Podróż Rozpoczyna Się Tutaj
#1
[Obrazek: b74H7V0.jpg]

PODRÓŻ ROZPOCZYNA SIĘ TUTAJ
                                      Czyli pamiątka kosmicznego fotografa i kamerzysty.
 
To było w okolicach wersji beta-gamma. Przestrzeń została finalnie otwarta, a piloci, którzy do tej pory tłamszeni byli w niewielkiej, bo zawierającej jedynie kilkaset systemów „bańce” rozpierzchli się po galaktyce by odkrywać nowe światy, badać wspaniałe miejsca lub by po prostu być tysiące lat świetlnych od domu, poczuć tę samotność, ten chłód i tęsknotę za domem. Uwierzcie mi, że są wśród was tacy, którzy te uczucia lubią, podświadomie pragną ich za każdym razem gdy siedzą za sterami statku kosmicznego, gwiazdy błyszczą niczym latarnie morskie na niezmierzonym, kosmicznym oceanie i wzywają do siebie obiecując poznanie niezliczonych tajemnic wszechświata. Czasami mam wrażenie, że w chwilach ciszy, będąc daleko od granicy zamieszkanej przestrzeni, w chwilach zadumy i zachwytu nad pięknem i monumentalnością uniwersum słyszę ich śpiew, jednostajny, cichy pomruk na granicy słyszalności, dochodzący z milionów słońc zawieszonych w bezkresnej pustce.
        
Lubię to uczucie. Lubię czuć się samotnym na pokładzie mojej żółtej Anacondy, lubię być zagubiony w kosmosie, lubię być wiecznym tułaczem, włóczęgą, w ciągłej podróży, w nieprzerwanej, nie mającej celu wyprawie.
          
Jednak nie o tym chciałem mówić.
          
Jak wspominałem gdy przestrzeń została otwarta, wśród wszelkiej maści dowódców, kapitanów, oficerów i pilotów statków kosmicznych byłem i ja. Posiadałem już wtedy dobrze wyposażoną pod katem eksploracji jednostkę Asp klasy explorer. Napęd FSD na poziomie 35 lat świetlnych, dobrej klasy fuel scoop i niezbędne do okrywania nowych ciał niebieskich skanery. Czekałem na ten moment od dawna i gdy w końcu on nastąpił ruszyłem przed siebie z jednym prostym, lecz niezwykle istotnym celem: zgubić się.
        
Tak oto rozpocząłem podróż, która z większymi i mniejszymi przestojami trwa do dziś.
       
Doskonale pamiętam swój pierwszy prawdziwy przystanek. Była to, jak możecie zgadnąć (a zwłaszcza Ci, którzy śledzą mój temat z filmami i zdjęciami) mgławica. Dokładnie Veil Nebula West. Niesamowity, ciągnący się nad moją głową welon w barwie błękitu i różu zachwycił mnie niczym impresjonistyczne dzieło sztuki znanego malarza. To fakt, że oglądałem wcześniej zdjęcia z hubbla i innych teleskopów, ba, sam mam teleskop (kochana Synta 8), jednak dotarcie do takiego obiektu na własną rękę po przebyciu olbrzymiego dystansu (jak się wtedy wydawało, a warto też wspomnieć, że route planner w tych czasach ograniczał się jedynie do 100 ly), dotknięcie go, poczucie jego ogromu na własnej skórze, było uczuciem mającym znamiona ocierające się dla mnie o mistycyzm. Wtedy wiedziałem już czym Elite: Dangerous się zajmować, zapragnąłem odwiedzić każdą z mgławic w grze, a swoje znaleziska zacząłem skrzętnie fotografować.

[Obrazek: 4wv2nA9.png]

Veil Nebula w pełnej krasie. To chyba moja pierwsza fota mgławicy.
        

Powrót do bańki z Veil Nebula West dłużył mi się niemiłosiernie, jednak gdzieś w połowie tej drogi skierowałem swoje spojrzenie na jeszcze odleglejsze miejsce – Pętlę Bernarda i znajdujące się w niej mgławice. Wędrówka zajęła mi kilka godzin, a gdy w końcu dotarłem na miejsce odkryłem, że jest to najpiękniejszy region w galaktyce Elite. Mgławica Welon była naprawdę wspaniała, lecz to co znalazłem w Pętli po prostu zwaliło mnie z nóg. Horsehead Nebula, Flame Nebula, Orion czy jak uważam, najpiękniejsza mgławica w grze niewielka Messier 78 o barwie ciemnego błękitu. W Bernards Loop spędziłem kilka pięknych dni i jest to jedno z najlepszych wspomnień z dawnych czasów, w których nie istniał jeszcze widok z kamery zewnętrznej, a prawdziwa przygoda w zasadzie miała dopiero nadejść.
       
Bowiem wystartowała wersja vanilla. A wraz z nią długo wyczekiwana kamera zewnętrzna.
          
W tym samym czasie udało mi się dopaść i przetestować kilka modów graficznych do gry, które wznosiły ją na jeszcze wyższy, nieosiągalny w normalny sposób poziom. Niestety żaden z nich nie był do końca taki jakbym tego chciał. Niektóre presety zbyt mocno przesuwały kolorystykę stacji czy przestrzeni ku zieleni bądź czerwieni, niektóre stosowały niepotrzebne dodatkowe efekty graficzne. Używałem wielu, ale żaden zbytnio mi się nie podobał. W tym samym mniej więcej czasu udało mi się spełnić marzenie o Imperial Clipperze – jak się wtedy wydawało statku ostatecznym w stylu jaki zawsze mi się podobał, w barwie bieli i błękitu (wstyd się przyznać, ale właśnie dlatego przede wszystkim zacząłem wspierać Imperium – przez styl ich statków kosmicznych przez co do dzisiaj jestem bardziej zaprzyjaźniony z Imperium niż Federacją i zdecydowanie bliżej mi w kierunku Achenar niż Sol pomimo posiadania w hangarze zarówno Corvetty jak i Cuttera), wybrałem się też na pierwszą prawdziwie odległą podróż. Cel – Bubble Nebula oraz Crab. Zaplanowałem wszystkie przystanki łącznie z ponownymi odwiedzinami w Pętli, wizytą w plejadach i innych mgławicach na drodze. Wyprawa miała też swój drugi, ukryty cel – znaleźć idealny preset graficzny do gry.
         
Ruszyłem przed siebie i zacząłem focić a także kręcić, wkrótce potem opublikowałem swój pierwszy film na forum frontier gdzie gościłem pod nickiem „Piotrek” (wiem, że to nieco śmieszne). Wcześniej jeszcze w becie gry umieszczałem swoje zdjęcia na portalu elitegalaxy i do dzisiaj można tam znaleźć moje pierwsze fotograficzne prace w formacie obrazu 4:3, z widokiem kokpitu i bez żadnych modów. Pierwszy film z dzisiejszego punktu widzenia był strasznie słaby, chociaż wielu osobom się podobały, a zwłaszcza przypadły mi do gustu komentarze nie kto innego, a naszego radiowca Cmdr Robinusa. Z fotkami było już nieco lepiej, zwłaszcza, że zdecydowałem się nie szukać presetów do gry w sieci. Jak mówiłem wszystkie z nich były raczej kiepskie zdecydowałem więc, że stworzę swój własny, idealny do mojego stylu gry preset graficzny. Rozpoczął się dość żmudny proces zabawy ustawieniami.
         
Za bazę posłużył GEMfx. Cel jaki sobie postawiłem – stworzyć preset graficzny, który jak najbardziej uwydatni piękno kosmosu, zwiększy kontrast i nasyci barwy. Nie chciałem oczywiście przesadzić, a także zdecydowałem się nie umieszczać w nim niepotrzebnych, nałożonych na obraz dodatkowych efektów (które wtedy były dosyć popularne, a dzisiaj sprawiają wrażenie tuningowanych nadmiernie samochodów). Po wielu godzinach pracy, relogowaniu gry, sprawdzaniu presetu na różnych obiektach astronomicznych – zarówno planetach jak i mgławicach, nadpisywaniu i zapisywaniu ustawień w końcu miałem to czego potrzebowałem. Idealny, dostosowany w stu procentach do mnie preset graficzny. Od tamtej pory zacząłem wykorzystywać go w niemal każdej fotce i używam do dzisiaj. Po drodze próbowałem innych ustawień i innych programów, choćby presetu Insomni (od którego później wziąłem ustawienia pliku xml lekko go zmieniając i tuningując), jednak koniec końców zawsze wracałem do swojego.

[Obrazek: XxGn2yD.png]

Moja pierwsza Fotka Messier 78 i jedno z pierwszych użyć autorskiego presetu

Moje umiejętności fotograficzne rosły, zacząłem instynktownie zwracać uwagę na szczegóły i rozplanowanie kadru (o czym później na naszym forum napisałem poradnik), wiedziałem chociażby tak proste rzeczy jak to, że cięcie statku psuje zdjęcie, a rozplanowanie kadru i symetria są kluczowe, aby na fotografię „dobrze się patrzyło”. Połączenie z nowym, stworzonym przez siebie presetem zaowocowało wysypem moich prac. Powstał film „The Journey Starts Here” , który długi czas później został doceniony przez samego ObsidianAnt.
Nadeszła Husaria, a co za tym idzie moje Oficerowanie. Przyznam nieskromnie, że często odczuwam dumę z bycia Oficerem od niemal samego początku istnienia frakcji, a tym samym cieszę się z zaufania jakim darzy mnie Mathias. Doprowadziło to do tego, że przez początkowy czas w którym istniało TWH musiałem odłożyć nieco eksplorację na bok i zająć się pomocą przy budowie fundamentów Husarii – frakcji, o której w przyszłości dowie się cała galaktyka. Dołączało coraz więcej osób, wprowadzane były kolejne reformy, punkty regulaminu, a ja oprócz prowadzenia kalendarza miałem mieć wpływ na ich końcowy kształt. Szczerze powiedziawszy na samym początku czułem się wrzucony nieco na głęboką wodę, ale nie przez rolę jaką miałem pełnić – do niej byłem w miarę przyzwyczajony. Wszystko po prostu działo się szybko, jak dla mnie nieco zbyt szybko przez to, że jestem z tych osób, które starają się głęboko coś przemyśleć zanim się wypowiedzą (to nie tyczy się oczywiście SB), sprawiło to, że przez pierwsze miesiące w ogóle nie czułem się oficerem. Dotarło to do mnie długo po oficjalnym mianowaniu przez Mathiasa, gdy sytuacja w grupie zaczęła być w miarę stabilna.

Nie o tym jednak chciałem mówić i drugi raz odchodzę od tematu.

Gdy TWH naprawdę „odetchnęło” i grupa zaczęła żyć własnym życiem, ja przesiadując na ts (bywam tam sporadycznie i chyba każdy kto przeczyta ten tekst będzie wiedział dlaczego) w trakcie rozmowy z jednym Husarzy zaprezentowałem mu swoje fotki. Niestety nie pamiętam już kto to był (może ktoś z Was pamięta?), ale ta osoba zachęciła mnie do stworzeniu o tym tematu na forum o foceniu. Nieco się zdziwiłem wtedy, bo uważałem to za proste zdjęcia z eksploracji, w zasadzie nic czym można by się szczególnie chwalić. Ale zrobiłem to. Reakcje ludzi, nie tylko przez komentarze na forum, ale również przez punkty reputacji czy prywatne wiadomości kompletnie zwalały z nóg.


W międzyczasie udało mi się też odbyć podróż do Saggitarius A, i wrócić za pomocą samozniszczenia (niestety z jakichś powodów nie byłem w stanie zaplanować drogi powrotnej). Był to jedyny raz kiedy moja Anaconda eksplodowała, chociaż w czasie wędrówki, a w zasadzie w połowie drogi byłem niezwykle bliski uderzenia w planetę o grawitacji wielokrotnie przekraczającej możliwości mojego statku (możecie poczytać o tym tutaj). Po dziś dzień wmawiam sobie, że wysłałem do centrum galaktyki grupę pilotów, która odzyskała wrak i za sowitą opłatą poskładała statek na nowo (i nie próbujcie mi mówić, że tak nie było!). Także moja Anaconda, którą na cześć wizyty w Saggitariusie ochrzciłem imieniem „Horizon” (lubię proste acz mocne nazwy) z niewielkimi perturbacjami odbyła podróż w tę i z powrotem do centrum galaktyki. Był to kolejny z magicznych momentów jakie dała mi Elite. Stanięcie oko w oko i zmierzenie się z największym znanym kosmicznym monstrum. Każdemu kto jeszcze nie był polecam wycieczkę do centrum, uczucie jest zarazem piękne i naprawdę przerażające. Uważam też, że jest to pielgrzymka, którą każdy pilot musi odbyć (niczym wędrówka po tysiącach stopni na najwyższą górę w Skyrimie). Nieważne czy zajmujesz się eksploracją czy nie, nigdy nie poczujesz się w pełni pilotem jeśli chociaż raz nie odwiedzisz tego miejsca, a wspomnienia z niego zostaną Ci do końca Twojej gry w Elite.

[Obrazek: rQKL7d8.png]

Pamiątka z Saggitarius A

Czy wspominałem już, że Elite to gra, która wręcz pełna jest takich momentów, które pamiętać będziemy już zawsze? Gdy o tym myślę to nie przychodzi mi do głowy żadna inna gra, która oferowała by coś podobnego. Pierwszy skok do innego systemu i wyhamowanie tuż przed samą gwiazdą, wizyta w Saggitarius, pierwsze lądowanie na stacji i planecie, pierwszy milion kredytów, kupno ulubionego statku, pierwszy Earthlike i Czarna Dziura, pierwsza mgławica.

Znowu odbiegam od tematu!

Około rok po wizycie w Veil Nebula West zapragnąłem polecieć tam po raz drugi. Zobaczyć jak przez ten czas zmieniła się gra i jak… zmieniłem się ja. Postanowiłem też wtedy, że co roku będę odbywał moją własną małą pielgrzymkę do tej mgławicy. Miejsca, gdzie wszystko naprawdę się zaczęło. Znalazłem tam przepiękną planetę, którą sfotografowałem i zauploadowałem na elitegalaxy. Jak się później okazało była to moja pierwsza fotka doceniona przez samo Frontier Developments. Umieszczona została ona w Newsletterze Elite!

Newsletter Elite! Co to był za moment! Spełnienie marzeń, uczucie dumy i radości. Pochwaliłem się o tym chyba całej rodzinie i przyjaciołom, Mathias umieścił wzmiankę w NL Husarii. To kolejna rzecz, którą zapamiętam na całe życie. Nic bardziej nie cieszy fotografa niż tak wielkie wyróżnienie. Moje szczęście było większe niż przy ostatnim skoku i zatrzymaniu się w samym Saggitariusie! Długo dochodziłem do siebie niczym poważnie odurzony alkoholem albo czymś gorszym niż alkohol.

[Obrazek: t0fx7Oo.jpg]

Ta fotka zdobyła dla mnie pierwszy newsletter!

Wkrótce potem zauważyłem, że w mojej głowie powoli kształtował się cel. Albo zawsze miałem go w umyśle, jednak kompletnie w niego nie wierzyłem, cel ambitny, bardzo trudny do osiągnięcia. Wiedziałem już wtedy jednak, że nie zostaje mi nic innego. Po publikacji w Newsletterze nie zostało mi nic innego. Konieczność mierzenia wyżej niepokoiła mnie i zarazem fascynowała. Czułem na siebie niekiedy złość, że mam czelność myśleć o czymś takim, że stałem się nieco mniej skromny i pewny siebie, o czym świadczyło też moje uczestnictwo w konkursie na screenshot tygodnia TWH, które tym bardzie dodało mi odwagi. Nie mogłem się zatrzymać, cel palił moją ambicję. Dalej, dalej Tadek, jesteś w stanie to zrobić.

Jesteś w stanie stać się słynnym explorerem.
Stworzę kanał.

Nazwa wbrew pozorom dosyć szybko przyszła mi do głowy. Siedziałem wtedy na facebooku i oglądałem filmiki ze śmiesznymi, niezdarnymi Pandami (naprawdę). Pierwszym pomysłem był więc SpacePanda (echem tego pomysłu jest moja późniejsza zmiana nicka z Theseus Rorschach na TeddyPanda), wydawała się jednak ona nie „brzmieć”. ObsidianAnt, GhostGirrafe – to twórcy filmów, których nazwy „brzmią” łatwo się je wymawia, mają odpowiedni wydźwięk. Musiałem mieć coś podobnego i po chwili przyszła mi do głowy nazwa SpaceBear – Panda to w końcu też miś a nazwa ta ma odpowiednie brzmienie dla kanału. Space-Bear, Space Bear, Space B. Trafiłem w dziesiątkę, miałem nicka.

Stworzyłem i opublikowałem film No Time. 




Niestety poza Husarią nie wzbudził on większego zainteresowania (opublikowałem go też na forum frontiera) co dało mi solidnego łupnia i poważnie zniechęciło zaraz po tym kiedy zdecydowałem się na stworzenie kanału. Myślę, że była to dla mnie dobra lekcja pokory w momencie, w którym myślałem, że wszystko pójdzie jak z płatka. Przez około dwa miesiące film wisiał na kanale zbierając ledwo trzysta wyświetleń, jeden komentarz i kilka polubieni. Z jednej strony byłem niezwykle zawiedziony, a z drugiej cieszyłem się, że udało się zebrać chociaż tyle. Udawałem sam przed sobą i przed innymi, że ta sytuacja jest dla mnie w porządku, ale tak naprawdę, w głębi duszy niezwykle cierpiałem. Wszystkie moje plany i cele runęły, a ja postanowiłem ograniczyć się ponownie do robienia fotek i uczestniczenia w konkursie. Nie miało to jednak dla mnie takiego samego smaku jak kiedyś, czułem się przegrany jak nigdy, zastanawiałem się nad odejściem z TWH i porzucenie gry w Elite. Teraz wspominam to jako najgorszy okres w mojej grze jaki kiedykolwiek miałem.

Nie udało się.

Na szczęście tak jak mówiłem doświadczenie to było dla mnie lekcją pokory i ukształtowało moje podejście do wszystkich osób subskrybujących i komentujących moją pracę. Dzięki temu cieszę się z każdego pojedynczego subskrybenta, z każdego polubienia i komentarza, doceniam je bardziej niż gdyby No Time okazało się natychmiastowym sukcesem. Ale o tym za chwilę.

Jakiś miesiąc czy około dwóch miesięcy później ponownie zwróciłem uwagę na swój martwy kanał, tym razem z większą pokorą i bardziej zdrowym nastawieniem. Pomyślałem – może ludzie tak naprawdę lubią eksplorację, może ten film nie jest tak beznadziejny jak mi się wydaje, tylko wybrałem złe miejsce (chodzi mi o forum frontier), by je zareklamować. Postanowiłem, że stawiam wszystko na jedną kartę – wrzucam film na Reddit, jeśli zostanie zjechany i zakopany – trudno, w zasadzie nic nie jest wstanie pogorszyć mojego aktualnego samopoczucia, a może – i tutaj oceniałem swoje szanse na około jeden na milion „chwyci” i się komuś spodoba.

Założyłem konto na reddit. Zauploadowałem film.
Eksplodowałem.

Film okazał się niesamowitym sukcesem i w pewnym momencie przestałem ogarniać co się wokół niego dzieje. Lawina komentarzy, subsrybcji, polubieni posypała się przez mój kanał i dosłownie zasypała. Film przez dwa dni wisiał w topce najpopularniejszych tematów na portalu. Komenatrze jakie wtedy czytałem kompletnie zwaliły mnie z nóg a najbardziej zapamiętałem ten, w którym ktoś przyznał, że miał łzy w oczach oglądając mój film. Nie nadążałem odpisywać na wiadomości, nie nadążałem ich wszystkich czytać i dopiero później, w spokoju zaznajomiłem się ze wszystkimi. No Time zdobyło kilka tysięcy wyświetleń, było początkiem mojej kolejnej podróży, dało mi ponownie wiarę, że mogę osiągnąć swój cel, że z odpowiednim nastawieniem mogę spełnić swoje marzenie. Mój tydzień po publikacji filmu był niczym miesiąc miodowy, niczym wygrana w totka. Udało się. Cholernie się udało.

W tamtym momencie nie miałem nic co mógłbym wrzucić by spróbować „pójść za ciosem” zdecydowałem się więc zreuploadować film „The Journey Starts Here” i po raz kolejny reakcja na film kompletnie zwaliła mnie z nóg. Film został doceniony przez ObsidianAnta, najpopularniejszego Elitowego Youtubera, a treść jego komentarza na twitterze znam praktycznie na pamięć, napisał on wtedy, że zawsze zawsze gdy będzie tego potrzebował, ten film będzie przypominał mu dlaczego tak bardzo kocha eksplorację w Elite.

Wiedziałem, że to co robię będę robił już w Elite zawsze. Nie miałem w tym momencie żadnego kolejnego filmu więc nagrałem, wciąż oszołomiony tym wszystkim co się stało, krótki film „thanks” by zapewnić osoby, które mnie zasubskrybowały, że to dopiero początek, że to nowy Elitowy kanał.

Potem zacząłem produkować filmy. Pierwszy był „Need to Space” i dzisiaj oceniam go jako lekką pomyłkę przy pracy, ponieważ jest nieco za długi i skupia się tylko na ładnych widoczkach co nigdy nie było moim celem (zawsze celuję w odpowiedni klimat bądź próbują zawrzeć do filmu mini fabułę), nie zdobył on dużej popularności i został on kilkukrotnie skrytykowany (głownie za swoją długość) tym razem jednak nie załamałem się i wziąłem te uwagi do serca by robić kolejne, coraz lepsze filmy. Następny – „There is one game” poszedł już znacznie lepiej, następnie film z Saganem, promo niespodzianka dla TWH i w końcu film, który miał odnieść największy z największych sukcesów.

Bałem się tworzyć „No Time 2” naprawdę bardzo się bałem mimo, że pragnąłem jak nigdy zrobić film podobny do tego pierwszego, lecz lepszy, usprawniony i przebijający pierwszą część. Wiedziałem, że wymagania będą wysokie, wiedziałem, że teraz ludzie chcą czegoś naprawdę dobrego. Przystąpiłem do pracy z nastawieniem: Stworzyć najlepszą rzecz jaką jestem w stanie.

Miałem już wtedy naprawdę dużo materiału filmowego, jednak i tak okazało się, że specjalnie na potrzeby tego filmu stworzyłem całkowicie nowe sceny, wykorzystując przy tym w głównej mierze wersję 2.2 gry znajdującej się w becie. Każde cięcie i każdy widoczek sprawdzałem po kilkanaście razy by był on idealnie wkomponowany w film. Jego tworzenie zajęło mi intensywny tydzień, w którym nagrywałem, składałem materiał i nieustannie poprawiałem go. Dopiero gdy stwierdziłem, że nic już nie jestem w stanie zmienić, że film jest kompletny i bezbłędny umieściłem posta na reddit. Ten film tworzony był z myślą o odniesieniu pełnego sukcesu, a sukcesem, celem, była publikacja na mediach społecznościowych frontiera.




Udało się.

Co w tamtym momencie poczułem? Tym razem nie była to czysta radość jak na początku. Była to ulga. Byłem kompletnie zmęczony i wyczerpany, włożyłem w ten film wszystko co mogłem, a jego sukces dotarł do mnie ponownie ze znacznym opóźnieniem. Film ukazał się praktycznie wszędzie, na forum frontier, na ich mediach społecznościowych, na twitterze, w międzyczasie udało zaprzyjaźnić mi się z moim drugim ulubionym Youtuberem, a mianowicie GhostGirrafe, z którym pozostaję częstym kontakcie, film uploadowany był na przeróżne strony internetowe, między innymi na dwa duże anglojęzyczne portale poświecone grom komputerowym.

Spełniłem się. Na drugi dzień obserwując reakcje na No Time 2 wiedziałem, że dotarłem tam gdzie zawsze chciałem dotrzeć, że zmierzałem tam od czasów beta wersji Elite i chociaż wyruszyłem z myślą o totalnym zgubieniu się w przestrzeni, z brakiem celu to ten cel zawsze gdzieś tam istniał, tylko o nim nie wiedziałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że początkowe robienie zdjęć przerodzi się w pasję, że ciągle szlifując swoje umiejętności w ustawianiu kadrów i kręceniu wchodzę na coraz wyższy poziom, który potrzebny jest by dotrzeć w to miejsce. Nie myślałem, że momenty porażek budują moje podejście w relacjach osobami, które lubią moją pracę. O wszystkim tym zdałem sobie sprawę dopiero po publikacji No Time 2. Nieświadomie, lub nie do końca świadomie, ale od zawsze zmierzałem w konkretnym celu.

Moja Żółta Anaconda, „Horyzont” stała się wizytówką. Wiele osób w późniejszym czasie pisało do mnie, że wyrusza na eksplorację właśnie żółtą anacondą.

[Obrazek: 1J1JLEL.jpg]

Dalej, Dalej, ku nieskończoności!

Stałem się znanym kosmicznym podróżnikiem. Filmy SpaceBeara zagościły w wielu kantynach, na wielu światach, na ekranach pokładowych setek pilotów.

To była bardzo długa podróż. I była możliwa dzięki Wam, Husarzom. Nie napisałem jeszcze jak bardzo wdzięczny jestem całemu TWH za wsparcie jakie otrzymałem. TWH to najlepszy projekt w jakim brałem udział jeśli chodzi o gry. Nie chcę tutaj nikogo wyróżniać, lecz szczególne podziękowania chciałbym przekazać dla Hetmana, który założył tę wspaniałą grupę i ciągle, nieprzerwanie wspierał mnie jako Oficera, a później też twórcę filmów. Dziękuję też za wsparcie osobom, które najbardziej moją twórczość doceniały i komentowały. Kiedy osiągnąłem tysiąc subskrypcji postanowiłem, że zrobię specjalny film dla tych osób jak i całego TWH, podziękuję osobom z innych portali, youtuberom.



 
Podróż dopiero się zaczyna. Do zobaczenia w przestrzeni piloci.
 
„Od gwiazd pochodzimy i ku gwiazdom zmierzamy. Życie jest jedynie podróżą w nieznane.”
                                                                                                              Walter Moers
Odpowiedz
#2
Świetny post. Świetne filmy. Kapitalny klimat.

Gratuluję i nie przestawaj nigdy Smile
Odpowiedz
#3
W końcu przeczytałem! Biggrin
Szacunek za robotę i życzę kolejnych sukcesów.

P.S. Mój faworyt na kanale to "The journey starts here", nawet nie wiem ile razy obejrzałem, ponad 10x na pewno Smile
"Make peace with life, make good of ails, make done all wins and fails, before you follow into shadows the Silver Comet's trail" - Tales From The Frontier


Odpowiedz
#4
Świetna opowieść, bardzo przyjemnie się czytało Smile. No i całokształt twórczości... pozazdrościć Smile.
Odpowiedz
#5
Respect! o7
[Obrazek: 51065.png]

Odpowiedz
#6
Nie wiem, jak to mogłem przegapić. Fajnie i zgrabnie to wszystko ująłeś. Brawo za całokształt twórczości!
Odpowiedz
#7
Cytat:Nie wiem, jak to mogłem przegapić.

Przegapić, raczej nie, ale płodność użytkowników forum jest ogromna i po prostu człowiek nie jest w stanie wszystkiego ogarnąć Smile

Super robota TeddyPanda, masz talent do pisania i świetne oko do cykania fotek. Zwieńczeniem tego są filmy, słusznie wyróżniane przez całą społeczność. Życzę Ci siły aby ciągnąć to dalej.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Nałóg. Od tego się zaczęło... Alexy78 6 2,146 19.12.2017, 23:00 UTC
Ostatni post: MAGNUM354
  coś tam mi się znowu spłodziło Elena Green 4 1,545 26.06.2017, 06:05 UTC
Ostatni post: Baton



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości