Husarski Horyzont
#21
Husarski Horyzont - Opowieść Czerwona - Rzeź

Tammy obudziła się w małej, oświetlonej jedynie migotliwym blaskiem reflektora celi, było jej zimo, a wokół panował nieprzyjemny zapach stęchlizny i fekaliów. Usiadła opierając się o twardą, betonową ścianę i spojrzała w czarną pustkę dobywającą się zza krat. Od dwóch tygodni nie widziała żywej duszy. Odwiedzała ją jedynie automatyczna sonda z pożywieniem, która była wystarczająco wąska aby zmieścić się między sięgające do sufitu, stalowe pręty. Niekiedy zdarzało jej się słyszeć dochodzące z czeluści, stłumione dźwięki rozmów przez co Colon wiedziała, że kimkolwiek są jej oprawcy z pewnością wkrótce ich zobaczy.  
Mogli zabić ją już w momencie, gdy badała wrak - myślała.
I była na to gotowa.
Nawet siedząc pod kluczem nie marnowała czasu. Ze rękojeści srebrnego widelczyka, który otrzymała w pierwszym dniu wyciosała małe ostrze, które mogło bez trudu zabić człowieka. Udało jej się tego dokonać po kryjomu, będąc pod czujnym okiem kamer szlifowała swoje narzędzie kiedy światła gasły, a gdy w końcu była zadowolona z efektów swojej pracy schowała je wplecione głęboko wewnątrz włosów.
Teraz pozostało już tylko czekać.
Aby zabić nieco czasu Tammy postanowiła zrobić swój codzienny trening, jednak nie mając żadnych przyrządów musiała ograniczać go do najprostszego zestawu ćwiczeń. Położyła się na ziemi, zgięła lekko kolana i splotła ręce z tyłu głowy po czym zaczęła robić brzuszki. Raz, dwa, trzy - zaczęła liczyć. I właśnie wtedy usłyszała czyjeś kroki.
Zerwała się na równe nogi i zbliżyła się do krat. Echo dochodzące z czeluści stawało się z każdą chwilą coraz głośniejsze i Colon szybko odgadła, że w jej kierunku celi zmierza dwójka ludzi. Chwilę grotę zlało białe światło pochodzące z zawieszonych na niskim sklepieniu reflektorów. Był to około stu metrowy, szeroki korytarz wyryty w litej skale przypominający nieco wnętrze kopalni, na końcu którego znajdowało się wejście do prowadzącego w górę szybu. Postacie, które teraz były dobrze widocznie miały na sobie czarne kombinezony i wojskowe hełmy z widocznym znakiem czaszki w okolicach czoła, jednak nie posiadając przy tym nic w rodzaju wizjera ani ustnika, co budziło podejrzenie, że tak naprawdę ma do czynienia z parą robotów. Obydwaj mieli w rękach krótkie pistolety automatyczne nieco przypominające z wyglądu karabin pulsacyjny jakim władał kiedyś w kolonii Tadek.
Wspomnienie o Teddym sprawiło, że zaczęła zastanawiać się gdzie teraz był i czy radzi sobie bez niej. Pomimo, że od ich ostatniego spotkania minęły zaledwie dwa tygodnie, Tammy miała wrażenie jakby przebywała w niej już znacznie dłużej.
- Odsuń się od krat!
 Tammy wykonała polecenie, a Czarne Skafandry weszły do środka. Jeden z nich stanął tuż przy drzwiach i mierzył do niej z karabinu. Spojrzała mu w oczy, a raczej w miejsce gdzie zazwyczaj spodziewała by się je znaleźć i powiedziała w myślach - ty będziesz pierwszy. Drugi ze Skafandrów wyjmował właśnie z kieszeni kajdanki tłumacząc jej, że zostanie przesłuchana i aby nie wykonywała żadnych gwałtownych ruchów. Gdy chwycił ją za nadgarstki Tammy ruszyłą do ataku.
Szybkim ruchem wyciągnęła nóż i skoczyła w kierunku Skafandra przy drzwiach wbijając mu ostrze w gardło zanim ten zdołał oddać choćby jeden strzał. Krew trysnęła jak mała fontanna, a postać upadła na ziemie krztusząc się i dławiąc. Drugi ze Skafandrów oddał serię z karabinu pulsacyjnego, jednak Tammy niemal instynktownie uskoczyła w bok po czym ruszyła do ataku. Kopniakiem wytrąciła z rąk broń oponentowi, a wyprowadziła mocny cios pięścią, który był tak potężny, że rozbił część czarnego hełmu. Ku zaskoczeniu Colon skrywająca się pod nim twarz należała z całą do kobiety.
- Giń szmato! - warknęła prowokując ją
Chociaż widziała jedynie usta swojej przeciwniczki wiedziała, że obelga poskutkowała. Grymas jaki się na nich pojawił mógł oznaczać tylko jedno - wściekłość. Pozbawiona broni Czarna wzięła potężny zamach, jednak Colon wykorzystała impet uderzenia przeciwko niej, co sprawiło, że ta wylądowała na ziemi tuż obok trupa swojego partnera. 
Tammy sięgnęła po spoczywającą na ziemi broń, wycelowała w dyszącą ciężko, pokonaną kobietę i rzuciła chłodno.
- Chciałaś iść? No to prowadź.

Scott Prichard pełnił obowiązki Szefa Ochrony bazy górniczej Saltcom od niespełna dwóch miesięcy, jednak już powoli zaczynał żałować wczesnego awansu. Początkowy entuzjazm zmienił się w gorycz kiedy okazało się, że zamiast dowodzić grupą uderzeniową będzie umierał z nudów na jakimś zapomnianym przez wszystkich zadupiu. Kiedy siedział w swoim skromnym biurze, pijąc już trzecią z kolei kawę i przeglądając poranne raporty, które jak jak co dzień informowały, że prace przebiegają bez zakłóceń, a na terenie kompleksu nie wydarzyło się absolutnie nic wymagającego interwencji na holograficznym wyświetlaczu znajdującym się tuż przy krawędzi jego biurka wyświetlił się krótki, tekstowy komunikat od jednego z jego podwładnych, którzy mieli przyprowadzić na przesłuchanie schwytanego jakiś czas temu pilota. Scott oparł głowę na zaciśniętej pięści i z uwagą wczytał się w wiadomość, po czym zrobił to ponownie i ponownie, a następnie włączył alarm.

Kilka minut później wraz z sześcioma żołnierzami, czyli de facto prawie połową sił jakimi dysponował czekał na nadejście windy w sekcji D-16, która pełniła rolę siedziby ochrony. 
- Będzie mieć niespodziankę - powiedział rozstawiając swoich ludzi naprzeciw wyjścia z szybu.
- Wie pan  czemu w ogóle kazali nam ją tak długo trzymać? - spytał stojący tuż obok niego, młodszy oficer, ubrany w czarny skafander, taki sam jak nosiła reszta grupy
- Ponoć podejrzewali, że należy do TWH - odparł z kamienną twarzą Scott
Młodszy oficer spojrzał w kierunku miejsca gdzie za chwilę miała zjawić się winda. Wyglądał na przerażonego.
- Nic nie znaleźli - dodał by go uspokoić - czy to nie pan wspomniał, że walczył kiedyś z Husarią?
Nim zdołał uzyskać odpowiedź usłyszał zgrzyt zatrzymującej się windy. Stalowe drzwi rozsunęły się, a nie oliwione od dawna rozklekotane mechanizmy wydały z siebie kolejny nieprzyjemny pisk. Wycelował karabin w kierunku małej kabiny znajdującej się tuż za nimi, jednak to co zobaczył sprawiło, że natychmiast odwrócił wzrok ze zdegustowaniem.  Na kołyszącej się lekko, krótkiej linie wisiały powieszone, pół nagie zwłoki, którym ktoś wepchnął do ust niewielki, cylindryczny przedmiot. Scott gestykulując nakazał dwóm swoim ludziom sprawdzić ciało, jednak gdy tylko przekroczyli oni próg z ust wiesielca zaczął wydobywać się biały, gęsty dym, który po chwili objął całe pomieszczenie.

- Cholera! - warknął włączając w swoim hełmie tryb termowizji. Świat przybrał barwę ciemnego błękitu, a sylwetki członków jego zespołu zaświeciły się w kolorze bladopomarańczowym - Musiała się tego domyślić już wcześniej. Znajdźcie ją! - polecił i sam zaczął przeczesywać mgłę
Wtedy się zaczęło.
Na samym początku usłyszał krzyk, a chwilę później czyjeś szybkie kroki i odgłos uderzającego o podłogę ciała. Odwrócił sie w kierunku źródła hałasu, jednak tuż po tym z przeciwległej strony dobył się kolejny, tym razem przepełniony bólem wrzask, jakby komuś odrąbano jednocześnie wszystkie kończyny. Scott zaklął po raz kolejny rozglądając się dookoła. Mgła zaczęła się rozrzedzać i spostrzegł dwa ciała, przy czym jedno z nich skrócone zostało o głowę jakby przecięte ostrym narzędziem.
- Jasny gwint - powiedział przez interkom przyglądając się rozczłonkowanym zwłokom i wtem przypomniał sobie jaką to dziwną broń miała ze sobą kobieta, którą pojmali.
A w zasadzie dwie.
Teraz przypomniał sobie też gdzie ten sprzęt zostawili.
Błąd.

Tammy wciąż nie mogła zrozumieć jak wielkim idiotą musiał być człowiek, który wydał decyzję, aby zostawić jej sprzęt w tej samej grocie, w której znajdowało się jej więzienie. Gdy tylko wyszła na zewnątrz w towarzystwie Czarnej spostrzegła swoją skrzynkę tuż przy wejściu do windy, jakby nikt nie spodziewał się, że dziewczynie uda się uciec. Jeżeli mają tutaj jakiegoś dowódcę, albo szefa ochrony musiał być to kompletny kretyn i nieudacznik, co od razu doprowadziło ją do stwierdzenia, że jest w miejscu gdzie nikt nie spodziewa się problemów. Jest to najprawdopodobniej jakaś placówka górnicza należąca do Dark Armady, co by tłumaczyło też dlaczego trzymali ją tu przez dwa tygodnie - zapewne podejrzewali ją o bycie członkiem Husarii, a gdy niczego nie znaleźli postanowili zrobić przesłuchanie, a następnie zastrzelić. Niedoczekanie.

Mgła rozrzedziła się na tyle, że nie mogła korzystać już z przewagi zaskoczenia. Pozostało jej już tylko pięciu frajerów, którzy na polecenia swojego dowódcy idioty opuścili swoje stanowiska dzięki czemu mogła rozwalać ich po kolei. Gdy tylko spostrzegła zmierzającego przez prowadzący do sekcji sypialnianej korytarz Czarnego, wyskoczyła zza węgła i wbiła w niego oba ostrza. Zginął natychmiast, a jego ciało osunęło się na ziemię niczym szmaciana lalka.

[Obrazek: jTZnFa1.jpg]

Kolejny z członków oddziału maszerował tuż za nim i widząc to krzyknął coś przez interkom po czym wystrzelił w jej kierunku salwę energetycznych pocisków. Żaden jednak nie trafił, gdyż Tammy z gracją kota w porę uskoczyła przed strumieniem energii zdolnym zrobić w ciele człowieka dziurę wielkości piłki do koszykówki. Strumień energii trafił w znajdującą się za nią butlę z wodą, która eksplodowała zamieniając się przy tym natychmiast w parę. Wybuch ten oszołomił nieco jej przeciwnika, co dało Colon wystarczająco dużo czasu aby dobiec do niego na odpowiednią odległość. Wykonała zgrabny półpiruet mijając przy tym cios, który wróg wyprowadził za pomocą kolby swej broni i ugodziła go mieczem w serce. Mężczyzna zawył z bólu, a Tammy kopniakiem powaliła go i dobiła krótszym ostrzem. Po chwili usłyszała kroki biegnących ku niej dwójki napastników. Wyrwała z rąk karabin wciąż dogorywającemu oponentowi, naładowała broń i wystrzeliła dokładnie w momencie, kiedy na korytarzu pojawiły się dwie postacie w czarnych skafandrach. Jedna z nich upadła rozpłatana na pół. Hektolitry krewi rozlały się na wszystkie możliwe strony. Biegnący obok Czarny Skafander schował się za grodzią prowadzącą do głównego holu po czym oddał salwę i chybił o zaledwie kilka centymetrów niemal trafiając Tammy w lewy bok.
- Giń, giń, giń szmaciarzu! - wrzasnęła będąc już cała w morderczej furii
Jej karabin naładował się, a pociski poszybowały w kierunku grodzi, gdzie krył się jej przeciwnik.
Dosyć tego - pomyślała i odrzuciła karabin. Wyskoczyła zza swojej osłony, chwyciła na powrót swe ostrza i rzuciła sie w kierunku kryjówki przeciwnika. Ten widząc szarżującą na niego, całą pokrytą krwią, rozwścieczoną walkirię zamiast strzelać z przerażeniem rzucił się do ucieczki w kierunku holu. Tammy roześmiała się gniewnie, niczym bogini wojny i szaleństwa w jednej osobie i gdy tylko dogoniła Czary Skafander, co nie było dla niej problemem wbiła mu ostrze w plecy. Skafander ryknął z bólu i upadł na kolana, a Tammy skróciła go o głowę za pomocą krótszego miecza. Pozostał tylko jeden.
- Poddaję się! - powiedział mężczyzna, który właśnie wychylił się zza osłony znajdującej się tuż przy windzie. Nie miał przy sobie żadnej broni i uniósł ręce wysoko w górę.
Bogini wojny jednak to nie obchodziło.
Tammy ruszyła w jego kierunku i zanim ten zdążył pojąć, że dziewczyna nie ma zamiaru negocjować jego ciało zostało przeszyte zimną stalą, po czym przecięte na pół. Zwłoki mężczyzny upadły skąpane w kałuży krwi.
Spojrzała na nie obnażając zęby.
Była syta.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Husarski zegarek. Kriztozz 13 6,106 29.01.2019, 20:09 UTC
Ostatni post: Kriztozz



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości