Nielegalne Eskapady z dziennika Vaye Anders
#1
WĄTEK ZAMKNIĘTY


//WCZYTUJĘ WPIS Z 01-02-3306 15:40 GT//TYTUŁ WPISU: "REŻIM"//DANE LOKALIZACYJNE: JENKINS BASE - SUTERUKU//KATEGORIA: HISTORYJKA - PRACA//


[Obrazek: ziV6U85.png]

Vaye nie wyglądała dobrze, przypominała co najwyżej wrak człowieka. Przejrzała się w lusterku siedząc w fotelu pilota i gdy tylko zobaczyła swój wizerunek, na jej twarzy pojawił się grymas. Nie tracąc czasu na poprawienie znoszonego make-upu, czy zakrycia kilku nowych (całe szczęście małych) blizn na policzku zaczęła przebierać się w swój "wyjściowy strój" - lekki pancerz wspomagany z możliwością pracy w próżni kosmicznej, materiałową, czarno-fioletową pelerynę z kapturem opadającą na lewe ramię i poszarpaną spódnicę ponad kolana wykonaną z tego samego materiału i w tych samych barwach co peleryna. Ten strój towarzyszył Vaye w pracy od lat i zmieniał się razem z nią, była to jej wizytówka. Wstała z fotela, wzięła do rąk kamerę i zaczęła nagranie.

- Witaj, drogi widzu i witaj ja sprawdzajaca jakość nagrania. - głos komandorki był niski i chłodny. - Z tej strony Vaye Anders, komandorka Skrzydlatej Husarii i kobieta o złej reputacji w wielu zakątkach galaktyki.
Vaye odwróciła na chwilę wzrok od kamery i podrapała się po swoim trochę okrągłym, trochę kanciastym podbródku.
- Postanowiłam założyć ten dziennik z myślą, że warto pozostawić po sobie coś na tym świecie, jeśli któryś z moich wrogów w końcu złapie mnie z opuszczoną gardą poza pancernymi ścianami jednego z moich statków. - Vaye zachichotała, po czym od razu posmutniała. - Mimo...iż nie sądzę, że nastąpi to prędko. Jeśli mnie znasz, to wiesz, że w trakcie swojej kariery próbowałam wielu zajęć. Od łowczyni nagród, przez handel, eksplorację czy nawet tę bezsensowną zabawę w bohaterkę wojny z Thargoidami...chociaż daleko mi było do bohaterki czy dobrej pilotki...heh...

Gdy tylko upewniła się, że pancerz dobrze na niej leży i odstawiła kamerę, udała się na pokła portu. Ruszając do wyjścia ze statku, zawiesiła i zapięła hełm pancerza na małym haczyku umiejscowionym nad prawym biodrem oraz przewiesiła swój karabin wyborowy przez ramię. Od kilku dni pomagała tutejszej mafii wygrać wojnę z pomniejszą imperialną frakcją. Jej przyjaciel Sharon obmyślał plany, a Vaye wcielała je w życie.

Vaye szła szybkim krokiem wzdłuż korytarza odziana w swój czarno-szaro-czerwony pancerz, ciężkie buty głośno stukały o stalową podłogę. Jedynymi ludźmi przebywającymi w korytarzu była para pracowników sanitarnych krzycząca na siebie nawzajem próbując przepchnąć jakiś wózek przez zbyt ciasne drzwi.

Korytarz nie należał do najbiedniejszych, był czysty, a oliwkowa farba pokrywająca prawie całą jego powierzchnię wyglądała jakby położono ją kilka dni temu. Gdzieniegdzie leżały jakieś stalowe skrzynie i pojemniki, czy donice z roślinami ozdobnymi nieudolnie starającymi się ukryć militarny charakter portu.

Vaye stanęła przy podwójnych drzwiach na końcu korytarza, przyłożyła jakąś kartę do czytnika i weszła do kolejnego pomieszczenia. Cały pokój był pokryty czernią i kolorowymi mazajami mieszającymi się z logami różnych karteli i band pirackich, pokój nie był zbyt duży, a po stronie przeciwnej do drzwi wejściowych stały drewniane biurko i 3 tanie krzesła. Jedno krzesło za biurkiem, a dwa przed. Krzesło za biurkiem zajmowała sekretarka pracująca na swoim Duradrive, ta podniosła wzrok i zobaczyła Vaye stojącą z założonymi rękami przy wejściu.

- Dzień dobry! Pani do pana Sharona? - sekretarka odezwała się ciepłym głosem kładąc zablokowany Duradrive na biurko zapełnione innymi klamotami używanymi w biurach.
- Tak. - Vaye odezwała się po czym ruszyła w stronę drzwi na prawo od biurka. Sekretarka pokazała Vaye gestem, że ma się zatryzmać i usiąść na krześle.
- Ale gdzie pani się tak śpieszy? Nowe wytyczne zmuszają mnie do rejestrowania każdego kto odwiedza naszą kwaterę. - Pracownica Sharona znów podniosła Duradrive i wykonała kilka kliknięć. W tym czasie Vaye pokręciła lekko głową i usiadła na jednym z krzeseł.
- Imię i nazwisko? - Sekretarka zapytała patrząc Vaye prosto w oczy. Vaye odwróciła nieco wzrok by nie zachowywać nieprzyjemmnego kontaktu wzrokowego.
- Vaye Anders.
- Przepraszam...Wai?
Anders dobrze wiedziała na co się zapowiadało i już zaczęła się denerwować.
- Vaye...przez v.
- Vei?
- Nie, Vaye!
- Vej?
- Vaye!
- Veye?
- KURWA!
- K-u-r-v-a.
- Co jak?! Co ty tam piszesz?!
- Veye Anders Kurva. Ciekawe dane! Całe szczęście dla nas jestem mistrzynią w rozgryzaniu egzotycznych imion, hihi!
Vaye otworzyła lekko usta jakby chcąc coś powiedzieć, po chwili znów je zamknęła i podniosła brwi. Nie czuła nawet złości, było jej przykro.
- Po prostu...daj mi to samej napisać...
Sekretarka podała pada Vaye dalej mieniąc się głupawym uśmiechem pełnym dumy. Niestety, gdy Vaye oddała jej Duradrive, uśmiech znikł, a pojawiło się osłupienie i wstyd.
- Proszę do drzwi po lewej... - Głos sekretarki załamał się gdy zobaczyła ekran tabletu.

Vaye przeszła przez kolejne drzwi, kolejne pomieszczenie było prawie identyczne do poprzedniego tylko, że lepiej wystrojone. Stało w nim kilka drogich roślin doniczkowych, a dębowy stół, szkarłatny skórzany fotel i trzy skórzane kanapy stojące pośrodku pokoju wyglądały na bardzo kosztowne. W fotelu siedział Baron Sharon, skorumpowany imperialny polityk i niedoceniony poeta. Sharon był w trakcie układania jakiegoś wiersza, gdy Vaye mu przeszkodziła.

- Ah Vaye! Już martwiłem się, że coś poszło nie tak! - Sharon odezwał się, pokazując swój szeroki uśmiech. Vaye wiedziała, że dla niej ten uśmiech był szczery, po kilku miesiącach wspólnej pracy (tak, pracowała dla niego już wcześniej po prostu rzadziej) zrodziła się między nimi przyjaźń. Przyjaźń napędzana wspólną nienawiścią do Imperium.
- Proszę cię, jeśli mój kontakt w systemie docelowym jest niestabilny psychicznie, może powiedz mi o tym PRZED robotą. - Vaye pokazała palcem swoje nowe blizny. - A tak poza tym, co tam bazgrasz tym razem?
- Ach! Możliwość twojej tragicznej śmierci zainspirowała mnie do napisania trenu! Aaaaale skoro dalej żyjesz to jest gówno wart... - Sharon zgniótł szybko kartkę i wrzucił do stojącego obok fotela plastikowego śmietniczka. - A teraz...może opowiesz mi o tych twoich dziwnych akcjach na terytorium Husarii? Tak naprawdę tylko dlatego cię tutaj wezwałem, niepokoję się. Chyba nie próbujesz odtworzyć Załogi po...sama wiesz czym?

Vaye zamilkła. Sharon skanował ją wzrokiem, nie wiedział co wstąpiło w Vaye skoro jeszcze kilka miesięcy temu dostawała mini-PTSD na samą myśl o byłej Załodze.

- Muszę ją stworzyć...nie mogę odmówić... - Sharon szybko przerwał Vaye zanim rozwinęła swoją wypowiedź.
- Nic nie musisz! Popatrz ile osiągnęłaś sama, ile dobrych kontaktów, jak wiele dobrej reputacji! Nie możesz tego wszystkiego tak po prostu rzucić przez jakąś rodzinną tradycję! - Sharon zaczynał krzyczeć. Zirytowała go sama myśl o kierunku w jakim idzie jego przyjaciółka. - Co niby teraz zrobisz? Znów rzucisz się na Federację i Imperium z ogniem i mieczem? Kiedyś nie spojrzałabyś nawet na imperialsa, a teraz? W gronie twoich przyjaciół znajduje się emerytowany łowca nagród, miłośnik Imperium!

Vaye zacisnęła prawą dłoń, a lewą złapała się za włosy próbując opanować nagły przypływ emocji. Sharon zgarbił się w fotelu i objął twarz rękoma, żadne z nich nie wiedziało co powiedzieć, atmosfera była naprawdę napięta. W końcu Vaye znalazła siłę by coś powiedzieć:

- Po prostu omińmy na dzisaj ten temat...mamy wojnę do zakończenia w tym systemie...

Ten dzień nie był specjalnie udany. Po kilku godzinach rozmów o strategii na obecną wojnę, Vaye wróciła na pokład swojego Pythona i udała się do Kamchy, gdzie miała brać udział w zorganizowanej akcji HSP. Być może to pomogłoby jej w zwalczeniu nagromadzonego stresu.

//KONIEC WPISU//
Pracując ze mną można zarobić 2 rzeczy: kredyty...albo kulkę w łeb. Statystycznie - to drugie zdarza się częściej, ale nie ma zabawy bez ryzyka, racja?

DZIENNIK POKŁADOWY
Odpowiedz
#2
//WCZYTUJĘ WPIS Z 09-02-3306 03:00 GT//TYTUŁ WPISU: "TO TYLKO ZWIDY"//DANE LOKALIZACYJNE: -USUNIĘTO-//
//KATEGORIE: HISTORYJKA - ŻYCIE PRYWATNE//

[Obrazek: TA0wOOh.png]

Gutamaya nigdy nie szczędziła wygody w swoich statkach. Vaye wstała z fotela, przeciagnęła się by opanować silny ból pleców i przetarła oczy. Dopiero co wróciła z konwoju medycznego w systemie Kamcha.

- Victor! Rozpocznij nagrywanie wpisu do Dziennika!
- Rozpoczynam nagrywanie. - odezwał się Covas Victor, Vaye była pod tym względem dziwaczką, ale niezbyt przepadała za Verity.
- Z tej strony Vaye Anders. Uhhh...od czego by tu zacząć...Dzisiejszy konwój medyczny był całkowitym sukcesem, osobiście dostarczyłam 4559 ton leków do Kamchy. Co prawda w systemie pojawili się piraci, ale nie dali rady zabrać mi nawet jednej skrzyni z towarem. Heh! Jeden z nich posmakował nawet kilku salw rakiet z moich wyrzutni, co tu dużo mówić, daleko po tym nie zaleciał.
Vaye strzeliła wymęczonymi nadgarstkami i znów usiadła w fotelu, dzięki temu plecy mniej ją bolały.
- Specjalnie na dzisiejszą akcję, przebudowałam swojego starego Cuttera do polowań na Thargoidów. Zajęło mi to naprawdę dużo czasu, surowców...i nerwów. Od 2 dni nie byłam w domu, nie wspominając już nawet o stacji. Mara denerwowała się moją nieobecnością, zdaję sobie sprawę, że musiałam polecieć, ale z drugiej strony dociera do mnie, że nie powinnam była jej zostawiać samej w nowym miejscu...2 dni po przeprowadzce. Praca pilota jest ciężka, nie? Hehe...
- Victor. Koniec nagrania.

Vaye opuściła pokład Nyx, rzuciła spojrzenie technikowi czekającemu już z narzędziami po drugiej stronie hangaru i wyruszyła w stronę swojego mieszkania. S&0av0%7*#5 była stacją anarchistyczną. Zewsząd słychać było krzyki i głośną muzykę, piraci balowali każdego dnia. Wielu ludzi skrytykowałoby Vaye za ciąganie córki w takie miejsce, ale tylko takie lokum gwarantowało im bezpieczeństwo.

Vaye minęła pub, dała w pysk spitemu jak świnia bandziorowi, który odważył się naruszyć jej przestrzeń osobistą i skierowała się ku windom w centrum portu. Najniższe piętra Bloku Centralnego były zarezerwowane dla różnego rodzaju pubów, sklepów czy burdeli. Stacja była obszerna, wewnątrz doków w postaci pierścienia otaczającego cały teren, znajdowało się 11 kopuł służących za magazyny, 4 bloki przemysłowe pełne rafinerii i hut, 3 bloki mieszkalne w których mieszkały niższe warstwy społeczne, 2 wieże mieszkalne (mieszkania w tych były już nieco droższe i lepiej wyposażone) i 3 wieże komercyjno-administracyjne w centrum portu. U podstawy tych ostanich, stał właśnie Blok Centralny. Mieszkanie Vaye mieściło się w Wieży C, najwyżejszej z wież komercyjnych, miała ona ok. 200 pięter. Vaye mieszkała na piętrze 125...

Największym udogodnieniem Wieży C były superszybkie windy. 75 pięter na minutę, dotarcie na 125 z parteru zajmowało niecałe półtora minuty. Anders przysypiała na stojąco, przed zapadnięciem w sen na środku windy uratował ją tylko dźwięk rozsuwających się drzwi. Wkroczyła na korytarz, ale z jakiegoś powodu światła na nim były wyłączone. Prawda, był to środek ciszy nocnej ale coś takiego nie było normą na piętrze 125, ważni członkowie tutejszego Klanu mieli w zwyczaju robić organizować narady, lub uczęśczać na imprezy.

Vaye nie miała niczego by oświetlić sobie drogę, musiała polegać na czytnikach kart przytwierdzonych obok każdych drzwi by znaleźć swój dom. Coś było nie tak, Komandorka czuła niepokój z powodu otaczającej jej ciemności i tej grobowej ciszy, przyśpieszyła kroku. Vaye dalej nie mogła znaleźć mieszkania, miała wrażenie jakby robiła już drugie kółko wokół wieży. Zatrzymała się by odsapnąć i wtedy TO usłyszała...kroki. Kroki, które podążały za nią. Obróciła się, ale nikogo nie zobaczyła, mimo to kroki stawały się coraz głośniejsze. Vaye nie myślała długo, zaczęła biec na oślep przez pierwszy korytarz, gdy ona przyśpieszała, kroki za jej plecami też. Biegła coraz szybciej i szybciej aż nagle, <trzask!> uderzyła z całym impetem o ścianę. Gdy leżała na ziemi próbując otrząsnać się z bólu, usłyszała kroki w pobliżu swojej głowy.
- Już zapomniałaś jak to się skończyło ostatnim razem? Chcesz znowu do tego doprowadzić?! To co było to dla ciebie za mało?! - odezwał się niematerialny stalker, Vaye dalej go nie widziała. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, coś złapało ją za ubrania i zaczęło podnosić z podłogi. Anders zamknęła oczy i zaczęła krzyczeć. Krzyczała i wyrywała się, poki nie wyłapała znajomego głosu. - Ej! Eeeeeejjj! Cholera Anders ogarnij się! - Vaye otworzyła oczy i ujrzała przerażonego Sharona trzymającego ją za ręce. Wokół stało kilku innych mieszkańców, wybudzonych ze snu krzykami i trzaskiem. Sharon rozejrzał się wokół, dalej trzymając przyjaciółkę. - Chodź do środka, tam się wytłumaczysz.

Pół godziny później

Vaye siedziała na krawędzi łóżka, opatulona kocem i z kubkiem herbaty w rękach. Sharon stał rozstrzęsiony w rogu pokoju, opierając się o ścianę.
- Miałaś dużego farta, Mara się nie obudziła. - Sharon w końcu zebrał się by coś powiedzieć, podszedł do łożka i usiadł obok koleżanki. - Vaye, co to miało być. Mam nadzieję, że niczego nie brałaś?
- Nie, jestem super-trzeźwa... - Vaye wzięła głęboki łyk herbaty trzęsącymi się rękoma, nie wiedziała co się przed chwilą stało, jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyła. Sharon zaprzeczył wszystkiemu co powiedziała, światło na korytarzu paliło się cały czas, ludzi również na nim nie brakowało. Wszystko to działo się tylko w jej zmęczonej dniem głowie.
- Ehhh...nie mówię tego ze złością ale...może jednak powinnaś znaleźć sobie jakiegoś psychologa, albo brać jakieś prochy na uspokojenie... - Sharon drapał się po głowie i odwracał wzrok, wiedział, że porusza drażliwy temat. Vaye nie odpowiedziała. - Huh, no dobra, odpocznij sobie po dzisiaj. N-należy ci się. - Sharon odebrał pusty kubek i wyszedł z sypialni zamykając za sobą drzwi. Po głowie chodziło mu tysiąc myśli. Czy zabrać ją do jakiegoś specjalisty? Nie...to by położyło jej karierę. Wrobić ją w branie leków? Nie, przecież nie jest lekarzem, tylko by jej zaszkodził. Co jeśli Mara zobaczy matkę biegającą po pokoju bez zmysłów? Nie jest małym dzieckiem, ale na pewno by ją to przeraziło. Po kilku chwilach rozważań, baron przeszedł do kuchni i dojrzał pogniecione, naderwane zdjęcie zdjęcie przyklejone do lodówki, to było dziwne, mało kto korzystał z drukowanych zdjęć w tych czasach. Nie znał osób które towarzyszyły Vaye na fotografii, ale domyślił się, że mają coś wspólnego z dzisiejszym napadem paniki.

Teraz musiał tylko wydrzeć z niej informacje zanim stanie się coś złego...

//KONIEC WPISU//
Pracując ze mną można zarobić 2 rzeczy: kredyty...albo kulkę w łeb. Statystycznie - to drugie zdarza się częściej, ale nie ma zabawy bez ryzyka, racja?

DZIENNIK POKŁADOWY
Odpowiedz
#3
//WPIS Z 10-02-3306 03:34 GT//TYTUŁ WPISU: "GDZIE W TYM SENS?"//DANE LOKALIZACYJNE: 9.4b37%5/-1&a9.375/10cA.2* ------//
//KATEGORIE: NAGRANIE - ŻYCIE PRYWATNE//



timestamp; 2:52 GT - Comms system alert:
Security Warning: error code 12400;data partially exposed/;channel 32aCa breached/
Unusual Connection Detected: "seth_comms61";security system failed to cut the connection/
Damage Report: hidden data partially exposed/63% of data copied and stolen/possible data siphon inside system code/
Solution: REPORT FILE SENT TO DEADEYE/security code recombination in progress/

- No już, działaj ty kupo gó... - Vaye spojrzała z niedowierzaniem w obiektyw, wstrzymując zaciśniętą pięść nad głową.
- Eden, nie kazałam ci rozpoczynać nagrywania!
Covas nie odezwał się nawet słowem.
- Ehhhh...cholerna Beta Sculptoris wiedziałam, że nie można ufać nikomu na tym zadupiu. Wygląda na to, że czeka mnie kolejny wpis do dziennika o trzeciej galaktycznego, heh...Gdy tylko wylądowałam na 4.0%a/-1@3.18/0.&4 wszystkie systemy mojego statku jakby szlag trafił. Przez całe 2 minuty systemy komunikacyjne rzucały błędami jak szalone i nie dało się ich zamknąć. Chyba nie muszę być jakąś geniuszkś aby domyślić się, że to atak hakerski. Wczoraj akcja z korytarzem, dzisiaj to...ych, pierdolona galaktyka...
 
 Vaye przeszła na tył statku. 

/3 MINUTY PÓŹNIEJ/

 Komandorka wróciła do kokpitu, tym razem z otwartą butelką brandy.
- Naprawdę nie rozumiem czemu to wszystko się dzieje! Było tak dobrze przez ostatni tydzień. Znalazłam nowe mieszkanie, kolejnego pracodawcę, a sama praca była spokojna i dobrze płatna. Chyba powinnam wziąć dzień lub dwa wolnego i naprawdę odpocząć w domu...no, a w międzyczasie powiem Takeiemu żeby pogrzebał w Nyx i ogarnął ten chrzaniony system komunikacyjny. To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że Takei wypędzi duchy z mojego statku przed następnym wpisem.

 Vaye zachichotała cicho, po czym wzięła duży łyk trunku i zakończyła nagranie.
Pracując ze mną można zarobić 2 rzeczy: kredyty...albo kulkę w łeb. Statystycznie - to drugie zdarza się częściej, ale nie ma zabawy bez ryzyka, racja?

DZIENNIK POKŁADOWY
Odpowiedz
#4
//WPIS Z 19-02-3306 16:00 GT//TYTUŁ WPISU: "O JEDNĄ DAWKĘ ZA DUŻO"//DANE LOKALIZACYJNE: SYNUAEV DOCK - GIABAL//
//KATEGORIE: HISTORYJKA - PRACA//

Kokpit Cuttera Vaye był dzisiaj w bardzo złym stanie, wyglądał on jakby Xeno Allies zorganizowali sobie na nim te swoje dziwaczne konwenty z tanimi narkotykami i prostytutkami z syfilisem. Na jednym z foteli leżała w poprzek Vaye, a na drugim jej pilot myśliwca, Fidel Pena. Fidel chrapał donośnie, rozgrzebując się na swoim siedzisku. Wszystko to z powodu dwuosobowej imprezy na cześć zwycięstwa w pierwszym dniu wojny w Giabal. Zapewne leżeliby tak jeszcze z kilka godzin gdyby nie odezwał się alert o przychodzącej transmisji. Dwójka wymęczonych "pracą" pilotów najwyraźniej zapomniała wyciszyć systemy statku, bo dzwonek osiągnął liczbę decybeli równą pierdowi redaktora Echa po całym dniu pochłaniania taniej pizzy, Świńskiego Ryja i błagania stworzycieli o wszkrzeszenie GalNetu.

Komandorzy obudzili się od razu, Fidel wstał i zakrzyczał krótko, a Vaye podskoczyła i znów w pozycji leżącej wylądowała na pokładzie. Eden odezwała się jak zawsze wesołym i pełnym entuzjazmu głosem. - Połączenie przychodzące od: Sharon. Odebrać?
- Jakiś kochaś? Imperialny? Eee, słaby masz gust. - Fidel przeciągnał się, spogladając podtekstowo na Anders.
- Pierdol się, Pena. Poza tym to nie kochaś...
- Odebrać? - Eden powtórzyła.
- Odbierz. A ty Fidel jak powiesz choć jeden sprośny żart, t...
- Vaye! Gdzie ty się włóczysz? Wszyscy cię tutaj potrzebujemy, a ty znikasz bez słowa na cały dzień. - W głosie Sharona słychać było frustrację. Gdy Vaye już zabierała się by coś powiedzieć, na pokładzie zapanował chaos. Eden powiadomiła, że ktoś prosi o pozwolenie na wejście na pokład, a Fidel rozerwał torbę na śmieci zbierając puste butelki i strzykawki.
- Pena! Idź zobacz kto to! - Anders zagubiła się w sytuacji nie wiedząc już co komu miała powiedzieć, wyjaśnienia dla Sharona wyleciały jej z głowy gdy Fidel zakłuł się zużytą strzykawką i stukał ją po ramieniu pytając gestem "Po czym to było i za ile umrę?". - Wiesz Sharon, eh...dawno nie robiłam nic dla Husarii więc postanowiłam nieco się zrehabilitować, poleciałam na wojnę, zatriumfowałam, a potem z Fidelem trochę świętowaliśmy...heheh...he...Fidel! Przestań marnować czas i idź!
- No dobra, ale może następnym razem powiedz jak coś ci wypadnie bo Kirkland już szykował ogłoszenie twojej śmierci, a ja musiałem rzucić wszystko i zastąpić cię w rodzicielstwie.




Podczas gdy Vaye i Sharon kontynuowali dyskusję, Fidel skierował się na zewnątrz statku by przywitać niezapowiedzianych gości. Ku jego przerażeniu, przy wejściu do hangaru zobaczył rządek ludzi składający się z dostawcy pizzy, agentów ISS i kogoś kto wyglądał na dilera. Tego ostatniego Pena skądś kojarzył.
- ...mogę w czymś pomóc? - Fidel krzyknął niepewnie wyczuwając kłopoty.
- Ależ oczywiście proszę pana. - Odezwał się agent, zmniejszając dystans. - Może pan zacząć od okazania dowodu tożsamości, panie Fidelu Pena.
- ...szlag by to... - mruknął pilot przekazując dowód stróżowi prawa.
- Pan oraz pani Anders jesteście oskarżeni o wandalizm, udział w handlu narkotykami, picie oraz zażywanie środków psychotropowych w miejscu publicznym, kradzież w lokalnej pizzerii oraz...odpuszczę sobie szczegółów chyba dobrze Pan wie co żeście zrobili z pomnikiem naszego patrona...ja rozumiem, że można nie lubieć...ale na oczach wszystkich? W tym dzieci?! 
Fidel stanął osłupiony, myślał sobie "Co by teraz zrobiła Vaye? Co? Co? No co?".
- Sorka, chcieli mnie pobić. - Przeprosił diler zakuty w kajdany, przerywając tok myśli Peny.
- Jasne, to ja pójdę po Vaye i wtedy sobie wszystko wyjaśnimy, tak? - Fidel odwrócił się, rozpędził i zamknął wejście zanim agent zdążył zareagować.

- No i ja ci mówię, gdyby nie Pena, to ja wcale nic bym nie brała! Wiesz, że jestem miła i grzeczna, prawda?
- Powtarzam ci po raz trzeci, że to nie jest żadne wytłumaczenie, a poza tym zdajesz sobie sprawę ile trudu sobie sprawiłem próbująć ugotować ten barszcz?
Fidel wskoczył na mostek przerywając dwójce rozmowę. Zanim ktokolwiek zdążył na niego nakrzyczeć, on wydarł się na całe gardło. - EDEN! STARTUJEMY! TERAZ!
- Pena co ty robisz! - Vaye zaczęła krzyczeć, kiedy Fidel siadał na swoim stanowisku, a Eden uruchomiła silniki. - Przecież mamy jeszcze tyle do załatwienia na tej stacji!
- Nie gadaj, tylko siadaj zanim cię zmiecie!
Anders warknęła głośno i również zajęła swoje miejsce. Sharon nieudolnie starał się zrozumieć sytuację.
- Vaye, myślisz, że będą nas ścigać? - Fidel przechylił się i zapytał niepewnym głosem.
- Będą próbowali, ale TWH nas osłoni nie ma czym się martwić. - Vaye odezwała się przejmujac stery i wyprowazajac statek z wnętrza stacji. - Poza tym, przecież nie zrobiliśmy nic potwornego, racja?
- ...yyy, tak tak! Racja! - Pena odwrócił wzrok i oparł głowę na rękach.


2 GODZINY PÓŹNIEJ


Gdy statek dryfował sobie po pustej przestrzeni, Vaye i Fidel zajęli się sprzątaniem pokładu. Dopiero teraz dotarło do nich jak bardzo przesadzili. Fidel powiedział wspólniczce o tym co zrobili na stacji. Vaye nie odpowiedziała, tylko walnęła się kilka razy otwartą dłonią w czoło. W każdym zakątku statku znajdowali coraz więcej butelek, a także kilka strzykawek. Tak właśnie świętowali...pierwszy dzień wojny. Vaye podnosząc kolejną pustą strzykawkę zapytała swojego pilota. 
- Fidel...ile my tego wzięliśmy?
Pena podrapał się po swojej ogolonej "na jeża" głowie.
- Na pewno...o jedną dawkę za dużo...
Pracując ze mną można zarobić 2 rzeczy: kredyty...albo kulkę w łeb. Statystycznie - to drugie zdarza się częściej, ale nie ma zabawy bez ryzyka, racja?

DZIENNIK POKŁADOWY
Odpowiedz
#5
//WPIS Z 21-02-3306 23:00 GT//TYTUŁ WPISU: "ZEW PUSTKI"//KATEGORIE: LOG Z DZIENNIKA - PRACA//

Zawsze myślałam o sobie jako o tej nieprzewidywalnej, chaotycznej i niebezpiecznej osobie...myliłam się. Obudziłam się dziś rano, spokojnie degustowałam kawę, gdy nagle bez zapowiedzi do mieszkania wpadł Sharon. W momencie jak przekroczył próg zaczął mówić coś, że musimy lecieć w okolice mgławicy Eta Carina, po czym ukradł mój tekst "Nie mam czasu wyjaśniać, dlaczego nie mam czasu wyjaśniać!"

Tak, to właśnie ten sam Sharon, który niedawno dawał mi ochrzan za znikanie bez zapowiedzi, zaplanował sobie wyprawę eksploracyjną z kilkoma godzinami na przygotowania. Nie było dużo czasu - zdmuchnęłam kurz ze swojej eksploracyjnej Anacondy, Takei przeprowadził testy i nałożył nowe malowanie. Następnie zgarnęłam na pokład Marę (nie przeżyłaby sama w domu nawet tygodnia...z pełną lodówką), Sharona, który cały dzień męczył mnie pytaniami "kiedy odlatujemy?", Takeiego gdyby pokładowy ekspres do kawy znów się zapchał no i Fidela dla towarzystwa w kokpicie oraz drugiej pary rąk do obsługi myśliwców.

Poza tym kto wie, może zbudzi się we mnie dawno utracona odkrywczyni...odkrywca...to się odmienia?!


Pracując ze mną można zarobić 2 rzeczy: kredyty...albo kulkę w łeb. Statystycznie - to drugie zdarza się częściej, ale nie ma zabawy bez ryzyka, racja?

DZIENNIK POKŁADOWY
Odpowiedz
#6
29.06.3306/"PLIK ZBYT DUŻY"

 Jak zwykle o tej porze, Bar 11 Parseków był zapełniony lokalną mieszanką, od pracowników doków cichaczem popijących wódę na przerwie po biurokracyjnych ważniaków delektujących się egzotycznymi trunkami z najwyższej półki. Z tłumu wyróżniali się dwaj jegomoście, typowe bandziory spod ciemniej gwiazdy, które najwyraźniej kogoś szukały. Zirytowani przeszukiwaniem gęstego tłumu, zdecydowali się olać incognito i pewnym krokiem podeszli do lady. Malinie najwidoczniej nie spodobały się odzywki przybyszów gdyż ta w subtelny, acz rozpoznawalny sposób groziła im swoją strzelbą.

 Bandziory szybko opuściły lokal z małą pomocą braci Vistula. Odetchnęłam z ulgą widząc jak Barry wykopuje jednego z nich klasycznym kopem w rzyć. Nie czując już dłużej zagrożenia, podniosłam się z klejącej kanapy i sama udałam się przed ladę.
- Whisky z Eranin poproszę. - Powiedziałam ściągając z głowy kaptur.
- Oh Vaye, jak niedobrze znów cię widzieć! - Jade nalała do szklanki znaczną ilość drogiego trunku, podpowiadając w ten sposób, że ma ze mną coś do przegadania.
- Jeśli chodzi o tych dwóch to nie musisz o nic się obawiać, zajmę się nimi przy pierwszej okazji. - Jade była niepokojąco cicha i cały czas grzebała po coś pod ladą gdy ja piłam swój napój.
- O proszę! - Jade pokazała mi holopad, wskazując palcem na plik nazwany "Vaye Anders: Długi". - Chyba rozumiesz, że nie będę gościła tu kogoś za kim ciągną się TAKIE problemy.
- Nie przesadzaj, na pewno nie jest tak źle. - Wtem Malina spróbowała otworzyć plik, którego posiadać nie powinna ale pad potrafił jedynie wydalić z siebie komunikat: "Błąd! Plik zbyt duży by pobrać!". - No dobrze...może nabroiłam tu i tam...
- Teraz proszę cię grzecznie abyś opuściła mój bar i nie wracała dopóki nie załatwisz wszystkich zaległych spraw. - Malina pokazała mi drzwi, a następnie Barrego i Varrego, którzy już szykowali się by rzucić mną przez drzwi jak pustą butlą po gorzole. - Prześlę ci plik na komputer pokładowy, może tam uda ci się go otworzyć.

 Wstałam sprzed lady i szybkim krokiem opuściłam 11 Parseków zanim Bracia zaoferowaliby mi swoją "pomoc". Z pewnością nie była to moja najlepsza wizyta w barze...i mam nadzieję, że nie ostatnia. Spacerując po pokładzie Maskelyne Vision zastanawiałam się gdzie znajdę jednostkę zdolną otworzyć ten kolosalny plik i jak znajdę tych dwóch zakapiorów, którzy ewidentnie mnie szukali.




- Jestem dłużna 14 osobom!? - Krzyknęłam na konsultantkę w placówce Banku Zaonce.
- Spokojnie pani Anders, nie ma czym się denerwować za chwilę znajdziemy proste rozwiązanie tego problemu.
- Ehhh...no dobra co mogę zrobić? - Słysząc moje słowa, konsultantce poszerzył się uśmiech.
- Nie ma pani na koncie 17 miliardów kredytów...ale mamy dwie alternatywy. - Kobieta wyprostowała się w swoim fotelu i złączyła dłonie. - Może pani przepracować 32 lata pod statusem imperialnej niewolnicy, albo polecieć na sześcioletnią wyprawę badawczą jako asystentka pilota.
Musiałam wykorzystać wszystkie siły mojego umysłu by ze złości nie rzucić swoim krzesłem o ścianę. Konsultantce pokiwałam tylko głową na nie i opuściłam ten przeklęty bank z zaciśniętymi pięściami.

 Tylko dwa sposoby mówią? Ja im udowodnię, że jest jeszcze jeden...muszę tylko znaleźć odpowiednich ludzi.
Pracując ze mną można zarobić 2 rzeczy: kredyty...albo kulkę w łeb. Statystycznie - to drugie zdarza się częściej, ale nie ma zabawy bez ryzyka, racja?

DZIENNIK POKŁADOWY
Odpowiedz
#7
A mi się podoba, jest co czytać w pracy, roleplay bardzo popieram. Welcome back commander
[Obrazek: MB0ujCf.png]

ROTMISTRZ THE WINGED HUSSARS
Odpowiedz
#8
25.09.3306/"SPRAWIEDLIWOŚĆ"

 Opuściłam lokalny bar o trzęsących nogach i rękach. Przez całą drogę do doków odstraszałam ludzi wokół, wyglądając jakbym przedawkowała Onionheada. Ale to nie Onionheada przedawkowałam, tylko adrenalinę. Z wczorajszego wieczoru pamiętam jedynie satysfakcję z każdego ryku silników mojego Chieftaina, skok adrenaliny widząc jak plazmowa salwa rozrywa tarcze mojego oponenta.

 Zawsze należałam do tej grupy pilotów, którzy nie tykali wyższych progów i trzymali się polowania na małych rzezimieszków czy latania na wojnach, ale ostatnio coś się we mnie zmieniło. Pewnego dnia siedząc na jakiejś prowincyjnej planecie bez roboty stwierdziłam, że mam dość łapania narybka, że pora wziąść się za prawdziwe zagrożenia w galaktyce. Tak więc porzuciłam tanie mieszkanko w którym się kryłam, odpaliłam zakurzonego Cuttera i znów wyruszyłam w pustkę.

No ale szybko zorientowałam się, że czegoś mi brakuje.

 Statek. Oszczędzę tutaj procesu budowania statku bo ten był tak skomplikowany i długi, że robi mi się niedobrze na samą myśl, no ale opłaciło się. W ten sposób moja kolekcja wzbogaciła się o kolejną łajbę - Spearhead.

[Obrazek: vfG2Ltm.png]

 
 Gdy tylko wszystkie systemy były gotowe do konfrontacji z mordercami i terrorystami galaktyki, ruszyłam do niesławnego systemu Deciat. Wedle przewidywań, już chwilę po wlocie do systemu zobaczyłam Kraita Phantoma wyciągającego niewinną Anacondę z SC, ruszyłam za nimi, ustawiłam sie by wskoczyć za nimi w Wake i...jakiś losowy bandzior zaczyna mnie wyciągać od tyłu. Oprawca pewnie już zaczął dobierać się do Anacondy, a ja muszę się męczyć przepychankami z jakimś Viperem.

 Kiedy już zbyłam natrętnego komara z mojego ogona, dostrzegłam, że Krait najwidoczniej rozprawił się już z Condą i wrócił do Supercruise szukać następnego celu, wtedy też zauważyłam ryczące czerwienią 4,2 miliona nagrody za głowę delikwenta, po prostu nie dało się temu oprzeć. Wyciągnęłam Kraita i już w ciągu pierwszych 30 sekund okazało się, że jest on zwyczajnym słabeuszem czającym się na świeżych pilotów, choć sam ledwo potrafi latać. W jakieś 2 minuty moje lufy rozerwały biednego Kraita do 25% wytrzymałości, a ten zaczął grzać FSD tak, że aż się za nim kurzyło. Tym razem pozwoliłam mu uciec, wiedziałam, że jeszcze niedługo znów go znajdę.

 Tymczasem udałam się na stację żeby naładować gnaty na następne spotkanie (oczywiście po drodze przeprowadzajac małą inspekcję lokalnego baru). Dalej szło mi już z górki, dopóki nie trafiłam na parę bardzo pewnych siebie pilotów. Na początku nie trzymali się w Skrzydle ale było jasno widać, że latają razem. Wyciagnęli mnie i szybko doswiadczyłam ich tchórzliwej taktyki - hit and run. Sam na sam nie mieli ze mną najmniejszych szans, ale ich statki były nieco szybsze niż mój, dlatego zawsze kończyło się tak samo - ja zbijam tarcze Kraitowi, on ucieka, a Cobra zaczyna drapać mnie railgunem i straszyć minami. Po 5 minutach gry w Głupiego Jasia poczułam, że tracę czas i po prostu wyskoczyłam w poszukiwaniu kolejnego celu. 

 Wtedy szczęśliwie znów natknęłam się na 4-milionowego Phantoma, zdziwiło mnie, że wrócił do systemu po tym jak dostał ode mnie łomot nie zostawiając na mnie ledwie ryski. Szybko rozpoczęłam interdykcję i znów zaczęłam pruć do Phantoma. Tym razem wiedział z kim walczy i starał się nieco bardziej niż ostatnio, no ale biedaczyna dalej był tak powolny, że mogłam robić wokół niego kółka nawet z aktywną asystą. Chwilę potem, kilkumilionowy voucher znajdował się już w moim posiadaniu, a pobliskie więzienie wzbogaciło się o kolejnego bandziora.

[Obrazek: fyzQsv9.png]

 Po odebraniu nagrody, już miałam kierować się do domu, kiedy w SC wykryłam tego samego Kraita który tak dobrze bawił się mną ze swoim kolegą, z jednym wyjątkiem - tym razem był sam. Interdyktował mnie ale za pierwszym razem uciekłam ponieważ obawiałam się kolejnej walki dwóch na jedną, dopiero wtedy w SC zauważyłam brak przeklętej, beztarczowej Cobry i sama zinterdyktowałam Kraita. Mój nemesis nie był tym zbyt zadowolony, ale cóż - trzeba było walczyć fair od początku. Tak jak przewidywałam, jeden na jeden skończyło się szybks porażką oponenta, któremu zbiła się szybka i tym razem to on błyskawicznie uciekł w inny system.

Jeszcze nigdy nie czułam się tak dumnie.

 Co prawda kilka razy musiałam uciekać ale zrównało się to z moimi zwycięstwami, a nieważne czy wygrywałam czy nie, odciągałam morderców od niewinnych cywili. Nikt pewnie nie postawi mi za to kolejki, natomiast Szwadron NACL najpewniej postawił na mnie KOSę, ale myślę że było warto i zamierzam kontynuować te polowanie. Nie wiem gdzie teraz polecę, usłyszałam coś o typach spod ciemniej gwiazdy w Kamitrze i o terrorystach próbujących zakłócić Ceremonię dla Duvala...okazji będzie wiele, więc mam co robić.

Fly dangerously. o7
Pracując ze mną można zarobić 2 rzeczy: kredyty...albo kulkę w łeb. Statystycznie - to drugie zdarza się częściej, ale nie ma zabawy bez ryzyka, racja?

DZIENNIK POKŁADOWY
Odpowiedz
#9
Świetny odcinek.
[Obrazek: 24648.png]


Raxxla is no alien, is a ghost world, is a planet






Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości