelu pilota.

- Nie interesuje mnie nazwa systemu tylko... Nieważne. Ile do najbliższej cywilizacji?

- Dlatego cię wezwałem. Oficjalnie około dwieście lat świetlnych. Nieoficjalnie zaś... – Podleciał do ekranu na którym wyświetlał się obraz ze skanera pełnego spektrum. Charles spojrzał na niego i wytrzeszczył oczy ze zdumienia - ... Około pięć tysięcy sekund.

- Statek pokoleniowy Zeus... – przeczytał zdumiony komandor. Znał historie o statkach pokoleniowych. Grobowcach, na których przydarzały się różne tragedie, o ile w ogóle przetrwały ten szmat czasu. Gdy jeszcze był w Bańce nawet odwiedził kilka z nich. – Ustaw kurs. Masz jakieś informacje?

- Nic. Albo ktoś zadał sobie dużo trudu, by ukryć jego istnienie, albo...

- Albo jesteśmy tu pierwsi. – Charles spojrzał na Ornitopter, po czym usadowił się w fotelu...

- Wyjście z trybu cruise za trzy... dwa... jeden... – Odliczył Shift, po czy statkiem lekko zatrzęsło. Przed ich oczami wyłonił się statek pokoleniowy, ale absolutnie nie był to widok, którego Charles się spodziewał.

Zasilanie było włączone, a moduły mieszkalne obracały się. Na poszyciu nie było widać żadnych uszkodzeń, a wokół statku obecna była niebieskawa poświata.

- Shift... To mi absolutnie nie wygląda na stary, opuszczony statek pokoleniowy. – Powiedział Charles. Zwiększył przepustnicę i podleciał bliżej. Zrobił kilka przelotów wokół kwater mieszkalnych i magazynów, zanim usłyszał dźwięk przychodzącej wiadomości

- Statek pokoleniowy Zeus do nieznanego statku, podaj swoje zamiary lub odleć, albo otworzymy ogień. – Wyrecytował Shift. – Brak załącznika audio, tylko tekst.

- Jakie mamy szanse w potencjalnym starciu?

- To blef, skan nie wykrył uzbrojenia pokładowego...

- Nadaj wiadomość. Dyktuję; Tutaj nieznany statek do Zeusa. Wiem że blefujecie, ale nie mamy złych zamiarów. Proszę o zgodę na dokowanie. Koniec wiadomości. – Ornitopter przez chwilę milczał.

- Mówią, że nie mają lądowisk, i będziesz musiał wejść przez śluzę. – Odparł po chwili. – Dobre wieści, nasza ładownia obsługuje ten typ, więc możemy się podłączyć.

- Super. Ty zadokuj, ja się idę przygotować. – Już miał wyjść, kiedy nagle się zatrzymał. – Ty tu zostań. Nie wiem, co tam spotkam, ale wątpię, że przyjmą latające i brzęczące, nie wiadomo co, z otwartymi rękami.

- Tak jest.



Charles spojrzał na zamknięte klapy ładunkowe. Zaledwie kilkanaście metrów pod nim był kompletnie inny świat, i miał pewne obawy przed wkroczeniem do niego. U boku przytroczony miał średniej wielkości pistolet plazmowy, do którego wmontował skanery biometryczne, nie pozwalające na oddanie strzału skierowanego w jego kierunku.

Broń, choć wyglądała na niepozorną potrafiła w kilku strzałach powalić typowego rabusia w mavericku. Z bojowymi dominatorami miała jeszcze problemy, jednak Charles wątpił, że broń o cięższym kalibrze będzie mu potrzebna... Zwłaszcza, że sam założył mavericka właśnie. Co prawda miał on wzmocnione tarcze, ale poza tym i kilkoma autorskimi modyfikacjami nie wyróżniał się wiele.

- Długo jeszcze? – Rzucił do komunikatora.

- Właśnie zadokowaliśmy. – Odparł Shift. – Wygląda na to, że ich systemy napowietrzania są wolniejsze niż myśleliśmy. – Komandor westchnął, łapiąc się za nasadę nosa.

- Otwórz klapę ładunkową. Będzie szybciej. – Po chwili zauważył jak klapy się uchylają, wykorzystując powietrze z ładowni, do napełnienia próżni, powstałej pod nią. Gdy wszystko się unormowało, klapy otworzyły się w pełni.

- Zrobione. – Usłyszał.

- Standardowa procedura. Gdy mnie nie ma na pokładzie...

- ... nikogo ma nie być, wiem. – Dokończył Shift. – Powodzenia.

- Dzięki. – Powiedział Charles i wskoczył w dziurę.



- Jeszcze raz. Kim jesteś i co tu robisz! – Mężczyzna grzmotnął pięścią w stół. Charles wolał nie uświadamiać go, że gdybym chciał, już dawno uwolniłby się z tych kajdanek, którymi był przypięty do stołu.

Kiedy wszedł na pokład, początkowo nie spotkał nikogo. Dopiero po chwili został otoczony przez pojawiających się uzbrojonych mężczyzn, który zabrali mu jego własną broń. A potem pojawił się jakiś rudzielec, który przybiegł w pośpiechu, i wyrecytował znaną mu już formułkę, którą tak wiele razy słyszał, i wiele razy sam wypowiadał. „Jesteś aresztowany.” Blake szybko wydedukował, że nie nikt tutaj nie spodziewał się tak szybkiego napełnienia śluzy powietrzem, i prawdopodobnie kupiło mu to kilka minut.

- Jeszcze raz. – Sparodiował go. – Jestem komandor Charles Blake, wysłannik z ramienia federacji pilotów w pościg za groźnym piratem lecącym z Bańki do Kolonii, a trafiłem na wasz statek przez przypadek. – Przedostatnia cześć oczywiście była bzdurą, ale załoga Zeusa nie miała jak tego sprawdzić.

- Mówiłem ci, że zwariował. – Powiedział mężczyzna, który go aresztował. – Myśli, że pochodzi spoza Zeusa. Zrobił nawet własny strój i broń! – Charles o mało nie parsknął śmiechem, ale jedynie się uśmiechnął. Kto by pomyślał, że danie się zakuć w kajdanki mogło dać tyle zabawy! Choć aktualnie jego sytuacja w teorii nie wyglądała najlepiej, z nudów już dawno wymyślił drogę ucieczki. A potem wzięli go na to komiczne przesłuchanie. – Widzi kapitan? Nawet uśmiecha się jak szaleniec.

- Z całym szacunkiem, oficerze Garfield, ale zostaw nas samych. Już ja go doprowadzę do porządku. – Kapitan zapewne chciał przybrać złowrogi uśmiech, ale Blake’owi przypominał on bardziej wyraz obrzydzenia. Mężczyzna zwany Garfieldem spojrzał tylko na niego ze zdziwieniem, ale wykonał polecenie i wyszedł. Kapitan patrzył jeszcze przez chwilę za nim, jednak szybko wrócił wzrokiem na Blake’a, po czym westchnął. – I co ja mam z tobą zrobić? Ludzie na tym statku nie mogą się dowiedzieć, że istnieje życie poza nim. – Charles przysunął się bliżej, nie chcąc przegapić żadnego faktu, w tym samym ruchu włączając nagrywanie głosowe, po czym spojrzał na kapitana, który nie wyglądał, jakby się zorientował.

- Dlaczego im tego nie powiecie?

- Gdyby się dowiedzieli, wznieciliby zamieszki, i zapewne chcieli wracać... A ja nie mogę pozwolić na porzucenie misji. – Nagle mężczyzna spojrzał na niego. – Widzę tylko jedno wyjście z tej sytuacji. – Uśmiechnął się serdecznie i wyciągnął do niego rękę. - Dołączysz do załogi. – Słysząc to Charles wybuchnął śmiechem, który tylko wzmógł się, widząc wyraz zdziwienia na twarzy kapitana.

- Ja? Do waszej załogi? Błagam. – Wydukał w końcu pomiędzy parsknięciami. – Myślicie, że jestem aż tak głupi, żeby w to uwierzyć? Nie możecie ryzykować, że wśród załogi znajduje się ktoś, kto zna prawdę. Zaraz byście się mnie pozbyli. – Rozłożył ramiona na tyle, na ile pozwalały mu to kajdanki. – Więc bardzo mi przykro, ale odrzucam tą propozycję. – Kapitan wstał z pogardą i wściekłością na twarzy, wyraźnie niezadowolony z obrotu spraw, jak i tego, że najwyraźniej jego plan został przejrzany na wylot.

Zapewne nie był przyzwyczajony do kwestionowania jego decyzji. Spojrzał w lustro jedno stronne i skinął głową. Po chwili przez drzwi wszedł jakiś humanoidalny droid, w ręku trzymając...

- Może teraz zaczniesz traktować mnie poważnie. – Droid podszedł do niego, po czym przyłożył Charlesowi do głowy pistolet plazmowy. Jego pistolet plazmowy. – Nagle moja propozycja nie wydaje się taka zła, co? – Uśmiechnął się szyderczo. – To może jeszcze raz. Kim jesteś i co tu robisz?

- Jestem kimś, kto nie przyjął twojej oferty. I nie ma zamiaru jej przyjąć. – Odparł Blake bez wahania, z szyderczym wyrazem twarzy. Z twarzy kapitana zniknął uśmiech.

- Cóż, próbowałem. Ironia, zginąć od swojej własnej broni. – Kapitan skinął na robota, a Charles usłyszał charakterystyczne kliknięcie naciskanego spustu. Uśmiechnął się.

- Dzięki, że przyniosłeś mi moją broń, nie będę musiał jej szukać. – Zanim Kapitan lub jego droid zdążyli zareagować poderwał się, pozwalając by siłowniki w skafandrze rozerwały kajdanki przypominające go do stołu, jednocześnie tym samym ruchem wytrącił droidowi z rąk swój pistolet, i skierował go w zszokowanego kapitana.

- Skoro to mamy już za sobą... – Upewnił się, że nagrywanie wciąż jest włączone. – ...to porozmawiajmy. Pierwsze pytanie. Kim jesteś? – Kapitan spojrzał najpierw na niego, a później na jego broń, zapewne sądząc, że jest nienaładowana. Potem spojrzał na robota.

- Droidzie... – Nie dokończył, bo głowa droida rozpadła się na kawałeczki, posyłając szczątki po całym pokoju przesłuchań. Kapitan spojrzał przerażony na pistolet, z którego dymiło się po wystrzale. Charles skierował broń spowrotem na kapitana.

- Chyba się nie zrozumieliśmy. Zadałem pytanie. Coś. Za. Jeden. – Kapitan wreszcie się poddał.

- Aaron Andrews.

- No i co? Takie ciężkie to było? – Zadrwił Charles. – Drugie pytanie. Ilu ludzi wie o tym waszym przekręcie?

- Nie mogę ci tego powiedzieć, zabiją mnie! – Zawołał przerażony, tylko by zaraz się skulić, po tym jak drugi pocisk przemknął tuż koło jego ucha.

- Zrobią mi przysługę, nie będę musiał marnować amunicji. Gadaj! – Zawołał Charles, poprawiając uchwyt na broni.

- Łącznie ze mną czterech. Nie wiem kim są, trzymają swoje tożsamości w tajemnicy. – Uprzedził pytanie Blake’a. - Ty jesteś piąty.

- Święta trójca, co? – Zadrwił Charles. – Trzecie pytanie. Co wy tu robicie? Nie powinniście być bliżej cywilizacji? – Kapitan wyraźnie się złamał, bo tym razem powiedział od razu.

- Zostaliśmy wysłani pięćset dziewiętnaście lat temu, by skolonizować system blisko centrum galaktyki. Ale porzuciliśmy naszą misję i zatrzymaliśmy się tutaj. Nie wiem, po co. Nikt nie wie, zapewne poza... – Nie dokończył. Nie musiał.

- Dobra. Niech ci będzie. Nie wierzę ci, ale niech ci będzie. – Blake wywrócił oczami. – Czwarte pytanie. Jak dojść spowrotem na mój statek? – Andrews nie odpowiedział, zamiast tego skulił się, i mruknął coś pod nosem. – Słucham?

- Nie da się...

- Jak to się nie da?

- Odrzuciliśmy go od śluzy, krótko po tym jak cię aresztowaliśmy... – Blake zamyślił się. Reszty nie słuchał, zastanawiając się nad sytuacją. Nie zdążył jednak wiele zrobić, bo do pokoju wpadły trzy postacie, w ciemnych okularach i czarnych maskach. Miały na sobie identyczne, czarne szaty, dochodzące do ziemi.

Gdyby nie ciemny kolor, zapewne wyglądaliby jak stereotypowe duchy w prześcieradłach, tyle że z dziurami na głowę i ramiona.

- Aronie Andrews, za zdradzenie Obcemu tajemnic Zeusa... – Zaczęła jedna z postaci, jej głos zniekształcony przez modulator, wyraźnie kobiecy.
- ...Zostajesz skazany na najwyższy wymiar kary. –Dokończyła druga, kierując coś w rodzaju kuszy laserowej w Kapitana. Nie zdążyła jednak wystrzelić, bo nagle w całym pomieszczeniu zgasło światło. 

Charles instynktownie włączył noktowizję, co spowodowało zamknięcie się jego hełmu.

Szybko wykorzystał zamieszanie i posłał w kierunku postaci trzy ogłuszające pociski, z których każdy sięgnął celu, powalając ich i torując mu drogę do wyjścia z pomieszczenia, z której chętnie skorzystał. Z kolei na korytarzu przywitał go znajomy głos w komunikatorze.

- Cześć kapitanie, stęskniłeś się?

- Shift! To twoja sprawka? – Rzucił Charles, chowając się za rogiem.

- Mam kontrolę nad całym okrętem, tak! Słyszałem większość z tego co tam było powiedziane. Nic trudnego, te zabezpieczenia mają chyba z pięćset lat!

- Wysyłam ci moje nagrania. – Rzucił Charles, zakańczając nagrywanie i wysyłając pliki, po czym zaczął biec w kierunku, w którym myślał że jest śluza.

- Mam dwie wiadomości, dobrą i złą. – Słowa AI sprawiły, że Blake zatrzymał się na chwilę.

- Dobra, wal.

- Dobra jest taka, że znalazłem sposób jak cię stąd wydostać, i przy okazji pomóc przeciętnemu mieszkańcowi statku. – Charles zamyślił się.

- Okej, a ta zła?

- Nie spodoba ci się.



Gdy trójka zamaskowanych postaci pozbierała się do stanu pozwalającego na wyjście z pokoju przesłuchań, po uciekinierze nie pozostał żaden ślad. Iluzja spojrzała na swoich braci.

- Nie możemy tego tak zostawić. Kontrola, roześlij wieści. Musimy go znaleźć. – Postać ze znakiem pajęczyny wyhaftowanym na szatach skinęła głową i odbiegła w stronę najbliższego pokoju ochrony. – Zepsucie, sprawdź systemy statku, nie mógł tak po prostu zniknąć. – Postać z wyhaftowanym znakiem kamery odbiegła w stronę najbliższego terminala. – Ja w tym czasie upewnię się, że nasz kapitan nie napsuje nam więcej krwi. – To mówiąc zawróciła do pokoju, z którego wkrótce padł strzał. Nie wiedzieli, że są obserwowani i nagrywani przez wścibskie AI, które znalazło dziurę w nieprzebitych dotąd zabezpieczeniach Zeusa.



Charles biegł, wspomagany przez systemy mavericka, które dostarczały mu mieszaninę powietrza o zwiększonej dawce tlenu, pochodzącego z awaryjnego zapasu. Autorska modyfikacja, która już nie raz uratowała mu skórę. No i Shifta, który mówił mu gdzie skręcić.

Polujący na niego być może mieli szczątkowe przeszkolenie, ale nie byli wojskowymi, a raczej zbieraniną przypadkowych osób o przypadkowych profesjach. Blake wiedział, że nie stanowią oni żadnego problemu dla doświadczonego Łowcy, za jakiego się uważał, który żył dla adrenaliny, a niebezpieczeństwu śmiał się w twarz.



- I jak? – Spytała Iluzja.

- Schował się w jednym z magazynów. Wysyłam wam lokalizację. Prawdopodobnie myśli, że mamy tam jakieś awaryjne kapsuły ratunkowe. – Powiedział Zepsucie.

- Moi ludzie już go szukają. Powiedziałem im, że mamy uciekiniera ze skrzydła psychiatrycznego, który dostał się do zbrojowni. Nie wymknie się nam. – Dodał Kontrola.
- Świetnie. Powodzenia.



W końcu, kierowany przez swego wiernego druha dotarł do swojego celu. W magazynach jak ten zwykle panował półmrok, który komandor skrzętnie potrafił wykorzystać. I właśnie to było jego celem. Narobić chaosu.

Blake rozejrzał się jeszcze, zanim zamknął za sobą drzwi, a za klamką utwierdził granat bez zawleczki. Sztuczka stara jak świat, jednak równie skuteczna, choć tego typu drzwi nie przetrwały w wielu miejscach próby czasu, przegrywając z elektrycznymi i automatycznymi zamiennikami.

Mimo to Blake wątpił, by zatrzymało to jego oprawców na długo. Na chwilę w jego myślach pojawiło się pytanie. Czy to właśnie tak czuje się teraz Kazik? Szukanie sztuczek, które do tej pory pozwalały mu się stosunkowo łatwo wymknąć? Szybko odrzucił te myśli. Na rozmyślanie będzie pora później.

Charles przebiegł kilka przejść i alejek, mijając zdziwionych pracowników, z których kilku krzyknęło za nim. Po chwili namysłu oddał kilka strzałów w podłogę. Słyszał okrzyki przerażenia i paniki, gdy pracownicy zorientowali się, że jest uzbrojony, jednak nie skupił na nich swojej uwagi.

Zgodnie z przewidywaniami zobaczył pod sobą dziurę po pocisku, przechodzącą na wylot przez ścianę, za którą zobaczył kosmos, i czuł uciekające powietrze... Przynajmniej dopóki dziura nie została naprawiona przez roboty naprawcze.

I właśnie wtedy zza rogów alejki w której stał wyłoniło się kilku uzbrojonych mężczyzn. Blake odwrócił się, celem ucieczki, ale z tego kierunku też wychynęli przeciwnicy.

- Jesteś otoczony! Poddaj się po dobroci, nie zrobimy ci krzywdy! – Zawołał jeden z nich. Charles roześmiał się tylko, po czym z charakterystycznym dla niego szalonym błyskiem w oku, spojrzał mężczyźnie prosto w oczy, i zobaczył w nich dokładnie to, czego się spodziewał. To były oczy człowieka, który właśnie zorientował się, że nie ma do czynienia z przeciętnym przeciwnikiem.

- Wy chyba nie rozumiecie do końca co tu się dzieje, prawda?

- Jesteś uciekinierem...

- Nie jestem. – Odwrócił się, by spojrzeć na mówcę. – Jestem kimś, kto został porwany. I komu się to nie spodobało. – Uśmiechnął się szaleńczo. – Więc teraz przyjdzie wam za to zapłacić. – Trzeci z mężczyzn odchrząknął, po czym wysunął się przed towarzyszy.

- Jesteś otoczony, nie masz dokąd uciec. Nas jest ośmiu, ty jeden. Naprawdę chcesz ryzykować swoje życie mając tak nikłe szanse? Nie widzisz, że mamy przewagę liczebną? – Mężczyzna z każdym słowem przysuwał się w stronę Łowcy, a on mu nie przerywał. – Nie widzisz, że nie masz szans z nami wszystkimi? – Mężczyzna zatrzymał się kilka kroków przed Charlesem, który spojrzał mu w twarz i wybuchnął szaleńczym śmiechem, który zdezorientował jego rozmówcę. Charles w końcu opanował się trochę.

- Wy chyba nie zdajecie sobie sprawy w jak okropnej sytuacji właśnie się znaleźliście. – Powiedział, kierując się w stronę mężczyzny. – Ustalmy sobie fakty. Dałem wam się aresztować po dobroci, bo byłem ciekawy jak to wszystko się rozwinie.

Wysłaliście za mną pogoń, ale zapomnieliście, że nadchodzi czas, by tropiący stał się tropionym. Lepsi od was próbowali, ale zgadnijcie który z nas wdycha próżnię?

Czy wy sobie nie zdajecie z tego sprawy? Myślicie, że sprawiliście, że jestem w niebezpieczeństwie? – Spojrzał prosto w oczy przerażonego rozmówcy, po czym nachylił się do jego ucha, jednak zamiast jakichkolwiek słów tamten poczuł tylko porażenie prądem, w miejscu gdzie Blake dotknął jego ciała, a potem padł bez życia na ziemię. – Ja jestem niebezpieczeństwem. – Wybuch granatu w oddali spowodował cofnięcie obydwóch grup ochroniarzy, a kompletne zgaśnięcie świateł tylko spotęgowało efekt przerażenia, jakie łowca w nich wywołał...

W końcu któryś strażnik nie wytrzymał, i oddał strzał w miejsce, gdzie kilka sekund temu stała jego niedoszła ofiara. Za pierwszym strzałem poszedł kolejny, a nie minęła minuta, a wszyscy ochroniarze zaczęli strzelać na oślep, jednak minęło kilkanaście sekund, a wszyscy zorientowali się, że nie mają amunicji.

Wszyscy, poza Blake’iem.

Szybko oddał on pierwszy celny strzał, a po nim następny. Kolejni ochroniarze padali jak muchy, zanim ostatnia pozostała przy życiu dwójka odwróciła się na pięcie i zaczęła biec w ciemnościach, byle dalej od straszliwego zagrożenia, jakim był jeden komandor. Charles pozwolił im żyć, by mogli zasiać ziarno niepewności w szeregach jego oprawców.

- Świetne wyczucie czasu z tymi światłami. – Rzucił do komunikatora. Usłyszał tylko chichot Shifta.

- Do usług. Daj znać gdy będziesz gotowy.

- Jeszcze nie, Shift. Jeszcze nie. Musimy zebrać ich w jednym miejscu.

- Przyjąłem Kapitanie.



- Kto idzie?!

- To tylko ja.

- Co tu robisz? Nie nadzorujesz akcji łapania go?

- Mamy problem. Jego statek. On... Nie pozwalał nam wejść na pokład, nie byłem w stanie złamać kodu, a drzwi nie mogliśmy wyważyć. Więc wydałem decyzję, żeby go odrzucić, jako zbędną masę.

- No wiem. W czym tu problem?

- Zniknął nam. Kompletnie. Nie mamy kontaktu wzrokowego, ani na skanerach, mimo że powinien być w zasięgu.

- Cholera, Zepsucie! Masz go znaleźć, nie wiemy co on kombinuje...

- Zapewne przejął kontrolę zdalnie. Spróbuję odciąć mu sygnał, ale nie wiem czego mam szukać.

- Wymyśl coś! Nie możemy sobie pozwolić na jego ucieczkę...



- Wszystkie oddziały, status! – Zawołał Kontrola do komunikatora.

- Alfa przeszukuje. Pełny skład.

- Brawo przeszukuje, zgubiliśmy Brawo trzy, brak kontaktu.

- Charlie przeszukuje. Dwóch zabitych.

- Charlie wycofajcie się, nie możemy stracić więcej ludzi. – Polecił.

- Delta prze... Delta pod ostrzałem! Przyślijcie... – Transmisja się urwała w połowie komunikatu.

- Delta! Delta, odezwijcie się! – Zawołał Kontrola, jednak bez rezultatu. – Do diabła. Echo, jesteście tam? – Kolejne wezwanie pozostało bez podpowiedzi.

- Tutaj Bravo, znaleźliśmy Echo i Deltę. Nie żyją. – Komunikat ten spowodował, że Kontrola zaczął wątpić w słuszność posłania tam wszystkich dostępnych oddziałów... O ile można było je tak nazwać. Żaden z uczestników poszukiwania nie miał wykształcenia wojskowego. Poza nim oczywiście...

Zanim znalazł ten statek razem z Iluzją i Zepsuciem byli tylko bandą rzezimieszków, którzy oryginalnie mieli zamiar przysiąść gdzieś z dala od poszukujących ich służb porządkowych, jednak żadne z nich nie spodziewało się znalezienia kryjówki idealnej, jaką stanowił zaginiony przed laty statek pokoleniowy Zeus, którego załogę przekonali, że są ostatnią ostoją ludzkości.

Ponieważ na statku nie zamontowano łączności dalekiego zasięgu dość łatwo udawało im się utrzymywać sekret. Aż do dzisiaj. Rozmyślania przerwał mu kolejny wybuch, a chwilę później z wirtualnej mapy zniknęła pozycja obydwóch drużyn.

- Alfa znajdźcie Bravo i przegrupujcie się, słyszycie? – Rzucił do komunikatora, jednak odpowiedziała mu cisza. – Alfa, Bravo, słyszycie mnie?

- Już ich nie ma. Zapraszam, jesteście następni. – Usłyszał znajomy, złowrogi głos, po czym Kontrola usłyszał krótki chrzęst, a potem zapadła cisza.

- Do diabła. – Rzucił w próżnię, po czym wybiegł ze swojego pokoju nadzorującego, kontaktując się z Iluzją.

- Załatwił ich.

- Co? – Usłyszał po chwili ciszy.

- Załatwił ich. Moje wszystkie pięć oddziałów. Po prostu.

- Żartujesz.

- Chciałbym.

- No to wygląda na to, że musimy sami załatwić sprawę. Spotykamy się za dziesięć minut. Przekaż Zepsuciu.

- Tak jest.



Charles przysłuchiwał się przejętej przez Shifta komunikacji między trzema liderami, siedząc na jednej ze skrzyń, wysoko nad alejką, w której leżeli byli już poszukiwacze, machając nogami.

- Pomyśleć, że po zrobieniu dwudziestu iluś nowych trupów na tym statku, mogliby pójść po rozum do głowy i zorientować się, że trzy mniej czy więcej nie robi mi różnicy. – Rzucił do komunikatora. – To jak, znalazłeś coś na nich?

- Owszem. Całą trójka tworzyła zwykłą szajkę przemytników. Zniknęli jakieś czterdzieści lat temu, po głośnej, jak na trzech przemytników, akcji. Dowodziła nimi Scarlett Melton, podobno bardzo sprytna, ale lekkomyślna. Drugi był Liam King, federacyjny ex-wojskowy, wydalony za szmuglowanie narkotyków. Trzecim Javier Milton, ścigany też za organizowanie napadów razem z kierowaną przez niego grupą hakerską.

- Czyli Iluzja, Kontrola i Zepsucie. – Charles uśmiechnął się w duchu. – Znaleźliśmy ich. Gdy się stąd zwiniemy, pokaż mieszkańcom wszystkie ich występki.

- Zrobi się. Na razie skupmy się na sprowadzeniu ich w jedno miejsce.



- Poradzimy sobie. To tylko jeden człowiek. Nas jest trzech, mamy pancerze bojowe i karabiny, a on? Głupi pistolet. – Iluzja spojrzała na uzbrojonych już towarzyszy.

Wszyscy zrzucili już nieporęczne szaty, przebrali się w ciężkie pancerze... A raczej to co na statku można było uznać za pancerz, bo takiego przecież nikt nie brał na ekspedycję.

Byli w swoich własnych, starych kombinezonach, tych samych, w których przybyli na statek. Były one nienaładowane, żadne z nich koniec końców nie spodziewało się, że będą musieli je wyciągać.

Stali sami, przed jednym z wielu wejść do magazynu, w którym ukrywał się Blake. Nie do końca rozumieli rozumowanie komandora, który zaszył się w nim na tak długi czas, mimo, że mógłby już dawno opuścić statek pokoleniowy.

Wyglądało jednak na to, że Charles zostawał tutaj z własnej woli. A trzech przywódców postanowiło nauczyć go, że popełnił błąd, zadzierając z nimi. Iluzja nacisnęła klamkę i popchnęła drzwi, natychmiast się odsuwając, w razie gdyby Blake postanowił podłożyć kolejny granat pod kolejne drzwi, jednak nic takiego nie miało miejsca.

Drzwi za to okropnie zaskrzypiały, jednocześnie dając komandorowi wyraźny sygnał wskazujący ich położenie... Z którego ten chwilę później skorzystał, rzucając im granat pod nogi. Granat wybuchł, nie czyniąc im zauważalnych szkód.

Trójka spojrzała po sobie, ale po chwili ruszyła dalej, kierując się w miejsce, z którego wyleciał granat, jednak Blake zdążył się ulotnić. Nie rozmawiali ze sobą, co trochę irytowało komandora, który uwielbiał bawić się swoją przewagą nad przeciwnikiem.

Prawdopodobnie jednak przyspieszyło to nieuniknione. W pewnym momencie Iluzja, idąca z tyłu zauważyła ruch. Wszyscy trzej skierowali się w tamtą stronę.

Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie, aż nagle oświetlenie w całym magazynie zapaliło się, oślepiając ich, ale zarazem ukazując komandora opartego o jedną ze ścian, na wprost przed nimi, podrzucającego coś w ręce.

Wszyscy trzej, idący wcześniej w zbitej grupie, teraz skierowali karabiny w stronę intruza. Ten tylko się uśmiechnął.

- Zaczynało mi się nudzić, ale widzę, że wreszcie raczyliście się tu zjawić... Dzięki swoją drogą za dostawy granatów. – Kontrola natychmiast rozpoznał przedmiot podrzucany przez komandora. Był to jeden z granatów, który wcześniej był na wyposażeniu grup poszukiwawczych.

- On nie należy do ciebie. – Powiedział.

- Nie? – Charles udał zdziwienie, przestając na chwilę go podrzucać, po czym wyrzucił go gdzieś w bok. – No trudno. To co, jakieś ostatnie słowa? – Rozłożył ręce.

- Nie wiem czy zauważyłeś, ale to my mamy przewagę... – Zaczęła iluzja, ale Blake natychmiast jej przerwał.

- No wiem, jest was trzech, ja jeden, wy macie karabiny, ja tylko pistolet... – Zaczął wyliczać na palcach. Nie odrywając wzroku od przeciwników poklepał broń, która aktualnie spoczywała u jego biodra. - ... No i sam ustawiłem się pod ścianą. – Spojrzał na nich z błyskiem w oku. – Zupełnie jakbym chciał, żebyście stali w miejscu gdzie jesteście. – Trójka byłych przemytników spojrzała po sobie, a potem rozejrzała się po magazynie, nie wiedząc czego się spodziewać.

- O czym ty mówisz? – Spytał Zepsucie. Charles tylko się roześmiał.

- Powiedz no, Milton... – Fakt, że użył jego prawdziwego nazwiska przeraził przemytnika. – Jak tam mój statek? – Blake jak w zwolnionym tempie widział zwężające się źrenice Javiera, kiedy zaczęła do niego docierać kolej rzeczy.

Blake uśmiechnął się, po czym rozłożył ręce i uruchomił oszczędzane dotąd tarcze. W sam raz by chmara pocisków z dział fragmentacyjnych przebiła cienkie ściany magazynu zza niego, powodując ogromną dziurę, przez którą widać było jego statek, do tej pory chodzący na cichym biegu i ukrywający się w martwym polu sensorów.

Dziura w poszyciu spowodowała natychmiastowy spadek ciśnienia, powodując aktywowanie się hełmu, i rozpoczęcie podawania awaryjnego tlenu.

Blake podszedł do dziury, przy której pracowały już drony naprawcze i odwrócił się, by spojrzeć ostatni raz na trójkę przemytników, którzy myśleli że wykiwają Łowcę...

Udawał, że nie zauważył Scarlett, która wyszarpnęła skądś mały pistolet laserowy, i przystawiła mu do głowy.

- Teraz... Teraz się nie wywiniesz. – Usłyszał w generatorze głosu w hełmie. No tak, przecież przez huk wysysanego powietrza by jej nie usłyszał. Charles tylko uśmiechnął się. Taka zabawa była miłą odmianą od pasma porażek związanych z Boskim. Usłyszał kliknięcie spustu i odwrócił się do kobiety. – Co do...

- Granaty EMP są świetnym wynalazkiem, nieprawdaż? – Spytał, ale ona go nie usłyszała. Odwrócił się więc spowrotem, i... Wyskoczył.

Gdy spojrzał za siebie zauważył, jak Javier i Liam odciągają Scarlett od dziury, i jak ona próbowała się im wyrwać, byle tylko oddać ten jeden strzał, zanim drony naprawcze kompletnie załatają kadłub, wyraźnie nie rozumiejąc dlaczego jej broń nie zadziałała. Wycelował więc, i... Strzelił.

Wiedział, że trafił. Pocisk plazmowy sięgnął celu i widział, jak zagłębia się w ręce jednego z mężczyzn... Drugi nie był w stanie utrzymać jej samemu, a ona nie była przygotowana, na tak nagły zanik siły trzymającej jej. Zatoczyła się więc, i... Wypadła w próżnię.

Charles nawet stąd widział, jak jej koledzy próbowali ją złapać, ale nie zdążyli. Widział, jak próbuje złapać oddech w próżni, granat kompletnie spalił wszystko co mógł, z awaryjnym komputerem włącznie.

Nie było dla niej ratunku. To była ostatnia myśl, jaka pojawiła się w jego głowie, zanim zorientował się, że i tak już mocno uszczuplony przez ten jego system wspomagający bieg, bezcenny zapas tlenu zaczął się bardzo szybko kurczyć. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo stracił przytomność.



Dla Iluzji nie było ratunku. Zarówno oni, jak i Blake o tym wiedzieli. Mimo to, Zepsucie nie chciał uwierzyć w to, co widział. Ich koleżanka, przyjaciółka i dowódczyni, z którą zdążyli się oboje zżyć... dryfowała martwa w przestrzeni.

Nie minęła chwila, a cały makabryczny widok został zasłonięty przez nowiutką ścianę, wykonaną przez roboty naprawcze. On i kontrola siedzieli jeszcze chwilę, zszokowani nie wiedząc co zrobić, w końcu jednak musieli to przed sobą przyznać.

Przegrali. Przegrali z kimś, kto się nimi zabawił. Kto zrobił z nich idiotów. Kto ich po prostu przechytrzył w ich własną grę, na ich własnych zasadach. Zepsucie podniósł się z kolan, pomagając wstać Kontroli, a potem skierowali się do wyjścia.

Pierwsza osoba którą spotkali stała nieruchomo, wpatrując się w ekran tabletu. Zepsucie upewnił się, że jego maska wciąż jest na miejscu i podszedł do niego i wyciągnął rękę, po czym zamarł.

Na tablecie tego mężczyzny, widniały ich twarze. Całej ich trójki. Razem z opisami. I wielkim napisem „Poszukiwani” na górze. To były listy gończe. Ich listy gończe.

Spojrzał na Kontrolę, który właśnie zaczepił jakąś kobietę, najwyraźniej chcąc, by opatrzyła ona jego rękę, jednak kobieta krzyknęła i uciekła, byle z dala od zdziwionego Kontroli. Zepsucie szybko podszedł do niego, jednak zanim zdążył wypowiedzieć słowo, usłyszał donośny głos.

- Max i Gregory? A może raczej... Javier i Liam? – Zepsucie i Kontrolę oblał zimny pot, kiedy odwrócili się, by zobaczyć oficera Garfielda, stojącego razem z kilkunastoma innymi mieszkańcami, każdy z bronią w ręku. Bronią skierowaną prosto w nich.

Żaden z nich nie miał zwyczajowej przyjaznej i troskliwej twarzy. – Ostatnia kolebka ludzkości, tak? Eksploratorzy, tak? Ja wam dam eksploratorów! Pomścić kapitana! – Zawołał Garfield, a odpowiedział mu chór głosów aprobaty.

Kontrola spojrzał na Zepsucie.
Zepsucie spojrzał na Kontrolę.

A potem obaj ze strachem spojrzeli na formujące się wokół nich kółko wściekłych mieszkańców, których do tej pory tak skrzętnie okłamywali.



Charles obudził się, biorąc głęboki oddech.
- Spokojnie, wszystko w porządku. – Usłyszał znajomy głos. Odwrócił głowę, by zobaczyć znajomego Ornitoptera, podłączonego do jednego z wielu łączy na statku. Charles uśmiechnął się ciepło.

- Już w porządku. – Powtórzył, a potem opadł spowrotem na łóżko, w którym leżał. – Ile byłem nieprzytomny?

- Tylko kilka godzin. Zgodnie z rozkazem wysłałem wszystkie zebrane informacje, łącznie z odpowiednio obrobionymi zdjęciami i nagraniami, wszystkim załogantom Zeusa. Odleciałem wkrótce potem, by zająć się tobą. Zemdlałeś z braku tlenu, ale szybko cię zgarnąłem, więc nie wyrządziło to żadnych uszkodzeń w twoim organiźmie. – Wyjaśnił Shift. Charles powoli dochodził do siebie, ale po chwili wstał, ignorując lekkie zawroty głowy. – Powinieneś jeszcze leżeć, ale wiem że cię nie przekonam.

- Nie mamy czasu, i tak jesteśmy w plecy. Jakieś wieści na temat Kazika?

- Nie do końca... Komandor Shahbaz próbował się skontaktować, ale poczekałem aż się rozłączy.

- Mówisz? – Charles wszedł do kokpitu, zamykając za sobą drzwi i usadowił się w fotelu.

- Wysłał wiadomość. Mówi że ma coś, co powinno cię zainteresować i prosi o spotkanie. – Charles spojrzał w górny panel i otworzył wiadomość tekstową, zamykając ją zaraz. – Już wyznaczyłem kurs.

- No to lećmy. – Spojrzał przed siebie, w otchłań kosmosu, a potem przesunął przepustnicę do przodu. – Boski, szykuj się. Tym razem się nie wywiniesz.

Frame Shift Drive Charging


Wiem, jestem dziwny. Ale to moja dziwność, teraz wy też będziecie musieli sobie z nią radzić.

A jak się nie podoba to krzyż na drogę i kulka w łeb.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Cody Striker - Dziennik Gwiazdowy NietoKT 1 191 18.02.2024, 22:27 UTC
Ostatni post: NietoKT
  [LORE] [CMDR RUSAŁKA] Dziennik pokładowy misji "Czerwona Panda". Rusałka 7 4,683 20.04.2023, 15:18 UTC
Ostatni post: Rusałka
  Dziennik pokładowy: Cmdr Mathias Shallowgrave Mathias Shallowgrave 41 57,923 20.01.2019, 03:14 UTC
Ostatni post: Mathias Shallowgrave
  Kosmiczne jaja, czyli dziennik pokładowy z wyprawy - Muzzyx Muzzyx 4 7,708 18.01.2019, 22:39 UTC
Ostatni post: Muzzyx
  Dziennik pokładowy komandora Morlokusa Morlokus 7 10,383 13.10.2017, 18:58 UTC
Ostatni post: Morlokus



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości