Dziennik pokładowy komandora Morlokusa
#1
Dziennik pokładowy 3302.08.23

Siedzę w lokalnym barze na Sothis... sączę leniwie kolejnego, już nawet nie wiem którego drinka i patrzę w ścianę na przeciwko... niby nic nie robię, ale w sumie czekam na kolejne dobrze płatne misje transportowe żeby dopchać ładownie Bumblebee na maksa.
To wszystko bez sensu! Krążę tu i tam od kilku miesięcy, zarabiam pieniądze, które inwestuje w dwa nowe statki, ale tak naprawdę nie czuję pędu, nie mam do tego energii...
Czuje jak by mi ktoś odciął nogi i pełzam we własnej krwi w kierunku powolnej śmierci. Sądzę, że to wciąż skutek wymazania mojej pamięci.

Czuję, że dobiłem do dna, muszę coś z tym zrobić. To będzie mój ostatni kurs z Sothis, zarobione pieniądze zainwestuję w modyfikację tego ASP'a i lecę do granic możliwości, do granic galaktyki. Uciec od bańki, uciec od ludzkości, uciec od wymazanej przeszłości...
Muszę to zrobić i albo przepadnę w kosmicznej pustce albo odnajdę w niej siebie...
Odpowiedz
#2
Dziennik pokładowy 3302.08.24

[Obrazek: Screenshot_0182.bmp]

Jeszcze żyję, a niewiele brakowało... ale od początku.

Wszelkich niezbędnych prac modyfikacyjnych dokonałem w dokach Maskelyne Vision. ASP został zmodyfikowany pod dalekie podróże poza krańce zasiedlonej "bańki". Poza tuningiem zyskał nowy złocisty lakier i nowe imię - "Złota Gwiazda". A co mi tam!

Opuściłem stację prawie niezauważony. Przez "bańkę" nie leciałem zbyt długo, ale jej macki sięgały znacznie głębiej i dalej, wciąż natrafiałem na systemy oznaczone markerami pierwszych odkrywców.
Sporo poza Mgławicą Plejad zacząłem natrafiać na pojedyncze układy, w których jedynie gwiazdy lub najbliższe obiekty były zamarkowane a reszta jak by wyrwana ze szponów ludzkiej zachłanności!

Stało się to moją obsesją, skok - skan - mapa - markery, skok - skan - mapa - markery, skok -skan - mapa... wciąż markery, markery..
Jest, brak markerów! "Trupi układ" z ciemnofioletową gwiazdą. Poczułem się jak uciekająca przed kotem mysz, której wreszcie udało się schronić w bezpiecznej norze.

Ustawiłem cel na jedną z lodowych planet skąpanych w słabym świetle fioletu "martwej" gwiazdy i...
dalej nic nie pamiętam.
Ocknęłam się gdy ASP wirując spadał na powierzchnię a w okół szalały dźwięki i światła alarmowe!
Starałem się za wszelką cenę wyrównać lot, ale było już za późno! Spadałem!
Jedynie co mogłem zrobić to starać się tak wymanewrować by jak najbardziej zmniejszyć kont uderzenia! Nagły huk i ogromne uderzenie wyrwało mnie z fotela, upadłem na podłogę kabiny - zapadła kompletna cisza.
I taka myśl mnie naszła: czy nasza droga do osiągnięcia gwiazd prowadzi poprzez śmierć?
Odpowiedz
#3
[Obrazek: 15101x2133.jpg]

Dziennik pokładowy 3302.08.25

Niech to szlak trafi!
Moduły naprawię za pomocą Auto Field-Maintenance Unit ale stan kadłuba nie do przeskoczenia - 7% !!!

Zleciłem, automatyczną naprawę podzespołów a sam wsiadłem do łazika.
Ta planeta jest martwa, zamarznięta i martwa. Nie ma na niej kompletnie nic, nawet zabłąkane meteoryty tu nie zaglądają. Skaner wykrywa jedynie ASP - Złotą Gwiazdę.

Ruszyłem przed siebie, jechałem tak przez lodową pustynie sam nie wiem ile - godzinę, dwie, trzy? Monotonny krajobraz, opadający stres po awaryjnym lądowaniu, to wszystko spowodowało, że chyba zasnąłem...


Ocknąłem się bo całe moje ciało było dziwnie ścierpnięte, spróbowałem się obrócić zmieniając pozycję na wygodniejszą ale stwierdziłem, że nie jestem się w stanie ruszyć.
Spanikowałem! Szarpnąłem się raz, drugi i nagle wypadłem! Wypadłem z łazika!!
Ale nie upadłem na grunt, unosiłem się lekko na wysokości kokpitu. Spojrzałem do środka, w środku leżałem ja! Niewzruszony, ze zwieszoną głową, która lekko unosiła się na piersi gdy oddychałem.
To nie możliwe! To jakiś koszmar, ale taki wyraźny... realny...!
Gdy przyglądałem się samemu sobie śpiącemu w łaziku poczułem na sobie czyjeś spojrzenie. Odwróciłem się i zobaczyłem trzy unoszące się świetliste postaci! Nie miały wyraźnych kształtów, tylko zarysy skąpane w silnym świetle, bardzo silnym a jednak nie raziło mnie ono. Na myśl mi przyszła opowieść byłej prezydent Jasminy Halsey o opiekunach naszej galaktyki.
Jak gdyby w odpowiedzi na moją myśl jedna z istot wyciągnęła do mnie ręką i powoli zaczęła się zbliżać. Spanikowałem, obleciał mnie strach. Zacząłem się cofać, przeleciałem przez łazik jak by był z powietrza! Po czym uderzyłem placami chyba w jakąś skałę...

Nagle obudziłem się w...
kokpicie Złotej Gwiazdy!!!
Co za koszmarny sen! Jakaś nawiedzona planeta! Zabieram się stąd do najbliższej stacji w Plejadach - Obsydian Orbital. Z 7% kadłuba to i tak dalsza podróż jest samobójstwem.

Silniki Złotej Gwiazdy nabierały mocy. Statek z wolna zaczął się unosić. Spojrzałem na oddalającą się powierzchnie - z miejsca lądowania odchodziły ślady łazika tylko w jedną stronę! Przeszły mnie ciarki - nie było śladów powrotnych!!!
Odpowiedz
#4
[Obrazek: qTkDUGm.jpg]

Dziennik pokładowy 3302.08.26 

Obsydian Orbital - Plejady.
Siedzę w dokach w kantynie, to już kolejny dzień jak tu wysiaduje. Czekam aż skończą naprawiać Złotą Gwiazdę. Zwykle trwa to znacznie krócej, ale to stacja oddalona od "bańki" o setki lat świetlnych, a co za tym idzie stocznia jest przepełniona zleceniami a na dodatek terminy prolongowane ciągłymi oczekiwaniami na transporty brakujących części. A i jeszcze na to wszystko ten cholerny konflikt o wpływy w Plejadach między Imperium a Federacją opóźnia transporty!
Więc na to wygląda, że utknąłem tu na dobre.

Mając trochę czasu zgłosiłem się do tutejszej placówki medycznej. Po przeprowadzonych badaniach pani lekarz (zresztą piękna i pociągająca kobieta) stwierdziła co zacytuję z zapisu naszej rozmowy:
<loading log file...>

3302.08.26 15:34:53 |
"Komandorze! Nie z takimi zaburzeniami pacjenci się tu zgłaszają. To co potrafi wyczyniać z ludzką psychiką samotność i pustka kosmosu to się nam medykom nie śniło.  Myśli pan, że po co organizowane są wspólne wyprawy w odległe światy jak na przykład ta "Distant Worlds 3302"?

Człowiek sam w pustce kosmosu nie wytrzyma! Niech pan tylko spojrzy co stało się z prezydent Jasminy Halsey."

3302.08.26 15:35:14 |
"Czy jest pani wolna dziś po pracy? Chętnie rozwinął bym z panią ten wątek."


3302.08.26 15:35:44 |
"Ha, ha... komandorze, to bardzo miło z pana strony, ale mam jednego męża i dwóch partnerów seksualnych. Może w innych okolicznościach tak, ale..." 


<loading log file... break!>
No może wystarczy tego nagrania.

Zleciłem im również analizę mojego DNA. Co prawda pamięć mi wymazano ale pewne ogólne informację w sobie zapisane mam.

Właśnie przeglądam nadesłane wyniki:

"Płeć męska"
- no to akurat i bez płacenia im za badania wiem!

"Osobnik nie klonowany" 
"W zbadanym materiale genetycznym brak śladów klonowania w poprzednich pokoleniach"
"Wiek 34 lata, 7 miesięcy, 2 tygodnie i 4 dni od powstania zygoty"
-  hmm... czyli odejmując ok 9 miesięcy ciąży mam jakieś 33 lata.

"Materiał genetyczny w 100% pochodzi wyłącznie z przestrzeni należącej do Federacji"
"76% materiału z rejonu układu Słonecznego i sąsiednich w promieniu do 100 lat świetlnych"
- heh... to na dzisiejsze czasy prawie stuprocentowy ziemianin! 

"Liczne modyfikacje genomów w poprzednich pokoleniach takie jak: 
> modyfikacja układu obronnego organizmu,
> poprawienie zdolności zapamiętywania, 
> przedłużenie życia biologicznego komórek tkankowych,
> zmniejszenie efektów starzenia..."
- lista trochę długa, na to wygląda, że moja rodzina nie szczędziła w inwestowanie w siebie.

"Nie stwierdzono modyfikacji genomów badanego materiału w obecnym pokoleniu" 
"Ogólne koszty wykonania analizy..." 
 - ok, ok...

Kończę ten wpis i przełączam na wiadomości z HR 8444, ponoć coś tam się dzieje na Collins Market?
Odpowiedz
#5
[Obrazek: Screenshot_0184.bmp]

Dziennik pokładowy 3302.08.30 - powrót do domu 

Z dużym opóźnieniem ale Złota Gwiazda naprawiona!
Dziś wyruszam z powrotem do HR 8444.
Nie żałuję tych spędzonych tu w Plejadach dni.

Następnego dnia po mojej wizycie w centrum medycznym pani doktor odnalazła mnie w kantynie w dokach. Nie wróciliśmy już to tematu ludzkiej psychiki wystawionej na oddziaływania kosmicznej pustki. Po prostu poszliśmy do wynajmowanego przezemnie pokoju hotelowego i spędziliśmy tam noc.
Tę i kolejne...
Chyba ja i ona bardzo potrzebowaliśmy pełnego namiętności seksu.
Dokładnie te kilka nocy, nie mniej, nie więcej.

Dzisiejszego poranka gdy pokazałem jej na hologramie tworzącego wokół łóżka setki unoszących się świetlistych punkcików gwiezdnej mapy, gdzie leży system HR 8444 i w jakich rejonach działają piloci Skrzydlatej Husarii, nieoczekiwanie poprosiła mnie o przysługę.

Wgrywam fragment zapisu naszej porannej rozmowy.

< loading log file...>

3302.08.30 5:35:14 |

"To niesamowity zbieg okoliczności! Teraz dopiero to skojarzyłam!"

3302.08.30 5:35:18 |
"Ale co takiego?"

3302.08.30 5:35:20 |
"Gdy wracałam do domu po pracy, tego samego dnia, w którym złożyłeś wizytę w moim gabinecie, w okolicy doków zaczepiła mnie jedna kobieta prosząc o pomoc. Była z dwojgiem nastolatków, chyba swoich synów lub młodszych braci sądząc z ich dużego podobieństwa do siebie. 
Wszyscy troje wyglądali strasznie - wychudzeni, zaniedbani i brudni, poubierani w jakiś łachmany. Zwykle omijam takich ludzi, zwłaszcza, że wyglądali mi na zbiegłych niewolników a ja nigdy nie mieszam się w takie sprawy.
Wiesz... mam rodzinę, dzieci, dobre stanowisko w placówce medycznej... po co mi kłopoty?
Ale w oczach tej kobiety było coś takiego, że ruszyło mnie sumienie i nie mogłam jej odmówić.
Zaprowadziłam ich do ośrodka dla ludzi żyjącymi na marginesie społecznym, w którym pracuje moja siostra.
Niewiele o sobie powiedzieli, a właściwie to nic. Nie naciskałam, bo pewnie przeszli bardzo traumatyczne doświadczenia. A na otwarcie się w takich sprawach zawsze trzeba czasu.
Kobieta prosiła tylko bym pomogła im dostać się w rejon gwiazd gdzie latają skrzydlaci piloci.
Gdy zapytałam o te gwiazdy jeden z chłopców wskazał mi na mapie właśnie rejon w który dziś lecisz!
Teraz dopiero skojarzyłam Skrzydlatą Husarię z tymi ich "skrzydlatymi pilotami"!

To niezwykła szansa bym mogła pomóc tym ludziom!
Może mają tam rodzinę, pochodzą z tamtych rejonów. Kto wie co ci ludzie przeszli?!
Pomóż mi proszę zabrać ich stąd!

3302.08.30 5:38:17 |
"Nie mam w Złotej Gwieździe modułu pasażerskiego, w którym mogli by polecieć, a tu w Obsydian Orbital na pewno nie dostanę go od ręki, a wiesz jak tu jest z dostawami.
Mógłbym ich ewentualnie zabrać w  krio-kontenerach jak przewozi się niewolników. Jeśli są poszukiwani tak będzie mi też łatwiej ich przemycić. Ale to od nich zależy czy zgodzą się na taką podróż?"

3302.08.30 5:38:56 |
"Lepszej możliwości raczej nie znajdą więc muszą się zgodzić.
Krio-kontenery sama załatwię z centrum medycznego i zapewnię im w pełni bezpieczną hibernację. Dostarczę ci potem kontenery do doków wraz z odpowiednimi poświadczeniami naszej placówki medycznej co zapewni ci legalność transportu z Obsydian Orbital. Ty tylko dostarcz ich bezpiecznie do domu."

3302.08.30 5:39:32 |
"Jeśli rejon układu HR 8444 to faktycznie ich dom..."

 3302.08.30 5:39:52 |
"Wspaniale! Dziękuję ci!  
Wiesz, że mój mąż mówi, że mnie wykańczasz..."

 3302.08.30 5:40:12 |
"Ha, ha, ha! Tak mówi?!
A ja mam wrażenie, że to właśnie ty mnie wykończysz..."


< loading log file...stop>

Wystarczy. Myślę, że dalszy zapis rozmowy nie jest już istotny.

Nie wiem czemu, ale nie jestem do końca przekonany co do tego pomysłu z przemytem. Gdybym wpadł, mógłbym sobie popsuć bardzo dobrą reputację w Skrzydlatej Husarii, na którą długo pracowałem. A to dla mnie ważniejsze od trójki zbiegłych niewolników.
Mam jednak słabość do pięknych kobiet jaką niewątpliwie jest doktor i chyba nie mógłbym jej odmówić, zwłaszcza, że przemyt trojga niewolników nie stanowi dla mnie specjalnego problemu.
Przemycałem ich już przecież setki z systemu Robigo do centrum Bańki.

Właśnie skończyli ładować krio-kontenery.

Jest coś takiego ekscytującego w byciu niezależnym pilotem, że gdy puszczą cumy statku i opuszczam stację zanurzając się w przestworzach kosmosu czuję się jak złowiona ryba wypuszczona z powrotem do oceanu.

Więc... czas startować!
Odpowiedz
#6
[Obrazek: 16150x1453.jpg]

Dziennik pokładowy 3302.08.31 - doki Maskelyne Vision

Siedzę w pokoju Hotelu Zacisze i staram się poukładać jakoś w mojej głowie to co wydarzyło się dziś rano w dokach.
Ale od początku.

Lądowanie odbyło się o godzinie 3:47. Wszystko ustaliłem z przedstawicielem The Winged Hussars  - bez skanowania, bez zbędnych pytań podczas wyładunku i wybudzaniu pasażerów z krio-kontenerów.
Jak skwitował to Sean Binder - "Da się załatwić komandorze, ale wie pan - przysługa za przysługę takie w Skrzydlatej Husarii mamy zasady".
Nie brałem osobiście udziału przy wybudzaniu, musiałem załatwić kilka pilnych spraw, gdy wróciłem pasażerowie już czekali. Kobieta i jej dwóch braci, a może synów. Potwornie wychudzeni, niemal szkielety. Ich ubrania, mimo ze rozmiar chyba XS, wyglądały na wciąż za duże. Po raz pierwszy ścisnęło mnie za gardło - co niewolnictwo zrobiło z tymi ludźmi!
Już nigdy nie dołożę swojej ręki do handlu ludźmi! Zawsze były to dla mnie tylko kontenery z towarem - dziś ujrzałem zamknięte w nich ludzkie nieszczęście!
<loading log file...>

3302.08.31 6:16:34
"Witam was na Maskelyne Vision w systemie HR 8444!" 

3302.08.31 6:16:44 
"Jest nam niezmiernie miło, że to właśnie Ty nas przywitałeś."

3302.08.31 6:16:51  
"Nie rozumię? 
Nieważne... tak jak obiecałem pani doktor zajmę się tu wami do czasu gdy staniecie na nogach. Może uda mi się załatwić dla was prace i mieszkanie w Collins Market jak tylko sytuacja się tam wyklaruje. Tym czasem..."

<loading log file...fatal error>

W tym momencie czas jak by wokół mnie zamarł!
Zacząłem widzieć we wszystkich kierunkach na raz, nie to nie było widzenie, to było coś znacznie więcej, to było pełne odczuwanie wszystkiego dookoła. Wzrokiem, węchem, dotykiem, słuchem... jakby wszystkimi zmysłami naraz! Czułem dosłownie wszystko co wokół mnie się znajdowało; przedmioty, i małe, i duże, każdy ich element od całości po najmniejszą część!
Przede mną ujrzałem trzy świetliste postaci i mimo ze były to tylko zarysy postaci jakimś sposobem wiedziałem ze to były te same postaci które widziałem tam daleko w odległym kosmosie na planecie na której niemal nie rozbiłem Złotej Gwiazdy.
Ta postać z przodu rozłożyła ręce i w tym samym momencie zalała mnie fala uczucia wdzięczności. I jakimś sposobem wiedziałem, że dziękowała mi w ten niezwykły sposób za to ze przywiozłem ich właśnie tu. Chciałem coś powiedzieć, zapytać kim są ale nie byłem w stanie wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Stałem jak kamienna statua, bez oddechu, bez mrugnięcia okiem! Chłonąłem ich niesamowicie piękny blask niczym ciepłe promienie słońca, który mnie przenikał niezwykłym uczuciem ich obecności! Nie wiem czy trwało to sekundy czy minuty?
Nagle z tego dziwnego stanu wybudził mnie głos Seana Bindera.
Czas nagle ruszył jak w zatrzymanym filmie blask znikł a przede mną nikogo już nie było.

<... 00110010001.. loading log file...>

3302.08.31 6:17:00  
"Panie komandorze czy wszystko w porządku?" 

3302.08.31 6:17:04
"Widział pan tych troje? 
Gdzie oni są?"

3302.08.31 6:17:09
"Nie wiem, stał pan chwile z nimi rozmawiając. Potem odeszli, a pan komandorze stał dalej. Stwierdziłem, że jest już pan już wolny i możemy porozmawiać o naszym wyrównaniu przysług. Więc podszedłem..."

3302.08.31 6:17:29
"A! Tak, tak - przysługa...
Widział pan dokąd poszli? 

3302.08.31 6:17:34
"Nie mam pojęcia, po prostu wyszli. Nie śledziłem ich, nie mieszam się w pańskie prywatne sprawy, komandorze."

3302.08.31 6:17:42
"Ot tak wyszli?"

3302.08.31 6:17:44
"No... wyszli tamtymi drzwiami. 
Nie bardzo rozumie o co panu chodzi....?"

3302.08.31 6:17:51
"W porządku. Przepraszam, jestem chyba zmęczony po podróży...
Zatem wróćmy do naszych spraw - jak mogę się odwdzięczyć za dyskrecję panie Binder?

3302.08.31 6:18:07
"Świetnie. Zapraszam do mojego biura. Właśnie nadeszły nowe wytyczne co do Collins Market. Będziemy mieli dla pana pewne zadanie komandorze Morkolus."

<loading log file...stop>

Zadanie dla Skrzydlatej Husarii nie będzie należało do łatwych, ale może pozwoli mi oderwać myśli od wydarzenia w dokach. Wciąż nie mogę sobie tego poukładać w głowie.
Na to wygląda, że na Maskelyne Vision przywiozłem nieznane nam dotąd istoty. Czy stanowią dla nas zagrożenie? Mam nadzieje, że nie.
Odpowiedz
#7
[Obrazek: 21875x1178.jpg]

Dziennik pokładowy 3003.04.20 - twarde lądowanie

Nie jest dobrze, wczoraj wybudzono mnie ze śpiączki farmakologicznej, mam przeciętą twarz i straciłem lewe oko. Czekam na wszczepienie sztucznej gałki. Potem pomyślę o sklonowaniu nowej.
Wszystko to po tym jak "Andromeda" roztrzaskała się o powierzchnię planety przy próbie lądowania w Long Sight Base.
Czytam właśnie raport Komisji Badania Wypadków Kosmicznych, z którego wynika, że Alessia Carrillo to prawdopodobnie imperialna sabotażystka, której zadaniem było niedopuszczenie by artefakty obcych trafiały poza systemy należące do Imperium. Alessia była już poszukiwana w wielu systemach pod zarzutem sabotażu. Komisja ustaliła, że silniki manewrowe zostały przekonfigurowane tak by dawały jak najmniejszy ciąg. Co uniemożliwiło skuteczne wytrącanie prędkości podczas lądowania. Tuż przed samym lądowaniem z Andromedy została wystrzelona kapsułą ratunkowa. Obecnie trwają jej poszukiwania.
Następnym razem muszę sprawdzać kogo zatrudniam. No i na to wygląda, że będę miał kolejną, trzecią Anakondę. Oby starożytne porzekadło się ziściło "do trzech razy sztuka" i tym razem by powiodła mnie bezpiecznie ad astra - ku gwiazdom!
Odpowiedz
#8
[Obrazek: Screenshot_0072.jpg]

Kilka dni po zakończeniu wielkiej operacji logistycznej Skrzydlatej Husarii dzięki, której powstanie nowe centrum rozrywki galaktycznej.
Cała operacja zakończyła się spektakularnym sukcesem i już niebawem powstanie bar orbitalny "11 Parseków". Postanowiłem skierować Adastrę w rejon plejad, skąd docierają niepojące wieści związane z pojawieniem się obcych.

Zbliżając się do systemu Maia coraz częściej znajdywałem zniszczone przez Thargoidów wraki unoszące się w dziwnej zielonej gazowej otoczce. Żałuję, że ze wszystkich scenariuszy spotkania z obcymi jakie wyobrażała sobie ludzkość ziścił się ten najgorszy - czyli konflikt, śmierć i zniszczenie.

W końcu stało się, trafiłem na "potwora", który właśnie kończył dobijać swoje ofiary... ogromny ryczący jak stary kuter rybacki, statek! Podleciał do Adastry i oplótł je dziwnymi pasmami energii.
Pokłady zaczęły trzeszczeć, systemy alarmowe wyć! Podniosłem wszystkie działka, wypuściłem myśliwca... Nie wiem jak długo trwała ta nierówna walka, wszystkie uszkodzenia jakie obcy otrzymał były niemal natychmiast regenerowane. Mój drugi pilot Davis co rusz wypuszczał kolejne myśliwce, które niemal w momencie były rozrywane przez rój jaki wypuścił obcy.

- Davis, jak sytuacja w hangarze myśliwców, Davis odbiór! Rebbeca, możesz sprawdzić łączność z hangarem? Nie mam kontaktu!
- Kapitanie, potwierdzam brak łączności z hangarem, hangar zniszczony!
- Rebbeco, jest jakaś odpowiedź na nasze wezwanie Husarii?
- Brak odpowiedzi, kapitanie. Stan kadłuba na poziomie 14%!
- To koniec Rebbrco, dziękuję ci za...
- Kapitanie! Z nad przestrzeni wyskoczyły 4 statki!
- Sygnatura?!
- To okręty TWH! Zgłaszają się komandor Kyokushin, Seba312, Ulpian i Fenyl de Lrchia.
- Chłopaki spadliście mi dosłownie z nieba!!!

Walka trwała jeszcze kilkanaście minut zanim obcy został pokonany! Gdyby nie wsparcie skrzydlatych, nie było by tego wpisu.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziennik pokładowy: Cmdr Mathias Shallowgrave Mathias Shallowgrave 41 11,492 20.01.2019, 03:14 UTC
Ostatni post: Mathias Shallowgrave
  Kosmiczne jaja, czyli dziennik pokładowy z wyprawy - Muzzyx Muzzyx 4 1,553 18.01.2019, 22:39 UTC
Ostatni post: Muzzyx
  Komandora Blaine'a ekscesy wszelakie Philip Blaine 9 3,568 08.11.2017, 00:15 UTC
Ostatni post: Philip Blaine



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości