Thargoidowe Przygody Kapitana Jointa - 100% RP w formie opowiadania
#1
---14.02.3305---

System: Celaeno (Gromada Plejad)
Stacja: Artemis Lodge

Powrót na stare śmieci...nie sądziłem, że znów zawitam do Plejad. Szczerze mówiąc to nie miałem ochoty tutaj wracać. Niestety musiałem tutaj wrócić, wezwał mnie stary przyjaciel, jego imię brzmi Fabien. Nauczył mnie jak walczyć z Thargoidami od podstaw, dlatego byłem mu winny przysługę. Ehh...w ogóle to dziwię się, że o mnie pamiętał. Straciliśmy kontakt z 4 miesiące temu gdy (jak wtedy myślałem) opuszczałem Plejady na zawsze. Jak to się stało? Zaraz wszystko opowiem.

Otrzymałem wiadomość od niego gdy akurat zajmowałem się górnictwem. Przekaz był prosty: "Potrzebuję cię, Joint". Niezwłocznie wróciłem na Maskelyne Vision i przesiadłem się do nowiuśkiego Kraita Mk II. Upewniłem się, że nie zostawiłem syfu w redakcji, zapakowałem trochę Ryja na drogę ( @DYoda jeszcze nic nie wie hehe ) i znów wyruszyłem w samo serce piekła.

Artemis Lodge to nietypowa stacja (jak na Plejady)...pięknie wystrojona, malutkie restauracje i bary otwarte całodobowo, a wydobywające się z nich zapachy wdzierają się w twój nos by zachęcić cię do wejścia. Niestety nie było czasu na zatrzymanie się w tak zacnym przybytku, musiałem udać się w głąb stacji gdzie czekał na mnie Fabien. Im głębiej w stację, tym więcej "magii" Plejad można dostrzec. Tutaj ktoś bez nogi żebra o kredyty, tam jakaś kobieta wykłóca się z żołnierzami o racje żywnościowe...codzienność. Po chwili dostrzegłem swój cel - było nim malutkie biuro w pobliżu doków, gdzie łowcy Thargoidów odbierali swoje nagrody i przyjmowali kolejne misje. Modliłem się by Fabien czekał tam na mnie sam...niestety moje modlitwy nie zostały wysłuchane.

Wieprz - nazwano go tak po masie jego ciała i niezbyt ładnej twarzy przypominającej właśnie świnię. Był jednym z większych sponsorów CB dla pilotów w całych Plejadach, co gorsza bardzo mnie polubił.
- Nie wierzę własnym oczom! Wróciłeś! - wykrzyknął Wieprz ściskając mnie z całych sił. - Już myślałem, że zraziłeś się do Plejad po ostatnich odwiedzinach. Co tym razem? Znowu brakuje adrenaliny?
- Nie... - odpowiedziałem ukrywając nerwy. - Fabien mówił, że potrzebna jest moja pomoc. Więc jestem.
- Ach tak. - zaczął swój monolog Wieprz. - Straciliśmy ostatnio kilku ludzi...cholerne Hydry! Oczywiście nie będę tak od razu wysyłał cię na pewną śmierć. Wiem że z Fabienem dacie radę, ale wolałbym żebyś najpierw się rozgrzał przed trudniejszą robotą. Słuchaj, straciliśmy kontakt z kilkoma statkami S&R, na pokładzie wielu z nich znajdowali się nowicjusze, niezaprawieni w boju. Nie chcę by coś im się stało. Pomożesz?
- Ta, w końcu od tego tu jestem.

Pożegnałem się z Wieprzem i udałem się do swojego statku, koordynaty mojego celu znajdowały się już w komputerze pokładowym. Celem okazał się Megaship oddalony od stacji o jedynie 3 Mm, nie czekałem na nic, wyruszyłem od razu. Gdy opuściłem supercruise moim oczom ukazał się płonący, podziurawiony i pokryty żrącą substancją wrak transportowego Megashipa. Przeszukuję okolicę - nic. Żadnych śladów życia. Zapewne pośród tych wszystkich odłamków Megashipa znajdują się także resztki statków ratowniczych. Trudno, codzienność.

KILKA SŁÓW OD AUTORA
Gdyby nie roleplay to już dawno nie grałbym w Elitę. Dlatego zawsze gdy wykonuję jakieś zadanie lub lecę na eksplorację musi się za tym znajdować jakieś moje osobiste lore. Nieważne czy głupie czy mądre, po prostu musi być. Z tego co nawymyślałem w Elite mógłbym już napisać pełnoprawną kilkutomową powieść. Dlatego chcę zostawić choć część tego mojego RP tutaj i podzielić się nim z Wami. Czy wam się podoba, czy nie będę to dalej tworzył i tutaj postował, chociażby żebym sam nie zapomniał Biggrin . Piszę takie coś pierwszy raz w życiu więc nie oczekujcie majstersztyku :v w Echu uczą jak pisać artykuły, a nie opowiadania Biggrin .
Odpowiedz
#2
Na wstępie dodam, że zmieniłem wygląd a także i płeć swojego CMDRa, dlatego tutaj też będzie się od teraz pojawiał w werski żeńskiej.


---22.02.3305---
System: Atlas
Lokacja: Rescue Ship - Cyllene Orbital
Wstałam z fotela pilota i kierując się do wyjścia spojrzałam na holo-HUD swojego statku. 3%...tym razem naprawdę mi się przyfarciło...

Gdy tylko wyszłam ze swojego statku podlazł do mnie jeden z pilotów który walczył ze mną ramię w ramię na Conflict Zone.
 - Ciebie do reszty pojebało?! - naskoczył na mnie. - Mieliśmy wyskakiwać jak utłuczemy drugiego Interceptora, a ty jak zawsze musisz zgrywać bohatera! Ile ci tam zostało? 3 procent?
Nie odpowiedziałam, tylko spojrzałam na niego z pogardą i wyruszyłam w głąb statku by odebrać swoje nagrody.
 - Wariatka. - dodał pod nosem myśląc, że już go nie słychać.
Muszę przyznać, że po prostu lubię poczuć adrenalinę we krwi. Bez tego wszystko byłoby nudne i monotonne...ale jednak następnym razem muszę uważać trochę bardziej. Moim celem nie jest raczej zostanie kolacją dla jakiegoś Thargoida.

Nie lubię za to stacjonować na Megashipach, tym bardziej na tych służących do ewakuacji ludu. Wszędzie smród, krzyki, cały czas trzeba przeciskać się przez zbite grupy ludzi czekających na "niewiadomo co". Ten statek ratunkowy nie był wcale inny, w dodatku brak grawitacji i przymus korzystania z butów magnetycznych sprawiał, że przechadzka była raczej udręką niż chwilą relaksu po walce. Wieprz tym razem nie miał dla mnie czasu, biedak poganiał wszystkich i z determinacją starał się o przysłanie posiłków z Bańki. Straciliśmy Artemis Lodge, a to właśnie tam znajdowało się nasze pseudo centrum dowodzenia.

A jednak udało mi się go złapać, siedział sobie w prowizorycznym biurze i wykrzykiwał coś do terminalu komunikacyjnego. Weszłam do tej jego klitki bez pukania.
 - Wieprz! - krzyknęłam do niego. - Sytuacja opanowana...na jakiś czas. Masz dla mnie coś jeszcze do roboty?
 - Kto ty...a no tak, to ty Joint...ty...ja myślałem, że z tą płcią to jakiś nieśmieszny żart...yh, co to był za artefakt, że ci się tak zrobiło?
 - Nieważne, moje problemy zostaw mnie. To jest coś do roboty, czy mogę spokojnie polecieć do najbliższego baru i się upić?
W tle znowu przez chwilę można było usłyszeć nerwowe krzyki. Pewnie jacyś uchodźcy się zdenerwowali.
- Panie Aleksiejewicz! - odezwał się ktoś z komunikatora z którym przed chwilą przekrzykiwał się Wieprz. - Uchodźcy w 7C przedarli się przez barierki, żądają jedzenia!
- Nie wiem Joint, jak widzisz mam większe problemy teraz. - kontynuował Wieprz. - Fabien coś wspominał, że potrzebuje czyjejś pomocy, możesz do niego zajrzeć. A teraz, że tak powiem do widzenia...i naucz się w końcu pukać jak wchodzisz, co ty sobą reprezentujesz?

Wieprz kontynuował dyskusję z komunikatorem, a ja udałam się na spotkanie z Fabienem. Znając go, już zaczęłam przygotowywać się na kolejny zastrzyk adrenaliny.

Poleciałam za nim do jakiegoś pobocznego systemu bez konkretnej nazwy. Utworzył już wcześniej skrzydło z jednym ze swoich...chyba kolegów, ale było jeszcze dla mnie miejsce.
- Hej Joint! - przywitał się. - Dzisiaj lecimy na Meduzy!
- Zaraz...od razu na Meduzę? - jego słowa jednak mnie zaniepokoiły, dotąd odważyłam się tknąć jedynie Bazyliszka. -  Myślałam, że na rozgrzewkę to jakiś Bazyliszek albo...
- Za stary jestem by marnować czas na Bazyliszki - postawił przede mną fakty. - To lecisz czy nie?
- Lecę...

Gdy zobaczyłam nasz cel, po raz pierwszy od dawna poczułam strach. Otuchy nie dodawały mi unoszące się wokół naszej nemezis wraki Imperial Cutterów. Meduza nas dostrzegła, poczęła skanować jednego po drugim. W końcu gdy zakończyła swój rytuał, dotarł do mnie głos Fabiena: "Zaczynamy.". Nie będę opisywać całej walki, już na samym jej początku, kumpel Fabiena odpadł, zostaliśmy my dwoje na jedną Meduzę. Walka we dwoje była naprawdę ciężka. Zdawało się jakby te dwadzieścia minut rozciągnęło się w godziny.

Udało mi się przetrwać. Znów patrzę na HUD - 8% hull'a. Pięknie, gdybym była wolniejsza o sekundę teraz dryfowałabym w kapsule pośród resztek mojego statku. Fabien podchodzi do tych walk...w dziwny sposób. Nie jest to dla niego ani praca, ani zabawa. Wychodzi cało z każdej walki podczas gdy ja z determinacją muszę walczyć o swoje życie. Gdy wylądowaliśmy na najbliższej stacji zaprosił mnie na swój statek, zrobiło mi się miło. Do czasu gdy powiedział, że...
 - Pokażę ci na żywo podstawy walki z Thargoidami - zaczął. - W trakcie walki z Meduzą popełniłaś kilka dużych błędów!
Cóż...nie na to liczyłam. Jeszcze nie otrząsnęłam się po ostatniej potyczce, a ten już zabiera mnie z powrotem na front. Niestety nie pozostało mi nic innego jak rozsiąść się w fotelu i wysłuchać wykładu.




Piszę o tym wszystkim siedząc już w wynajętej kawalerce. Zorientowałam się, że tęsknię za Echem Przestrzeni. Jednak brakuje mi krzyków DYody nad głową, epictrollera walającego się co dzień po podłodze, wiecznie znikającego i nagle się pojawiającego Ryczypiora i siedzącego spokojnie przy swoim biurku Philipa. No i może powinnam jeszcze wyjaśnić jak to się stało, że nagle jestem "nią"...ale to długa i skomplikowana opowieść. A ten wpis robi się już za długi...
Odpowiedz
#3
---02.04.3305---
System: Kazemlya
Lokacja: Stacja Lippisch Landing
Ręka boli, plecy bolą i oczy się kleją. Czuję jak osuwam się z fotela, jak brakuje mi sił by manipulować sterami. Ana pomaga mi wygramolić się z fotela, wdrapać na pseudo-łóżko.
- Nie masz dość? Jesteś na nogach już 19 godzin bez chwili przerwy. - kontynuowała moja już-nie-tak-nowa asystentka (tak ją nazywam ale przeprowadza drobne naprawy na statku). - Kawa już ci raczej nie pomoże...
- Tak...snu...reszta zadań jutro... - przerwałam wtulając się w objęcia snu.

DYoda już dawno wypoczywa, a to był ciężki dzień. Najpierw latanie z papierami po Maskelyne, później zobaczyć czy Ana nie wysadziła statku przy "drobnych naprawach", pisanie artykułów na Echo. Ale to wszystko to jeszcze pikuś! Przychodzi wieczór - obloty w ramach HSP, Binder wydaje nam 2 kontrakty na zabójstwo jakichś piratów. Trudna walka, nierówna ale zawsze jakoś wychodzimy z tego cało...potem spotkanie z tymi mordercami w HR 8444 i...bezradność? To straszne gdy wróg pluje ci w twarz, a ty nie możesz nic z tym zrobić!

Potem nadchodzi noc - zadania z Sali Odpraw, wzięłam cztery ale zrobiłam tylko dwa. Nie ma po co się przemęczać, mam czas...pomimo wszystko czuję się dobrze, Husaria jest dla mnie jak rodzina, a o rodzinę trzeba dbać!

Morfeusz woła, dobrej nocy Husarze!

[Obrazek: nyeAJpi.png]
Odpowiedz
#4
---15.04.3305---
System: HIP 8830
Lokacja: Kokpit mojej Anacondy...swoją drogą trochę tu gorąco...

[Obrazek: czrwkq3.png]

Wychować dziecko to trudna robota...miesiąc temu na pokład mojego statku wkradła się Ana - niewolnica jednego z moich klientów w Imperium. Z początku chciałam ją zwrócić, aby nie robić sobie kolejnych problemów. Całe szczęście dla Any, była utalentowana - w sumie to jest najlepszym inżynierem jakiego znam...a ma dopiero 14 lat.

Może i zrobiłam sobie kolejnego wroga ale przynajmniej mam czyste sumienie. Dotąd nie miałam problemów z Aną, podziwiała wszystko co robię, zwiedziła ze mną spory kawał Bańki no i oduczyła się "niewolniczych" zachowań. Z drugiej strony wiele instytucji już dawno by mi ją odebrało - wiem, że zabieranie jej ze sobą na łowy na piratów nie jest odpowiedzialne, ale jeśli chce być moją (jak by to nazwać...) asystentką(?) to musi przyzwyczaić się do niemiłych widoków.

Dzisiaj miała przejść "egzamin". 'Na czym on polega?' - pytała mnie wielokrotnie w przeciągu ostatniego tygodnia. Nie chciałam psuć jej niespodzianki...

GODZINA - 12:25

Siedziałam z Aną w kokpicie podczas gdy mój statek leniwie i ociężale zbliżał się do stacji Perrine Station.
- To Thargoidzi tak ją zmasakrowali? - Ana wyskoczyła z tym pytaniem, gdy tylko dostrzegła małe (przynajmniej z tej odległości takie się wydawały) płomyczki na poszyciu stacji. - Będziesz teraz z nimi walczyć?
Dostrzegłam dziwny blask w jej oczach, coś jakby miks strachu i ekscytacji. Czułam coś podobnego gdy po raz pierwszy zasiadłam w startowym Sidewinderze.
- Nie dzisiaj, dzisiaj w końcu się na coś przydamy. - powiedziałam, wybierając "Request Docking" na holo-panelu.
Oczy Any rozszerzyły się do niewyobrażalnych rozmiarów. - Ty, ty, ty...TY CHCESZ TAM WLATYWAĆ? - krzyczała próbując wyrwać się z fotela. Na nic jej to było, kazałam jej wcześniej zapiąć pasy, bym mogła je zablokować i utrzymać ją w miejscu.

Ana kontynuowała wierzganie i krzyki, a ja skupiłam się na utrzymywaniu temperatury statku na dopuszczalnym poziomie. Nie minęła chwila, a rozległy się pierwsze alarmy.
- Ana! - krzyknęłam. - Wszystko jest pod kontrolą, spokojnie.
Kliknęłam guzik, a po kokpicie rozszedł się kojący dźwięk: <TSZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZ PUK!> <Heatsink deployed>
Moja Anaconda, niegdyś morderczyni Thargoidów teraz pełni funkcję statku ratowniczego. Odblokowałam pasy w fotelu Any, ale nie wstała. Tylko siedziała w pozycji jakby zaraz miała się rozpłynąć i ciężko dyszała.
- Hej! Nie mdlej mi teraz! - naprawdę zmartwiłam się, że za chwilę zejdzie na tym fotelu. - Trzeba otworzyć właz ludziom, poustawiać ich w odpowiednich miejscach i opuścić to mini-piekło.
Nie zdążyła odpowiedzieć nim głowa osunęła jej się na bok i straciła przytomność. - Trudno. - Pomyślałam sobie, po czym poszłam otworzyć właz do statku nim ktoś go wyważy. Spędzimy tutaj jeszcze kilka dni, dopóki się nie przyzwyczai.

A poza tym...jak zmyć krew z podłogi? Ci uchodźcy trochę nią nakapali tu i ówdzie <bleh!>
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości