The Winged Hussars - Forum
Husarska Kolonia - Wersja do druku

+- The Winged Hussars - Forum (https://forum.thewingedhussars.com)
+-- Dział: Maskelyne Vision - Elite Dangerous (https://forum.thewingedhussars.com/forumdisplay.php?fid=4)
+--- Dział: Galeria sztuki im. Jade "Maliny" Rockatansky (https://forum.thewingedhussars.com/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Wątek: Husarska Kolonia (/showthread.php?tid=2524)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11


RE: Husarska Kolonia - Quarion - 14.03.2017

(14.03.2017, 11:09 UTC)TeddyPanda napisał(a):
(14.03.2017, 07:38 UTC)Quarion napisał(a): Ale dociągniesz przygodę do przylotu na Maskelynkę?

Tak Smile

I będzie na końcu impreza?


RE: Husarska Kolonia - TeddyPanda - 14.03.2017

(14.03.2017, 11:17 UTC)Quarion napisał(a):
(14.03.2017, 11:09 UTC)TeddyPanda napisał(a): Tak Smile

I będzie na końcu impreza?

Na Meskalinie możliwe, w Koloni nie wiem, zobaczycie co się stanie w ostatnich odcinkach Tongue


RE: Husarska Kolonia - Quarion - 14.03.2017

(14.03.2017, 11:45 UTC)TeddyPanda napisał(a):
(14.03.2017, 11:17 UTC)Quarion napisał(a): I będzie na końcu impreza?

Na Meskalinie możliwe, w Koloni nie wiem, zobaczycie co się stanie w ostatnich odcinkach Tongue

No na Maskelince Smile. Hetman też będzie? Wróci z urlopu? Neko nie zapomni zioła? Tongue


RE: Husarska Kolonia - TeddyPanda - 14.03.2017

(14.03.2017, 12:18 UTC)Quarion napisał(a):
(14.03.2017, 11:45 UTC)TeddyPanda napisał(a): Na Meskalinie możliwe, w Koloni nie wiem, zobaczycie co się stanie w ostatnich odcinkach Tongue

No na Maskelince Smile. Hetman też będzie? Wróci z urlopu? Neko nie zapomni zioła? Tongue

Cóż... W kolejnym odcinku sporo się wyjaśni...


RE: Husarska Kolonia - TeddyPanda - 14.03.2017

Dzień Dwusetny - Powrót

Niebo zapłonęło czerwienią, a z chmur spadł wielki statek kosmiczny. Chociaż nie mógł równać się rozmiarami z Horyzontem wyglądał o wiele groźniej. Z podłużnego, stożkowatego kadłuba wystawały liczne, pozakrzywiane stalowe pręty a gdzieniegdzie zdobiły go ostre, metalowe kolce. Wyglądał jak kilkunastometrowa, spowita pyłem korona cierniowa. Statek rozbił się za północnym wzgórzem, a impet jego lądowania poniósł się echem po całej dolinie. Już po samym wyglądzie okrętu domyśliłem się, że maszyny powróciły. Nie potrzeba było do tego żadnych wyjaśnień, zwłaszcza gdy usłyszałem ten znajomy, wwiercający się w umysł dźwięk, jakby setek mechanicznych owadów.

- Wszyscy do broni, zbiórka przed bramą za pięć minut! - krzyknąłem przez radio.

Na dziedzińcu pierwsza zjawiła się Colon. Następnie Valencia ze swoim karabinem snajperskim, Neko taszczący ze sobą wielkiego miniguna, tak samo jak człapiący za nim Rene, który wydawał się w ogóle nie przejmować wagą posiadanej broni. Chwilę później zjawiła się Fitzgerald i Hector, obydwoje wyposażeni w karabiny średniego zasięgu, a na samym końcu Misaki z Gabelą, również trzymające karabiny. Byliśmy w komplecie.

- Dobra - powiedziałem - wszyscy gotowi?
Odpowiedziały mi ciche przytaknięcia oraz kiwanie głowami.
- Okej, te konserwy chcą nas wywabić na zewnątrz - wyświetliłem holograficzny mapę taktyczną - ich statek wylądował północy o tutaj - wskazałem na sporych rozmiarów czerwoną plamę.
- Ciężko będzie ich pokonać w otwartym polu - słusznie zauważyła Valencia
- Tak - zgodziłem się - Ale konserwy wybrały sobie słabe miejsce na lądowanie - dodałem pozwalając sobie przy tym na lekki uśmiech
- Jak to? - spytał Neko, który chwilowo położył swojego miniguna na ziemi
Przybliżyłem nieco widok na mapie.
- Widzicie ten szary pas? - wyostrzyłem widok - to naturalna ochrona zbudowana ze skał i gruzu akurat w idealnym miejscu by ostrzelać zza niej maszyny - 
Usłyszałem ciche pomrukiwania i gwizdnięcia - poza tym w okolicy rośnie bujny las, jeśli dopisze nam szczęście możemy nawet otoczyć konserwy.
- No to mamy plan! - rzekła ochoczo Gabela
- Valencia schowasz się za węgłem przy wzgórzu - poleciłem - Maszyny pewnie jak zwykle będą czekać na nasz  ruch dlatego dam sygnał  pierwsza otworzysz ogień.
Valencia naładowała swoją broń co było dla mnie dostatecznie potwierdzającym gestem.
- Okej w drogę!

Kilkanaście minut zajęło nam przedzieranie się przez gąszcz drzew i zarośli. W końcu jednak bzyczenie pochodzące ze statku maszyn stało się niemal tak nieznośne, że nawet nie musieliśmy go widzieć aby wiedzieć, że jest tuż przed nami. Chwilę później zobaczyłem naturalną ochronę skalną z mapy taktycznej, a kilkadziesiąt metrów przed nią spoczywał statek Roju. Zacząłem rozstawiać ludzi i tak Neko, Fitzgerlad, Hector i ja zajęliśmy miejsca między skałami. Valencia zgodnie z poleceniem schowała się za węgłem najdalej od reszty ekipy z racji posiadanego karabinu snajperskiego, z Kolei Rene, Misaki oraz Gabeli mieli za zadanie nieco oflankować wroga dlatego ukryli się w gąszczu po zachodniej stronie pola bitwy. Gdy wszyscy byliśmy gotowi dałem sygnał Valencii. Pocisk ze snajperki trafił w okręt maszyn, a te niczym na zawołanie wypełzły na zewnątrz. Dwa wielkie wije oraz trzy mniejsze jednostki, które zwaliśmy kosiarzami. Zaczęło się.






RE: Husarska Kolonia - TeddyPanda - 14.03.2017

Dzień Dwieście Pierwszy - Krajobraz po burzy

Bzyczenie setek mechanicznych owadów wwiercało mi się w umysł i już wkrótce nie słyszałem niczego innego oprócz przeraźliwego trzepotu ich skrzydeł oraz strasznego pisku dobiegającego się gdzieś z wnętrza korony cierniowej. Wychyliłem się zza swojej pozycji obronnej i oddałem strzał z karabinu blasterowego. Strumień energetycznych pocisków zasypał pole bitwy, jednak żaden z nich nie był celny. Neko krył się tuż obok mnie i gdy tylko schowałem się by naładować karabin wstał i oddał długą serię z miniguna, jednak gdy miał się schylić jego czaszka dosłownie eksplodowała trafiona olbrzymim pociskiem wystrzelonym przez jedngo z Kosiarzy.

- Nie! - krzyknąłem patrząc jak ciało przyjaciela bezwładnie pada na ziemię - Nie, cholera, tylko nie on!

To co przed chwilą było moim najlepszym kumplem w Koloni teraz zmieniło się w paskudną, czerwoną plamę. Patrzyłem przez chwilę na zwłoki nie rozumiejac co sie stało.

- Tadek! - ryknęła Colon gdzieś zza moich pleców.

Po chwili zobaczyłem jak Marina, która stała nieopodal również pada na ziemię. Kule dosłownie zwaliły ją z nóg. 

- Cholera, cholera, cholera.

Dostałem dwie kulki ale pulsująca w żyłach adrenalina sprawiła, że nie poczułem bólu, co więcej nawet zbytnio o tym nie myślałem. Parłem jedynie do przodu by chwycić w ręce miniguna. Gdy tylko dobyłem broni wyskoczyłem zza osłony i zacząłem pluć we wroga ołowiem sprawiajac, że minigun zaskwierczał, przegrzał się i zatrzymał. Jeden z kosiarzy nie wytrzymał ostrzału i eksplodował. Gdy tylko wybuch rozerwał go na strzępy spostrzegłem biegnącą w strone statku Gabelę. Dziewczyna przeklinała z wściekłością wypuszczajac kolejne serie z karabinu, jednak jeden z Kosiarzy nagle skierował swoją lufę w jej kierunku. Pocisk przebił jej serce i zginęła na miejscu.

- To twoja wina Tadek! - krzykneła 

Obudziłem się.

Na dworze szalała burza z piorunami, a świst wiatru przetaczającego się miedzy górami brzmiał jak przerażający śpiew tysięcy umęczonych dusz. Piekielny orszak umarłych biegł po niebie porywając ze sobą nieostrożnych wędrowców, którzy przez przypadek stanęli na jego drodze.

Zapaliłem małą lampkę i syknąłem z bólu. Dopiero teraz przypomniałem sobie, że kilka godzin wcześniej dostałem kulkę. Spojrzałem na wciaż śpiącą Valencię, jej twarz cała pokryta była brudem i zaschniętymi łzami. Połżyłem dłoń na jej odsłoniętym policzku i przez chwilę patrzyłem jak oddycha.

Zbliżał się świt, chociaż burza nie pozwalała słońcu przedostać się na powierzchnię. Może to i dobrze? Ruszyłem przed siebie nie zważajac na to, że w krótką chwilę byłem już przemoczony do cna. Szpital znajdował się tuż przy centralnym, małym wzgorzu, który był też naturalną obroną dla naszej bazy. Pchnąłem drzwi, wszedłem do środka i zapaliłem światło. Szpital miał tylko jednego pacjenta.

- Marina - powiedziałem
Młoda kobieta widocznie przez całą noc nie zmrużyła oka, bo patrzyła na mnie z miną jakby czekała na ten moment od kilku godzin
- Wiem, co chcesz mi powiedzieć - szepnęła - powinnam ci chyba podziękować, no i przeprosić - dodała.
- Za co? - spytałem zbliżając się do łóżka, na których leżała nieruchomo
- Za uratowanie życia - Marina spojrzała mi prosto w oczy - Zwłaszcza po tym jaka wobec was byłam. Tak bardzo mi przykro.
Dziewczyna wydawała się być szczera, jej twarz co prawda zdobił grymas spowodowany bólem, jednak oczy nigdy nie kłamały, a nawet jeśli to jakie to miało teraz znaczenie?
- To drobiazg - odparłem
- Czy dam radę jeszcze... No wiesz - zaczęła niepewnie jakby obawiając się mojej odpowiedzi
- Stanąć na nogi? - dokończyłem pytanie za nią
- Tak, stanąć na nogi. Nie czuję w ogóle swojego ciała Tadziu - szepnęła rozpaczliwie
Położyłem dłoń na jej czole. Dziewczyna pociła się intensywnie.
- Kula przeszła przez kręgosłup - stwierdziłem doktorskim tonem - całkowity paraliż jest uleczalny, ale na pewno nie tutaj.
- Och a tam skąd pochodzisz? - spytała podniecona
- Owszem, jak większość urazów. A teraz śpij Marina, to wszystko wkrótce się skończy. Obiecuję, że pewnego dnia ponownie staniesz na nogi.
I zwróciłem się w stronę drzwi do drugiej sekcji szpitala, jednak gdy miałem już nacisnąć klamkę przygotowany na nieprzyjemny widok jaki miał mnie zaraz spotkać usłyszałem ze sobą ponownie głos dziewczyny.
- Tadek mogę cię o coś prosić?
Odwróciłem się na pięcie i puściłem do Mariny pytające spojrzenie.
- Tak?
- Proszę zabierz mnie stąd! Nie chcę leżeć w tym szpitalu jak jakieś warzywo!
Przez chwilę oceniałem jej stan i to czy będę w stanie w pojedynkę przetransportować ją do kwatery wewnątrz bazy.
- Jasne - odparłem po czym  z trudem wziąłem dziewczynę na ręce.
Wyszedłem na zewnątrz przekraczając pola uprawne kopniakiem otworzyłem drzwi do głównego budynku. Po chwili byliśmy już w pokoju Mariny. Położyłem ją na łóżku i przykryłem kołdrą. 
- Dziękuję - powiedziała ponownie
- Nie ma sprawy.

Z powrotem ruszyłem w stronę szpitala gdzie poprzedniej nocy zostawiliśmy zwłoki naszych towarzyszy. Gdy tylko zobaczyłem dwa ciała osób, które jeszcze kilka dni wcześniej były moimi przyjaciółmi łzy spłynęły mi po twarzy, a serce przepełnił ból.

- Już sobie nie zajaramy nie? - rzekłem schylając się do Neko, ale nie mogąc patrzeć na jego zmasakrowaną czaszkę

Zamiast tego spojrzałem na Gabelę. Oczy dziewczyny były zamknięte i wyglądała jakby wcale nie umarła, a jedynie zapadła w głęboki sen. Była jeszcze taka młoda, tyle życia miała przed sobą, tyle wspaniałych rzeczy czekało ją po powrocie do bańki. Gdyby tylko nie te cholerne mechanoidy już wkrótce prowadziła by szczęśliwe życie w HR 8444. Gdyby tylko nie umarła.

Chwyciłem ciało Neko na plecy i ruszyłem w stronę groty z sarkofagami na południowej ścianie wzgórza. Złożyłem jego ciało do grobu, a następnie to samo zrobiłem z Gabelą. Gdy w końcu usiadłem zmęczony przed wejściem do mauzoleum zobaczyłem idącą w moją stronę Valencię.

- Pochowałeś ich? - spytała smutno
- Tak - szepnąłem chowając głowę w dłoniach
Dziewczyna usiadła obok mnie i oparła się o ścianę
- Trzeba będzie odprawić im pogrzeb - powiedziała
Odwróciłem do niej głowę, po twarzy spływały jej łzy
- Zwaliliśmy - stwierdziłem po chwili milczenia - mogliśmy to lepiej zaplanować
- Nikt nie jest niczego winien - odparła ostro Valencia
Po chwili do groty zaczęli schodzić się pozostali koloniści. Pierwsza przyszła Tammy, jednak nie odezwała się ani słowem za co byłem jej wdzięczny. Tuż za nią szedł Rene z miną, która wskazywała, że wciąż nie docierało do niego co się właściwie stało. Na samym końcu byli Hector i Misaki, którzy płakali jak bobry i pocieszali się nawzajem w coraz bardziej absurdalny sposób.

Zebraliśmy się tutaj aby pożegnać dwójkę naszych towarzyszy, kolonistów, przyjaciół - powiedziałem stojąc nad dwoma zamkniętymi już sarkofagami - pomimo, że już nigdy nie zobaczymy ich uśmiechniętych twarzy pamięć o nich nigdy w nas nie zagaśnie.

Valencia dołączyła do grupy najmocniej płaczących. 
- Ona była taka młoda! - wymamrotała przez łzy

Każdy z nas wiedział na co się pisze kiedy dołączał do tej grupy, dlatego tym bardziej nie możemy się poddać. Musimy dać z siebie jeszcze więcej aby wrócić bezpiecznie do domu. Taki był nasz cel od samego początku.

- Dobrze prawisz Tadek.

Dziękuję Colon. Chciałbym Was prosić nie jako przywódca tej koloni, a jako przyjaciel. Nie pozwólcie by ich śmierć poszła na marne! To jeszcze nie czas na opłakiwanie zmarłych, wciąż tu jesteśmy, wciąż walczymy! Pozostańcie silni i dajcie z siebie wszystko co najlepsze! Za bezpieczny powrót do domu i za Husarską Kolonię!

- Za Husarską Kolonię! - krzyknęła Colon
- Za Kolonię! - dołączyła do niej Valencia
Po chwili pojawiły się głosy pozostałych
Za Kolonię! Za Kolonię!
- A teraz jazda ludzie! Wracamy do domu! I to już niedługo!

Zostałem sam by przez chwilę popatrzeć jeszcze na zamknięte sarkofagi. nagle przypomniałem sobie, że mam coś przy sobie. Wyciągnąłem z zewnętrznej kieszeni swojego płaszcza dużego, zrobionego przez Neko dżointa.

- Tym razem ja pierwszy Przyjacielu! - powiedziałem po czym ściągnąłem trzy buchy i położyłem skręta na sarkofagu - reszta dla Ciebie Stary

Przez chwilę wydawało mi się jakby ktoś faktycznie zaciągnął się spoczywającym na grobie skrętem.

- Zawsze będę o Tobie pamiętać, żegnaj.

Wszedłem w galnet i znalazłem piosenkę, która powinna się mu spodobać. 






RE: Husarska Kolonia - TeddyPanda - 14.03.2017

Dzień Dwieście Szósty - Ostatnie Przygotowania

Przez ostatnie dni nikt ze sobą zbytnio nie rozmawiał. W Koloni zapanował nastrój ciszy i wyczekiwania. Gdy dwa dni wcześniej przybyła do nas kolejna karawana kupiecka postanowiliśmy oddać Tailor Mesie wiele zbędnego sprzętu, który już wkrótce miał stracić swą użyteczność, a także pozostałe zwierzęta. Valencia postanowiła jednak zatrzymać dwójkę naszych psów, z kolei szczeniaki zostały oddane tak samo jak kurczęta i oswojony mawół. Coraz częściej przyłapywałem siebie samego że już niemal z tęsknotą patrzę na ściany budynków, farmę wnętrza pokojów. Przez ponad dwieście dni osiągnęliśmy wiele, Kolonia przeżywała swoje wzloty i upadki, miały tu miejsce historie zarówno pełne radości i nadziei jak i chwile trwogi oraz straty. Poznałem tu wielu przyjaciół, spotkałem tutaj Valencię i Colon, ale nieubłaganie zbliżał się czas pożegnania.

[Obrazek: CPDml1z.png]

- Cieszę się, że to wszystko się stało, ta katastrofa i w ogóle - powiedziałem do Valencii kiedy wspólnie składaliśmy ostatnie komponenty potrzebne do naprawy Horyzontu
Mimo, że obydwoje wciąż mocno odczuwaliśmy stratę bliskich dziewczyna pozwoliła sobie na skromny uśmiech
- Ja również
- Ale to była jazda co? - spytałem odwzajemniając uśmiech
- Niesamowita!
Złożyłem ze sobą kilka kolejnych drobnych elementów i połączyłem kilka kabli. Coś zaskrzypiało, gdzieniegdzie posypały się iskry, ale wszystko zdawało się być w porządku.
- Jak wam idzie? - zagadnęła Colon, która właśnie pojawiła się na placu konstrukcji trzymając w ręku butelkę piwa
- Jutro powinniśmy skończyć - odparłem 
- Szczerze powiedziawszy nie wierzyłam, że uda nam się stąd wydostać - stwierdziła Colon - zwłaszcza gdy zobaczyłam kto jest kapitanem tej Anacondy
- Dzięki - burknąłem chowając się za jednym z modułów
- Miło mnie zaskoczyłeś Tadek, zresztą ty też Valencia
- Przekaż wiadomość pozostałym, że już niemal skończyliśmy - poleciłem jej 
Colon pokiwała głową i odeszła.
Gdy skończyliśmy pracę był już późny wieczór, jednak teraz wystarczyło tylko wsadzić wszystkie moduły do statku i w końcu, po tak długim czasie byliśmy gotowi, by na zawsze opuścić ten nieprzyjazny, zapomniany świat.


RE: Husarska Kolonia - TeddyPanda - 14.03.2017

Dzień Dwieście Siódmy - Największa Tajemnica Planety

Rankiem moduły statku, po drobnych poprawkach były gotowe do wniesienia na pokład Horyzontu, jednak postanowiliśmy zostać jeszcze jeden ostatni dzień w Kolonii aby po prostu cieszyć się ciepłym, letnim dniem. Poszliśmy z Valencią na długi spacer gdzie omawialiśmy swoje przyszłe plany. Wiedzieliśmy, że gdy tylko wrócimy do bańki czekać na nas będzie cała Husaria, ale także jako Oficer będę miał naprawdę sporo papierkowej roboty. Musieliśmy też co oczywiste sformalizować swój związek co było skomplikowane, bo w końcu nikt nie wiedział o istnieniu osoby takiej jak Nana Valencia. Omawialiśmy przygody jakie na nas czekają w zamieszkanych światach. Cały kosmos stał przed nami otworem! 

Gdy tylko skończyliśmy wszystko planować poszliśmy się bzykać.

Gdy wróciliśmy do bazy, w pokoju rekreacyjnym czekała na nas reszta koloni.
- No w końcu są ci zboczeńcy! - krzyknęła Colon od razu gdy nas zobaczyła
Valencia zarumieniła się mocno, ja jednak tylko chytrze się uśmiechnąłem nie próbując zaprzeczać.
- A zasadził ci ktoś kiedyś kopa? - spytałem udając groźny ton
Colon parsknęła śmiechem.
- Wylatujemy dziś czy jutro - zgadał Hector, który grał w bilarda z Misaki.
- Jutro - odparłem - a dzisiaj zróbmy sobie jeszcze wolne
Usłyszałem ciąg pomruków wyrażających aprobatę.
- Dzięki Tadek - powiedział Rene - za wszystko
- Nie ma za co stary - odparłem natychmiast
- Zdrowie Tadeusz - pisnął Hector
Pokiwałem do niego głową
- Zaraz wracam - szepnąłem do Valencii i pocałowałem ją w policzek po czym wyszedłem na korytarz
Otworzyłem drzwi do pokoju Mariny. Dziewczyna leżała nieruchomo na swoim łóżku w identycznej pozycji w jakiej ją ostatnio zostawiłem.
- Jak tam, trzymasz się? - zagadnąłem ciepło
- Jakoś leci, dzięki, że wpadłeś - szepnęła Marina
- Jutro odlatujemy, za kilka dni trafisz do najlepszego szpitala na Maskeline Vision, osobiście dopilnuję żeby Cię dobrze poskładali
Marina wykrzywiła kąciki warg z trudem się uśmiechając.
- Przetrzymaj jeszcze chwilkę, wkrótce staniesz na nogi.

Wróciłem do pomieszczenia rekreacyjnego gdzie pozostali koloniści żywo ze soba rozmawiali, grali w bilard i pili piwo. Gdy tylko zjawiłem się z powrotem doskoczyła do mnie Valencia. Chwyciłem ją w pasie i oparłem się o ścianę.

- Byłeś u Mariny? Jak się trzyma.
- Mam wrażenie, że lepiej niż ja - stwierdziłem
Valencia zachichotała.
- Można jej pomóc?
- Głupie pytanie, jasne że tak. Szczerze powiedziawszy nie znam choroby czy kontuzji, której nie dało by się uleczyć. No może poza ścięciem głowy. Z tym bywają niekiedy problemy.
Powoli zacząłem wsadzać ręce pod bluzkę Valencii. Nagle postanowiłem zapytać o coś co od zawsze mnie nurtowało gdy patrzyłem na jej wielkie cycki.
- Valencia mogę Ci zadać jedno pytanie?
- Wal śmiało - odparła, ale gdy tylko zobaczyła moje spojrzenie zdała sobie sprawę ze swojej wtopy - Nie to miałam na myśli! Albo może to?
- Jak to jest możliwe, że tak urosły?! - spytałem przerywając jej
- Co?
- Jak to co? Cycki! - krzyknąłem
Głowy wszystkich członków koloni skierowały się prosto na mnie, ich spojrzenia były wybitnie skonsternowane.
- Eeee tutaj to normalne
- Jak to? Przecież Misaki ma małe - burknąłem
- Bo ma dopiero szesnaście lat głupku!
- Mówisz poważnie?
- A czy spotkałeś na tej planecie inne kobiety w moim wieku i podobnej postury?
Nagle przypomniałem sobie jak wyglądały przedstawicielki płci żeńskiej chociażby z Tailor Mesy czy Fioletowego plemienia. Valencia miała rację! jak mogłem to przeoczyć!
- O Boże - szepnąłem - muszę zadzwonić do Quariona. Albo od razu do samego Hetmana.
- Nie wiem czemu cie to tak dziwi, wasze kobiety takich nie mają? - twarz Valenci wydawała się kompletnie zbita z tropu.
- Takich? W porównaniu z tobą to w ogóle nie mają!
- No nie gadaj nawet! 
- Musimy szybko zaklepać sobie prawa do tej planety! - mój umysł wirował i pędził niczym rollercoaster - Ewolucja jest cudowna!
- Zawsze mnie dziwiło dlaczego tak się im ciągle przyglądasz.
Zacisnąłem palce na jej obfitym dekolcie.
- Ta planeta to raj! Trzeba tu wysłać flotę!

[Obrazek: yTgRN3p.png]


RE: Husarska Kolonia - TeddyPanda - 14.03.2017

Dzień Dwieście Ósmy - Ku Chwale Koloni!

Obudziło nas wycie syren. Zeskoczyłem w mgnieniu oka z łóżka i pobiegłem do salonu gdzie czekała już Colon w całym rynsztunku bojowym.

- Co jest? Co się dzieje do cholery? - spytałem na wpół przytomny
Mina Tammy nie zwiastowała niczego dobrego.
- Konserwy - powiedziała - Idzie na nas chędożona armia!
Spojrzałem na nią z niedowierzaniem. 
- Weź nie rób sobie jaj Colon!
- To sam spójrz - stwierdziła wyświetlając widok z kamer.
Gdy to zobaczyłem zaparło mi dech w piersiach. Dwie spore grupy maszyn kierowały się wprost do naszej bazy.

[Obrazek: jBFWb05.png]

[Obrazek: 2PIukpC.png]

- Jasny gwint! Nie mamy szans! - rzekłem przerażony
- Sami na pewno nie - słusznie wtrąciła Colon
- Co się dzieje? - usłyszeliśmy głos Rene, który również właśnie wszedł do środka, lecz gdy tylko spojrzał na mapę momentalnie zamilkł.
Po chwili reszta kolonistów pojawiła się w jadalni.
- Będziemy potrzebować wsparcia z zewnątrz - powiedziałem przytomniejąc i pobiegłem w stronę terminala komunikacyjnego by połączyć się z dwoma zaprzyjaźnionymi osadami.

[Obrazek: 1VFFfFv.png]

- I jak? - spytała Valencia gdy tylko wróciłem
- Pomogą nam. A teraz wszyscy na stanowiska! - krzyknąłem próbując podnieść morale przyjaciół - Przeróbcie te konserwy na złom! To ostatnia walka, ostatni bój! Przynieście tej Koloni chwałę!
- Ku chwale Koloni! - krzyknął Rene
Ku chwale Koloni! - powtórzyliśmy wszyscy kilkukrotnie by zagrzać się do walki. Gdy już mieliśmy wychodzić na pozycje złapałem Valencię za rękę.
- Nie próbuj mi przypadkiem ginąć. - ostrzegłem ją
- Damy radę Tadek - odparła Valencia
- Uważaj na siebie okej?
Valencia skinęła głową.
- Ty też - pocałowała mnie

Jako pierwsze wybiegły na nas mniejsze jednostki, czyli Kosiarze. Otworzyliśmy ogień. Pociski przebiły się przez lekkie pancerze maszyn i już wkrótce kilka z nich eksplodowało bądź leżało na ziemi krytycznie uszkodzone. Dzięki solidnym umocnieniom oraz wieżyczkom konserwy nie mogły nas nawet tknąć.

[Obrazek: sZXVzZi.png]

- Brawo ludzie! - wykrzyczałem przez radio - padają jak muchy!

Wymiana ognia trwała kilka dobrych godzin. W międzyczasie spadł deszcz, a dzień zaczął schylać się ku końcowi.  Gdy pierwsza fala została zniszczona spojrzałem na mapę i głośno przekląłem.

- Co jest Tadek? - spytała Colon przez radio
- Jedna z grup, które szły nam z pomocą...
- Co z nimi?
- Maszyny ich zmasakrowały - powiedziałem spoglądając na sytuację przed murami
- Musimy im pomóc! - odezwała się Valencia
- Nie - stwierdziłem ostro - W otwartym polu nie mamy żadnych szans
Dziewczyna mocno przeklęła.

[Obrazek: 4DQwYao.png] 
Trzy wielkie wije przejechały po naszych sojusznikach z Tailor mesy jak walec. Słyszałem ich głośne, pełne bólu krzyki i łomot eksplozji. Nie byliśmy w stanie im pomóc - przekonywałem się. Gdy tylko cyborgi skończyły swą rzeź skierowały się w stronę wejścia na dziedziniec.

- Przygotujcie się! - ryknąłem

Po chwili z korytarza wypełzły wielkie, metalowe stonogi, które momentalnie rozpoczęły ostrzał. Jeden z nich wyposażony był w wielką wyrzutnię zamontowaną na grzbiecie swego pofałdowanego cielska. Wystrzelił pocisk, który trafił wprost do miejsca gdzie stała Misaki.

- Ja płonę! - krzyknęła dziewczyna i wybiegła z okopu próbując ugasić swoje ciało
- Misaki wracaj! - powiedziałem przez radio - O nie!

Dziewczyna dostała się prosto pod lufę karabinu jednego z wijów, który natychmiast wykorzystał nadarzającą się okazję. Dziesiątki kul przeszyło jej ciało niczym sito. Nie miała szans tego przeżyć. Chwilę później kolejny pociski spadły na mój okop.

- Arrrrgh! - rzekłem z grymasem bólu - jedna z kul przeszła na wylot przez moją rękę. Wychyliłem się by oddać strzał, jednak moją uwagę przykuł biegający po dziedzińcu Rene.

- Te cholerne gnidy mają broń zapalającą! - chrypnął swoim ciężkim głosem i w tym momencie zbłąkany pocisk przebił jego udo, Rene zatoczył się i padł na ziemię. Sytuacja z sekundy na sekundę stawała się coraz trudniejsza. 

[Obrazek: 0RI13GQ.png]

Chwile później na placu boju zjawiły się kolejne dwa wije, oba z wyrzutniami. Wielkie pociski poszybowały w stronę naszych okopów i rozbiły się tuż przy Hectorze. Impet eksplozji sprawił, że ten bezwładnie osunął się na ziemię.  Eksplozja była tak silna, że ja również odczułem jej skutki i chwyciłem się za brzuch. Krew spływała mi już niemal z każdego miejsca na ciele ale nie zważałem na to. Jedyne o czym myślałem to aby rozwalić w mak te cholerne konserwy.

[Obrazek: nfHBK0j.png]

- Moje włosy aaaaaa! - krzyknął Hector - Moja twaaaaaaaarz!
- Colon pomóż mu! Gdzie ty w ogóle jesteś?
- Aaaaaaa smażę się! - zawodził Hector
- W szpitalu z Rene!

Ucieszyłem się w duchu. Skoro Colon postanowiła przetransportować swojego męża do szpitala prawdopodobnie nadal żył.

- Wracaj jak naj....

Straciłem przytomność.

Nim Colon zdążyła położyć Rene w bezpiecznym miejscu kolejnym głosem, który niespodziewanie się urwał był Tadek. Ruszyła biegiem w stronę miejsca, w którym stał nie zważając na rozpaczliwe wołanie o pomoc Hectora. Musiała podjąć wybór, jednak zrobiła to bez zastanowienia. Tadek stracił sporo krwi i leżał bezwładnie na ziemi. Ucieszyła się, że nadal oddychał. Wzięła go na ramię i pobiegła z powrotem do szpitala.

- Valencia jesteś tam? - spytała podnosząc mikrofon do ust
- Walą do mnie wszystkie! - krzyknęła rozpaczliwie Valencia
- Zaraz tam będę - odpowiedziała jej - I nie myśl żeby ginąć, bo Tadek zabije i mnie!
- Co z nim?
- Stracił przytomność, ale się wyliże.
Colon usłyszała jak Valencia oddycha z ulgą.
W międzyczasie głos Hectora zupełnie ucichł. Tammy podjęła wybór.

[Obrazek: dU0PC8h.png]

Kopniakiem otworzyła drzwi do szpitala i szybko sięgnęła po bandaże by zatamować liczne krwawienia. Chociaż wiedziała, że Tadek zrobiłby to lepiej to zdawała sobie sprawę, że teraz nie ma czasu na finezję. W pośpiechu owinęła opatrunki i ruszyła na pomoc Valencii. Linia obrony była już niemal kompletnie zniszczona, a na dziedzińcu spoczywało pełno trupów. Na szczęście dziewczyna wciąż żyła.

- Jestem! - krzyknęła do Valencii aby dodać jej otuchy i sięgnęła po karabin, była już kompletnie wyczerpana i czuła, że nie wytrzyma zbyt długo.

Valencia oddała celną serię z blastera po czym upadła na ziemię. Na szczęście nie spowodowały tego kule a zmęczenie. Colon została na placu boju sama. 

Zostały tylko dwa! - myślała by dodać sobie sił - tylko dwie konserwy Tammy! Dasz radę!

Kolejna seria z karabinu zniszczyła w drzazgi przedostatniego wija. Tylko jeden. Tylko jeden!

Ostatni Wij wystrzelił w jej kierunku pocisk zapalający jednak Tammy w porę uskoczyła i schowała się za workiem z piaskiem. Poczuła przypływ gorąca, i chociaż nie był on na tyle groźny by powstrzymać Colon, dziewczyna poczuła jak opadają z niej resztki sił. Ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa, jeszcze nigdy wcześniej nie była tak potwornie wyczerpana.

- Giń, Giń, Giń! - krzyknęła po raz ostatni wypuszczając ze swej broni ostatnią serię pocisków, po czym zamknęła oczy i osunęła się na ziemię.

Bitwa była skończona.

[Obrazek: LKr5IiW.png]


RE: Husarska Kolonia - TeddyPanda - 15.03.2017

Dzień Dwieście Dziewiąty (ostatni) - Do Gwiazd

Gdy się ocknąłem ulewa wciąż nie ustępowała. Nie wiedziałem nawet czy na zewnątrz panuje noc czy dzień. Szaro bura aura spowiła wszystko dookoła jakby cała planeta chciała byśmy się stąd wynieśli. Wstałem z łóżka i spojrzałem na swoje opatrunki. Nie wiedziałem kto je zrobił, jednak byłem pod wrażeniem pomocy medycznej jaką ten ktoś mi udzielił. Obok leżał również wciąż śpiący Rene. Postanowiłem opuścić szpital tak cicho jak tylko się da.

Wszedłem do jadalni w głównym budynku, jednak w środku nie zastałem nikogo. Tak samo zresztą jak w sypialni swojej oraz Colon, w budynku przebywała jedynie Fitzgelard.

[Obrazek: 3w4DDlB.png]

Moje serce napełniło przerażenie. Gdzie Colon i Valencia? Gdzie reszta ekipy?! 
Wybiegłem na zewnątrz i krzyknąłem.
- Valencia! Colon! Słyszycie mnie?!
Nie dostałem żadnej odpowiedzi.
- Hector jesteś tam?!
Po raz kolejny nic. Pobiegłem w stronę bramy do Koloni, a raczej do tego co nią kiedyś było. Mury zostały kompletnie zniszczone tak samo jak wieżyczki automatyczne. Optymizmem napawał jedynie fakt, że Wije najwyraźniej odeszły, a te które zostały były martwe bądź poważnie uszkodzone i niezdolne do działania.
- Tadek - Usłyszałem zmęczony głos Colon. Była przywalona gruzem, ale żyła - Tadek tutaj!
Usunąłem czym prędzej gruz pod którym była zasypana i przytuliłem ją mocno.
- Colon ty żyjesz! - powiedziałem uradowany
- Jak mnie nadal tak będziesz ściskać to długo to nie potrwa - odparła Tammy
Puściłem ją i w tej chwili zdałem sobie sprawę, że wciąż nie wiedziałem co się stało z Valencią. Tammy jakby czytając mi w myślach wskazała palcem na jeden z okopów na południu, który wciąż się ostał.
- Poradzisz sobie? - spytałem
- Po prostu muszę odpocząć Tadek - i zamknęła oczy
Pobiegłem w stronę okopu jednak po drodze zobaczyłem coś na czego widok niemalże zemdlałem, a było to kompletnie zwęglone ciało Hectora. Nie zatrzymałem się jednak i ruszyłem dalej. W okopie śpiącą i przemoczoną do cna Valencię. Żyła!

Zamiast ją budzić usiadłem obok niej i wszedłem w zdalne sterowanie Horyzontem. Oderwałem Anacondę od zbocza góry, a po okolicy rozległ się donośny huk startującego statku. Valencia otworzyła oczy.

- Co się dzieje? - wymamrotała rozglądając się na boki i sięgając do karabinu, gdy tylko zobaczyła, że jestem tuż obok niej uśmiechnęła się - a wiec żyjemy - szepnęła
- Żyjemy - potwierdziłem i pocałowałem ją
Chwilę później Horyzont zawisł nad naszymi głowami. Olbrzymi statek kosmiczny miał wiele funkcji, a jedną z nich był na przykład parasol.
- Co z pozostałymi?
- Hector i Misaki nie dali rady - stwierdziłem z goryczą
- A reszta?
- Duma Colon została chyba solidnie nadszarpnięta
Valencia zachichotała jednak po chwili powiedziała poważnie
- Uratowała nas wszystkich, ciebie, mnie. Do ostatku sił broniła dostępu Koloni.
- Elitarna, niebezpieczna, zawzięta Colon - szepnąłem chwytając Valencię za ramię po czym obróciłem Horyzont tak aby na miejsce w którym była Tammy również nie padało
- Jakiś ty miły Tadek! - usłyszałem jej krzyk
- Posiedźmy sobie tutaj jeszcze chwilę - powiedziałem do Valencii i przytuliłem się do niej
- No mi się nigdzie nie spieszy - odparła

Kilka godzin później odprawiliśmy krótką ceremonię pogrzebową dla Hectora i Misaki. Ich sarkofagi spoczeły w grocie obok Neko i Gabeli, a gdy już skończyliśmy postanowiliśmy solidnie zamurować wejście do mauzoleum tak aby nigdy w przyszłości nie zostało splądrowane.  Następnie Horyzont wylądował zgrabnie na dziedzińcu a my zaczęliśmy transportować do środka wszystkie moduły oraz montować je na statku.

[Obrazek: JtL32k4.png]

Gdy skończyliśmy z radością usiadłem na fotelu pilota i sprawdziłem wszystkie systemy. Horyzont był sprawny i gotowy do lotu, ikonka FSD zaświeciła się na zielono i oznajmiła, że napęd nadświetlny działała bez zakłóceń, sensory podały pozycję okrętu, a moduł podtrzymywania życia zaczął pompować do środka tlen.

- Wszystko działa! - powiedziałem ucieszony
- Jesteś pewien? - przezornie spytała Colon, która siedziała na fotelu drugiego pilota
- Tak! Valencia chodź!
Dziewczyna, słusznie wykonała polecenie. Chwyciłem ją mocno w talii wiedząc co za chwile nas czeka.
- Uważaj na przeciążenie - szepnąłem jej do ucha - Rene Gotowy?
- Cały czas - powiedział McClain z fotela drugiego pilota
- A Fitzgerald?
Marina, którą zatargaliśmy na pokład wraz z całym łóżkiem leżała na tyłach mostka.
- Tak Tadek, dzięki, że spytałeś.
- Zanim wystartujemy muszę zrobić jeszcze jedną rzecz - powiedziałem bardziej do siebie niż do reszty ekipy - połączyć się z Quarionem

Po chwili na szybie statku pojawiła się wielka twarz Cmdra Quariona. Jak zawsze siedział on w barze otoczony tym razem trzema panienkami.
- Siemasz Quarion! - zawołałem
- Elo Teddy - odparł i zauważyłem, że jest lekko wstawiony. Typowy Quarion w swoim naturalnym stanie.
- Jak tam Black Jack? Zrobiłeś to o co prosiłem?
- Jasne! Przy okazji przemalowałem go na różowo! - powiedział Quarion po czym parsknął śmiechem - spodoba się Valencii!
- Co?
- No sam zobacz!
Quarion pokazał mi zdjęcie różowego Black Jacka, z którym zrobił sobie selfie. Jego twarz na zdjeciu wyglądała jakby był w siódmym niebie.
Valencia roześmiała się.
- Psikus Tadek!
- Czy tobie do reszty odbiło Quarion? Jak wrócimy to ma tego nie być do cholery!
- Wrzuć na luz! - wtrąciła Valencia
- No właśnie - dodała Colon
- Kiedy będzie z powrotem? - zmienił temat Quarion 
- W tej sprawie dzwonię, jesteśmy gotowi do lotu!
- Extra! - rzucił Quarion - będziesz czegoś potrzebować?
W zasadzie chodziło tylko o jedna rzecz.
- Quarion - powiedziałem powoli - Masz zorganizować taką balangę jakiej na Maskelinie w życiu nie widzieli. Weźmiesz najlepszy alkohol, najlepsze panienki i tyle kokosu ile tylko zdołasz unieść czy to jasne? Kiedy któryś Husarz odkręci kran w kiblu to ma się z niego lać Laviańska brandy rozumiesz!?
- A kredyty? - spytał roztropnie Quarion
- Walić kredyty - odparłem
- Dobra ogarnę - rzekł Quarion
- Dzięki! Do zobaczenia w domu!
Rozłączyłem się.
- No to co ludzie? Lecimy na imprezę?
Na mapie galaktyki zaplanowałem trasę lotu po czym oderwałem Horyzont od powierzchni planety. Przez chwilę lecieliśmy łagodną trajektorią w górę tak by po raz ostatni rzucić okiem na Wzgórze Pand i Husarską Kolonię, a następnie zmieniłem kąt na ostrzejszy by ustawić się w stronę gwiazdy, do której mieliśmy wykonać skok.
- Gotowa? - szepnąłem jeszcze raz do Valencii
- Gotowa - odpowiedziała
Włączyłem napęd FSD i przyspieszyłem.
- Tylko się nie przestraszcie przyjaciele, wskakujemy do witchspace! - powiedziałem podniesionym głosem - a zwłaszcza ty - dodałem cicho.
Nastąpiło odliczanie.
5...4...3...2...1...

Koniec